Wina (7)

7.

„Co ona tak długo rozmawia z tym dziadkiem?” Kristen jęknęła, przestępując z nogi na nogę. Dzwonek na lekcje rozbrzmiał przed chwilą, a Liz wciąż siedziała w klasie do biologii. Miała nadzieję, że nie dostała batów za zamieszanie na lekcji. Była ostatnią winną tej sytuacji. Chociaż to ona zerwała z Cody’m…

Drzwi w końcu się otworzyły, ukazując… całkiem uśmiechniętą Liz Parker. Psiakrew, miała wręcz szczęśliwy wyraz twarzy. Decydując się działać, nim jakikolwiek inny szurnięty natręt zadziała, oderwała się od ściany i szybko ją przejęła.

„Hej, Liz.” mruknęła przyjacielsko „Jeśli chcesz, możesz usiąść ze mną na historii…”

Brunetka zatrzymała się w pół kroku.

„Nie mów mi, że też…” jęknęła.

„Też.”

„W porządku. Robisz dzisiaj za moją eskortę.”

„Nie ma problemu.” zachichotała „Czemu Saldeman chciał z tobą porozmawiać? Nie wyglądało to na karę za to, co się działo na lekcji.”

„Ach nie.” na twarz Liz powrócił uśmiech „Tylko coś o mojej przyszłości. I o wrześniowych egzaminach. Saldeman był jednym z egzaminatorów i będzie także na egzaminie kończącym trzecią klasę.”

Kristen zdumiała się. Cody miał rację. Coś tu nie grało.

„Myślałam, że porzuciłaś cały ten plan… no wiesz, przyjazd do Roswell i tym podobne.”

„Nie. Za trzy tygodnie mam ostatnie egzaminy kończące trzeci rok i oficjalnie będę w czwartej klasie.”

„Można tak przy transferze?” spytała ciekawie. Teraz koleżeństwo z Liz przez ostatnie miesiące przynosiło procenty. Mogła bezkarnie pytać o rzeczy, o które inni nie wyżyli się otworzyć ust.

„Nie. To transfer tymczasowy.”

Otworzyła buzię ze zdumienia, dopiero po chwili zorientowawszy się w tym co robi. Ciche wyznanie Liz, najwyraźniej przeznaczone tylko dla jej uszu, było nie lada szokiem. Może nawet większym niż wieści o rzuceniu Cody’ego.

„Chcesz powiedzieć, że wrócisz do Dubois?” wyszemrała cicho, tak cicho, by nikt nie usłyszał. Liz skinęła głową.

„Ale nie mów nikomu, nawet moja ochrona nie wie. Najpóźniej na semestr letni.”

Kristen po prostu szczęśliwie uścisnęła Liz.

„Ok. Będę milczeć po grób. I nawet nie spytam, dlaczego tu przyjechałaś.”

Liz odetchnęła z ulgą.

„Chodźmy na tę historię, zanim wyrzucą nas za wagary. Już mi się oberwało od Sebastiana…”

„Widzieliśmy.”

„Co?”

„Siedziałam z Cody’m i Damianem na trawie koło boiska do kosza.”

Jęknęła. Kyle chyba rozwijał nadprzyrodzone zdolności. On może być równie dobrze z tyłu tych trybun i nas podsłuchiwać!

„Chcesz wiedzieć, co mówił?”

Zarumieniła się po korzonki włosów.

„Nie!” wymamrotał i pognała korytarzem ze śmiejącą się otwarcie Kristen za nią. Ten dzień zdecydowanie należał do bardzo, bardzo dziwnych.

~ * ~

Obserwował ze swojego miejsca, jak Liz i Kristen wpadają ze śmiechem do klasy dosłownie dwa mery przed nauczycielem, który tylko pokręcił z politowaniem głową. Usiadły w jednej z ostatnich ławek, nie przejmując się zaintrygowanymi spojrzeniami innych. Chwilę później lekcja rozpoczęła się i chociaż temat był nieprawdopodobnie nudny, a w dodatku przerabiał go już dawno, nie odważył się zbyt często zerkać w ich stronę. Szczęśliwie papierowa bitwa nie miała tym razem miejsca. Nie chciał wylądować na dywaniku u dyrektora już pierwszego dnia… To byłoby już przegięcie. Poza tym gdyby go zawiesili, nie mógłby widywać jej w szkole. Do jej domu wolał nie chodzić… z wiadomych przyczyn. Obawiał się, że widząc ją nie wytrzyma, nie będzie zważał tym razem na jej protesty, aż nie wybije z jej ślicznej główki głupiego pomysłu rozstania. Ech, teraz mógł tylko pomarzyć o jej miękkim ciele przy swoim, o słodkim smaku jej skóry, burzącym krew w żyłach cichym pisku, jaki wydawała zawsze, gdy całował to wrażliwe miejsce za uchem… o tym jak jednym spojrzeniem swoich oczu miała go płaszczącego się u swoich stóp. Był beznadziejnie zadurzony. I chciał ją z powrotem. Desperacko.

Z nową nadzieją w sercu, iż Kristen jednak zdołała coś z niej wydobyć, przywitał dzwonek na długą przerwę. Powędrował do stołówki. Tym razem nie musiał zbyt długo czekać, kiedy dwie brunetki pojawiły się w drzwiach. Kristen bezceremonialnie pociągnęła Liz do kolejki. Został już przez nią ostrzeżony, by nie zamawiać czegokolwiek prócz frytek. To była jedyna zjadliwa potrawa tutaj. Zamówił więc frytki i sałatkę, ignorując uniesione brwi Damiana. Ale prawdą także było, że nie czuł się na siłach jeść cokolwiek. Bał się, że utknie mu wszystko w gardle.

Usiadł przy stoliku i z zainteresowaniem oglądał uczniowskie życie w stołówce. Część stolików była na zewnątrz, i mimo wczorajszego deszczu, wszędzie było już sucho i porozsiadali się jak mrówki. W jednym rogu dostrzegł tę zimną blondi, która wcześniej słała mu gromy. Siedziała w towarzystwie typka, który Damian wskazał mu wcześniej jako osobnika o imieniu Max. Jego główny rywal… na razie jednak musiał się zająć innym problemem. Kyle’m. Ale syn byłego szeryfa chyba wyczuł pismo nosem, ponieważ w tym momencie otaczali go koledzy z drużyny. Napięcie pomiędzy drużyną Roswell, a drużyną Dubois możnaby sprzedawać w tonach, pomyślał wisielczo…

Odebrały w końcu z Kristen swoje tace. Inna blondi, siedząca ramię w ramię z Evansem, machała w ich kierunku żywo. Maria, jeśli dobrze pamiętał ze zdjęć. Teraz miała proste blond włosy do ramion, w dodatku dosyć sztywne i mocny makijaż. Okropna fryzura. Z utęsknieniem pomyślał o miękkich splotach Liz, jak spływały między jego palcami. Szczególnie wieczorami, kiedy Liz oglądała ekranizacje lektur, a on sam… on sam robił, co mu się żywnie podobało. No, prawie.

Ale po drodze do stolika Evansa była jeszcze jedna silna baza Dubois. Dziewczyny z drużyny dopingującej hałaśliwie ściągnęły je do siebie, paplając jedna przez drugą. Z westchnieniem ulgi oglądał, jak na usta Liz wraca tak dobrze mu znany nieśmiały uśmiech. Czasem mogły rywalizować ze sobą w naprawdę nieprzyjemny sposób, ale dzięki Bogu, w przypadku kłopotów, stawały jedna za drugą murem. Tak samo jak chłopaki z drużyny stawali za nim samym. Widząc jednak jak dwójka z nich wstaje i idzie za Valentim w stronę toalet, wiedział, że będą problemy. Cholernie duże problemy.

Tags:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *