Toy Soldiers (40)

40.

Szpitalny korytarz jest równie bezosobowy co wyraz mojej twarzy, kiedy z całkowitym spokojem kroczę przez niego z Maxem u boku. Czuję w mojej głowie znajome dźwięczenie energii, teraz tak wyraźne, jakby to nigdy nie było blokowane.

Co zmusiło Biggsa do rozwinięcia tak bardzo swoich zdolności, iż był w stanie podsłuchać mnie bez mojej wiedzy i zgody?

A może wiedziałam, na jakimś instynktownym poziomie, tylko nie dopuszczałam do siebie tej myśli? Ponieważ mojemu sercu ciężko było uwierzyć, że Biggs byłby do tego zdolny.

Jak cholera. Parskam w myślach. Byłam zdolna wymordować tylu Skórów bez mrugnięcia okiem, co dopiero on, który spędził życie w Manticore? Co go obchodziła jakaś tam siostra, z którą w tym czasie nie rozwinął żadnych więzi emocjonalnych? Nie było sensu dla niego zwracać się do mnie.

Byłam tylko dzieckiem trzy lata temu. Głupim, naiwnym dzieckiem, które nie mogło spać.

Oni zmienili mnie, dając mi pamięci, naprawiając mój mózg. Oni sprawili, że wkroczyłam na tą ścieżkę. Mogłam przecież żyć sobie spokojnie nieświadoma niczego w Roswell, uganiając się dalej za Maxem…

Grrr… W życiu!

Ignoruję.

Aż Surinah nie wylałaby na mnie zimnego wiadra wody albo koszmary z wakacji w końcu nie stałyby się wyraźne na tyle, by powiedzieć mi prosto z mostu, że to moje wspomnienia, a nie wspomnienia Maxa z białego milutkiego pokoju.

No i co z tego, że wylałaby na mnie wiadro zimnej wody? Że Nasedo pewnie kropnąłby mnie w którymś momencie, albo usiłowałby… i po drodze odkryłby, że w momencie, kiedy moje serce już prawie staje, on jest zmuszony się cofnąć, bo nie tylko neutralizuję izotop, ale dzieje się tak z powodu pamięci ruchowej i systemu odpornościowego Antarian.

Nic dziwnego, że Max i Isabel nigdy nie chorowali. Szczęśliwcy, nikt nie przeprowadzał na nich prób eboli.

Chociaż pewnie wykazaliby objawy ‚przeziębienia’ i w efekcie jakichś durnych wydarzeń ich przybrani rodzice wierzyliby, że biorą prochy. Chocież może nie. Im się to nie przydarza. Żaden głupi splot wydarzeń, a pobratymcy bywają albo sojusznikiem albo wrogiem i nie ma szarej strefy.

Ale worki kartofli mają szarą skórę!

Wzdycham. Najwyraźniej moje błądzenie myślami we wszystkich kierunkach nie bardzo pomaga odstraszyć Biggsa. Do diabła, nie mógłby się odczepić?

Nie.

Och, dziękuję pięknie. Czemu zawdzięczam tę wątpliwą przyjemność?

Sobie samej.

To genialne, odkrywcze myślenie. Doprawdy, 593, mógłbyś być bardziej oryginalny. Wiem, ile kasy wydano na stworzenie nas. Wiem, dlaczego klonowano, wiem, dlaczego tworzono pary bliźniąt i do cholery wiem, że nie zmienię mojego DNA ani nie mogę zerwać więzi, bo jesteśmy ZINTEGROWANI. Ale czasami chciałabym mieć odrobinę prywatności.

Sobie, nie DNA.

O.

???

Masz ciekawe myśli. Rzucają wiele światła na twój profil psychologiczny… nie mogliśmy się do niego dobrać. Nie wiedzieliśmy, dlaczego robisz pewne rzeczy.

I ja mam uwierzyć, że przez ten cały czas ani razu nie podsłuchałeś?

Nigdy na taką skalę. Tylko przebłyski uczuć.

To mnie zdumiewa. Naprawdę.

Ruja. Nigdy nie byłem wystarczająco blisko, kiedy traciłaś kontrolę nad swoimi zdolnościami, skupiając się na skontrolowaniu hormonów.

Cichnę. Dlaczego czuję, że te słowa mają drugie dno, drugie znaczenie?

Ten izotop naprawdę wypalił twoje szare komórki.

Jakoś w tej chwili jestem w stanie się zgodzić z nim w zupełności.

Nigdy, przenigdy, w cholerę tak o sobie NIE MYŚL!

Aż się kulę w sobie. Wrzask w mojej głowie przewierca ją na wylot, powodując gwałtowny i silny ból. I to nie tylko w górnych partiach mojego genetycznie poprawionego ciała, doprowadza do szału każdą komórkę w moim ciele.

I dobrze.

Parskam cicho, pchając bezgłośnie drzwi do tej jednej szczególnej izolatki. Wita mnie szum medycznych urządzeń i pompy tlenowej. Nie patrzę na łóżko, bojąc się tego, co mogłabym tam zobaczyć. Ale moje nozdrza owiewa jego zapach i zapach krwi, do uszu dociera słaby stukot serca. Dźwięk monitora wydaje się przy tym niczym huk.

Złamane żebra przebiły prawe płuco.

Drżę w przerażeniu. Ja to zrobiłam?

Daję znak Maxowi, by rozpoczął swoją pracę, ale w tej samej chwili Biggs jest szybszy niż moje zamierzenia i reinkarnacja obcego króla Zana aka Max Evans wisi kilkadziesiąt centrymetrów nad podłogą. Jego nogi dyndają śmiesznie w desperackich próbach uwolnienia się, ale antarska hybryda nie ma najmniejszych szans w potyczce na siłę z transgenikiem. Biggs trzyma go jedną dłonią pod brodą. I wcale nie zamierza puścić, uświadamiam sobie niemal natychmiast.

Łup.

Z krótkim rozmachem uderzam w nadgarstek brata. Część mnie jest zmartwiona, że go ranię, a część mnie śpiewa peany radości z tego powodu. On zranił mnie niewyobrażalnie. Teraz ja mogę zranić go chociaż odrobinę, fizycznie. To nie ma nawet porównania, te trzy lata uczenia się nowej rzeczywistości bez nich, by w końcu przekonać się jaką ułudą było to, co czułam od nich, w porównaniu do nadwyrężonego stawu. Zagoi sie w kilka godzin. Jeśli nawet nie krócej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *