Toy Soldiers (7)

7.

Kyle wychodzi po kwadransie, co najmniej przybity i zamyślony po genialnych rewelacjach, jakie mu zafundowałam.

No cóż, gdyby znał całą prawdę, podejrzewam, że załamałby się. Albo by chichotał. Nie wiem. Jego poprzednia reakcja, w tamtej przyszłości, kompletnie mnie zmieszała.

Mimo, że nasza rozmowa była skoncentrowana na mojej chorobie, nie mogłam zauważyć jego strachu… wprost unosił się w powietrzu. Kyle’a coś martwiło. Zapewne powód, dla którego Tess unika Maxa.

Wzdycham. Zapowiada się misja dyplomatyczna do królestwa Tess.

Za pomocą przekleństwa dziewczyn z całego świata, czyli telefonu, upewniam się, że jest w biurze i nie w terenie. Ale kiedy tylko przekraczam próg agencji Harding, dziwny zapach łapie moje nozdrza. To zapach Tess i Kyle’a. Tzn. wiem, jaki jest ich zapach, wiem, że zapach jednego jest na drugim, skoro non stop krzyżują swoją osobistą przestrzeń i w ogóle przebywają tyle ze sobą, ale ten jest nieco… wymieszany. Jakby to była kompozycja składowa, jeden zapach, a nie wymieszane dwa.

Nagłe zrozumienie problemu nie jest czymś, czego oczekiwałam.

Tess w ciąży. Na Blue Lady… Co Nasedo mówił o ciążach hybryd?

Co on mówił?

Zakazane. Problemy. Atmosfera.

Cholera. Tylko te trzy słowa przychodzą mi do głowy. Mówił akurat kiedy byłam w szczytowej fazie rui i naprawdę nie chciałam kierować mojej uwagi na niego… więc prawie go nie słuchałam.

Potrząsam głową ze zniechęceniem. Problemy to jest to, co X5 594 lubi baaardzo. A dopiero co było kilka miesięcy spokoju od ostatniego dorwanego Skóra. Ale życie obrońcy nie może być przecież łatwe ani spokojne.

Bezgłośnie omijam sekretarkę, pracującą przy komputerze. Nie zauważa mnie i taki był mój zamiar. Wchodzę do biura i zamykam drzwi. Tess stoi przy oknie, patrząc się tępo przez nie. Cała jej sylwetka wyraża zmęczenie, strach, obawę.

Opieram się o drzwi i decyduję poczekać, aż mnie zauważy. Ona ma naprawdę dużo do rozwiązania w swojej głowie.

Podobnie jak ja. Bo jeśli dziecko będzie miało problemy z atmosferą… domyślam się tylko, że projekt K-Pax będzie musiał wkroczyć w finałową fazę.

~ * ~

„Ona jest po prostu przerażona. Trzęsła się jak osika, jakby oczekiwała, że zaraz każę jej zabić dziecko. Nie podoba mi się to.” chodzę w tę i z powrotem po poręczy mojej antresoli. Wściekłość i furia na Kala, na jego popieprzone i durne poglądy, buzuje w moich żyłach, wręcz wyzwalając we mnie zwierzę… w tym przypadku kota. Normalnie musiałabym poświęcać jakąś uwagę temu, jak się poruszam, ale tym razem pozwalam genom i instynktom przejąć kontrolę. Mój mózg jest zajęty rozmyślaniem, jak dokopać Kalowi.

„Nie możesz być poważna, 594.” głos Nasedo po drugiej stronie kodowanej linii telefonicznej miał jakąś aluzję strachu w sobie. No nieźle. W życiu nie pomyślałabym, że jest w stanie się czegokolwiek obawiać. Hm, ale może nie czegokolwiek, ale o kogoś. O Tess. W końcu spędzili ze sobą jedenaście lat i on dbał o nią bardziej niż o własne dzieci. „Jeśli Kal się dowiedział o dziecku, dziecka by już nie było.”

„Nie mówię, że się dowiedział.” przekładam słuchawkę do drugiej ręki, prawą pocieram kark. Chryste, ile bym dała za jego pocieszający dotyk… „On musiał coś powiedzieć przed, zagrozić, żeby nie zachodziła w ciążę. Przecież Tess wiedziała, że nie może donosić ciąży tutaj. Ona zbyt się boi o to dziecko. Nie o siebie. O dziecko.”

„Tess nie boi się Kala.” Nasedo usiłuje mnie uspokoić, ale wiem, że sam jest zmartwiony. Jezu, nigdy nie myślałam, że do tego stopnia będziemy wspierać się w kłopotach. Jasne, oboje nie lubimy Kala, oboje mamy nierówno pod sufitem i robimy to, co konieczne… ale nie przesadzajmy. Zaprojektowano mnie, bym go zabiła, na litość boską! „Jest za silna na to. I spędziła lata ze zmiennokształtnym, wie do czego jesteśmy zdolni.”

„No właśnie. Tu jest sens!” mruczę, psiakrew, albo moja ruja tym razem będzie szybciej, albo moje DNA świruje i zamieniam się w kota „Tess jest silna. Ale nie dziecko. Dziecko jest bezbronne. Zupełnie. Ona wie, że jeśli on ją zrani, zrani dziecko. I nie czarujmy się, Nasedo. Żołnierze nie mają uczuć.”

„Vilandra by się z tobą nie zgodziła…” burczy w odpowiedzi i wiem już, że mamy te same myśli. On nie tylko rozumie to tak jak ja, on rozumie doskonale, że musimy załatwić wszystko tak, by Isabel się nie dowiedziała. Nie tylko nam nie uwierzy, ale pewnie i stanie w obronie Kala. Ona kocha dzieci i nie uwierzy, że Kal „na wypadek kłopotów” kazał Tess usunąć ciążę. „Pakuj się, jedziemy na małe zagraniczne przyjęcie.”

„Nie do Utah?”

„Nie. Najpierw musimy zdobyć klucz.”

Wzdycham.

„Co mam ukraść? I czemu ja? Wejdziesz wszędzie.”

„Ludzie myślą, że to diament… jeden z największych na świecie. Normalnie jest wystawiony w Londynie.”

Jęczę w duchu. Nie mam tak wielkiego złodziejskiego doświadczenia, ale będziemy musieli sobie poradzić. Przed tym jednak trzeba uspokoić Tess, nie dopuścić do jej kontaktu z innymi hybrydami, ani tym bardziej z Kalem. Każdy z nich może dostać jakiś błysk i będzie klapa.

„Co z Tess?”

„Będę za godzinę.” rozłącza się, a ja gapię się w totalnym zdumieniu na aparat. Czy on tylko powiedział, że przyjedzie do Roswell? Pod sam nos Kala? Pod sam nos Królewskiej Czwórki?

Potrząsam głową. Facet jest zmiennokształtnym. Pewnie za jakąś godzinę wyniknie ze ściany w grocie z inkubatorami. Muszę się spieszyć, by wyjechać z miasta przed korkami. Roswell to niestety światowa metropolia ufoludków… i stukniętych turystów z każdego miejsca na świecie.

Tak, co niektórzy nie mają kompletnie rozumu, wnioskuję, prowadząc Hummera i bębniąc palcami o kierownicę. Identyfikatory sporego kontyngentu X5 hałasują mi w głowie. Aha, to właśnie o nich myślę. Co oni tutaj robią? Jest ich sporo, co najmniej kilkanaście. Są blisko siebie, nie spotkałam ich co najmniej od trzech lat… czyli od czasu mojego snu. Jeszcze nie jestem w stanie odróżnić wszystkich, ale jak będą w Roswell przez jakąś godzinę, to moja głowa nauczy się ich identyfikować.

Psiakrew, czy ja tylko wyczułam 613 w pobliżu?

X5 613 sprawia, że mój żołądek przewraca się w konwulsjach. Daniel. Tak ma na imię. Przypomina mi, jak łatwo udawało się zmiennokształtnemu w tamtej rzeczywistości igrać ze mną, na moich ochronnych instynktach wobec brata.

Psiakrew, gdybym słuchała własnych instynktów, zamiast rozumu czy pojmowania świata według ludzi, nigdy by mu się to nie udało. Naprawdę czuję się winna temu, że ją podejrzewałam o romans.

Parkuję niedaleko od groty i wspinam się po skałach. Nasze częste wycieczki sprawiły, że powstało coś w rodzaju ścieżki… Musieliśmy ją usunąć. Ludzie widząc ścieżkę, podążają nią w ciekawości.

Skanuję obszar dla jakichś obcych ludzi, ale nikogo nie dostrzegam. Kładę dłoń na zamku, ale drzwi już się otwierają i Nasedo wychodzi ze środka.

„Ależ cię pogoniło.”

„Nie na co dzień wychodzi na to, że królowa jest w ciąży z innym facetem.” rzuca w tym swoim uroczym zmiennokształtnym tonie.

„Ile czasu zostało, zanim dojdzie do uszkodzeń? W którym tygodniu?”

„Około dwóch, trzech tygodni. Ciąża na Antarze trwałaby nieco ponad miesiąc, ale tutaj wszystko jest różne. No i ojcostwo Kyle’a kompletnie zmienia sprawę. Podejrzewam, że wydłuży to sprawę do maksymalnie dwóch i pół miesiąca.”

Wzdycham. Jak fajnie.

„Ona ma już za sobą jakieś dziesięć dni ciąży.”

„Skąd wiesz?”

„Mój transgeniczny nosek mi to mówi.” rzucam zimno „Dziesięć dni temu jej zapach był normalny.”

„Nie wróży to dobrze. Musimy odzyskać statek i załadować go… w ciągu niespełna tygodnia.”

„Nie musisz mi tego uświadamiać.”

Sama myśl o tym, że za tydzień będę przemierzać przestrzeń kosmiczną w towarzystwie Królewskiej Czwórki i Kyle’a, z dala od mojego brata, z dala od Aleca, z dala od Surinah… od wszystkiego, co w moim życiu ważne… coś bardzo zimnego pełznie wzdłuż mojego kręgosłupa. Nie mogę powstrzymać wyraźnego, bardzo złego przeczucia. Cokolwiek się jednak wydarzy, nie mogę zawieść. Nie po czternastu latach misji, kiedy dobiega końca. Więc zmuszam się, by podnieść wszystkie bariery w mojej głowie… i do dzieła, X5 594.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *