Toy Soldiers (39)

39.

Kiwam się. W tę i z powrotem.

Wiem, że to zły znak. Bardzo zły.

Ale i tak się kiwam.

Czyś ty kompletnie zdurniała? Czy też cały ten izotop na statku wypalił ci mózg?

Parskam. Wow. Mój kochany braciszek nagle się odezwał.

Odwal się 593, albo cię wyrzucę z mojej głowy.

Całkiem długie zdanie jak na kogoś, kto nie chciał mnie już więcej czuć ani słyszeć.

„Odwal się…” jęczę, ujmując głowę w dłonie i kiwając się coraz gwałtowniej. W tę i z powrotem. W tę i z powrotem. „Odwal się… zostawcie mnie… wygraliście. Po prostu mnie zostawcie.” W tę i z powrotem. W tę i z powrotem.

Ciepła dłoń ostrożnie odgarnia splątane kosmyki z mojej twarzy. Michael. Odzyskuję nieco kontakt z rzeczywistością.

Nasedo. Statek. Powrót.

Siedzę na schodkach, obejmując ramionami kolana i kiwając się w tę i z powrotem i gadając do siebie jak wariatka. Haha. Ja jestem wariatką. Podróże w czasie? Ha! Skrzyżowanie obcych i transgenicznych, by mógł się we mnie zakochać facet będący reinkarnacją obcego króla? Ha!

Ale co kogo to obchodzi? Na pewno nie mnie. Nie obchodzi mnie absurdalność sytuacji. My, trasnsgeniczni i nasze istnienie jesteśmy absurdalni. I ja jestem kompletnie absurdalna w tym, czego chce moje serce. Aleca. Tego dupka, który nie chciał mnie po tym, jak byłam jego i tylko jego, kiedy stałam po jego stronie w najgorszych chwilach, kiedy wszystko poszło źle i w ostateczności chroniąc jego i brata dałam się zabić…

Nic nie było równie koszmarne, co w tej chwili. Nie nawet budząc się w szpitalu z ostatnią pamięcią oczu Aleca wpatrzonych we mnie z pragnieniem i miłością, odkrywając, że to co pamietam to tylko dziko niemożliwy sen… i desperacko usiłując znaleźć najmniejszy dowód na to, że to się wydarzyło, chociażby w innym czasie.

A może… moje serce zamiera… może po tym, jak umarłam, on znalazł sobie kogoś innego? Było wiele żeńskich X5, które sprzedałyby duszę, by być jego partnerką. I w końcu nie wiem, z jakiego czasu pochodził, ile czasu minęło od mojej śmierci. Równie dobrze mógł się parzyć z kimś. Naprawdę parzyć, połączyć w pary, w pełnym tych słów znaczeniu dla transgenicznych.

Alec nie musiał wrócić do mnie w tym czasie, nawet jeśli dla mnie nie było żadnej innej możliwości. Co go obchodziło, że ja pamiętam, że moje serce i ciało pamiętają wszystko? Że prawdopodobnie nigdy dla mnie nie będzie nawet możliwości by wydostać się z pułapki?

Już nigdy nie będzie nikogo innego. Jeśli nie będę miała jego, nigdy nie będę się parzyła. Cholerne przekleństwo mojego DNA. Poważnie. Chemiczno-fizjologiczne więzi nawet wśród zwyczajnych X5 uchodzą za niezniszczalne prócz śmierci.

Furia rośnie we mnie. Dupek. Mógł mnie zostawić po tym wybuchu… uzdrowiłabym się sama, bez tej krwi. Zajęłoby to więcej czasu, ale moja krew nie przeniosłaby w sposób fizyczny mojego uzależnienia od niego. Moja pamięć ruchowa jest zdefiniowana na molekularnym poziomie, każda komórka mnie to ma. Czy on nie wiedział, co mi robi?

Może i wiedział. Ale nic go to nie obchodziło. Co najwyżej miał niezłą rozrywkę, obserwując mnie przez te trzy lata i na jakiego psychola bez niego i Biggsa po mojej stronie wyrosłam.

„594?”

Tym razem Michael jest bardziej natrętny.

„Co?” mamroczę. Mój głos jest gruby od łez.

„Nasedo mówi, że już czas.”

Kiwam głową, ale nie ruszam się.

Zostać czy nie? Ha, jakbym miała jakiś wybór.

Po kilku minutach podnoszę się w końcu i zmierzam w stronę Maxa.

Alec mógł schrzanić więcej niż ja, ale ostatecznie nie musi płacić za moje błędy. Za błąd wierzenia jemu, za błąd pokładania ufności w kimś, kogo pokochałam. To tylko moja wina, że byłam na tyle głupia, że pomimo rany wymierzonej mojemu sercu przez Maxa z przyszłości, uwierzyłam w każde słowo Aleca. Ale powinnam była wiedzieć lepiej. Moja wina.

I nadszedł czas spłaty.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *