Toy Soldiers (31)

31.

Dobry plan to podstawa. Zawsze trzeba mieć plan. I zawsze trzeba mieć plan awaryjny. A nawet awaryjny plan planu awaryjnego. Bo wszystko może spaść na łeb na szyję albo jakiś głupi szczegół okaże się niedopracowany i ktoś za to zapłaci. Skąd o tym wiem? Manticore nie musiało wwiercać tego do mózgów swoich żołnierzy. Nauczyłam się tego z doświadczenia, nie tylko z mojego snu. To nie było miłe. Ale nic naprawdę nie było tak bolesne jak zobaczyć wrogie oczy 494, wpatrzone we mnie w progu hotelowego pokoju Biggsa. To była moja cena… za błąd. Za to, iż zamglona rują nie przewidziałam zachowania Aleca. Ja, ze wszystkich poprawionych genetycznie żołnierzy na tej cholernej planecie, pierwsza powinnam wiedzieć. 494 łamie wszelkie zasady, kiedy mu na czymś zależy lub kiedy walczy przeciwko nieznanemu wrogowi. I odzyskane pamięci z dzieciństwa w Manticore tylko jeszcze to potwierdziło.

I teraz ja jestem dla niego wrogiem i on chce odpowiedzi. Bardzo. Widzę to w jego spojrzeniu. I wiem, że nie zadowoli się niczym mniej niż pełnym wyjaśnieniem, każdym faktem i odpowiedzią na każde pytanie i wątpliwość. 494 jest wściekły. Na mnie.

Nie mam planu awaryjnego dla planu B. Nigdy nie było. Nigdy nie było planu awaryjnego, planu B, a nawet planu A. Ponieważ pewna mądra kobieta nauczyła mnie jednej prawdy w życiu. Czasami serce prowadzi nas do miejsc, z których nie ma już odwrotu. I moje doprowadziło mnie tutaj, do hotelowego apartamentu… szłam długim korytarzem trzeciego piętra, czując jak kolejne identyfikatory odzywają się w mojej głowie. Byli tam wszyscy. Każde ciało z dwudziestosiedmioosobowej ekipy, z oddziału czwartego, znanego także jako wylęgarnia oficerów. Mój brat. Cece. Artur. Dani. Sara. Cody. Aniel. Mogłabym tak wyliczać dalej.

Ale byli sami, tylko dawny skład mojego oddziału. Bez swoich partnerów, bez nikogo innego z Manticorian. Domyślam się, że to nie będzie przyjemne.

Wcale, ale to wcale nie kurczę się wewnętrznie widząc dwadzieścia sześć jednakowych bezemocjonalnych masek na ich pięknych twarzach. Tylko na twarzy Cece coś gra, jakby ślad uśmiechu. Naprawdę zdziwiło mnie, że nie poznała mnie w Piwnicy… ale kto to wie. Może postanowiła zamknąć buzię dla jakiegoś powodu. Prawdopodobnie dla Biggsa. Ona wie, jak moje istnienie musiało uderzyć w niego.

Szczęśliwy bękart. Co najmniej on dostał dokładnie tę osobę, którą chciał.

No dobrze. Moje serce jest rozbite do kawałków przez wrogość mojej własnej rasy i współczesną wersję mojego Aleca. Może nie mam teraz najlepszych notowań u brata, to jednak on musiał przekonać się, że to nie jego wina, że to sprawa Manticore i K-Pax. Co najmniej z całą tą jego poprawioną inteligencją i Cece u boku powinien do teraz to zrozumieć.

Jakoś nie mam odwagi sięgnąć do niego przez więź. Zamykam się od niego, tapetuję moją głowę barierami, dokładnie wypełniam każdy skrawek i każdą szczelinę, przez którą mogłoby coś ode mnie dotrzeć do niego.

Biggs marszczy brwi. Prawdopodobnie coś jednak prześlizguje się. Nie jestem superwoman. Nie potrafię całkowicie zablokować się od niego. Surinah postawiła sprawę jasno. Nie jestem w stanie sama zerwać więzi.

Alec zamyka drzwi za mną i teraz wszyscy otwarcie wpatrują się we mnie.
Wiem, co widzą, ale nie wiem, czy zdają sobie sprawę, że patrzą na jedno z najniebezpieczniejszych stworzeń na tej planecie. Chyba nie.

„Czy ktoś ma tutaj coś do powiedzenia?” unoszę pytająco brew. Wiem, że Cody stoi na wewnętrznych schodkach apartamentu. Nie widzę go, lecz czuję. I to nie jest trudne, by odczytać jego pozycję. Stoi z boku, nie chce się mieszać… ale też nie miał z tym nic wspólnego, ponieważ schody są za moimi plecami.

„Musiało cię to nieźle bawić.” 711 podnosi się ze swojego miejsca „Obserwować nas i wiedzieć.”

„Zabawne, 711, przysięgłabym, że już wcześniej zauważyłeś.” mruczę w tyle gardła. Przeklęta ruja. Alec rusza się za mną, kładąc dłonie na moich ramionach, jakby upewniając się, że on pierwszy ma prawo mnie dotknąć. Marszczę brwi i… to jest silniejsze niż ja. Alec osiąga naszą niewiarygodną prędkość… w upadaniu na podłogę, z moją dłonią na jego szyi, zanim ktokolwiek nawet mrugnął.

„To nie było ani trochę zabawne.” warczę, zwalniając po chwili uścisk z szyi Aleca. Ostatnie, co chcę, to skrzywdzić tę wersję mojego Aleca. Ja wiem, że to są dwie różne osoby, ale jednak. Ta wersja wciąż jest moim eks dowódcą, dowódcą transgenicznych i co jak co, jestem z niego dumna. „Powiedziałabym, że to wy macie niezłą zabawę. Naprawdę będzie lepiej, jak utrzymasz odległość, Alec.”

Wycofuję się i patrzę na niego. Jego piękne zielone oczy, duże i nieskupione, wyrażają dokładnie jak bardzo moje feromony działają. Przeklęta ruja. Przeklęta pamięć mojego ciała.

„Kim jesteś? I dlaczego Alec zareagował na ciebie?”

Zamykam oczy, uciszając się. Chociaż duża część mnie chce tylko wyrwać się z tego przedstawienia, zaszyć się gdzieś z Aleciem i zapomnieć o całym bożym świecie, no dobrze, więcej niż duża część, ale to faceci są duzi, nie dziewczyny… uch, nawet moje myśli wędrują w nie tym kierunku co trzeba. Opanowanie, 594.

Podnoszę się. Biggs przesuwa się nieznacznie na swoim miejscu. Zabawne. Nawet coś tak podstawowego jak podniecenie może przeniknąć więź. Ale też to teraz główne moje uczucie, coś, co zaciemnia moje myślenie. Obecność Aleca nie pomaga… wręcz przeciwnie. Cholera. Po co jednak zapukałam do drzwi tego pokoju?

Ponieważ chcę powiedzieć coś więcej niż cześć własnemu bratu.

Biorę głęboki oddech. Znowu niedobrze. Zapach Aleca dociera do mojego mózgu i moje ciało natychmiast reaguje kolejną dawką feromonów. Psiakrew.

To nie jest mój Alec, wrzeszczę w sobie, ale moje ciało jak rzadko kiedy mnie nie słucha. Potrząsam głową, usiłując wyrwać się z zamglenia. Trzy lata cholernej walki i nagle wszystko miałoby lec w gruzach?

Dobrze. To trochę pomaga. Myśl o tym, co poświęciłam, a co mogłoby się stać przez ruję. Jakoś odzyskuję kontrolę.

„To nie Ben, jeśli chcecie spytać. On już nie żył w tamtym czasie.” drapię się z tyłu głowy. Diabelnie, uświadamiam sobie, widząc zdumione spojrzenia innych. Zdecydowanie potrzebuję zapanować nad językiem ciała, ale to tak cholernie trudne podczas hormonalnej gorączki… i materiał tak przyjemnie ociera się o ciało. „Ale to także nie ty.” zwracam się z drobnym uśmiechem do 494 „W Salinie spotkaliśmy się po raz pierwszy od 1989. Nie bierz tego osobiście.”

Alec przełyka ciężko i kiwa głową, chociaż widzę, jak ciężko mu jest skupić się na moich słowach, a nie ruchu moich warg. Mogę tylko domyślać się, jaką kontrolę musi narzucać sobie, by się na mnie nie rzucić.

„Po pierwsze…” siadam na schodkach. Daleko od Aleca i wystarczająco blisko Cody’ego. Dobrze. Myśl o Cody’m mnie uspokaja. W jego towarzystwie nie miałam problemów… no, może malutkie. Hormony gotują się w moich żyłach. „…Manticore zlikwidowano, ale nie oznacza to, że wszyscy ci, którzy opuścili jej linie produkcyjne byli pod zarządem Renfro. Właściwie, projekt Chimera jest niżej zaszeregowany niż K-Pax. Jestem dość dużo częścią X-serii. W porównaniu do Amidali… no dobrze, ja nie choruję. Zupełnie. Mój układ odpornościowy przebija wszystko, włącznie z genetyczną doskonałością 452, odpornością na cholerstwo od Zaufanych i kilka innych paskudztw, których istnienia nawet się nie domyślacie. I genetycznie, jest to jedyna różnica prócz zmienionego profilu wyglądu. Poprzestawiali w genach, dodając gotową mieszaninę mojego i dawcy DNA, aby jeszcze bardziej wyprofilować mnie do programu. Ale te dwie drobne różnice w genach sprawiają, że nie mogę powiedzieć o sobie X5, chociaż wielu wciąż mnie łączy z serią X, ponieważ wyglądam bardzo ludzko.”

„Czy mówienie tego nam nie jest złamaniem twoich rozkazów?”

Wzruszam ramionami.

„Nie dłużej. Dzisiaj wieczorem K-Pax się kończy.”

„I odchodzisz.” Biggs nagle się odzywa. Kiwam głową twierdząco i mój brat podnosi na mnie oczy. Są tak bardzo jak moje. Ta sama barwa. Przełykam ciężko. Widzę wyrzut, jakich mało. „Przyszłaś się pożegnać.”

„Tak.”

„To nie jest dokładnie coś, na co liczyłem po wczorajszym wieczorze…” parska.

Wszystko, co mogłam ci dać… siedzi obok ciebie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *