Wina (9)

9.

Pokrzepiony nieco pomysłem, jaki nieświadomie podsunęła mu Pam Troy, Kyle wrócił w dobrym humorze do stołówki i całkowicie stoicko dokończył jedzenie. Co jak co, obrót wydarzeń nieco wymykał się spod kontroli, ale ostatecznie z kilkoma przemyślanymi ruchami, być może udałoby mu się wykaraskać bez rozbitej szczęki i może nawet z wdzięcznym uśmiechem Kristen…

Marzenie ściętej głowy. Uznał, kiedy chwilę później Liz wstała od stolika, żegnana przez spojrzenie Kristen, oddała tacę i pobiegła na kolejne zajęcia. Angielski, i to w dodatku z Damianem w tej samej klasie. Po prostu wspaniale. Zwłaszcza, że chłopaczek niemal natychmiast podniósł się ze swojego miejsca. Nieźle wytresowany piesek Nayara. Też chcę takiego.

Dziękował Buddzie w duchu, że ma teraz okienko. Dodatkowy czas pomoże mu zdecydowanie w obmyśleniu wszystkich szczegółów planu i zorganizowaniu pierwszego elementu na linii jego kontaktów z Liz, które dadzą ogarniętemu gorączką zazdrości Nayarowi nieco do myślenia… może jeszcze paskudne plotki Tess na coś się przydadzą…

~ * ~

Liz potarła zmęczona kark, z ulgą witając dźwięk dzwonka ogłaszającego koniec znienawidzonych lekcji. Normalnie kochała szkołę, ale dzisiejszy dzień był po prostu jednym wielkim stresującym koszmarem. Ciekawskie spojrzenia i szepty wokół niej dokuczały jej cały czas. Nienawidziła być w centrum uwagi, szczególnie takiej. To naprawdę nie było miłe. Było koszmarne. Paskudne.

Przez pozostałe po drugim śniadaniu lekcje jakimś cudem uniknęła członków klubu ‚Znam kosmitę szurniętego a może i nawet więcej niż jednego’. Z jednej strony zawdzięczała to Kristen, która nie odstępowała jej na krok przez przerwy i ich wspólne zajęcia. Ale były także dwie lekcje angielskiego, które spędziła z dziurami w plecach wypalanymi przez Damiana. Doskonale wiedziała, jak dobrym kumplem Cody’ego był. Bardzo uważnie słuchała jego historii o każdym z kolegów z drużyny. Nie czuła się potem tak dziwnie, kiedy przewiercali ją zawsze wzrokiem przez wszystkie tygodnie wakacji… No i te wszystkie wspólne imprezy, przychodził nawet na jej zawody, ponieważ była dziewczyną jego przyjaciela. Damian był lojalny po grób, chociaż czasem dosyć złośliwy i nadmiernie kierujący się nastoletnimi hormonami.

Kiedy jednak szła korytarzem w stronę swojej szafki i widziała Maxa, czekającego cierpliwie u jej celu, wiedziała, że jej pożyczone szczęście właśnie się kończy. Nie mogła już uniknąć żadnego z nich, trafił się jej najgorszy możliwy scenariusz… do diabła! Nienawidziła tego przymusu dyskutowania czasem bardzo osobistych szczegółów swojego życia, ponieważ tego wymagało bezpieczeństwo obcych i zachowanie ich sekretów. Spędziła cudowne pół roku z dala od tego i nareszcie po odetchnięciu pełną piersią wcale nie chciała wracać do tej klatki.

Zaciskając kciuki w nadziei, iż jednak ma jakieś wieści o Tess, powoli ruszyła ponownie w stronę szafek. Ale z każdym krokiem jej wnętrzności mówiły, że to nie to, na co miała nadzieję wbrew braku nadziei… Max chciał mówić, ale nie o sprawie Tess, tylko o Cody’m. Skuliła się wewnętrznie, przygotowując na najgorsze.

„Hej, Max.” mruknęła neutralnym tonem. Uśmiechnął się miękko, z czułością ujmując jej twarz w dłonie i niewątpliwie zamierzając ją pocałować.

Nawet nie byli razem. Co on sobie myślał?

Zrobiła zręczny unik. Westchnął rozczarowany, co zagłuszyło ciche parsknięcie pogardy Nathana, który stał oparty o szafki niedaleko i bezczelnie się na nich gapił. Posłała mu mordercze spojrzenie, ale nie pokwapiła się, by sprawdzić, czy odniosło jakiś skutek. Poważnie w to wątpiła.

Otworzyła szafkę i wrzuciła z ulgą stos książek. Jeśli jutro pójdzie dobrze, będzie mogła zostawić angielski trzeciej klasy – i tak zajęcia były przerażająco nudne – i przenieść się do czwartaków. Dziękowała w duchu za swoje egzaminy, przynajmniej jutrzejszy dzień spędzi z dala od szkoły i niewątpliwego napięcia na linii Roswell High – Dubois .

„Coś chciałeś?” spytała zniecierpliwiona, kiedy Max nadal nic nie mówił tylko tkwił wiernie obok jak jakaś kukła.

„Hm… tak. Przyszedłem po ciebie.”

„Dlaczego?”

Zmieszał się. Cała jego twarz mówiła ‚jak to, dlaczego?’.

„Yhm… nie pamiętasz?” dawał jej desperacko ‚znaki’ oczyma „Miałem cię odwieźć po lekcjach do domu.”

„Zabawne, bo ja nic o tym nie wiem.” spojrzała na zegarek; Kyle powinien skończyć dopiero za godzinę. Niech to szlag ich odmienne plany. Dlaczego nie mogli po prostu każdego dnia kończyć lekcje o tej samej porze? Dlaczego jeden jedyny wyjątek w tygodniu musiał być akurat tym dniem? „Umówiłam się z Kyle’m, Max. Nie kłopocz się.”

„Ale Kyle kończy dopiero za godzinę. Chcesz czekać?” spojrzał na nią prosząco, wręcz błagając ją oczyma, by stąd wyszli, by zostawili tę zgraję plotkujących o nich zawzięcie nastolatków. Nie zamierzała ulegać jego woli. Nie musiała. Tygodnie po śmierci Alexa nauczyły ją tego wystarczająco boleśnie. Była wolną istotą i nie kontrolował jej. Mogła mieć wobec niego dług nie do spłacenia, uratował jej życie. Ale to nie znaczyło, że musiała znów podporządkować jemu swoje życie.

„Właściwie to ja odwożę Kyle’a.” wzruszyła ramionami „Jego samochód stoi w warsztacie.”

To akurat była prawda. Ale też Kal był nieugięty. Do szkoły i z powrotem tylko w towarzystwie ochrony. A najlepiej Kyle’a, by nie wzbudzać podejrzeń.

„Och…” wymamrotał. Przez chwilę myślał, że specjalnie unikała go. Ale to przecież była Liz. Cokolwiek robiła, za jej poczynaniami zawsze coś było. Kyle naprawdę podtrzymywał ją na duchu przez ostatnie dni, od kiedy ogłosili, że Tess wróciła. Prawdopodobnie tylko chciała jakoś się odpłacić. Czasem miała naprawdę miękkie serce. „W takim razie to w porządku. Nic się nie stało. Spotkamy się u Michaela. O szóstej. Wiesz, musimy porozmawiać o całej tej sytuacji…”

Zbytnio ją zatkało, by zdążyła zareagować w porę na jego słowa. Ale też pośpiesznie odszedł, najwyraźniej uznając, że sprawa nie podlega dyskusji. Spotkanie? Zamierzali dyskutować awanturę między liceami? Po jej trupie! Nie ma mowy!

„Jak zwykle głuchy i ślepy.” skwitował Kyle, który wyrósł obok niej nie wiadomo skąd. Otworzył swoją szafkę i wrzucił większość książek. Na egzamin szczęśliwie jechał z nią, więc praca domowa na to popołudnie odpadała…

„I jak zwykle nie rozumie tego małego słówka ‚nie’.” wycedziła przez zęby, trzaskając drzwiczkami i opierając się plecami o nie „Pomyślałby kto, że ostatnie miesiące czegoś go nauczyły, ale mam wrażenie, że jest tylko gorzej z każdym dniem.” wyrzuciła z przekąsem

„Czego chciał?” Kyle spytał ostrożnie. To musiało być coś dużego, skoro Liz szła para z uszu. Z drugiej strony miesiące w Kalifornii nauczyły ją, że ma święte prawo wściekać się i złościć, jeśli coś szło nie po jej myśli. Była naturalniejsza i nie tłumiła tak emocji jak dawniej.

„Spotkamy się u Michaela. O szóstej. Wiesz, musimy porozmawiać o całej tej sytuacji…” przedrzeźniała, zaciskając z furią pięści.

„Wnioskuję, że nie przychodzisz?”

„Żartujesz sobie? Kim on jest, że będzie wyciągał moje prywatne życie i babrał się w tym, jakby miał do tego prawo? Cody to wyłącznie moja sprawa, nie jego.”

„On myśli, że jego.” Kyle zauważył stoicko „Wiesz, jaki jest uparty. Nie wiem, co tym razem by go obudziło, Liz. On naprawdę nie przyjmuje tego do wiadomości.”

Tak, i sądzi, że wróci do niego… niewypowiedziane zdanie zawisło między nimi w powietrzu. Kyle westchnął z frustracją, przypominając sobie po co w ogóle zaczął rozmowę.

„Słuchaj… mówiłaś mu coś o Cody’m?”

„Ani słówka.”

„Najmniejszego o twoim życiu w LA?”

„On nawet nie wie o egzaminach, Kyle.” parsknęła „Mam średnią 6.0 za dwa poprzednie lata i jego gówno to obchodzi, ile wysiłku kosztowało mnie poprawienie ocen…”

„…które on sam schrzanił.” uzupełnił z przekąsem Kyle „Tak, brzmi jak on. Inaczej chyba wywierciłby ci dziurę w brzuchu. Ale nie o tym chciałem pogadać. Widziałem, jak Isabel mu doniosła najświeższe plotki.”

„O?”

„Tobie, Cody’m… same podstawowe informacje…”

„Podsłuchiwałeś.”

„Czemu nie? To wolny kraj.” uśmiechnął się zawadiacko „Ale Liz… on nie wydawał się zbytnio zaskoczony. Powiedziałbym raczej, że spodziewał się tych nowin. Jakby wiedział wcześniej.”

„To niemożliwe…” wymamrotała „Jakim cudem?”

„Nie wiem. Ale coś mi tu śmierdzi. Skoro wiedział wcześniej, to czemu nie uświadczyliśmy kolejnej odsłony spojrzenia szczeniaka mam-obsesję-na-punkcie-słodkiej-Liz?”

„Dobre pytanie…” wymamrotała „Będę w bibliotece albo na trybunach. Daj znać, jak skończysz.”

„Jasne. Idź, gdzie cię nie znajdą te plotkujące harpie.”

„Żartujesz sobie?” zadrwiła, odrywając się od szafki i zbierając do odejścia „Pam Troy zdążyła zapytać dwa razy, jaki Cody jest w łóżku i czy mieliśmy trójkącik z Damianem…”

Nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem, aż łzy zakręciły się w jego oczach. Gdyby nie podsłuchał jej wcześniejszej rozmowy, wziąłby to za kolejną odsłonę jej nie do końca miłego charakterku, który uwielbiał mieszać innych z błotem… ale w świetle podsłuchanej rozmowy wszystko wyglądało zupełnie inaczej i wydawało mu się naprawdę zabawne. Powinienem częściej podsłuchiwać prywatne rozmowy Pam. 

Tags:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *