Toy Soldiers (Alec/Liz)

Toy soldiers

 Mijają trzy lata od chwili, kiedy X5 – 594 alias Elizabeth Amy Parker obudziła się ze śpiączki i odkryła, iż życie które pamiętała z ostatnich trzech miesięcy było jedynie wytworem jej umysłu… albo inną wersją przyszłości, którą ktoś zmienił. Czy Maleństwo podąży tą samą ścieżką, co w poprzedniej przyszłości? Co przewrotny los postawi na jej drodze?

To opowiadanie pisane jest w pierwszej osobie, przeważnie czasu teraźniejszego, co wymusza pewną jednostronność w przedstawianiu świata. To drugi przypadek w mojej ‚karierze pisarskiej’, zaraz po FN. Pisanie FN było taką przyjemnością (czasem bolesną, przyznaję) i tak trudno było mi rozstać się z bohaterami… sami wiecie. Miał być Epilog, macie sequel, chociaż zarzekałam się, że nie napiszę.

 toy soldiers

1.

Czy wiecie, jak wygląda okres przedświąteczny w Roswell, światowej metropolii turystów?

Chryste, mamy tutaj dwa nowe czterogwiazdkowe hotele, setki nowych firm w mieście – ledwo założonych albo filii już istniejących. Centra handlowe – dziewięć. Dwie nowe kręgielnie, nowe kino, ze trzy ‚muzea’. Kompletne szaleństwo.

A wszystko przez to, że Nasedo wreszcie dał się złapać. Naprawdę, nie mam pojęcia, jak mogli wysłać takiego idiotę do ochrony królewskiej czwórki.

I chociaż to szaleństwo jest co najmniej niesmaczne dla mnie, pozwala mi to jednak żyć dość spokojnie. Mam trzy restauracje, wybudowane na samym początku nowego turystycznego boomu… Moje oczywiście z nazwy, ponieważ mam sztab ludzi do ich prowadzenia. To już naprawdę spora firma i myślę o tym, by w legalny interes wtopić nieco gotówki. Gotówka… no cóż, mam jej sporo.

Trzy lata… tyle czasu już minęło. Nie mogę powiedzieć, że nie wiem kiedy i na czym zleciał. To byłoby czyste, perfidne kłamstwo, które zapewniłoby mi luksusowy apartament w piekle z widoczkiem na potoki lawy. I zdecydowanie skłamałabym, gdybym powiedziała, że moja dwumiesięczna śpiączka i sen, który śniłam, był snem. Nie był.

Myślę, że moja przyszłość jako ‚freak’ naprawdę wydarzyła się. I z jakiegoś szalonego, nie-naukowego powodu ja ją pamiętam. Przynajmniej do chwili, w której istniała. I podejrzewam, że istniałaby dalej, gdybym nie popełniła tego błędu i nie zdradziła sekretu granilithu i podróży w czasie za jego pomocą. Więc tym razem nie popełniam tego błędu. Nikt nie wie. Ani o jednej, ani o drugiej.

Druga… to oczywiście tylko mój domysł, ale to logiczne wytłumaczenie tego, co się później stało.

Za pierwszym Max z przyszłości przybył do mnie, by powstrzymać odejście Tess z jego życia. Za drugim razem ktoś zaingerował w moje życie na tyle, że zostałam w Roswell… nie miałam okazji spotkać tych samych osób i odejść z nimi. Po to właśnie ktoś zmienił bieg wydarzeń. Bym nie zostawiła Roswell, bym nadal była obecna w życiu Maxa. Wszyscy myśleli, że odejście Tess z grupy zrujnowało plan i nie byli już tacy silni. Ale nikt się nie zastanowił, co się stanie, jeśli mnie zabraknie w życiu Maxa. Myślę już, że wiem. I chociaż usiłowałam wyrwać się z tej matni pozostania w Roswell, Kal zmusił mnie do pozostania – dosłownie, boleśnie, okrutnie… i swoją głupotą. Teraz ja płacę za to, jaką mnie stworzono i nikt oprócz obrońców nie wie o tym. Dzień po dniu, godzina po godzinie.

Zostałam w Roswell, kiedy Surinah wywiozła Jeffa z dala od tego wszystkiego. Zostałam i patrzyłam po obudzeniu z przerażeniem na obrączkę na palcu Amy Valenti. Zostałam i wykorzystałam moje zdolności, by miała wkrótce wypadek, który pozbawił ją zdolności posiadania dzieci. Trwale, tak, by Max nie mógł nic na to poradzić. Zostałam w Roswell, nie mając wyboru i żyjąc z dala od mojej rasy, od mojej rodziny, pamiętając wszystko, co zrobił Max w innym czasie… oglądając go teraz, nie skażonego zupełnie tamtym szaleństwem. I logicznie rzecz biorąc, jedyna różnica miedzy tymi dwoma czasami w jego życiu to ja – w tym pozostałam w Roswell, w tamtym wyjechałam. Ale wiecie co? Odmawiam winić się za to. Mam dość winy w moim życiu. Nawet nie czuję się winna, że królewska czwórka nie wie o moim nie-ludzkim stanie.

I ludzie sądzą, że nie można kompletnie zmienić się w ciągu jednego snu. Można, nawet jeśli trwał on dwa miesiące… i był odbiciem tego, jak mogło się ułożyć życie. Kogo los mógł postawić na mojej drodze…

Czasem siadam przy stoliku z rozłożonymi papierami, udając, że pracuję. W rzeczywistości jednak oglądam świat wokół. Patrzę na ludzi wokół, patrzę na ludzi za oknem. Słucham dźwięków otaczającego mnie świata, człowieczego świergotu na równi z szumem ulicy. Chłonę zapach, ciepło słońca Nowego Meksyku. Może to dziwne, ale lubię to. Ten spokój, ta stabilność i wiedza, co się stanie jutro, przypominają mi w pewnym sensie Biggsa. Jeśli nie mogę stykać się z X5 i innymi poprawionymi genetycznie… cóż, łapię się każdej namiastki, wszystkiego, co utrwala moje wspomnienie tamtego snu. Nie, żebym tego potrzebowała. Z pamięcią X5 i całym tym poprawionym mózgiem… jestem geniuszem, na litość boską!

Ale oczywiście najważniejszą rolę odegrała w tym wszystkim moja pamięć ruchowa. Moje przekleństwo i moje błogosławieństwo. W jakimś sensie nie tylko mój mózg pamiętał inną przyszłość, ale i moje ciało. Nie wszystko. Ale wystarczająco wiele, by to mogło być jakimś startem dla mnie powrotu do stanu „w pełni funkcjonalnej X5”. Zajęło mi to półtora roku.

Doskonała pamięć przydała się przede wszystkim przy czymś innym. Moje zmieszanie ustąpiło po śpiączce zupełnie, kiedy zaczęłam oglądać wiadomości.

To była przyszłość, którą pamiętałam z mojego snu. Jedyne co się zmieniło, to fakt, że ja żyję w Roswell. Implikacje tego dla mnie i innych ‚freak’ okazały się ogromne… ale cały pozostały świat pozostał ten sam. A dla kogoś, kto zna przyszłość… świat stoi otworem. I perfidnie wykorzystałam moją wiedzę o niej. Nie wszystko – musiałabym mieć cały batalion X5 do tego – ale wystarczająco wiele, by już w styczniu wyprowadzić się od moich opiekunów – Whitmanów. Nie miałam dostępu do pieniędzy na kontach Parkerów – pan Whitman chcąc zatrzymać mnie u siebie pomajstrował z także martwiącym się o mnie panem Evansem. Nie chciałam mieszkać pod jednym dachem z Alexem. Nie po tym, jak zmusił mnie do pozostania w Roswell. On zbyt wiele poświęcił, zapłacił swoją część umowy z rządem i żądał, abym wypełniła swoją część.

Tylko czy ktoś w ogóle spytał się mnie, czy chcę być częścią tej umowy?

I wiecie, co było dalej… zostałam. Nie miałam wyboru. Byłam sama i nawet nie w jednej dziesiątej formy z innej przyszłości. Dochodziłam do siebie po wieloletnim truciu i byłam nękana atakami epilepsji. Nikt się nie dowiedział o nich, nawet Alex. Pamiętałam zestawy leków, dawki, wszystko. Zresztą, kiedy się już wyprowadziłam od Whitmanów, miałam więcej swobody i mogłam zaplanować zdobycie płynnego tryptophanu z Meta-Chem. Przypadkiem produkowali jeden z najlepszych na całym świecie, prawdopodobnie chyba nawet lepszej klasy niż ten, który brałam przez większość życia. I kiedy w końcu go dostałam, byłam spokojna. Ataki epilepsji zdarzają się niezwykle rzadko, najczęściej w kilkanaście dni po rui. Podejrzewam, że powrót do równowagi po takiej ilości hormonów w organizmie zajmuje mojemu poskręcanego mózgowi trochę czasu.

Zostałam… Skończyłam szkołę razem z innymi hybrydami i Evansowie jako jedyni z nas zaczęli studiować – na miejscowym uniwerku. Żaden wróg się nie pojawił… jak myślicie, dlaczego? Aha, ja. To była niezła zabawa… po raz pierwszy w życiu być myśliwym, nie ofiarą polowania. Ponad osiemdziesięciu Skórów pożegnało się z życiem tutaj. Courtney niestety także, podejrzewała, kim jestem… Kal usunął ją jeszcze podczas mojej śpiączki. Szkoda mi było dziewczyny. Ale w ostateczności pozbyliśmy się jednego wroga i trzymaliśmy straż tylko przed Familiars, i to tuż pod naszymi nosami. Ale w miarę jak mijał czas, a sprawa transgenicznych żołnierzy rozbiła się w mediach o kolejną sensacje – tym razem potwierdzone naukowymi dowodami istnienie obcych, którzy wylądowali w Roswell w 1947 roku – życie zmieniło się. Ludzie zaczęli zapytywać się, dlaczego powstali transgeniczni… kilku wysokich senatorów i innych polityków straciło na zawsze pracę. Chociaż ludzie odpowiedzialni – prawdziwe szefostwo Manticore – pozostali w ukryciu. I kiedy ludzie zaczęli w końcu zadawać pytania, ja dostarczyłam im odpowiedzi. Nazwiska, daty, fakty – dużo z tego, co pamiętałam z innej przyszłości. Ludzie uratowani przez X5-tki ze zdumieniem stwierdzali, że ci ‚freaks’ nie różnią się w niczym od ludzi… I w końcu fala terroru na moją rasę ustała. Dzisiaj wielu z nich pracuje w wojsku czy innych służbach bezpieczeństwa narodowego, ale na zupełnie innych warunkach niż w Manticore. Ta przyszłość chociaż dla nich okazała się dobra.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *