Toy Soldiers (37)

37.

Czy mi się wydawało, że w mojej głowie gadał jakiś głos czy to tylko jakaś sztuczka, złudzenie? Może działa tutaj jakiś milutki oddział z Psy Ops?

Ostrożnie zmniejszam bariery.

Oooochhhhh. Co to u licha jest? Mam wrażenie, jakbym stąpała w jakiejś niespecjalnie przyjemnej mazi, która bardzo przypomina mi moje własne zagubienie, niepewność i pragnienie akceptacji sprzed trzech lat. Jakby ktoś wrzucił mnie w tamto bagno. Co najgorsze, udaje mu się. Naprawdę zaczyna mnie to niepokoić. Najpierw ta pułapka, do której wejdę na pewno, a teraz ktoś wie, jaki jest jedyny sposób na to, by zamknąć i unieszkodliwić moje zdolności.

Wcale mi się to nie podoba. W przeciwieństwie do rozwścieczonego wzroku Marii, którym mnie bombarduje ten szczególny okaz blond-inteligencji. Nie ma nic przeciwko blondynkom, ale przy kimś takim jak ona nawet kolor włosów zaczyna kojarzyć się z głupotą. Naprawdę, ona nie ma pojęcia ani o taktyce ani planowaniu ani o zastraszaniu oponenta samą postawą ciała. Chryste, uczą tego już dwulatki w Manticore!

Ale też Zaufani mają ego przewyższające…

Ból.

Promieniuje przez całą moją czaszkę, niemal zaciemniając moje widzenie.

Ktoś ma tutaj milutkie zdolności. I ktoś bardzo nie chce, bym podeszła do Marii i Surinah.

No dobra, przyjemniaczku, który tak bardzo lubisz gadać w mojej główce. Nie chcesz, żebym podeszła?

Ból natychmiast lżeje, ale nie ustępuje całkowicie. Jest niemal jak ostrzeżenie.

No dobrze, pojmuję, że to znaczy ‚tak’.

Ból ustępuje zupełnie. Jak miło.

Ale to nie znaczy, że zamierzam ustępować.

Poważnie myślicie, że poddam się komuś, kto gada w mojej głowie? Na litość boską, sama potrafię to zrobić, a nie należę do Psy Ops, tylko jestem bliźniakiem… Wniosek. Jakiś bliźniak o nadmiernie rozwiniętym mózgu szlaja się tutaj w pobliżu, poigrywając sobie ze mnie… Pytanie teraz brzmi, komu dokopać najpierw – Marii czy temu komuś.

Cofam, co powiedziałem. Nie jesteś mądra.

Ani ty. Tak się dać podpuścić.

Dosłownie słyszę we własnej głowie ciche przekleństwo. Uśmiecham się w duchu. Podpuścić faceta, by zdradził jakąś informację o sobie jest śmiesznie łatwo. Biggs mnie tego nauczył.

Śmiech.

Jak milutko. Więc ten ktoś wie o granilicie i różnych liniach czasu. Jak miło. Jak znajomo. I do diabła z tobą, kimkolwiek jesteś.

Ignorując Marię, łapię Surinah za ramię i odciągam ją od wściekłej blondynki nim nawet ktokolwiek zdąży mrugnąć. W końcu począwszy od X4 wszyscy potrafimy poruszać się szybciej niż nadążają ludzkie oczy, a niektórzy szybciej niż nadążają poprawione genetycznie oczy, włączając w to mnie. A skoro wzrok nie nadąża za moimi własnymi ruchami, zamykam oczy i zdaję się na instynkty i moje zdolności.

Niemal natychmiast uderza mnie irracjonalność sytuacji. Walczę przeciwko komuś z przyszłości, kto wie, co mogę zrobić, prawdopodobnie wie, co zrobię z innej linii czasu. Pytanie brzmi, czy jest sens walczyć?

Ten ktoś wkurzył mnie. Bardzo.

Starannie zamykam się od innych, nie blokując jednocześnie sygnałów identyfikatorów innych. To ja blokuję samą siebie, tapetuję moją głowę i moje uczucia barierami, których nawet Biggs nie śniłby ruszyć, co dopiero usiłować przejść. Ale nie, czuję, jak ten ktoś usiłuje do mnie dotrzeć. Czuję nić dziwnej energii, coś jak psychiczna nić, badawcza myśl, szukająca utraconego nagle ze mną kontaktu. Nić, która zwija się i plącze, ponieważ raz po raz trafia na ślepe zaułki, będąc jednocześnie daleko od mojej kryjówki, miejsca, w którym zamknęłam sama siebie.

I dobrze, myślę całkowicie mściwie. Ruja budzi we mnie agresję i niezbyt miłe zachowanie, ale w tej chwili mało o to dbam. Ciskam Nancy na tylne siedzenie motoru, spoglądając jednocześnie na zegarek. Zdążę czy nie?

Dodaję gazu i po mniej niż minucie mknę z przeogromną szybkością autostradą w stronę naszego wyremontowanego i rozbudowanego lotniska, aby pomieściło te tłumy turystów. Wściekłość buzuje w moich żyłach, przetacza się żywiej niż cała ta przeklęta gorączka hormonów i napędza moje działania. Furia powoli toruje sobie drogę przez wyćwiczony w dyscyplinie i opanowaniu mózg. Ktoś bardzo nie chce, żebym ratowała Surinah i zwróciła się do Aleca? Proszę bardzo. Jedno już zrobione. Ciekawe, jak zareaguje po drugiej? Szczególnie, że ten ktoś ujawnił się dość dużo dopiero w momencie moich rozmyślań o wykorzystaniu mojego wpływu na 494. Wykorzystam słabość przeciwnika i przy okazji rozwiążę jeden poważny dla mnie problem, który mógłby spowodować u niejednego stratę rozumu. Będę Aleca. Znów.

Z ostrym piskiem opon i równie nieprzyjemnym dla moich poprawionych zmysłów zapachem palonej gumy zatrzymuję się raczej dość gwałtownie przy jednym z bocznych wejść terminalu.

„Masz siedem minut, by kupić bilet i wynieść się z kraju.”

Surinah patrzy na mnie przez kilka sekund.

„Ty nie lecisz.”

„Jakiś problem z tym?” krzyżuję ramiona w obronnym stanowisku. Nigdy więcej, myślę sobie. Nigdy więcej takiego uzależnienia od czyjejś aprobaty, jak teraz.

Nagle jednak obejmują mnie mocno ramiona Nancy i zaskoczona sztywnieję zupełnie.

„Cieszę się.” ściska mnie szczęśliwie „Daj czasem znać, że żyjesz, dobrze? Powodzenia.”

I już jej nie ma. Mrugam. Raz drugi. Potem potrząsam głową. W niedowierzaniu, zdumieniu, szoku, nieśmiałej nadziei, a może nawet w uldze? Nie wiem. Nie chcę nawet nazwać tego kotła emocji, który buszuje w tym małym skrawku mnie, który zamknęłam i otapetowałam barierami. Wolę tam nie zaglądać, nawet na ułamek sekundy. Grozi co najmniej utratą zdrowia tudzież rozumu.

W końcu otrząsam się na tyle, by zdefiniować mój następny cel. Nie jest daleko. Centrum Roswell. Hotel. Alec jest w swoim pokoju. Sam.

Uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Duży, przewrotny, ale i pełen cichej obietnicy uśmiech.

Czas przestać gonić za duchami i zacząć żyć. Nie śnić, lecz żyć.

Niemal czuję na języku wściekłość, toczącą się ze strony nici. Ignorując tego kogoś kieruję motor z powrotem w stronę autostrady, z powrotem do Roswell… i do tego wszystkiego, co czeka mnie w najbliższej przyszłości.

Swoją drogą, ciekawe, co ten ktoś naprawiał, skoro jeszcze nie zniknął.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *