Toy Soldiers (49 – zakończenie)

49.

Wszyscy się zmyli. Dosłownie. Nie dlatego, że Alec im kazał albo chcieli dać nam trochę prywatności. O nie. Wiali gdzie pieprz rośnie z powodu mojej reakcji na odkrycie zamiarów Aleca. Siedziałam przez godzinę nie odzwywając się, sprawiając tym, że Alec kompletnie zgłupiał i stracił rezon.

Powinnam czuć się zaszczycona czy obrażona? To jest pytanie.

Nawet bez dzisiejszego wieczora w mojej głowie jesteś moja. Trzy lata bez ciebie były torturą.

Naprawdę dziw bierze, jak zwyczajnie mój naprawdę naostrzony i dryfujący w miliardach kierunków naraz umysł przestaje pracować przy Alecu. Psiakrew, miałam pod samym nosem dowody jaki jest pomylony na moim punkcie i przez ostatnie trzy lata miałam niezliczone okazje obserwować co X5 potrafią zrobić, kiedy istnieje chociażby cień groźby odebrania im wybranego partnera. Do diabła, my nawet walczymy o prawo zbliżenia się do wybranej osoby, jeśli był ktoś, kto miał ‚wcześniejsze’ prawo w tym względzie.

Próba porwania to naprawdę niewiele. Próba wymuszenia zostania czyimś partnerem to już coś znacznie, znacznie za wiele.

Skubaniec dobrze wiedział o mojej pamięci ruchowej i wiedział, że jeśli akurat po porwaniu moje hormony złupieją przy nim (nie, żeby nie wiedział, jak do tego doprowadzić), dla mnie tak samo prawdopodobnie nie będzie już wyboru.

Mam ochotę wyć do księżyca w furii i wściekłości. I rezygnacji. Zdecydowanie ułatwiłam mu całą operację. Właściwie podałam mu się jak na srebrnej tacy. AGGRRRHHH!!!!

Wrzuć na luz.

Spadaj.

Hm… gdybym mógł, już dawno bym to zrobił.

Za dużo mojej krwi? Już na zawsze pozostaniesz w mojej głowie jak Biggs?

Krótkie milczenie.

Nie jak on, ale jak ja.

Wrzuć na bieg jasnych wyjaśnień, ponieważ mój mózg nie funkcjonuje jak trzeba.

Ciesz się tym, zamiast narzekać.

Dlaczego? pytam niemal ze strachem.

Ponieważ nasze życie niekoniecznie jest tak łatwe, jakby chciał dla ciebie Alec. Będziesz potrzebowała całej swojej wiedzy, by wywalczyć sobie tu miejsce.

A ty skąd niby wiesz, jakiego typu mam wiedzę.

Wiem bardzo dokładnie, co ty wiesz.

I chyba równie dobrze wiesz, jak mnie wkurzyć.

Pomyśl. Tylko pomyśl. To, co mimo blokerów mówiły ci zawsze odczucia… wtedy. I co teraz wiesz o rui i oddziaływaniu feromonów… ta jedna w TC, kiedy właściwie nie miałem żadnych problemów, chociaż jeszcze nie byłem związany z Aniel.

Marszczę brwi. No właśnie. Ale jaki byłby związek feromony i moje odczucia przed pozbyciem się blokerów?

I jeszcze jedno. Zapytaj Aleca o X9-594.

Więź miękko ustępuje, co jest dla mnie właściwie szokiem, a nie powinno. 531 w końcu jest bliźniakiem. Co prawda 532 powstał przez klonowanie, ale jednak. Ci, którzy mieli bliźniaków i dostali moją krew rozwinęli jakąś formę więzi. Pozostali nie. Nie mogę niestety urządzić sobie z Cece damskiej solidarności, ponieważ ona nie ma klona ani nim nie jest.

„Hej, gdzie byłaś?”

Ramiona Aleca obejmują mnie, a on sam wsadza nos w moją szyję. Mimo wszystko drżę. Chociaż jestem wściekła na niego, wściekła na siebie samą, wściekła na zaborczość samców X5 i na wszystko inne, które doprowadziło do tej sytuacji, to jednak nie jestem w stanie nie dostrzec, że udało mu się mnie podejść całkowicie niezauważenie. ‚Okres godowy’ wciąż trwa, mimo, że cała ta seksualna gorączka minęła… Hormony muszą się ustabilizować i przestać szaleć i przestawiać swoją strukturę na jego system. To potrwa jeszcze z kilkanaście godzin, ta gwałtowna potrzeba bycia przy nim. Więc wszystkie moje zmysły powinny mnie zaalarmować, gdyby chociaż był w sąsiednim pokoju, a co dopiero przywędrował do sypialni i położył się tuż obok.

Więź mnie wyłączyła z otoczenia, to jedyna logiczna odpowiedź.

„Cody kazał mi wrzucić na luz.” przyznaję z nieśmiałym uśmiechem. Naprawdę, Alec robi papkę z mojego mózgu. Tracę kontrolę nad sobą i wszystkim wokół.

„Wariat.” Alec się śmieje „Nawet teraz.”

„Co masz na myśli?”

„Generalnie to on był najczęściej w twoim terenie. Z jakiegoś szajbniętego powodu twoja krew spowodowała znacznie większe zmiany w jego mózgu niż u innych… i zdecydowany wzrost jego nadopiekuńczości wobec ciebie. To on pierwszy odzyskał wspomnienia ciebie z Manticore i kiedy nam o tym powiedział, uznaliśmy go z początku za świra, aż nie zaczęło się to przydarzać innym. Kiedy przeprowadzałaś całą kampanię na rzecz transgenicznych, Aniel skarżyła się, że jego duma z ciebie przybiera z lekka zbyt monstrualne rozmiary. To on zawsze wiedział, co robisz i gdzie jesteś i pierwszy odkrył, że odlatujecie.”

„I mam uwierzyć, że pozwoliłeś innemu X5 mającemu świra na moim punkcie być w pobliżu mnie?” spoglądam na niego z niedowierzaniem. Coś mi tutaj nie gra.

„No dobrze… Cody był jedyną możliwością, ponieważ on nigdy nie miał problemów z tobą podczas rui. Nie wiedzieliśmy, że masz przestawiony częściowo system hormonalny, nawet taka opcja nam się nie śniła…”

„Moja pamięć ruchowa jest zdefiniowana na MOLEKULARNYM poziomie.” wznoszę oczka do sufitu. Nigdy nie miał problemów… Dlaczego?

„Tak. Teraz wiemy.” śmieje się szczęśliwie i wsadza nos w moją szyję ponownie, wdychając mój zapach „Ale wtedy poważnie bałem się, czy twoje feromony nie uderzą w kogoś albo tobie nie odbije, skoro od tylu lat nie miałaś kontaktu z X5. Biggs także odpadał, Cece go potrzebowała przy bliźniakach i ich więzi.”

Więź.

„Hm, zawsze wiedział, co porabiam?”

„Przeważnie. Nie mówił nam wielu rzeczy. Dopiero doniósł o spotkaniu w Piwnicy… mnie. Biggs odsłuchał moją pocztę, kiedy wypadłem nagle z biura i pognałem na lotnisko.”

„Hm.” mruczę w zamyśleniu „Myślę, że Cody wiedział.”

„Wiedział o czym?”

„Że pamiętam.” wzruszam ramionami „On mnie szkolił w większości. A to, czego użyłam podczas kampanii i w jaki sposób… Nie trzeba było geniusza, by się zorientować. Nie z jego wiedzą.”

„Zabiję drania.” Alec warczy, ja wznoszę oczy jeszcze raz. Który dzisiaj? Nie policzę.

„Trochę za dużo tego testosteronu ostatnio… poza tym tak chyba stało się lepiej.”

„Trzy lata z dala?” oczy Aleca są pełne niedowierzania i szoku. Całuję go miękko. Nie musi się niepokoić.

„Trzy lata temu nie rozumiałam zupełnie, że X5 łączą się w pary na całe życie.” wpadam w obronny ton „Ani mnóstwa innych spraw, tak oczywistych dla wszystkich oprócz mnie. No i mamy kosmitów z głowy. Żadnego szalonego Nasedo, żadnego obsesyjnego Maxa… no może troszeczkę…” poprawiam się na widok jego zmarszczonych groźnie brwi.

Alec podnosi mnie natychmiast i ciągnie gdzieś do drugiego pomieszczenia… aka iście królewski pokój kąpielowy. Bo łazienką nazwać tego nie można. Raj dla każdej kobiety, konstastuję ze zdumieniem.

Alec zawsze miał głowę do interesów mniejszych i większych, ale to, na co natykam się w tym domu… hm, pałacu… przechodzi wszelkie wyobrażenie. To jest wariackie, cały ten królewski luksus, przepych na każdym kroku. Mam nadzieję, że ma gdzieś coś mniej kosztownego, ponieważ nie sądzę, bym tutaj długo wytrzymała.

„Ty… bierzesz kąpiel.”

„Och… widzę, że życie w tym kraju nauczyło cię paru rzeczy.” drwię nieznacznie rozbawiona. Bo wiem doskonale, co teraz chodzi po głowie Alecowi. Bynajmniej nie ma ochoty mi rozkazywać, tylko się upewnić, że teraz nie pójdę za nim gdziekolwiek zamierza sie udać.

Ignoruje mnie i przełącza coś przy wannie przypominającej mini basen. Gorąca woda z cichym pomrukiem spływa po jej wewnetrznych ścianach, w sekundach wypełniając parą pomieszczenie. Mój wzrok dostrzega zestaw pewnych flakoników… jest nawet ta sama oliwka. Muszę się uszczypnąć.

Czy naprawdę powinnam tak się denerwować, że Alec ma świra na moim punkcie? Szczególnie, że jego ciepłe dłonie ostrożnie pozbawiają mnie ubrania, w którym tutaj przybyłam i w końcu umieszczają w wodzie.

„A ja… idę uciąć sobie pogawędkę z Cody’m.” ciągnie ścieżkę pocałunków wzdłuż mojej szyi, najwyraźniej pójście gdzieś wyparowuje z jego głowy genialnie szybko. Chrząkam, usiłując odzyskać skupienie. Marnie wychodzi. Alec jest tym, który w końcu odzyskuje odrobinę zdrowego rozsądku, zaraz po tym, jak prawie ląduję pod wodą.

„Służba przyniesie ci świeże ubranie.” mamrocze, wciskając dłonie w kieszenie. Znam ten gest. Czyżby ktoś tu miał problemy z opanowaniem własnego ciała, które zaczyna wykazywać własną, silną wolę kiedy jestem w pobliżu?

Alec cofa się do drzwi i z ostatnim błyskiem niewinnego uśmieszku znika w mojej sypialni.

„Chociaż zostaw go przy życiu! To mój ulubiony poprawiony genetycznie!” jęczę za nim.

No widzisz… nawet jeśli nie potrafisz myśleć przy Alecu, to serce i tak zawsze zaprowadzi cię do miejsc, z których nie ma już odwrotu. Do wiedzy, od której nie ma już powrotu…

WYŁAŹ Z MOJEJ GŁOWY!!!

~ * ~

Dobrze. Nie chcę być złośliwa… ale to ma być ubranie?

Raczej coś, co mogłabym nazwać piekielnie finezyjną, współczesną wersją czegoś, co określano w dawnych czasach słowem ‚negliż’. I to coś leżało sobie na moim łóżku, kiedy owinięta od stóp do głów ogromnym szlafrokiem, wyłoniłam się w końcu z łazienki. W ciepłej wodzie napięcie ostatnich dni fantastycznie opuszczało moje wykończone ciało. I nawet nie chciało mi się myśleć o tym wszystkich pytaniach bez odpowiedzi. W końcu prędzej czy później poznam odpowiedzi, a jeśli nawet nie… dobrze, nie muszę wiedzieć wszystkiego, nie jestem najnowszym wcieleniem Buddy. Wielu z nas żyje bez odpowiedzi na pewne pytania i wcale nie dostali od losu tyle, ile ja. Mówią coś was cztery słowa? Bo mnie tak.

Nadzieja, miłość, dom, rodzina.

…chociaż z pewnością dowiedziałabym się, co musiała myśleć pokojówka, przynosząc mi to koronkowo-atłasowe wdzianko… Zapewne ‚służba’ ma pewnie niezłe pojęcie co się będzie działo dzisiejszej nocy. I czyj to był w ogóle pomysł?

Nie czarujmy się, Alec pewnie oddałby duszę, żeby zobaczyć mnie w tym. A jeszcze lepiej bez. Nie powinnam narzekać.

Miau.

Wybucham śmiechem. Kociak we mnie mruczy w przyjemności, kiedy delikatny materiał dotyka mojej skóry. Wsuwam się do łóżka. Promienie słońca, nisko pochylonego nad horyzontem niemal hipnotyzują mnie. Zamykam zmęczona oczy. Tylko na momencik, oczywiście.

Ostatnie, czego bym się spodziewała, to że nagle coś małego i silnego wskoczy do mojego łóżka i wcale nie zważając na moje słabe protesty, złapie mnie za szyję i ściśnie w dzikiej radości. Mój zamglony snem umysł nie bardzo kuma kto to, ale mój nos nie wyczuwa niebezpiecznego, obcego zapachu, więc zapewne to ktoś bliski, znajomy… Ale kto do diabła odważyłby się wskoczyć do mojego łóżka o tej bezbożnej godzinie, wiedząc, że gdybym uznała go za zagrożenie, mogłabym zabić?

„Nie odleciałaś… Nie odleciałaś! Aaaach! I ten pan wyglądający jak 494 mówi, że mogę zostać, jeśli się zgodzisz. Mogę? Mogę, mogę, mogę?”

Psiakrew, za zwykłe przerwanie tego wspaniałego snu, gotowa byłabym pozbawić kogoś życia. Alec z przyszłości, więź, bliźnięta Biggsa…

Siadam gwałtownie na łóżku, otwierając oczy. Ale już wiem, co mi one pokażą, zanim obraz dociera do mojego mózgu. Zapach jest znajomy… tak podobny do mojego. Mojego, nie Biggsa. To nie Romeo, ani nie Julia. Tylko mini-wersja mnie.

X9-594 aka Amidala.

Koniec

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *