Toy Soldiers (47)

47.

Niemal wyłażę ze skóry, kiedy limuzyna po pokonaniu dość dużego odcinka autostrady rodem z reklamówek z dwudziestego wieku, podjeżdża pod coś, co wygląda na odrestaurowane resztki jakiejś twierdzy, otoczone strasznie wysokim i grubym murem.

Ale nie rozdziawiam buzi. Co to, to nie. Nie ma mowy. Blablabla. Ale dosłownie bicie mojego własnego serca odbija się bardzo głośnym echem w mojej biednej, skołowanej głowie. Zostało tyle do wyjaśnienia, tyle niuansów całej tej historii, jak co zostało przeprowadzone, a mimo wszystko… Alec dodaje jeszcze to. Co do diabła ma mi pokazać?

Moja skromna osoba w skromnym ubraniu wygląda… hm, dość niepozornie w ogromnym, pełnym przepychu holu. Z jakiegoś głupiego powodu mam wrażenie, że urządzał go nie kto inny, jak sam Alec. Ale ten cały luksus i przepych ma jedną dobrą cechę… bynajmniej nie towarzyszy nam ta cała chmara ludzi. W głowie wciąż mi huczy od zamieszania, jakie powitało nas na lotnisku.

Cody wchodzi za mną, ale nie zwracam uwagi, ponieważ słyszę i w następnej chwili, jak z jednego z korytarzy wyłania się właśnie Alec w cholernie drogim, ciemnym garniturze i w towarzystwie jakiejś blondynki o bardzo ponętnej urodzie.

On naprawdę nie woli tych przypadkowych kobiet ode mnie… powtarzam sobie jak mantra w myślach, ale mój żołądek i tak przekręca się i wykręca na wszystkie strony. Nawet kiedy Alec wyczuwa mnie i szeroki, szczęśliwy uśmiech rozświetla jego twarz.

Nie tylko ja przeszedłam długą drogę… wzdycham ciężko w myślach. Dlaczego myślałam, że kiedy Alec uzyska wolność, sytuacja niewiele się zmieni? Próżne nadzieje. Jest piekielnie zdolny, uparty i przystojny. Dlaczego nie miałby z tego skorzystać? Połykam nerwową gulę, która gwałtownie rośnie w moim gardle. Dyscyplina, 594.

Alec w następnej sekundzie porywa mnie na ręce i już pędzi po schodach, których wcześniej nie dostrzegłam.

Sygnał od Biggsa staje się wyraźniejszy z każdym krokiem. Zdenerwowanie. Nerwowość. Strach.

I nie tylko ja mam problemy z rosnącą w gardle kulą.

„Wszyscy już czekają… doprowadzając siebie nawzajem do szału.” Alec mruczy mi na ucho, ale nawet jego uspokajający głos i ciepłe dłonie nie są w stanie odgonić nerwowości czy mojej własnej, prywatnej wersji dokładnie tego samego, co czuje Biggs.

No dobrze, nie to samo, ponieważ z jakiegoś powodu Biggs jest dumny jak paw. Nie jestem w stanie się skupić, by zobaczyć, na co tak patrzy, zresztą prawdopodobnie niedługo ‚to’ zobaczę.

Co do diabła mogłoby być ważniejsze niż ostrzeżenie mnie, że decydując się na niego, stanę się kimś w rodzaju arabskiej księżniczki? I do licha, Biggsowi oberwie się także.

No dobrze, ty się nie ‚zdecydowałaś’ dopiero co, lecz trzy lata temu. słyszę śmiech wilka we własnej głowie A Alecowi wystarczyła wiedza, że pamiętasz cokolwiek z tamtego czasu, a co dopiero wszystko. Facet ma takiego świra na twoim punkcie… Podejrzewam, że byłby gotów wybrać się na Antar, jeśli chociaż podejrzewałby, że ma szansę cię zdobyć… ponownie.

Chowam twarz w piersi Aleca, chłonąc zapach jego i zapach jego ubrania. Przebrał się dopiero co… a jego garderoba jest obsługiwana przez kobietę, ponieważ to nie jest zapach tamtej młodej kobiety w kostiumie, którą dopiero co widziałam. Zdecydowanie, już nie lubię obu.

I kto tu jest świrem… Biggs gwiżdże sobie w mojej głowie i śmieje się. Gdyby w myślach możnaby wytykać język, pewnie by to zrobił. Niech to. Lepiej, żeby ten okres godowy się już skończył, naprawdę nie jestem w stanie wytrzymać tych wszystkich głosów i swobodnego podsłuchu. Czuję, że mój stukniety braciszek jest szczęśliwy i zadowolony z faktu, że pamiętam i że jestem tutaj, niesiona przez Aleca… z czego Biggs się tak śmieje?… ale jest jeszcze coś, co sprawia, że szczerzy swój równie doskonały zgryz, co mój.

To. To jest to. Coś, co chciał mi pokazać najpierw Alec.

W nanosekundach zasycha mi w gardle. Znika gdzieś gwałtowna gorączka, chaos, a myśli z niewiarygodną prędkością kalkulują i przewidują odpowiedź na niezadane jeszcze nawet pytanie.

Wow. Coś ty zrobiła przed chwilą?

Niestety, nie mam do końca pojęcia, co to może być – ‚to’. Ponieważ Alec, chociaż mój, jest teraz dla mnie zagadką większą niż wówczas, kiedy spoglądałam przez szybkę w drzwiach na zaplecze Crashdown i zastanawiałam się, co do diabła się działo z moim mózgiem, że pierwszą myślą, jaką miałam o przystojnym nieznajomym, to wiać gdzie pieprz rośnie… Cokolwiek nam Surinah wsadziła do DNA, pozwalającego na kalkulację i przewidywanie przyszłości i dostawanie błysków i całe te badziewia związane z moją jakże wspaniałą profesją super żołnierzyka, jest kompletnie nieprzydatne w momencie, kiedy nie posiadam wiarygodnym, aktualnych informacji. A już zwłaszcza na temat Aleca. Wszelkie moje kalkulacje na jego temat zawszy były…

MALEŃSTWO!!!

„Auć…” mamroczę gdzieś między połami garnituru Aleca. Wiecie, jestem takim małym krecikiem, który w ciągu kilku sekund zdołał się wkopać z lekka w Aleca. Nawet jeśli znaczy to tylko ubranie i dostanie się bliżej jego ciepłej, tak przyjemnie pachnącej skóry. Teraz trochę rozumiem tę fiksację Aleca na temat zakopania się we mnie. Niekoniecznie w tym samym znaczeniu, co on miał na myśli, kiedy to mówił…

„GRRRRRR!!!!!”

Z głębi tej oazy luksusu dobiega nas wrzask, wściekły, oburzony i pełen frustracji skierowanej absolutnie w moją stronę. Męski wrzask, nie muszę chyba o tym informować. Alec uśmiecha się niewinnie, chociaż w jego zielonym, pięknym spojrzeniu są pewne aluzje niepokoju i obawy.

„Uczę Biggsa nie korzystania z więzi podczas godów…” szemram mu do ucha, korzystając okazji i lawirując językiem po bardzo wrążliwym miejscu na jego szyi. Moim ulubionym. Alec niemal potyka się, ale zaciska uścisk na mnie.

„Wykończysz moje opanowanie.” stawia mnie w końcu na miękkim, puszystym chodniku. Mrugam zaskoczona, widząc wzór. Może i jestem ignorantką w sprawie arabskiego, ale wiem przeogromnie wiele o polityce i symbolach politycznych i tym, co wolno, a co nie. Psiakrew, Surinah życzyła sobie dla mnie naprawdę długich godzin dyplomacji i historii stosunków dyplomatycznych w Manticore, wbrew faktowi, że wówczas miałam jakieś cztery i pół roku. Nawiasem mówiąc, były naprawdę nieciekawe. A potem znów wizyta w Psy Ops i zakopanie tego głęboko w mojej poprawionej genetycznie główce.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *