Wina (19)

19.

„Zostać gwiazdą w jego wieku…” profesor Connor pokręciła głową z rozbawieniem, obserwując z okien gabinetu lekarskiego boisko do kosza i jego wypełnione po brzegi trybuny. W duchu trochę czuła się źle z tym, że nie zrobiła nic, by ostrzec te szalone dzieciaki z Roswell, iż porywają się z motyką na słońce. Z drugiej strony Nayar sam rwał się do konfrontacji. Przynajmniej gwałtowne nastroje opadną, jak jego drużyna spali nadmiar adrenaliny w meczu. „…głównie z powodu własnych osiągnięć, nie z powodu rodzinnych koneksji, to rzadkość w tym gronie. Ale nie uczyniło to z Cody’ego osoby zbyt pewnej siebie.”

„Odniosłam wręcz przeciwne wrażenie.” zaskoczona uwagą nauczycielki Lucy uniosła się ze swojego fotela „Wygląda na bardzo zdecydowanego młodego człowieka.”

„Och, on jest!” kobieta zaśmiała się „I wiadomo, kogo chce z powrotem.”

„Liz.”

„Dokładnie.”

„Cóż, tylko życzyć mu powodzenia.” głos pielęgniarki był życzliwy, ale nie pozostawiający wątpliwości, iż naprawdę wątpi w powodzenie jego starań.

„Wróci do niego.” Connor „Nawet nauczyciele się pozakładali, kiedy to się stanie.”

„Żartuje pani!” teraz to była jej kolej na okazanie zarówno zdziwienia, jak i zainteresowania „Dlaczego? Nie wyobrażam sobie, co spowodowało taką reakcję w gronie pedagogicznym. Rozumiem jeszcze, że wśród uczniów ta para może wzbudzać emocje.”

„To z powodu… hm, trudno by o tym mówić, nie wspominając problemów rodzinnych Cody’ego. Ale dorósł wcześnie i sposób, w jaki traktował Liz… to nie było proste nastoletnie zadurzenie. W mniej niż miesiąc po tym, jak zostali parą, pisał okresowe testy Kramera. Jest na liście dzieci z FPPWR. Jego wynik spadł do 20% z poprzedniego. Ona nawet nieświadoma jeszcze jego sytuacji pomogła mu bardziej niż długie lata terapii. Oczywiście nie wspominając, że trzyma go z dala od imprezowania, używek i innych problemów, jakie powstają, gdy młodzież ma nieograniczony dostęp do pieniędzy, odbija im i nie ma żadnej prawdziwej kontroli rodzicielskiej. Zależy mu na niej bardziej niż na czymkolwiek innym, stara się i przede wszystkim otwiera na świat, na innych ludzi, interesuje się ich problemami, własną przyszłością. Wyciąga z niego człowieka… czy też normalnego nastolatka.” Connor wzniosła spojrzenie do sufitu „Trudno zliczyć ile razy przyłapano ich w jakimś kącie, zapominających o bożym świecie.”

„Wszystko pięknie, tylko nie wyobrażam sobie takiej Liz.”

„Dlaczego?”

„W zeszłym roku miałam dwóch nauczycieli, którzy zauważyli jej bardzo negatywną reakcję na dotyk. Wbrew faktowi, iż miała chłopaka. Od czasu, jak wróciła z LA, przyszła już trójka.”

„Podejrzenia?”

„Były. Ale na razie to tylko podejrzenia. Liz niespecjalnie dogaduje się z rodzicami. To może być tylko reakcja zwrotna.”

„W LA tego nie było.” Connor stoicko zauważyła „Wręcz przeciwnie. O ile mi wiadomo, to zdarzało się, że Cody zostawał w internacie razem z nią na noc.”

Pielęgniarkę po prostu zatkało.

„Miał pozwolenie.”

„Pozwalacie młodzieży spędzać noce razem w internacie?” nie mogła uwierzyć własnym uszom „Nie muszę chyba przypominać litery prawa, która głosi…”

„Wszyscy znamy literę prawa. Tylko, że u nas podchodzi się do tego odrobinę inaczej… i nie sądzę, by w innych liceach coś takiego się udało. Hm, może zacznę od tego prostego faktu, że chociaż w internacie formalnie mieszka niewielka garstka, to jednak większość uczniów ma tam swój pokój, z rzeczami i osobistymi drobiazgami… i korzystają z nich tak często, jak nie chcą siedzieć czy spać we własnych luksusowych domach. To są dzieci bogatych rodziców, zupełnie inny świat niż tutaj w Roswell, który ma pewne bardzo specyficzne problemy. Zbyt często zdarza się, że jeśli młody człowiek ma problem, to jego rodzice wykorzystują to do walki między sobą… i mam tu na myśli, że wykorzystują to ich prawnicy. Osiągają wiek nastoletni, co często w świecie sławnych, bogatych, wpływowych łączy się z poważnymi kryzysami… trzy czwarte naszych uczniów ma rozwiedzionych rodziców. Powiedziałabym, że normą wśród nich jest nieznajomość zwyczajnych rodzinnych relacji. Stąd przeogromna lojalność ich wobec siebie samych. Każdy z nich nie mając gdzie pójść, szuka akceptacji ze strony rówieśników, którzy często przechodzą lub przeszli to samo. Naturalnie, biorąc pod uwagę, że to nastolatki w najcięższej fazie burzy hormonów, to powoduje dodatkowe problemy. Wbrew mniemaniu, oni są bardzo… hm, podatni by mieć zasady? Nasza dyrektor tak nazwała to zjawisko. Nie było możliwością, by upilnować nastolatki mające zarówno swobodny dostęp do gotówki, ochronę, której płaci się za milczenie, jak i inne środki… Wprowadzono więc pewne zasady. Oni potrzebują pewnej struktury, może nie dyscypliny, ale struktury, czegoś, na czym mogliby się oprzeć w sytuacji, kiedy nie mają tego w rodzinnych domach. I ta zasada przełożyła się na funkcjonowanie całej szkoły, nie tylko internatu.”

„Więc jak to niby działa?”

„Bardzo, bardzo prosto. Dziewczynie znalezionej w internacie grozi wyrzucenie ze szkoły, jeśli nie ma odpowiedniej adnotacji w aktach. Chłopakowi także. Szkoła współpracuje m.in. z jedną z przychodni kobiecych. Bezwzględnym warunkiem zamieszkania w internacie, jest właśnie odwiedzenie lekarza… i każdy opiekun w internacie zna na bieżąco akta każdego ucznia. Uczucia i hormony nie poddają się rozsądkowi, a nikt z nas nie chce, by te dzieci miały bardziej zrujnowany start w życie niż już mają. Wbrew pozorom bardzo szybko uczą się odpowiedzialności… ale cały system ma jeszcze jedna niewątpliwą zaletę. Nie czerpią swojej wiedzy o życiu seksualnym tylko od rówieśników, mediów czy innych wątpliwych źródeł. Lekarz to nie jest tylko osoba od wypisywania recept czy poinstruowania o odpowiedzialności. Jeśli nowa uczennica czy uczeń opiera się obowiązkowym wizytom lekarskim, to prędzej lub później koleżanki czy koledzy zaciągają ich mniejszą lub większą perswazją… Rezultat jest taki, że rozpoczynają ten etap często o wiele później niż zwyczajne nastolatki. Wiele dziewcząt nie decyduje się w ogóle… albo tego zaniecha, bowiem zdarzają się i takie przypadki, że przychodzą do pierwszych klas już z doświadczeniem. Zdziwiłaby się pani nieprawdopodobnie, gdyby zobaczyła pani statystyki… niestety to tajemnica zawodowa. Ale też jesteśmy doskonale świadomi, że ten system nie działałby dobrze, gdyby nie wzajemna lojalność tych dzieci. Oni dbają o siebie nawet jeśli czasem się nienawidzą. My tylko dajemy im system, który to umożliwia.”

„Niewiarygodne.” Lucy potrząsnęła głową. Oczywiście musiało być o wiele więcej niż mówiła ta nauczycielka, ale to wszystko przedstawione nawet w skrócie brzmiało po prostu imponująco… a także czuło się zdecydowanie inne podejście do nastolatków niż w większości placówek oświatowych.

„Problemy i wyjątki są także… dla przykładu, sześć lat temu mieliśmy przypadek dziewczyny z drugiej klasy. Opierała się wizytom, ale też nie miała problemów rodzinnych, ani innych wymagających natychmiastowej interwencji… Uszło uwadze w szkole, że miała chłopca spoza środowiska – z miesiąc lub dwa zaledwie – ponieważ ani rodzice, ani ochrona nie raczyli nas poinformować. Jej koleżanki namówiły ją w końcu na wizytę. I całe szczęście. Ciąża pozamaciczna i komplikacje. Dlatego właśnie system bez ich wzajemnej lojalności nie działałby. Ale nawet jeśli odbijają im hormony, internat generalnie nie jest tego sceną. Szkoła jest dla nich przystanią i naprawdę dbają o to, by nie stracić przywilejów, które to sprawiają. Najlepszy przykład to sama para Liz-Cody. Znaleziono ich w internacie, chociaż akurat nie zgłosił pobytu, zupełnie grzecznie śpiących razem, a wcześniej tego samego dnia trzykrotnie dostali… hm, uwagi o zachowaniu. Podejrzewam, że przez całodzienne zajęcia na basenie.” zażartowała na koniec „Młodzież jeśli zechce, potrafi wyrolować każdego dorosłego. Jesteśmy tego doskonale świadomi. Mają setki okazji poza szkołą. Właściwie to cały ten system jest nie tyle próbą kontroli, co nauczenia odpowiedzialności. Większość z nich naprawdę nie ma gdzie się tego nauczyć. I tym bardziej przypadek Liz jest… przygnębiający. Po początkowym okresie przystosowawczym, nie zauważono u Liz takiego działania, o jakim pani wspomina. Wszystko zależy od podejścia dorosłych do młodzieży… słyszałam plotki wśród uczniów, że Liz jest na wojennej stopie z którymś z rodziców.”

Pielęgniarka westchnęła.

„Gdzie to pani usłyszała?”

„Plotki wśród uczniów Dubois rozchodzą się szybciej… i szybciej docierają do nas.”

„Mam wrażenie, że dociera do was znacznie więcej.”

„Owszem. Ale też oni zwyczajnie martwią się o Liz. Nawet były sugestie, czy nie przez problemy w domu nie rzuciła chłopaka. Więc mam nadzieję, że wróci do niego. Jest najbardziej prawdopodobne, że w przypadku kłopotów osobistych będzie pierwszą osobą, która się dowie.”

Tags:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *