Toy Soldiers (26)

26.

Być może cały ten alkohol w moim systemie nie poszedł na marne. A może jednak poszedł. Bowiem czuje nagle jak mój żołądek skręca się w supeł, kiedy idę w stronę baru i dostrzegam Biggsa. Siedzi na stołku, z głową pochyloną nad blatem, ze szklanką w dłoni.

Jezu, dotknąć go, wytargać za włosy i pośmiać się z jego miny potem…

Miękko wsuwam się na wolne siedzenie obok niego. Opieram ręce na blacie. Tutaj nie wypiłam za dużo… ale wcześniej… trochę w siebie wlałam. Nie, żeby kręciło mi się w głowie. Raczej w żołądku. Z nerwów. Strachu. Obawy. Po raz pierwszy od czternastu lat stanę przed Biggsem i co on zobaczy? X5 w rui i na granicy szaleństwa. Doprawdy, doskonały start dla rodzinnych więzi.

Biggs marszczy nieznacznie nos, podnosi i przekręca głowę, patrząc na mnie.

Miałem rację. Dziewczyna jest zajęta. Biedny Alec.

Wina.

„Coś bardzo zimnego.” mówię do barmana, starając się nie zerkać zbytnio na Biggsa. Ale co ja na to poradzę… to mój brat. Bliźniak.

Przechylam głowę, patrząc bezpośrednio na niego.

„Cześć.” mówię nagle, zaskakując chyba przede wszystkim siebie.

Och, gratulacje, 594. Doprawdy, inteligentny ruch z twojej strony. Pewnie teraz sobie pomyśli, że jestem zainteresowana. Brr.

„Hej. Liz, prawda?”

Kiwam głową. Barman przynosi mojego drinka. To ma być zimne?

Zwątpienie.

Przygnębienie.

Wina. Och, tak dużo winy.

„Jak wiele czasu spędziłaś z dala od całej naszej braci?”

Spoglądam na niego zaskoczona. Patrzy się na mnie uważnie, jakby od mojej odpowiedzi zależało co najmniej jego życie. A może i tak. Och, tak dużo winy.

Biggs, braciszku, co się z tobą dzieje?

„Dłużej niż bym kiedykolwiek chciała.” zwracam moją uwagę do już pustej szklanki. Gestem wskazuję, że chcę jeszcze raz to samo. „Jak chcesz zapytać o coś… Zawsze możesz zadać pytanie.”

„Ale?”

„Ja nie zawsze mogę odpowiedzieć.”

Szczerzy zęby. Naprawdę! Uśmiecha się, rozbawiony moją odpowiedzią.

Mój brat się uśmiechnął. Do mnie.

„Ok. Zwłaszcza, że jesteś kobietą, to może mi pomożesz?”

Unoszę pytająco brew, zaintrygowana. Jakieś kłopoty z Cece czy coś takiego?

„Wyobraź sobie, żyjesz całe życie, mając dziwaczne uczucie, iż ktoś tam jest. Dla ciebie. Czasem niemalże fizycznie czujesz, że ta osoba istnieje. Ale wszyscy ci mówią, że to tylko twoja paranoja… aż w końcu zaczynasz im wierzyć i rezygnujesz.”

Moje serce zapomina jak bić.

„Masz zakochaną dziewczynę, Biggs.” mówię miękko „Sam jesteś do niej przywiązany. Ona jest najważniejsza.”

„To nie tak.” śmieje się jakoś… smutno „Siostra. Bliźniaczka. Właśnie ją jakoś wczuwałem. Ale pozwoliłem, by inni wmówili mi, że nie tylko nie istnieje, ale także, że to co czuję, to szaleństwo. Tymczasem ona gdzieś tam żyła, z dala ode mnie… prawdopodobnie sądząc, że ją nienawidzę, że nic mnie nie obchodzi jej istnienie… wiedząc o moim istnieniu.”

„Sądzisz, że cię nienawidzi?”

„Tak.” ale jego głos się chwieje w niepewności i nie ma żadnego znaczenia, że jego szklanka jest pusta „Ale nawet nienawidząc mnie… ona pomogła mi.” patrzy się w szkło z fascynacją. Widzę, jak jego palce zaciskają się na kruchych ściankach.

„Więc…” mówi cicho „Co, jeśli podejrzenia Nancy okażą się to prawdą? Co zrobisz?”

Robię dobrą minę do złej gry, ale chcę być przynajmniej szczera.

„Nie wiem. Nie mam pojęcia. Rozmyślanie o tym wcale nie przyniosło mi rozwiązania. Wciąż jestem w tym samym punkcie wyjścia, co w piątek wieczorem.”

„Dlaczego?”

„Dlaczego uważasz, że cię nienawidzi?” pytam się, modląc jednocześnie do dobrych wyższych mocy, bym zdążyła się do niego dodzwonić, zanim ktoś lub coś nam przeszkodzi „Niech zgadnę: znalazła cię, nawrzucała ci w twarz, znalazłeś się w kłopotach kolidujących jakoś z jej nowym życiem i była zmuszona ci pomóc, co następnie wyrzuciła ci z powrotem w twarz?” pytam cynicznie, jednocześnie drapiąc się nieznacznie z tyłu głowy. Niech będzie przeklęty język ciała, podczas rui nie jestem w stanie nad nim panować.

Biggs patrzy się na mnie w szoku przez dobrych dziesięć sekund, aż wreszcie zyskuję jakąś pozytywną reakcję.

„Nie…”

„Więc co takiego zrobiła?” czy moje oczy tańczą w rozbawieniu i uldze? Niee, skądże.

„Nie wiem jak… zwróciła najdroższą mi osobę w moim życiu.”

„Skąd wiesz, że to ona?” moje gardło jest zupełnie, zupełnie suche.

„Ponieważ Cece… nie pamięta wiele, ale pamięta, że kiedy się obudziła były pospieszne ciche kroki, jeden człowiek i jeden X5… Udało się jej dotrzeć do okna w ostatnim momencie. Mężczyzna już wsiadł do samochodu, kobieta dopiero to czyniła i pochyliła głowę. I tak Cece przeczytała jej kod kreskowy. X5 594.”

„Skąd wiesz, że cię nienawidzi? Zaryzykowała, cokolwiek tam zrobiła, by uratować Cece. Dlaczego miałaby ryzykować życie dla kogoś, kogo nienawidzi? Manticore poszło z dymem, Biggs. Już nie musimy tego robić.” przypominam mu delikatnie. Diabelnie, moje serce wali głucho w piersi. Mam nadzieję, że jest zbyt zaabserwowany rozmyślaniem, by zwracać uwagę na otoczenie i zachowanie swojej rozmówczyni.

„Znokautowała mnie.”

„Zabawne, ostatnio ciągle jakaś bliżej nieznana żeńska X5 kogoś nokautuje… czy to lokalna specjalność czy już epidemia?” żartuję.

„Więc. Co myślisz?” spogląda na mnie i doznaję niesamowitego wrażenia, że po raz pierwszy od początku naszej rozmowy naprawdę patrzy na mnie. „Czy ona nienawidzi mnie? Po tym wszystkim, z dala ode mnie… prawdopodobnie z dala od Manticore. Czy uważa mnie za bezmyślnego żołnierza, idącego ślepo za rozkazami?”

Wzruszam ramionami… teraz są lekkie. Nie ma na nich ciężaru, tylko sam spokój. Biggs tak samo obawia się mnie i tak samo pragnie akceptacji, jak ja przez ostatnie trzy lata. Ale my jesteśmy wariaci, śmieję się w duchu.

„Mogę ci tylko powiedzieć, jak ja się czuję. Nie. Nie mogę powiedzieć, że dorastanie pozornie z dala od Manticore mnie nie zmieniło, że nie zmieniło mojego stosunku do innych. W tamtych murach czy poza nimi, oni mieli swoje sposoby, byśmy szli za rozkazami.” uśmiecham się smutno „A kiedy nie chcieliśmy, oni mieli swoje sposoby, prawda? 594… 593 i 594 – naturalne bliźnięta. Ten sam koktajl genetyczny odpowiedzialny za umysł i emocje. Dlaczego od razu zakładasz najgorsze? Może 594 jest równie przestraszona, co ty… boi się odrzucenia, może czuje się tak samo winna… a skoro wie o twoim istnieniu i wciąż boi się ujawnić, wie o przeszłości zapewne coś, czego być może nie chcesz znać.”

„Co masz na myśli?” marszczy brwi.

„Z dala od Manticore… Naprawdę uważasz to za możliwe po lutym 1989?” pytam się cicho „To, iż większość z was myśli, że mnie nie zna, ba, nawet nie wie, co mam w genach, nie znaczy, że tam nie byłam… albo was nie znałam. Nikt więcej nie uciekł z Manticore, Biggs.”

„Więc uważasz, że musiała być gdzieś w Manticore? Włączona do jakiejś specjalnej sekcji albo coś takiego? Coś, o czym nikt nie wiedział? To próbujesz mi powiedzieć?”

Nagle czuję silne ramię, oplatające mnie własnościowo i nozdrza owiewa zapach Aleca. Tłumię uśmieszek i wychylam się, by oprzeć o jego mocną sylwetkę.

„Co tak długo? Stęskniłem się.” robi nieszczęśliwą minę, chociaż przysięgam, że w jego zielonym spojrzeniu tańczą ogniki. Pochyla się nieznacznie i jego nos ląduje w moich włosach. Mam ochotę wrzasnąć wara od mojego karku. Ale tylko nieznacznie sztywnieję. Alec wzdycha w tragicznym żalu. „Widzisz tę panią, chłopie? Jest piękna, inteligentna, nie jest człowiekiem i nie jest moja. I jak ja mam położyć serce za linią i wyrwać się z pożyczonego czasu?”

Biggs krztusi się ze śmiechu.

„Niee, zdecydowanie nie jest twoja.” klepie przyjaciela po ramieniu, po czym wskazuje na swój nos „Chociaż mogę powiedzieć, że proces jeszcze nie dobiegł końca. Jeszcze masz jakieś szanse… Niewielkie, co prawda…”

Rzucam mu mordercze spojrzenie. Dzięęękuję, o mój nadopiekuńczy braciszku. Po której ty stronie stoisz, hę? Upijam łyk z nowego napoju. Lepszy. Zimniejszy. Chociaż rozmowa mnie uspokoiła, nie tylko w psychicznym, ale i fizycznym sensie, Alec oczywiście musi od razu wzniecać gorączkę w moim ciele. Przeklęta ruja.

„Jak miło… że ktoś mnie tutaj zauważa.” mówię zgryźliwie „Czy rozmawianie o kobiecie w jej obecności, jakby nie była obecna, to nowy sposób na jej zdobycie?”

„Nie możesz mnie chyba winić!” zielone oczy rozszerzają się w niewinnym szoku. Kładzie dłoń na sercu. „Nie możesz winić faceta, że chwyta się wszelkich sposobów, jakie przyjdą mu do głowy…”

To może nie jest rola na miarę Oskara… ale jestem i tak jestem diabelnie blisko jego przyznania.

„… szczególnie, iż dostał rozkaz nokautu na wypadek…”

Nokaut zostaje przyznany żebrom Aleca.

„Auuuććć! A to za co?” jęczy nie zrażony tym drobnym kuksańcem. Ostatecznie nie chcę uszkodzić jego doskonałego ciała. Podnosi dwa palce i krzyżuje je. „Przysięgam, jestem dobrym skautem, szedłem tylko za instrukcjami. I oto, jaka nagroda mnie spotyka.”

Kątem oka widzę, jak zza Aleca wysuwa się niebieskooka blondynka i od razu ląduje w ramionach Biggsa.

„Będę miał stłuczenia, i nawet nie dostanę pocałunku, by się szybko zagoiły…” Alec podnosi na mnie to swoje spojrzenie zranionego szczeniaka. Kręcę głową, usiłując na darmo powstrzymać moje drżące usta od śmiechu.

Biggs przykłada dłoń do czoła w delikatnym zdumieniu. Jezu, co on plecie. Stracił rozum.

„Powiedz mi, że ja nie plotłem takich bzdur na naszej pierwszej randce…” Biggs mamrocze bezgłośnie do ucha Cece. Alec nie słyszy, ale ja słyszę. Moja blond bratowa uśmiecha się ciepło.

„Byłeś gorszy.”

„Dobry Boże… jakim cudem skończyliśmy razem?”

„Ruja?” podsuwa z drobnym uśmiechem.

„Zabawne, że o tym wspominasz… bo ktoś tutaj jest właśnie w początkowej fazie.”

„Zabawne, że o tym wspominasz… mam tutaj pracę do wykonania, zanim mnie na dobre weźmie.” zeskakuję ze stołka. Alec bierze mój napój i już mnie ciągnie w stronę stolika. Odwracam się w ostatnim momencie. „Uhm, Biggs?”

Mój porywacz na chwilę patrzy na mnie groźnie, ale nie zwracam na to uwagi.

„Ja to wiem.” mówię miękko i odwracam się. Znikamy w tłumie, zanim do mózgu mojego brata dotrze, do czego odnosiło się to zdanie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *