Wina (21)

21.

Tymczasem w zupełnie innej części szkoły, w niedużym gabinecie, Julian Saldeman nerwowo pukał długopisem o twardą okładkę podręcznika i patrzył na zegarek. Minęło już pięć minut od czasu, kiedy wyjaśnił Liz jej sytuację w całym konflikcie między szkołami, a jej zszokowana mina mówiła najwyraźniej, iż nie tego się spodziewała. Wysłał ją więc do Cody’ego na małą rozmowę. A w ciągu tych kilku minut sprawy mogły przybrać zgoła nieoczekiwany obrót. Wolał mieć ją na oku. Wydawała się naprawdę zmartwiona. A Nayara po wygranym meczu i ewidentnym dopingowaniu przez byłą dziewczynę, mogło nieco ponieść.

W końcu sekretarka odezwała się ponownie, mówiąc, że profesor Callaghan niestety jeszcze nie skończył egzaminować uczniów, mimo, że przewidziany czas już minął. Westchnął z rozczarowaniem.

Pewnie jakaś wpadka ze ściągami. Kiedy uczniowie nauczą się nie-ściągać?

„Moje nazwisko Saldeman, prowadzę przypadek uczennicy egzaminowanej przez profesora. Interesuje mnie wynik jej egzaminu. I prosiłbym o naprawdę szybką odpowiedź.”

„Oczywiście, przekażę.” w głosie kobiety pojawiła się nagła troska i zainteresowanie, których wcześniej brakowało. Nie ma to jak sławne nazwisko w branży, pomyślał wisielczo. Ale być może dzięki temu sprawy ruszą trochę bardziej.

Zerknął na zegarek. Siedem minut. Ok. Z dodatkowym czasem na znalezienie Nayara i Liz, kiedy tam dotrze, sprawy nabiorą zapewne rozpędu.

~ * ~

„Ok.” wypuścił ze świstem powietrze z płuc, nie patrząc nawet na nią „To pytanie należy w takim razie do mniejszości.”

„Więc nie będę więcej pytać.” Liz mruknęła pod nosem „Przepraszam, że zajęłam ci czas. Pewnie śpieszysz się na zajęcia.”

Wstała pospiesznie, chwytając plecak i otrzepując spodnie.

„Liz…”

Wciąż nie patrzyła na niego.

„Nie gryzę, wiesz?”

Nie odpowiedziała. Nie dał jej na to czasu. Szarpnął w dół, spadła prosto na jego kolana. Zamknął mocny uścisk wokół niej i uśmiechnął się szelmowsko.

„Puść mnie.” wymamrotała, ale jej głos był niewiele głośniejszy niż szept i drżał.

„Dlaczego?” teraz niemal stykali się nosami. Nie mogła odwrócić spojrzenia, więc zamknęła oczy. Nie mogła spojrzeć w tę zgubną szarość, bo wiedziała, że będzie po niej. Najpierw zedrze z niego ubranie, a potem prawdopodobnie zupełnie się rozklei i opowie całą tą przerażającą historię. Ciepło jego oddechu drażniło jej usta. Był tak blisko. Jej palce na jego piersi bez trudu wyczuwały szaleńcze bicie serca… bliżej… silne, twarde ciało, a jednocześnie tak miękkie pod jej dotykiem… „Dlaczego?” szemrał wprost do jej ust. Jęknęła. „Dlaczego miałbym cię puścić?”

Jego dłoń zaplątała się gdzieś w jej włosach, bawiąca się nimi, ostrożnie muskającą odsłoniętą skórę na karku. Czuła jak na jej rękach podnosi się gęsia skórka. Było po niej.

Ciepły język rozchylił jej usta w tak znajomym, przyjemnym ruchu, wydobywając zdziczałe ni to westchnienie ni to jęk tęsknoty. Zanurzyła dłoń w jego jasnych włosach, niemal nie czując jak plecak ześlizguje się na podłogę, wsuwki znikają, suwak bluzy idzie w dół. Całe czucie zredukowało się do dotknięcia jego języka, zmysłowego tarcia, do ust leniwie zamykających się na jej. Z jego gardła wydobyło się pełne satysfakcji i zadowolenia mruknięcie, kiedy przesunęła się, by usiąść okrakiem na jego kolanach. Nie przestawał jej zadręczać, dłoń zsunęła się z karku, przez odsłonięty dekolt i wzdłuż lewego obojczyka, wydobywając tym prostym gestem drżenie całego ciała. A może to były leniwe, wcale nie badające, a pewne, żądające muśnięcia jego języka? Nie wiedziała. Nic ją to nie obchodziło… Czuła gorąco płynące od opuszków jego palców, czuła, jak coś w niej zaciska się gwałtownie, zachwycone własną reakcją na niego. Jej ciało chciało czuć go, tak znajomego, a zarazem przyjemnego, łaknęło każdego nawet najmniejszego dotyku… Chryste… dwa tygodnie, nie licząc ich pierwszego spotkania w Roswell, bez nawet aluzji dotknięcia, były czystą torturą. Chciała… chciała, żeby jej tak dotykał, leniwie, zmysłowo, wywołując w niej dziką gorączkę, pragnienie dotknięcia jego samego, poczucia jego ciepłej skóry pod palcami… a nie zdjął z niej ani skrawka materiału… nie licząc faktu, iż chwilę wcześniej nagle na jej ramionach rozsypała się brązowa strzecha… a wydawało się, jakby ją posiadał całą, ustawiając całe ciało w płomieniach. Jej skóra była nadmiernie wrażliwa, jej uszy słyszały tylko oszalałe bicie jego serca i mruknięcia aprobaty, kiedy cisnęła biodrami w dół. Dwie pary dżinsów otarły się desperacko o siebie, jeszcze potęgując oszołomienie. Chrząknął, przerywając na ułamek sekundy pocałunek. Przyciągnęła go mocniej, czując gorące usta sunące wzdłuż delikatnej smukłości jej gardła.

Nie zamierzał się zatrzymywać, ale w tym tempie zbyt szybko tracił kontrolę. Chciał jej zbyt desperacko, zbyt gwałtownie, by skończyło się to tak niewinnie. Szarpnął oporny zamek bluzy, rozpinając ją zupełnie, ujawniając gładką skórę przykrytą tylko prostym, czarnym biustonoszem. Rozpinanym z przodu.

Jęknęła, kiedy poczuła gwałtowny ruch bioder. Już czuła nie tylko delikatnie oskrobujące zęby, nie tylko wilgotny język wywołujący gwałtowny przypływ adrenaliny do krwi, nie tylko gorącą dłoń sunącą po brzuchu… kciuki ostrożnie zataczały małe kółka tuż pod łukiem piersi, testując, badając jej reakcje. Palce wreszcie odhaczyły sprzączkę i z jej ust wydobyło się westchnienie pełnej zadowolenia ulgi. Głowa kiwała się bezradnie w tę i z powrotem, kiedy miękko, niemal z czcią zanurzył język pod czarny materiał.

Nie wiedziała, co wydostało się z jej ust, kiedy wreszcie dotarł do swojego celu. Wszystko, całe czucie, wszystkie zmysły skupiły się nagle na tym jednym skrawku jej ciała, kiedy wyprawiał z nią wszystko to, co chciał. Nie mogąc już dłużej powstrzymać, pchnęła się bliżej niego, wsuwając dłonie pod jego bluzę. Był taki gorący. Jego skóra była zaskakująco miękka i gładka, czuła wręcz jak jego mięśnie zaciskają się pod wpływem dotyku wszędzie tam, gdzie dotknęła… zachwycona własną władzą nad nim, zaczęła sunąć coraz niżej po jego brzuchu…

„Liz…” wychrypiał. Jego głos wydał dokładnie, jak na krawędzi był. Jeśli zaraz się nie powstrzyma, jeśli któreś nie znajdzie w sobie krztyny rozsądku, będzie po nich obojgu. Nie mógł jej dotykać w ten sposób na podłodze szkolnej męskiej szatni, nie zasługiwała na coś takiego. Ale była niczym nieodparta pokusa, po prostu nie mógł przestać jej dotykać, smakować, nie mógł się powstrzymać by nie położyć dłoni na jej gładkiej skórze, przycisnąć własne biodra do jej, by poczuła dokładnie, co z nim robi. Był na głodzie i jeśli nie mógłby wydobyć z jej oczu tego wariackiego oszołomienia, oszalałby. Chciał napełnić uszy jej jękami zadowolenia, szaleńczym biciem serca, czuć na języku słony pot, patrzeć na ślady pozostawione na jej gładkiej skórze przez jego i tylko jego… Jezu, wpadł w totalny obłęd.

Zadrżała nagle, gwałtownie, kiedy jego otumaniony przez pragnienie mózg wysłał impuls do dłoni, albo same bezwiednie robiły to, czego pragnął. Ale przez nagłą sztywność jej ramion, pojął błyskawicznie, iż próba ściągnięcia jej bluzy nie była najmądrzejszym pomysłem.

Wypuścił ją i cofnął się nieznacznie, zamykając oczy i oddychając głęboko, usiłując się uspokoić… niewiele to pomagało, roztrzęsiona wciąż spoczywała na jego kolanach… czuł, jak drżą jej własne i wiedział, że nie będzie w stanie sama wstać ani iść. Jęknął, ale ostatkiem woli i dłońmi trzęsącymi się tak bardzo, iż było to ledwie możliwe coś nimi zrobić, powoli zapiął zamek jej bluzy. Palce ostrożnie zacisnęły się na jej talii. Uniósł ją w górę, by ostrożnie posadzić tuż obok.

Nie otworzyła oczu przez kilka minut, ale jej przyśpieszony oddech zakłócał ciszę szatni na równi z jego. Na policzkach wykwitł szkarłatny rumieniec. Normalnie kochał, kiedy rumieniła się z jego powodu… ale w tym momencie miał ochotę wyć z żałości, pragnienia, bezsilności. Jeszcze przed chwilą była na jego kolanach, topiąc się pod jego dotykiem, oddając bez wahania siebie i rozsądek. Teraz jej głowa była spuszczona ani nie patrzyła na niego.

Ktokolwiek rozdzielił ją od niego, pożałuje swojej ingerencji jak niczego w życiu. Nikt mu jej nie odbierze, nie, kiedy czuł… wiedział, że w niej wciąż pozostawało zbyt wiele uczuć do niego, by chociaż przywołać krztynę rozsądku, kiedy jej dotykał. W jej sercu wciąż była tą samą Liz sprzed dwóch tygodni. Chrzanić plotki, Evansa czy Valentiego. Liz będzie z powrotem jego, chociażby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi na tym świecie.

Tags:
Comments
  1. Marta

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *