Toy Soldiers (6)

6.

 

Rzeczywistość skrada się do mnie dość brutalnie. Otwieram oczy, zupełnie rozbudzona. Mój wewnętrzny zegar wskazuje kilka minut po ósmej. Mamrocząc śliczną hiszpańską wiązankę, nauczoną w dzieciństwie, zwlekam się z łóżka i idę otworzyć drzwi.

 

„Wyczerpiesz baterie dzwonka, Kyle.” rzucam mu na dobry wieczór. Delegat Valenti uśmiecha się lekceważąco.

 

„Nie mów, że nie stać cię na baterie.”

 

„Moje właśnie się wyczerpują.” burczę, rzucając się na wielki fotel w salonie. Zazwyczaj jest idealny do oglądania telewizji, ale częściej służy do leczenie mojego bólu głowy, jak teraz. Świetnie amortyzuje wstrząsy i gwałtowne ruchy, więc moja diaboliczna natura aka epileptyczne drgawki wtórne nie są w stanie zwalić mnie z nóg. To jest jak… mała oaza.

 

„Jeśli czujesz się tak koszmarnie, jak wyglądasz, to przyjmij moje szczere wyrazy współczucia.” Kyle mamrocze, nie patrząc na mnie. Łypię na niego okiem. Wiem, jak wyglądam. Normalnie nie spałabym całej nocy, zdarza mi się to tylko po gwałtowniejszych atakach i regeneruje mnie zupełnie. Ale teraz atak plus wytrącenie z koncentracji wyczerpały mnie znacznie bardziej. Chyba się starzeję. Albo tracę wolę walki. Wczorajsza rozmowa z Susan tylko sprawiła, że przed moimi oczyma przesunęły się wszystkie sceny z mojego życia jako ‚freak’. Na Blue Lady, jak ja za tym tęsknię… nawet za głupim zapachem Aleca na ręczniku. Za instynktami mojego ciała, które już wtedy aż wrzeszczało do mnie, że wybrałam jego… i wszyscy wokół to widzieli z Biggsem na czele, tylko ja nie. Musiałam dać mu niezły ból głowy. Myślę jednak, że zrobił najlepsze, co wtedy mógł. Gdybym związała się z Aleciem będąc tak bardzo ludzka jak na początku mojego przyjazdu do TC, prawdopodobnie zakończyłoby się to ogromną katastrofą… a i Alec, przyciągnięty do mnie, wciąż był niezłym ziółkiem. Ech, najbardziej niemożliwa para. Nic dziwnego, że Cece tak się ciągle na mnie wściekała… i nie rozumiała, jak Alec może pozwalać mi ślinić się na widok innego faceta na ekranie, skoro ich instynkty własnościowe sprzeciwiały się temu zdecydowanie. Ale pewnie wtedy też zrozumiała, że chociaż żyłam wśród ludzi, to jednak pewne rzeczy jakoś tam zauważam, chociaż nieznośnie powoli. Chryste, ale byłam dzieciakiem… i mimo wszystko nauczyłam ją jednej rzeczy – że można wykorzystać te instynkty dla swojej korzyści. Faceci nie mogąc oddalić zagrożenia w postaci faceta na szklanym ekranie, koncentrują swoje wysiłki na partnerce… i obie strony dostają to, co chcą. Ech, chyba wystawię kiedyś pomnik rodzeństwu Sandeman.

 

„Miałam koszmarny wczorajszy dzień.” wzruszam ramionami „Zjesz ze mną śniadanie?”

 

„Nieee. Jestem na służbie.” wciąż unika mojego wzroku. Wzdycham, drapiąc się po głowie. Diabelnie. Muszę pozbyć się tego nerwowego tiku. Jest tak łatwy do odczytania.

 

„Kyle.” wstaję z fotela, maszerując prosto do kuchni i wyjmując z lodówki dzbanek mleka. Nastawiam mikrofalę. „Czy coś się dzieje z Tess?”

 

Marszczy brwi i patrzy na mnie zaintrygowany.

 

„Czemu pytasz?”

 

„Max wczoraj prosił, bym spytała. Sądził, że go unika.”

 

„Bo go unika.” parska, siadając przy kuchennym blacie „Słuchaj, nie przyszedłem tutaj rozmawiać o Tess. Kiedy będzie gotowa, porozmawia z Maxem o… tym.”

 

„W porządku. Uspokoję go przy najbliższej okazji.”

 

Wyjmuję dzbanek z mikrofali i nalewam szklankę mleka. Kyle obserwuje moje ruchy z zastanowieniem.

 

„Wiesz, właściwie to nigdy tego nie zauważyłem… ale teraz to wydaje mi się tak oczywiste.”

 

Podnoszę brew w zaciekawieniu.

 

„O czym mówisz?”

 

„Ty i twoje uwielbienie mleka. To go nie uwielbiasz. Ty musisz go pić.”

 

Uśmiecham się rozbawiona.

 

„Więc przyszedłeś mi powiedzieć, że mam obsesję? Pij mleko i będziesz wielki?”

 

„Nie. Przyszedłem powiedzieć, że byłem u ciebie wczoraj… krótko po tym, jak weszłaś do budynku.”

 

Wyraz mojej twarzy nawet nie zmienia się o odrobinę. Więc w końcu nadszedł ten czas, kiedy część faktów musi wyjść na jaw. Cóż, mój błąd. Powinnam była zamknąć drzwi.

 

„Jakim cudem nikt nie zauważył, że masz epilepsję? I to długo… odkąd pamiętam, piłaś bardzo dużo mleka. I jako dziecko, zanim poszłaś do szkoły, dużo nie było cię w Roswell.”

 

Dużo? Większość czasu spędziłam w Manticore. Podleczyli progerię, szkolili, miałam manewry z moją rodzimą jednostką, której potem zawsze usuwano moje wspomnienie w Psy Ops… I w końcu sama trafiłam tam na przerażające wakacje. Potrząsam głową. On mówi o epilepsji. Świetnie.

 

„To nie jest epilepsja, Kyle. To wrodzona, genetyczna nierównowaga serotonin w mózgu powoduje ataki przypominające epilepsję. W rzeczywistości jest to wywołane faktem, że część mojego DNA mutuje – w tym wypadku po pierwsze mały kawałek w mózgu – i to jest najmniej szkodliwa faza choroby. Zazwyczaj nie mam tego wcale, o ile nic nie zakłóca równowagi serotonin w mózgu. Tryptophan to reguluje, lek, który wczoraj wstrzyknęłam sobie tą maszyną.”

 

„Jest gorzej?” Kyle pyta przerażony.

 

„Progeria jest śmiertelna. Nie leczona powoduje niekontrolowane, szybkie starzenie się ciała, śpiączkę, trwałe uszkodzenie mózgu i w rezultacie śmierć.”

 

Podwijam rękaw, pokazując mu wewnętrzną stronę łokcia. Wzrok Kyle’a przylepia się do małego fragmencika mojej skóry. Pomarszczonej, wyraźnie starszej i tak różnej od tej wokoło. Resztki zaledwie. Mój system odpornościowy już się nauczył walczyć z progerią, zwalczać własne wadliwe DNA… Geniusz moich twórców wciąż mnie zadziwia. Ale też mój system odpornościowy jest zbudowany identycznie jak system odpornościowy obcych.

 

„Muszę brać bardzo silny, skondensowany tryptophan, dożylnie. Moje ciało jest do niego przyzwyczajone i reaguje na niego o wiele lepiej niż na ten w tabletkach. Jeden zastrzyk na dobę wystarcza.”

 

„Jakim cudem nikt się nie dowiedział? Dlaczego nie poprosiłaś Maxa?”

 

Hm, Kyle zdecydowanie za dużo czasu spędza z Tess. Mówi jak ona.

 

„Choroba nie jest uciążliwa. Max tego nie wyleczy, ponieważ to tkwi w DNA, uszkodzonym w okresie płodowym. Tylko czasami z powodu jakiegoś wielkiego wysiłku mojego organizmu mam silne ataki.”

 

Milczy przez chwilę.

 

„To kosztowne leki, prawda? Dlatego nie byłaś zdziwiona, kiedy pan Evans powiedział, że na koncie Nancy jest 300 tysięcy.”

 

Uśmiecham się i kiwam głową. Cóż, w nim także odzywają się geny. Nie na darmo jest synem swojego ojca. Nawet z całą tą buddyjską otoczką.

 

„Ile tak naprawdę cię to kosztuje?”

 

„Dużo, Kyle. Najczystszy tryptophan, do którego przyzwyczajano mnie od dzieciństwa, jest produkowany tylko w kilku miejscach na świecie, i to za cenę zwalającą z nóg.”

 

„Między innymi w Meta-Chem?”

 

„Tak.”

 

„I nie ma innej drogi, by wyzdrowieć? Tryptophan reguluje objawy, tak?”

 

„Jest droga leczenia tego… ale musiałabym mieć dawcę szwankujących genów. Zgodność musi być znacznie wyższa niż przy przeszczepie szpiku kostnego.”

 

„Ależ często nawet rodzeństwo nie ma takiej zgodności antygenu!” Kyle jęczy we frustracji „Tylko bliźnięta się nadają do tego celu… między rodzeństwem nie musi występować 75% zgodność antygenu…”

 

„Kyle, nie bredź. Wiem, co mówię. Zgodność w przypadku przeszczepu genów musiały być ponad 98% – całego układu genetycznego, a nie tylko antygenu związanego ze szpikiem kostnym. Całego genotypu. I jedyne, co by osiągnięto w rezultacie udanego przeszczepu, to ograniczenie ataków progerii do łagodnego typu epilepsji, przy której wystarcza dość regularne zażywanie tryptophanu w tabletkach.”

 

„Masz przekichane życie.” twarz Kyle’a jest zgnębiona, jak jego głos. Tylko potrząsam głową.

 

„Nie. To naprawdę mała cena za to, kim jestem.”

 

„Więc dlaczego nie powiesz innym o chorobie?”

 

„Bo dowie się o niej Kal. Wierz mi lub nie, facet dostanie świra jeśli się dowie, że ukrywałam ataki epilepsji przed nim. On wie, że mam uszkodzone DNA, ale nie sądzi, że to jest śmiertelne, ani tym bardziej nie wie o moich atakach. I lepiej, by tak zostało.”

 

„Nie przepadasz za Kalem… i mam dziwne wrażenie, że wiedziałaś o jego tożsamości przed śpiączką.”

 

Wzdycham. Geny Valentich rozkładają każdego na łopatki, łącznie z poprawionymi genetycznie żołnierzami.

 

„Wiedziałam. Ale to tylko zostało tak głęboko zakopane w mojej głowie… zresztą, to już przeszłość, nie zmieniajmy jej. To nic nie da. Co do samego Kala… nie czarujmy się, jak dla mnie to większy psychol niż Nasedo.”

 

„Czemu?” Kyle teraz nie roni żadnego z moich słów. Dziwne.

 

„Nasedo przynajmniej nie ukrywał, kim jest ani co robi, zrobił lub nie zrobił.”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *