Ukradziona niewinność (6)

„Czy dziewczyna żyje?” Sark zadał pytanie, którego nikt nie chciał zadawać w obecności Marshalla. Technik załamywał właśnie ręce. Nikt się nie spodziewał takiego obrotu spraw, ataku na jego mieszkanie. Pracował na zapleczu, w cieniu wielu doskonałych agentów. Fakt, że był geniuszem. Ale dotychczas nikt nie odważył się na coś podobnego. Na taką głupotę. Przecież jasne było, że sekcja bezpieczeństwa dowie się naprawdę prędko o włamaniu i porwaniu jego siostrzenicy.

„Nie wiemy. Przypuszczamy, że utrzymają ją przy życiu przynajmniej do momentu, w którym będzie im potrzebna jako dowód.”

„Co to w ogóle za grupa?” Sark bębnił palcami o spód blatu. Powoli, metodycznie. Nie chciał zdradzać swojego zdenerwowania ani osobistego zainteresowania sprawą. Nie byłoby dobrze, gdyby Sloane się dowiedział o jego znajomości ze śliczną nastolatką.

„Vladimir Vascovic. Z czwórką własnych ludzi. Głównie zajmuje się szkoleniem młodych agentów w swojej własnej bazie pod Petersburgiem.”

„Ten Vascovic?” Sark pozwolił sobie na okazanie odrobiny zdziwienia „Dlaczego ktoś o jego pozycji miałby zaryzykować porwanie rodziny jakiegoś technika? Nie miał powodu.”

„Może ktoś zlecił jej wyszkolenie…” wyjątkowo Marshall nie błądził ze słowami.

„I porywa ją z twojego domu?” Sydney potrząsnęła głową „Prędzej ze szkoły, na ulicy lub w jakimkolwiek innym, nie budzącym podejrzeń miejscu.”

„Albo komuś się spieszyło. Sprawdźcie przeszłość dziewczyny. Na wczoraj. Dowiedzmy się, po co ją zabrał. Coś musieliśmy pominąć.”

Sark zaklął w duchu we wszystkich językach, jakie znał. Musiał pociągnąć za parę sznurków, by się nie dowiedzieli. Nawet jeśli był nadzwyczaj ostrożny, to jednak zawsze mogli coś znaleźć, zawsze mógł coś przeoczyć. Był tylko człowiekiem.

Rzucił krótkie spojrzenie na Marshalla, który niemal desperacko zaczął coś pisać na swoim laptopie. I wtedy sobie przypomniał. Przechylił głowę w zamyśleniu. To nie mogłoby być takie proste…

„Marshall, czy Liz interesuje się tym samym, co ty?”

Znerwicowany człowieczek wręcz podskoczył na swoim krześle przez nagłe zainteresowanie ze strony jednego z najgroźniejszych podobno-eks terrorystów na świecie.

„Yhm… nie bardzo. Ale lubi komputery. Zrobiłem jej jeden specjalnie. Ma mocne osiągi… i bardzo dużo różnych form podłączenia do niego, Liz miała specjalne wymogi… to za te wszystkie nocne pobudki… i chciałem, żeby było naprawdę ekstra, coś, czego inne nastolatki nawet z pieniędzmi jak w jej szkole, nie mogły dostać… no i żeby nie wołała za miesiąc o nowszy sprzęt, więc jej zrobiłem ten mały…”

„MARSHALL!”

„Przepraszam, ja naprawdę…”

„Ile tak naprawdę Liz wie o komputerach?” oczy Sarka nie wydały żadnej myśli. Nie mógł jednak pozbyć się obrazu Liz z komputerem. Zabierała go ze sobą wszędzie. Do szkoły, na plażę, do parku. Obserwował ją chwilę, więc wiedział o tym. Ale teraz przypomniał sobie jeszcze jeden szczegół. Zwykły laptop nie mógłby pracować tyle godzin. Bateria by wysiadła. Marshall musiał w nim namieszać. Albo nawet sama Liz. Była w końcu siostrzenicą jednego z najlepszych techników, jakich spotkał w życiu. Jeśli Vladimir doszedł do tych samych wniosków, co on… tylko dlaczego, na litość boską, została porwana z mieszkania? Nie mógł zrozumieć takiego partactwa. Nie wyłączyli nawet systemu kamer. Ale z drugiej strony, to były kamery Marshalla. Nie tak łatwo było ominąć jego system zabezpieczeń.

Niebieskie oczy Sarka napotkały naprawdę bezradne spojrzenie.

„Nie wiem. Nie mam najmniejszego pojęcia…” Marshall wyjąkał z przestrachem, rozumiejąc gdzie zmierza to pytanie. Błagam, tylko nie Liz. Tylko nie ona…

~ * ~

Ocknęła się już w trakcie podróży. Gdziekolwiek ją wieźli, robili to przez naprawdę wyboiste drogi, a tylne siedzenie samochodu nie amortyzowało zbyt wielu wstrząsów. Potężny ból głowy również nie pomagał zachowaniu dobrego humoru i optymizmu.

Strach osiadł w niej gdzieś głęboko. Wiedziała już, że nie o obcych im chodziło. Inaczej nie popełniliby tego błędu i nie związali zwyczajnymi linkami. Zwyczajne kajdanki ze zubożonym uranem by wystarczyły.

Po prawie trzech godzinach jazdy wyciągnęli ją z samochodu. Powietrze pachniało tak dziwnie, czuła to nawet przez ten przeklęty ciemny worek. Było gorąco i jednocześnie miała wrażenie, że znajdują się chyba w pobliżu dużego zbiornika wody. Nie słychać było tego przez gruby materiał, ale była wilgoć w powietrzu. Chłodna wilgoć.

Na sam koniec wrzucili ją do jakiegoś pomieszczenia, w którym tkwiła już co najmniej dobę. Czuła się brudna, zmęczona, nie spała i dokuczał jej coraz bardziej głód informacji, potęgowany jeszcze przez powoli narastający strach. Potrafiła zmusić własny żołądek, by na razie jeszcze nie domagał się pożywienia, ale czuła wyraźnie własne powolne odwodnienie. I kiedyś musiała iść do toalety, chyba, że mieli zamiar trzymać ją tutaj…

Ale najbardziej ze wszystkiego przeszkadzało jej swędzenie dłoni. Nie wiedziała, co z nimi się dzieje. Skóra z początku tylko piekła i paliła, potem zaczęła naprawdę dokuczać. Ale nie była uszkodzona. Nie było najmniejszej ranki. Wysypki. Niczego. Westchnęła cicho. Może to było coś obcego… kto to wiedział? Była skomplikowaną maszynerią, zupełnie pozbawioną serwisu i instrukcji obsługi. Nawet jeśli istniał ktoś, kto wiedział – aka drugi żywy obrońca – naprawdę nie sądziła, by się pokwapił z ratunkiem. Dlaczego zresztą miałby to robić? I mieszać się w jakieś podejrzane ludzkie sprawy…

~ * ~

„Ile dajesz jej czasu?” złotowłosa kobieta zerknęła z ciekawością na wyglądającego jak czternastoletni bachor generała armii Khivara.

Nicholas zerknął na zegarek i całkowicie stoicko wrócił do milczącej obserwacji leżącej na posłaniu dziewczyny.

„Minął ponad tydzień, a jej umysł wciąż czyta iluzję.” powiedział w końcu.

„Wciąż walczy?” Serena spojrzała zaskoczona przez szybę w stronę drobnego ciała „Jak to możliwe? Jej lojalność powinna już dawno ją przebudzić.”

„Może została zachwiana?”

Odwrócili się jak na komendę.

„Ach, o ty.” chłopaczek mrugnął, przyglądając się przybyszowi „Czego chcesz?”

Mężczyzna uśmiechnął się, zapalając cygaro i patrząc przez chwilę na nieprzytomną pacjentkę sąsiedniego pomieszczenia. Niby zwyczajna nastolatka. Ale była w tym drobnym ciele elegancja, upór i drobna pozostałość sentymentalności. Iście piekielna mieszanka.

„Jej.”

„Chyba sobie jaja robisz! Ona jest pierwszą uzdrowioną. Khivar ją chce.”

„Khivar nie chce jej za wroga.” sprostował równie cynicznie.

„Jest zaprogramowana. Nie dasz rady.”

Strącił popiół z cygara.

„Ile za nią chcecie?”

„Już powiedziałem; jej ciało nie jest na sprzedaż.”

„A kto to mówi, że chcę jej ciała?” uniósł brwi, delikatnie stukając w grubą szybę. Dotąd uśpiona twarz dziewczyny drgnęła lekko. Serena spojrzała z ciekawością na czytniki. Wchodziła głębiej w iluzję. Nieprawdopodobne. „Chcę jej całej. Ciała, umysłu, duszy. Wszystkiego.”

„Oszalałeś.”

Czarne oczy błysnęły złowrogo.

„Khivar sprzeda ją, kiedy ktoś udowodni, że jej lojalność została złamana?” spytał, w jego głosie brzmiał jedynie biznes.

Nicholas parsknął, ale przytaknął. Och, Khivar pozbyłby się jej nawet szybciej. Byleby nie była problemem.

„Oddałby ją za bezcen. Jest kłopotem. Ktokolwiek zdejmie z ramion Khivara ciężar zajęcia się Jej Najnowszą Wysokością w nadchodzącej wojnie…”

Przybysz uśmiechnął się bardzo przewidująco.

„Nie zrobię tego osobiście. Ale mam kandydata.”

„Co chcesz w zamian?”

„To co zwykle. Neutralności. Mi niewiele zostało. Ona ma przed sobą całe życie. Wyszkolę ją. Może kiedyś nawet powalczy u boku Nowego… gdy odejdę, oczywiście. Myślę, że przydałaby się Pierwsza, umiejąca coś więcej niż niekontrolowany wybuch i bawole spojrzenie.”

Nicholas i Serena spojrzeli na siebie ogłuszeni.

„Ona naprawdę cię kręci.”

„To tylko dziecko. Z potencjałem.”

„Zablokowanym przez najpotężniejsze zabezpieczenie: lojalność Pierwszej.” Nicholas wtrącił gorzko, ale i z zazdrością.

„Nie ma zabezpieczeń, których nie dałoby się obejść. Próba złamania skończyłaby się tylko ich wzmocnieniem. To, co teraz robicie też nie pomaga…” wskazał lekceważąco na dwóch doktorów nadzorujących jej stan.

„Wiesz, jak to cholerstwo obejść? Tak, żeby Khivar nie musiałby się już martwić o kolejną Pierwszą?”

„Musi popełnić samobójstwo.”

„To nie mogłoby być takie proste.”

„Bo nie jest. To jak wyjście zapasowe systemu. I tym bardziej chronione. Ciężej dostać się niż od frontu.”

„Więc jak?”

Były Pierwszy zaciągnął się cygarem ponownie. Coś mu się należało od życia po tym, co zrobił, by zakończyć tę głupią bezsensowną krwawą wojnę domową. Liz.

„Niedługo kolejny szczyt, nieprawdaż?”

„Khivar nie zaryzykuje jej obecności tam!”

„Przeżyłem pół wieku tutaj, od sześćdziesiątego drugiego nie kiwnąłem palcem, by pomóc Zanowi. Nie czułem potrzeby ani przymusu.”

„To można zmierzyć. Sprawdzić przymus ochrony króla.” Nicholas zamyślił się na chwilę „Masz czas do szczytu.”

„Jak miło z waszej strony…” zadrwił „Przywróćcie ją ludziom. Niech znajdą jej komputer… chcę ją w tej pseudo CIA.”

„Po co? Będą bliżej nas!” Serena zaprotestowała.

„To proste. Jest tam człowiek o nazwisku Sark. Pierwsza już go spotkała. On za nas wykona lwią część pracy.”

„Jak?” Nicholas powtórzył uparcie.

Odpowiedział mu zimny śmiech, który niejednokrotnie wysyłał dreszcze strachu prosto do serc tysięcy dawnych wrogów. Teraz już nimi nie byli. Ale tylko dlatego, że zmienił stronę barykady.

„Chcesz się nauczyć? Nie dasz rady. Zrozumiesz dopiero po fakcie. A wtedy…” wskazał głową na nieprzytomną nastolatkę „Ta wiedza nie będzie ci już potrzebna. Ona będzie moja, a Khivar będzie mógł spać spokojnie.”

„Jesteś najbardziej świrniętym z Pierwszych.”

Byłem Pierwszym. Teraz jestem tylko producentem filmowym.” potarł lekko podbródek „Pierwsza ogłosi przed szczytem swoją nielojalność. Czy to wystarczy Khivarowi jako dowód obejścia?”

„W zupełności.” Nicholas skinął głową, zastanawiając się jednak głęboko w swoim obcym mózgu, dlaczego po tylu latach Królewski Obrońca numer 1 wciąż jawnie krzyżuje szyki Zanowi. Musiał mu głęboko zaleźć za tę jego srebrną skórę.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *