Ukradziona niewinność (10)

Nacisnął hamulec, chociaż i tak nie było to szczególnie potrzebne. Przy takich tłumach przelewających się przez promenadę, samochód poruszał się w ślimaczym tempie. Czerwone światło dało mu kilka potrzebnych do obserwacji ludzi chwil.

Wciąż nie mógł uwierzyć, że właściwie pozwolił jej odejść. Powinien wiedzieć lepiej, że siedemnastoletnia dziewczyna bez koniecznego szkolenia i doświadczenia nie poradzi sobie. Jej porwanie przed dwoma tygodniami było tego najlepszym dowodem. Jak mógł pozwolić jej zniknąć? Nie powinien był jej spuszczać z oczu. Jego cholerny błąd, który mogła przypłacić życiem.

Nagle jednak drzwi od strony pasażera otworzyły się i ciemnowłosa, wielce wkurzająca go nastolatka wsiadła do samochodu. Stoicko zapięła pas, nie patrząc na niego.

Musiał zamrugać. Miał przywidzenia czy co? Jakim cudem?

„Myślałem, że potrzebowałaś czasu do namysłu.”

„Szybko myślę.” odparła obojętnie.

O tak. Inaczej nie napisałaby tego wszystkiego, co znaleźli w jej komputerze. Zagadka co kryły zakodowane pliki, rozpalała ciekawość każdego, kto pracował przy tej sprawie. Jego włącznie.

„Co jest w tych danych, że tak desperacko chcesz je z powrotem?”

„Nie dane. Mam kopię zapasową. Komputer. Tylko z tego systemu mogę się do nich dostać.”

„Jak? Coś szczególnego tkwi w architekturze?”

„System rozszyfrujący.”

„Nie znaleźliśmy niczego.”

Uśmiechnęła się pod nosem.

„Nie wiedzieliście, czego szukać.”

„Któż zrozumie kobietę?”

„Któż zrozumie szurniętego siedemnastoletniego uzależnionego od kompa dzieciaka?” wzruszyła ramionami „Każdy system zabezpieczeń, hasła… najlepiej je spersonalizować. To jest zawsze największa bolączka programistów i łamaczy haseł. Nie skomplikowane kody, ale właśnie te najprostsze. Najtrudniej je odgadnąć.”

„Ciekawe, jak brzmi hasło do twoich bezcennych katalogów.”

„Nie mają hasła. Są tylko zaszyfrowane.”

„Tak po prostu?”

„Tak po prostu. Więc? Gdzie mnie wieziesz? Bank D?”

„Tak. Teraz wybacz. Muszę zadzwonić, że znalazła się Zguba.”

„Mrówka Z.” mruknęła pod nosem cichutko, ale i tak usłyszał. Diabelnie. Za każdym razem, kiedy zaskakiwała go czymś, pokazywała rys charakteru, którego za nic w świecie się nie spodziewał u niej, chciał jej jeszcze bardziej.

~ * ~

Sark musiał schować arogancki uśmieszek, kiedy idąc przez biuro w towarzystwie Mrówki Z, przyciągał dziesiątki zaintrygowanych spojrzeń. Co prawda ochrona została uprzedzona, by mógł ją wprowadzić do budynku, ale najwyraźniej zwyczajni agenci niezupełnie…

Sloane wyjątkowo czekał w pracowni Marshalla. To była niecodzienna wizyta, i prawdopodobnie niewiele miała wspólnego z jąkającym się i trajkoczącym nie wiadomo co Marshallem. Sloane rzadko kiedy wytrzymywał jego paplaninę.

Liz utonęła w ogromnym uścisku wuja na kilka minut, lecz walcząc przez ten czas ze sobą, by się nie cofnąć. Nie z powodu rany, gorączki lub czegokolwiek innego.

Czy kiedykolwiek przywyknę do błysków?

W końcu wydostała się z uścisku wuja i zrobiła krok wstecz. Spojrzała obojętnie między Sloane a Julianem, potem spojrzała na krewniaka.

„Chyba będzie rozsądniej, jeśli nie będzie cię przy tym, Marshall.” szef SD-6 skinął w stronę Sarka, który już wyprowadzał dziewczynę w stronę jego gabinetu. Nie opierała się, ale i też dosyć negatywnie reagowała na dotyk jego najnowszego nabytku. Ciekawe. Poczekał, aż zniknęli oboje i ignorując protesty technika, wyciągnął z szuflady laptop zawierający dane Liz. „No dobrze, dowiedzmy się, co panna Parker potrafi.” mruknął, zostawiając na wpół załamanego i na wpół przepełnionego nadzieją technika w jego królestwie.

Kiedy chwilę później dołączył do Sarka i Liz, Liz już była w pełni zajęta pracą przy swoim laptopie. Jego najnowszy nabytek pochylał się z jednej strony z nieopisaną ciekawością studiując cokolwiek tam wyświetlała na ekranie. Sam fakt, iż ten arogancki, pewny siebie bękart pozwalał na zobaczenie tak ludzkiej emocji u siebie, był bardzo niepokojący. Albo być może nakręcał tę drobną osóbkę do pracy w SD-6… Nigdy tak naprawdę nie było wiadomo, co stoi za jego działaniami. Sark był niezwykle młody, jak na ten rodzaj biznesu i pozycję, którą w nim zajmował i musiał być bardziej profesjonalny niż większość jego starszych kolegów po fachu. Jego ponura sława nie pochodziła z przystojnej twarzy. Musiał uważać, co kombinował za jego plecami i tuż pod jego nosem. A już zwłaszcza wobec Elizabeth Parker. Analiza zawartości jej dysku wywołała nieprawdopodobne zdumienie wśród techników. Nie mieściło się im w głowie, by nastolatka sama była zdolna do napisania tego, co znaleźli. Taka młoda, a taka zdolna. Dla SD-6 byłaby skarbem. Przynajmniej tak długo, jak Sark nie namieszałby.

Zanim zdążył usiąść przy konferencyjnym stole, Elizabeth odsunęła laptop i założyła ręce na piersi. Jej twarz nie wyrażała niczego, była maską obojętności, lecz mógł się założyć jednocześnie, że w głębi ducha z całą pewnością buntowała się przeciwko grzebaniu w jej osobistych plikach.

„Skończyłam.”

„Wszystko odszyfrowane?” zdziwił się.

„To zajmuje nie więcej niż 50 sekund. System jest ustawiony na czas, co minutę zmienia się kod, który jest zależny od czasu. Ile zajmie wam analiza?”

„To zależy od zawartości.” złożył dłonie i spojrzał z namysłem na młodą dziewczynę. Już zostało postanowione, że będzie pracować dla nich, pozostawała jednak kwestia jej psychicznego nastawienia, jej możliwości, jak i przeszłości, zawierając w tym tajemnicę Tess Harding. Nie chciał kupować kota w worku. „Pan Sark poinformuje ciebie. Na razie jesteś ograniczona do terenu apartamentu Marshalla.”

Sark. Spojrzała na blondyna obojętnie. Część jej nienawidziła go za to, że ją oszukiwał, a inna część jej nienawidziła jej samej, za to, że wcześniej tak się jej spodobał. Agenci CIA byli poza wszelką listą jej zainteresowań i zdecydowanie na szczycie listy osób, których powinna się wystrzegać. Z drugiej strony, teraz sami proponowali jej pracę. Śmiechu warte. Miała naprawdę paskudne pliki w najtajniejszych archiwach FBI, a CIA proponowało jej pracę w zamian za nie zlikwidowanie. Słyszała od Nasedo, że te dwie agencje nie umieją współpracować, ale że aż tak?

Doprawdy, nie tego spodziewała się po instytucjach tak przerażających innych zmiennokształtnych.

„Może mnie ktoś odwieźć?”

Sloane skinął głową.

„Sark, upewnij się, że pannie Parker niczego nie brakuje.”

Arogancki uśmieszek znów pojawił się na przystojnej twarzy blondyna.

„Upewnię się.” porozumieli się wzrokiem i tylko pewna siedemnastoletnia dziewczyna zazgrzytała w duchu zębami.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *