Toy Soldiers (43)

43.

„Lepiej?” pyta się ostrożnie po pięciu minutach.

„Tak.” mamroczę w jego bluzę „To był stresujący tydzień.”

„Czuję.” puka się w nos „Produkujesz ogromne ilości feromonów. Twój zapach doprowadza mnie do szału. Jedyne, o czym jestem w stanie myśleć, zakopać się w tobie i słyszeć twój lament z kompletnie innego powodu niż przed chwilą.”

Zakłopotana dziękuję wszystkim dobrym mocom, że moja twarz jest schowana na jego piersi i przykryta włosami, inaczej jestem pewna, że padłby jakiś zawadiacki komentarz o czerwonej latarni w pobliżu. Chryste, nie cierpię mojej karnacji.

„Więc mówisz, że on jest wciąż wolny, hę?” podnosi delikatnie mój podbródek po chwili i patrzy się na mnie wyczekująco. Niestety, nie wiem, czego oczekuje.

„Według mojej wiedzy… chociaż naprawdę starałam się unikać informacji o nim. Było wystarczająco beznadziejnie, że musiałam walczyć ze sobą i swoją naturą.”

„A teraz?” wciąż ma ten sam wyraz oczu „Kiedy wszystko się zmieniło? Nie pójdziesz do niego zamiast zostać ze mną, irytującym i wkurzającym facetem, który trzymał się z dala przez trzy lata z powodu własnych obaw?”

„Zmieniło co, Alec?” wsadzam nos w jego szyję. Hm. Wszystko w mojej głowie wrzeszczy: mój. Jęczę w duchu. Jakim cudem tak prosty dotyk może podniecać?

„Przestań.”

„Hm?” mamroczę.

„Nie chcesz. Kiedy ruja się skończy będziesz żałować. Twój pierwszy raz nie powinien być jak to…”

Wzdycham we frustracji. On ma rację. Tym bardziej, że Alec dobrze wie, jak to skończyło się innym razem, kiedy nic nie powiedziałam. Ale sama myśl, że po tych latach wciąż mnie chce… nawet w tej rzeczywistości mnie chce, kiedy mógłby mieć wszystko… powala na kolana.

„…Nawet jeśli spędzenie rui z kimś innym jest najskuteczniejszym znanym sposobem, by zerwać zalążki stałego związku.”

Zaraz… co on mówi? Chyba przestałam w którymś momencie słuchać. Patrzę na niego niepewnie.

„Możesz powtórzyć?”

„Którą część?”

„Tę o najskuteczniejszym sposobie.”

„Aa…” uśmiecha się szeroko i mruga do mnie „Wszelka działalność z innym partnerem podczas rui w momencie, kiedy związek nie jest jeszcze utrwalony, cofa większość chemicznych reakcji, które zaszły w ciele z powodu… planowanego, ale jeszcze nie skonsumowanego związku. Zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Ale tym samym reakcje chemiczne zaczynają dostrajać tych dwoje do siebie. Ale też wszelka działalności pomiędzy wybranymi partnerami, nasila związek, aż w końcu więzi chemiczno-fizyczne są tak silne, iż nie są ich w stanie zerwać.”

Uśmiecham się nieznacznie.

„Wszelka działalność?”

„Kusisz, Maleństwo.”

„Maleństwo?” jęczę. W tamtej przyszłości to było moim imieniem… ale tutaj już nie. Zdążyłam się odzwyczaić.

„Aha.” jego uśmieszek jest na miejscu. Zdejmuje ze mnie na chwilę dłonie i natychmiast ogarnia mnie uczucie straty. Pokazuje coś nimi, ale mój zamglony hormonami mózg nie kuma tego. „Maleństwo ponieważ jesteś taka malutka. Dlatego cię tak nazwałem.”

„Co?” nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać. Ostatecznie, wolę to pierwsze.

„Nie sądziłaś chyba, że nie zauważę różnicy w naszych proporcjach i kształtach? Szczególnie tego pierwszego wieczoru w Crashdown, kiedy niosłem cię śpiącą do twojego pokoju… twoje ciało w moich rękach, drobne, a jednak niezwykle kształtne… mógłbym wówczas przysiąc, że Manticore zaprojektowało cię specjalnie po to, byś doprowadzała ogłupiałych facetów do szaleństwa…”

Dźgam go w żebra. Faceci!

„Ok., już dobrze, dobrze… więc nie zamierzasz iść do niego?”

Co za uparciuch! I to zazdrosny o samego siebie. Ale z drugiej strony… o samego siebie z tego czasu, z czasu do którego ja należę. Poza tym… są różnice między Aleciem, którego znałam a tym, który teraz trzyma mnie na swych kolanach. Ale zdecydowanie wolę wersję Alec McDowell 2.0. Ma wciąż te same irytujące wady, ale przez to podoba mi się chyba bardziej… Nie jest ideałem. I schował głęboko swoje własne strachy i obawy, mimo, że właściwie umarłam w jego ramionach…

Skubię ustami jego ucho i Alec szybko zapomina o pytaniu, przesuwając się niewygodnie na fotelu. Wsadza nos w moją szyję.

„Wszelka działalność, mówisz?” mamroczę gdzieś między rozsądkiem a brakiem rozsądku. Więź jest na tyle silna między nami, że działała nawet na obecnego 494… Biedak.

„Zapomnij o tym… Nie powstrzymam się nawet za siebie. Nie ma mowy, żebyś wyszła z tego nietknięta.”

„Jesteś pewien?” patrzę na niego wyczekująco i on w końcu ciężko przełyka. Uwielbiam zmieniać jego zdanie.

„Jest tylko jedna zasada.” jęczy po chwili „A może jednak nie.”

„Co?!?”

„Sh, dwie zasady.”

Patrzę na mojego wariata i zastanawiam się, co do diabła chodzi mu po głowie.

„O czym mówisz?”

„Jestem odpowiedzialny. Robisz to, co mówię, kiedy ci każę.”

„Alec…”

I tak zawsze poddaję się twojej woli.

„Nie sprzeczaj się. Nie ma mowy, żebym musiał walczyć z tobą, i to w momencie, kiedy będę musiał oprzeć się za nas oboje.” szeroki uśmiech zakwita na jego ustach. Och, psiakrew. Czy on musi być tak pewny, że będę go błagać by się ze mną kochał?

Czasami nie cierpię jego przeszłości. Zwłaszcza tej dotyczącej kobiet.

Czasami nie cierpię naszej przeszłości. Zwłaszcza jeśli on z niej wyciąga korzyści, by wymóc coś na mnie. Ale sama myśl o jego dłoniach ponownie badających moje ciało… on we mnie… głęboki dreszcz przechodzi przeze mnie. Nie potrafię go powstrzymać i Alec uśmiecha się miękko, dobrze wiedząc, co teraz czuję… podczas gdy on sam dziękuje Bogu za moją pamięć ruchową.

Tak, jasne, jak gdyby jego wpływ na mnie miał coś wspólnego z moim przekleństwem…

„A druga reguła?” zwilżam nerwowo usta.

„Nie uciekasz rano.”

Mrugam zaskoczona. Spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego. Tymczasem on kontynuuje.

„Tak. Zostajesz ze mną. W łóżku, w mieszkaniu… gdziekolwiek, aż skończy się twoja ruja. Nie sądziłaś chyba, że poddam się bez walki? Wiem, czego się boisz.” uśmiecha się niewinnie, a ja patrzę na niego z niedowierzaniem „Czego oboje się obawiamy. Ale ja wiem, że chcę ciebie, i to nie na jedną noc w łóżku… albo na przypomnienie, jak było w innym czasie. Chcę ciebie nawet bardziej niż wtedy.”

Czy on zawsze był tak bezpośredni? myślę w oszołomieniu.

„Chcę ciebie, Liz, 594, obrońcę, pół kosmitkę czy kim tam jeszcze jesteś, chcę żebyś była ze mną, każdego dnia nieuchronnego starcia z Zaufanymi, każdej nocy, przy mnie, ze mną, pode mną… ciesząc się każdym aspektem bycia poprawionym genetycznie.”

 

Naprawdę nie cierpię mojej karnacji…

„Chcę ciebie i jeśli cokolwiek dzisiaj zaczniemy, po prostu będę walczył, żebyś była ze mną bez względu na konsekwencje. Nawet bez dzisiejszego wieczora w mojej głowie jesteś moja. Wiem, że żeńskim X5 trzeba kilku cieplnych cykli, żeby się związać… A my spędziliśmy ze sobą kawałek jednej. Ale tak nie jest dla nas, facetów. Jeśli spędzę z tobą następne dwa dni…” zamiera, nie patrząc na mnie i sprawdzając, jak przyjmuję jego słowa „Nie będzie dla mnie odwrotu, rozumiesz? Będę przywiązany, sklejony na zawsze. Żaden rozpuszczalnik nie pomoże. Trzy lata bez ciebie były torturą… nawet bez fizycznej stałej więzi.”

Nigdy już się nie przykleję do Aleca…

Przypominam sobie moją małą rozmowę z Biggsem o sprawach damsko-męskich. Musiał się dziwnie czuć, słysząc, że jego przyjaciel spędził część rui ze mną. Nic dziwnego, że odpuścił. On wiedział. I zapewne sądził także, że ja wiem na jakimś instynktownym poziomie.

„Chcesz mnie na stałe.” Alec kiwa głową, nagle zakłopotany. Uśmiecham się uspokajająco. „Mimo, że w tamtym czasie byliśmy razem i w tym jesteśmy innymi osobami… Chcesz mnie mimo, że przez to nigdy nie będziesz miał dziecka.”

„Brzmię jak ktoś, kto stracił rozum…” Alec mówi, nagle zgnębiony. Walczę z pragnieniem potargania jego włosów, by na jego usta wrócił uśmiech. Podnoszę się nieznacznie, a jego dłonie opadają z mojej talii. Wstrzymuję mimowolnie oddech. Wraca jedna, niepewnie usiłując mnie zatrzymać. Pochylam się w jego stronę. Teraz jestem na tyle wysoko, że mogę swobodnie musnąć ustami jego kark i kod kreskowy. Prostuję się. Alec patrzy na mnie ogłuszony, ale z nową nadzieją w oczach.

„Przeszłabym to wszystko dziesięć razy, byleby tylko móc spotkać cię ponownie… bycie posądzonym o stratę rozumu to mała cena dla tego.” mruczę wprost do jego ust, Alec natychmiast zabiera mój oddech i nie oddaje przez długą chwilę.

No cóż, w porównaniu do faktu, że tak naprawdę on jest z przyszłości, a ja mam pamięć z przyszłości… i przez trzy lata sądziłam, że zakochałam się w mężczyźnie ze snu… nawet jeśli to był sen o innej rzeczywistości, innej przyszłości… Alec i jego definicja nas są nieszkodliwi.

Alec nieszkodliwy? Jasne. Chyba rzeczywiście straciliśmy rozum. Oboje.

W końcu musimy się rozdzielić, nawet X5 potrzebują tlenu. „Wniosłeś do mojego życia nadzieję, że potrafię czuć. Nauczyłeś mnie tego. Są jakieś różnice… ale to są po prostu nowe strony ciebie, które chcę poznać… I nie ma to nic wspólnego ze wspomnieniami. Twój dotyk jest różny. Moje ciało już się go nauczyło… ponownie. Chcę ciebie. Gdybym szła za wspomnieniami, za iluzją snu, już dawno byłabym z obecnym Aleciem. Ale ja chcę ciebie, dokładnie ciebie.”

Wiecie co? Kocham moją pamięć ruchową.

Ale podręczmy trochę Aleca… Nie chcę, by pomyślał, że będzie miał mnie na każde skinienie swojego małego paluszka.

„I gwarantuję… nikt prócz mnie nie wie kim dla mnie jesteś.”

Alec wzdycha ciężko, a ja tylko się śmieję.

„Ale wszyscy się dowiedzą. Cały świat. Nie obchodzi mnie co powiedzą. Jesteś mój i mogę wyśpiewać to do księżyca, jeśli tylko zechcesz.”

Podnosi niedowierzająco brew. Otaczam się ochronnie ramionami… i żeby go nie dotknąć. Bo jak dotknę, skończy się nasza rozmowa.

„Co się stało z Maleństwem, które tak bardzo nienawidziło plotek? Które bało się tego wszystkiego, co się wiąże z upublicznieniem związku dwojga dorosłych ludzi? Które było tak niepewne mnie, że bało się stawać wobec mojej przeszłości…”

„Alec…”

„Szsz. Daj mi dokończyć.” całuje mnie miękko „Wiesz, jakim typem faceta byłem. Nie troszczyłem się o nikogo oprócz przedstawicieli swojej rasy… nadal nie troszczę zbytnio… a moja sypialnia miała obrotowe drzwi. Nie będę cię naciskał ani wymagał nie wiadomo czego… byś pogodziła się z tym na siłę.”

„Alec… naprawdę nie uważam, że wolisz tę paradę bezimiennych kobiet ode mnie!”

Potakuje uspokojony, z uśmiechem, ale nagle niewinny uśmieszek wraca na swoje stałe miejsce. O Chryste, co on znowu wymyślił?

„Jak myślisz, co powiedzą na nas razem? I to sądząc, że ja jestem tym, obecnym 494?”

„Cody coś już zwąchał… jego domena to w końcu wywiad. Biggs i Cece będą z pewnością jeszcze długo zbyt zajęci sobą, by kogokolwiek wokół zauważyć. A reszta… może iść do diabła.”

„To jest moja dziewczyna! Zamierzam powiedzieć całemu światu, że 594 jest moja i nie oddam jej żadnemu kretynowi.”

„Jesteś stuknięty.”

„Ale to ci się we mnie podoba!”

„Niestety…” mamroczę wsadzając nos w jego szyję. Pachnie tak dobrze. Podniecająco.

Niestety… dzisiaj zimny prysznic nie wywoła u mnie przerażenia. Raczej przyjemne rozleniwienie. Jego palce są zręczne i gorące. Och, psiakrew. Niedobrze, niedobrze.

„Co my tu jeszcze robimy na dole?” jęczę. Odpowiada mi śmiech Aleca, który natychmiast podnosi się z fotela. Zawijam nogi wokół jego talii, przysuwając się jak najbliżej. Alec już pędzi po schodach.

„To będzie chyba najdłuższa noc mojego życia…” szemrze w moich włosach. A ja tylko wyginam się do jego dotyku… i podciągam jego koszulkę do góry.

„Ale lubisz udowadniać swoją rację.” szemrzę równie miękko. Sekundę później Alec kładzie mnie delikatnie na łóżku i sam spoczywa obok.

„Taaak.” wodzi koniuszkiem palca po moim policzku „Nie mogłem znieść myśli o życiu bez ciebie. Wybaczysz mi?”

Jestem pewna, że moją twarz rozświetla najgłupszy i najszczęśliwszy z uśmiechów.

„Wiesz… uśmiechasz się jak tamtej naszej pierwszej nocy…”

Alec przysuwa mnie zdecydowanie do siebie, jakbym w ogóle nie była wtulona w niego niemal każdym fragmentem mojego ciała. Jego twarz jest znów milimetry od mojej. Zielone spojrzenie sunie leniwie po mojej twarzy, że wszystko jest dobrze. Czuję się bardzo leniwa i osłonięta, szalona gorączka gdzieś jakby wyparowała w kilka sekund.

Pochyla się, muskając delikatnie językiem kąciki moich ust, składając cichą obietnicę. Z jękiem pozwalam, by je rozchylił i pobuszował w środku.

„Moja. Jesteś moja…” śmieje się cicho, radośnie, jak nigdy dotąd nie usłyszałam. Kąciki moich ust również wyginają się w uśmiechu. Wzdycham szczęśliwie. W tym świecie jesteśmy tylko Alec i ja.

Twoja.” potwierdzam, wsadzając nos w jego szyję. Alec z uśmieszkiem dokańcza zdanie.

„… mój wampirku.”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *