Wina (6)

6.

Usiłował wmówić sobie, że nie jest rozczarowany, ale prawdę powiedziawszy był. Rozczarowanie przelewało się przez niego falami. Chciał wydobyć jakąś reakcję z Liz, tymczasem jedyne, co mu się najwyraźniej udało, to jej pogarszający się z każdą chwilą nastrój. Nie wypowiedziała do niego ani jednego słowa, nie spojrzała na niego, chociaż za każdym razem kiedy przypadkowo jego łokieć znalazł się w pobliżu, sztywniała. Zanim kilku nieco nadgorliwych plotkarzy zaczęło posyłać w ich kierunku kulki papieru, wiedział już, że lekcja biologii przed porządną rozmową z nią była bardzo poważnym błędem.

Nauczyciel, pogrążony we własnym bardzo szczęśliwym świecie, nie zwracał na nich zupełnie uwagi. Tłumaczył coś przy tablicy, ignorując coraz głośniejsze szepty i latające wszędzie papierki aż do samego końca lekcji. W duchu Cody podziwiał jego zacięcie. Gdyby coś takiego wydarzyłoby się w Dubois, cała klasa dawno miałaby zupełnie przekichane przez kilka tygodni. Nie najmilsza perspektywa. Ich starzy mogli płacić bajońskie sumy za ekskluzywną szkołę, ale ostatecznie nie bez powodu mogła się poszczycić najwyższą zdawalnością na studia absolwentów w całym cholernym stanie. Rocznik za rocznikiem, praktycznie 100%. Raz, ich rodzice mieli fundusze na sfinansowanie wszystkiego. Dwa, Dubois nie zawsze stosowało marchewkę jako sposób zachęty uczniów do starań. Ostatecznie kto słyszał o tym, że całe wakacje trzeba przesiedzieć w mieście, bo jeśli przegapi się letnie treningi, wylatuje się z drużyny, obojętnie jak wiele sukcesów miało się na koncie? Tak, Dubois miało określoną renomę i wszyscy tam pracowali na nią.

Dzwonek na przerwę zabrzmiał niczym wybawienie… póki nauczyciel nie oczyścił znacząco gardła, żądając zupełnej ciszy. Praca domowa – a następna biologia była nazajutrz – wywołała dzikie protesty. Ale nauczyciel znów pogrążył się w swoim własnym świecie.

„Facet ma charakterek.” usłyszał Athayę za plecami, wychodząc z klasy „Ale i tak go nie lubię.”

Krzywiąc się słysząc znajomy, niemiły dla niego głos. Był z Athayą, ile? Z miesiąc może. I żałował tego jak żadnej innej znajomości. Zapomniał, że ona przyjechała z pierwszą turą wymiany. Cierpła mu skóra na myśl, iż przez dwa tygodnie była w tym samym mieście, co Liz. Bogowie jedni wiedzieli, co zrobiła w międzyczasie.

~ * ~

Zebrała książki i zeszyty jako ostatnia, z niechęcią myśląc o przemarszu przez hol pełen obserwujących ją ciekawskich oczu. Jeśli lekcja biologii mogła być jakąś próbką, potem mogło być już tylko gorzej.

„Panno Parker, proszę zaczekać.” nauczyciel zatrzymał ją przy drzwiach, które zamknął szybko za przedostatnim uczniem. Zostali tylko we dwoje. Spojrzała na niego zaskoczona.

„Usiądź.” wskazał jej pierwszą ławkę przy nauczycielskim biurku. Usiadła posłusznie.

„Przepraszam za tą sytuację, profesorze…” wymamrotała z zakłopotaniem „Naprawdę nie chciałam sprawić kłopotu… nawet nie wiedziałam.”

„Zauważyłem.” uśmiechnął się życzliwie „Wbrew powszechnemu przekonaniu, nauczyciele także byli kiedyś nastolatkami.”

Okrążył biurko i przysiadł na jego brzegu, zasłaniając ją w ten sposób z widoku od strony okienka w drzwiach. Przynajmniej nie musiała oglądać zaciekawionych twarzy innych uczniów.

„Chciałbym opowiedzieć ci pewną historię…”

Uniosła zaskoczona brwi.

„Słyszałaś o Michaelu Guerinie?”

Trudno było jej nie usłyszeć, skoro był chłopakiem jej najlepszej przyjaciółki. Lecz najwyraźniej o to chodziło nauczycielowi.

„To dobry chłopiec, chociaż ma problemy z dostosowaniem się do ogólnospołecznych reguł. Ale powiedziałbym, że ma więcej odpowiedzialności w małym paluszku niż jakikolwiek uczeń tutaj, wbrew jego wagarom i słabym ocenom. Ty również masz w sobie tę… odpowiedzialność. Jak on.”

Zaczęła niepewnie kręcić się na krześle, nie do końca wiedząc, o co chodziło Saldemanowi. Spojrzała na niego i z zaskoczeniem zobaczyła w jego oczach…

„Oboje wiemy, dlaczego dorósł wcześnie. Nieprawdaż?” powiedział nieoczekiwanie miękko.

„Nie wiem, o czym pan mówi.” udało się jej wytrzymać jego wzrok… gdzieś przez dwie sekundy. Westchnął.

„Liz, nie mam zamiaru o nic cię oskarżać, ani też oskarżać twoich bliskich. Wiem, że cokolwiek się dzieje w twoim życiu, musi być trudne… nagle wróciłaś do Roswell, chociaż może to grozić zawaleniem całej twojej przyszłości. Może jestem beznadziejnym nauczycielem, ale pewne… sprawy dostrzegam lepiej niż ktokolwiek inny. Może z tego samego powodu, co Michael…”

Spojrzała na niego totalnie zaskoczona. Nie potrafiła sobie wyobrazić profesora Saldemana jako maltretowane dziecko.

„…a może z tego powodu, że przez prawie piętnaście lat oglądałem twarz mojej matki.” wyjął coś z kieszeni i położył tuż przed nią „Powinno pomóc.”

Zaskoczona przeczytała etykietkę, po czym pośpiesznie wsadziła niewielki słoiczek do plecaka.

„Dziękuję.” obdarzyła go nieśmiałym uśmiechem.

„Postaraj się zakończyć jak najszybciej to, co cię sprowadziło z powrotem do Roswell.”

Była całkowicie wdzięczna, iż nie użył słówka na ‚d’.

„Wiem, że twój transfer do naszej szkoły jest tylko tymczasowy, ale naprawdę tęsknię za tamtym szczęśliwym i spokojnym wyrazem, jaki gościł na twojej twarzy podczas twojego egzaminu we wrześniu.”

Skinęła głową.

„Proszę mi wierzyć, ja też z utęsknieniem wyczekuję powrotu do domu.”

Uśmiechnął się.

„Prawidłowe myślenie. A teraz zmykaj poprawić makijaż.”

„Coś widać?” zmartwiła się.

„Nie to…” uśmiechnął się pod nosem „Popraw szminkę. Może jestem przewrażliwiony, ale twoje usta są nieznacznie opuchnięte i to nie od tego, o czym przed chwilą rozmawialiśmy.”

Zarumieniła się po uszy, ale szczęśliwie z zakłopotania wybawił ją dzwonek na lekcje. To była krótka przerwa.

Zatrzymała się tuż przy drzwiach.

„Dziękuję.”

„Chciałbym zrobić coś więcej, ale obawiam się, że…”

„…panu nie pozwolę?” dokończyła za niego. Skinął poważnie głową, patrząc jak wychodzi na hol pełen strategicznie porozmieszczanych uczniów, nadmiernie ciekawych jej życia osobistego. Gdyby tylko znalazło się chociaż jedno z tych dzieciaków, prócz Kyle’a Valentiego, który z całą pewnością wiedział, mógłby spać spokojnie. Ale kto to wie… biorąc pod uwagę fakt, iż ten nowy chłopiec, Nayar, nie był wcale uszczęśliwiony jej ponurym nastrojem, historia miała potencjał, by skończyć się happy endem. Być może, jeśli się zorientuje, iż cienie w jej oczach są identyczne z jego, zdoła ją namówić do zostawienia Roswell zanim w więcej niż formalnym sensie dziewczyna będzie miała zrujnowaną przyszłość.

Tags:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *