Toy Soldiers (32)

32.

Biggs wciąga gwałtownie powietrze, gapiąc się na mnie oszołomiony. Potrząsa głową przez chwilę, a potem wbija we mnie wzrok.

Zostanę ukarana za to… teraz już wiesz. Cece zawsze była dla ciebie najważniejsza. Więc zwróciłam ci ją. Pamiętaj o tym, kiedy mnie nie będzie, dobrze?

Długo cię nie będzie? Dokąd odchodzisz? Znów uciekasz? Przenoszą cię?

Realizują K-Pax, jego cel.

Wzdycha miękko. Czuje, jak powoli złość i gniew i poczucie odrzucenia wyparowują z niego, zastępowane przez smutek i rozżalenie.

Nie możesz mi powiedzieć?

Nie. Zrozumiesz. Będziesz miał dużo czasu na zrozumienie.

Liz…

Więź nie zależy od odległości, Biggs.

Jak to się dzieje?

Genetyka. Właśnie dlatego zmienili mnie. Mamy najlepsze DNA w całej serii, więź została nam zaprojektowana. I jesteśmy naturalnymi bliźniakami. Żadne klonowanie.

„Poważnie?”

Rozciągam usta w smutnym półuśmiechu. Biggs brzmi jak małe dziecko, które właśnie dostało ogromną paczkę ulubionych cukierków.

„Bardzo, bardzo poważnie.”

Inni gapią się na nas niczego nie rozumiejąc. Cece ma delikatny uśmiech błąkający się na jej ustach…

Więc jestem starszym braciszkiem?

Aaahhh, nie uderzaj w ten ton. krzywię nos Mam dość ciekawe doświadczenia ze starszymi braciszkami.

Mamy jeszcze jakieś rodzeństwo? Kogoś z tej samej próbówki albo po naszych nosicielkach?

Przez chwilę wracam myślą do tamtej wersji Biggsa. Nie był taki konkretny w swych zapytaniach, ale być może ten Biggs po prostu usiłuje podtrzymać konwersację, wyjąć ze mnie jakąś informację, kontakt. Zatrzymać jak długo się da.

Ale cokolwiek on planuje, ja nie mogę mu tego dać. Z jednej strony nie mogę złamać więzi, nie mogę jej zniszczyć, ale ona może zniszczyć nas obydwoje. Pamiętam przed laty, co się działo po moim wyjściu z Psy Ops. Niedokładnie miła byłaby powtórka. Chociaż z jednej strony miałabym wielką ochotę po prostu go objąć, potargać fryzurę jak za dawnych czasów… to mimo wszystko dociera do mnie coś, co mówię sobie od trzech lat o Alecu. To nie jest mój Biggs. Chociaż ten Biggs jest wciąż moim bratem i jesteśmy połączeni, on nie ma tych pamięci co ja… z jednej strony czysty start, z drugiej przekleństwo. Wiedzieć, w co mogłoby się to wszystko rozwinąć. I Biggs jako brat był fantastyczny. Ile kobiet na tej planecie mogłoby pochwalić się tak opiekuńczym, troskliwym starszym bratem, który nawet prowadzi rozmówki damsko-męskie? Właśnie. Tylko jedna. Ja.

A jednocześnie mam świadomość, że cokolwiek bym nie zrobiła, to nie będzie już to samo. Moje trzymanie się z dala od rasy postawiło przepaść między nami. I te wszystkie kosmiczne sprawy… Uff, nabroiłam. I to nieźle. Sama myśl o niewątpliwie skutkach ingerencji granilithu aka nastawienie mojego ciała na Aleca przyprawia mnie o zawroty głowy.

Nie wspominając, że za kilka godzin odlecę do innego świata.

Surinah Sandeman jedna wie.

„Sandeman?”

Zakrywam uszy dłońmi. Doprawdy, Biggs, nie musisz tak wrzeszczeć. To nie pomaga, zwłaszcza, że teraz wszyscy patrzą się na nas, jakbyśmy wyhodowali komplet ślicznych nowych głów.

„Szefowa K-Pax. Była szefowa. Dokopała Renfro i zdegradowała ją z szefowej Manticore na szefową projektu Chimera.”

„Możesz załatwić spotkanie?”

„To zależy.”

Alec mruży swoje zielone oczęta i patrzy na mnie taksująco. Co najmniej zajęłam jego głowę myśleniem o czymś innym niż przewracanie się ze mną w pościeli. Nieźle, Maleństwo.

I Biggs teraz pewnie myśli, że przyszłam tutaj tylko pozałatwiać interesy.

„Od?”

Unoszę swoje spojrzenie na niego. Przez chwilę jest wstrząśnięty, widzę to w reakcji jego ciała, tak dokładne odzwierciedlenie, jak Biggs niezmiernie rzadko patrzył na niego. Dla wszystkich innych nie jest czytelne, to coś, w czym uczestniczyli tylko oni dwaj. Biggs wpuszczając mnie do swoich myśli naprawdę mnie wpuścił. Wiem wiele rzeczy o nim. Wiem wiele rzeczy o jego przyjaźni z Aleciem. I wiem sama mnóstwo o tym, jak oddziaływać na Aleca, nawet z tego czasu. Aż tak różnić się chyba nie mogą? Wiadomość w moim spojrzeniu jest wystarczająco jasna dla niego. Załatwię wszystko, by chronić pewne osoby.

„Kogo?”

„Evans, Valenti, Whitman. Za wyłączeniem Amy DeLuca Valenti i jej córki, Marii. Obie są z Zaufanych.”

„W zamian?”

„Cała baza danych na temat kampanii, którą śledził Cody. Tą, której śledzenie zlecił mu kiedyś Alec i nie zdołał jej dokończyć.”

Dwadzieścia siedem par oczu patrzy się na mnie wstrząśnięte. Nawet Cody sapie przez ułamek sekundy.

„Nazwiska, daty, kontakty, dowody, materiał z nadzoru… To nie będzie mi potrzebne. Równie dobrze mogę to wyrzucić. Ale myślę, że wy zrobicie z tego lepszy użytek. Więc?”

Patrzę się wyczekująco na Aleca. Wyczulony słuch wychwytuje każde bicie serca. Jest mocne. Silne. Tłumię w sobie żal. On nie jest mój. Nie on.

Śmieję się w duchu. Ten Alec padłby trupem na miejscu, nim pozwoliłby nazwać się wampirkiem, kimś, kto jest całkowicie po same uszy zadurzonym w dziewczynie. Ale co ja poradzę na to? Mój Alec naprawdę jest… był wampirkiem. Gdyby dzisiaj robiłby chociaż jedną dziesiątą tego, co wtedy… jak do diabła mogłam być tak go niepewna?

Nic dziwnego, że wszyscy się tak na mnie wpieniali i dziwili się mi. Może rzeczywiście byłam jak nowo narodzony mutant, którego wszystkiego należy nauczyć. Szkoda tylko, że oprócz Biggsa nikt nie odważył się rozmawiać ze mną na te tematy. Zaoszczędziłoby mi to wielu kłopotów, wielu wątpliwości i być może nie skończyłoby się to Nasedem robiącym stek z mojego serca. Kto wie, jak daleko była tamta przyszłość? Naokoło wszystko się paliło, waliło, ale byłam szczęśliwa.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *