Toy Soldiers (25)

25.

Wpatrujemy się razem w nocne niebo.

„Dlaczego to powiedziałeś? Nie powinieneś.”

„To zabawne. Jesteś innym obrońcą, ale i tak jesteś moim obowiązkiem, misją. Masz antarską krew w sobie.”

Kiwam głową. Wiem.

„Moim obowiązkiem jest chronić ciebie. Mam wrażenie, że jeśli wsiądziesz na ten statek, dla ciebie to będzie oznaczać koniec. Pułapkę bez wyjścia.”

„Wiem.”

„Ale i tak zamierzasz wsiąść.”

„Tak.” pochylam głowę „Moje życie tutaj… już od dawna jest pułapką bez wyjścia.”

Odwracam się i patrzę przez chwilę na pogrążony w cieniach budynek klubu. Jego tyły nie są najprzyjemniejszym miejscem dla samotnej kobiety… ale w środku… Biggs, Alec, Cody. Coś ściska mnie za gardło i nagle pomimo rui czuję, że mi zimno. Nie będę w stanie wrócić tam i zachowywać się, jakby Alec był tylko starym znajomym, a Biggsa nie znam w ogóle. Nie ma mowy. Nie mogę tego zrobić. Udawałam zbyt długo… a nawet jeśli… to są X5. Zorientują się szybko, że coś jest nie tak.

„Powinnaś jednak się pożegnać.” Nasedo mówi nagle najczystszą angielszczyzną. Drgam zaskoczona.

„Żeby później nie zadręczać się myślą, co by było gdyby… nie żałować.” mówi spokojnie „Wiem, że nienawidzisz pożegnań, ale to jest czas pożegnań. Możesz już nigdy go nie zobaczyć.”

„Więc co mam zrobić?” pytam się z niewysłowioną goryczą „Podejść do niego i powiedzieć: cześć?”

„Chociażby.” wzrusza ramionami „Jeśli nie dla siebie, to dla niego. Co sobie pomyśli, kiedy się dowie… będzie się obwiniał, że cię nie zatrzymał.”

„Jesteś beznadziejnie ludzki.”

„Hej, uczyłem się od mistrzyni…”

„Tak, całe to wsparcie psychiczne, nieprawdaż?” uśmiecham się nieznacznie rozbawiona jego porównaniem? Ja, ludzka? Dalej być już nie mogę. Przeszłam przerażająco długą drogę od tej naiwnej szesnastolatki, wierzącej w bezwarunkową i bezinteresowną miłość czy śniącą o Harvardzie. Nie muszę lubić osoby, którą się stałam…

„Pomyśl o tym. Jesteś związana do niego, chociaż on o tym nie wie.”

Czy mi się wydawało, czy usłyszałam jakiś dźwięk. Odwracam się zaniepokojona i szybko skanuję ciemne kąty. Drzwi wyjściowe są nieznacznie otwarte. Zamknęłam je wychodząc.

Identyfikator?

Ruchem głowy odsyłam Nasedo, który natychmiast stosuje się do rozkazu.

„Podkradasz się, 494?” pytam rozbawionym tonem, chociaż nie jest mi do śmiechu. Drzwi uchylają się nieznacznie i zielonooki wyłania się z cienia.

„Przepraszam, nie zamierzałem podsłuchiwać. Ale to przez ten słuch.” uśmiecha się niewinnie „I tylko ostatnie zdanie.”

Wzdycham. Ostatnio moje szczęście zapożyczyło się i zagrało vabank, po czym straciło wszystko…

„To wyjaśnia, dlaczego żadnego innego X5 nie powaliło dzisiaj. Więc… kim jest szczęśliwiec?”

„Nie wyjaśnia.” ignoruję jego pytanie „Dlaczego ty zareagowałeś?”

„Ach to.” rzuca pozornie lekko, po czym patrzy się na mnie badając moją reakcję „Zawsze chciałem tego, co dla mnie niedostępne.”

„A teraz chcesz mnie?”

„Aha.”

„Nie ruszaj tego, co nie twoje… Jakbym słyszała 593. Za dużo czasu spędzacie razem.”

„Ha! Jego dziewczyna powstała z martwych, więc mam przymusowe wolne.”

„Nie, ty jesteś kimś, kto dąży do tego, czego chce, nie zwracając uwagi na konsekwencje i wierzysz w to.”

„Może nagle zacząłem wątpić?”

Podnoszę nieznacznie brew…

Zwątpienie.

Przygnębienie.

Wina. Och, tak dużo winy.

Biggs.

… i odwracam się, kierując swoje kroki z powrotem do wnętrza klubu. Alec następuje zaraz za mną.

Pewne rzeczy trzeba zrobić niezależnie od ceny. Pożegnam się dzisiaj albo jutro z bratem, obojętnie ile będzie mnie to kosztowało. Nie chcę do końca życia się zastanawiać się, czy odrzuciłby mnie, czy pamiętałby mnie czy cokolwiek w ogóle czułby oprócz zaskoczenia.

Może nawet pożegnam się z Aleciem…

Siadamy przy pustym aktualnie stoliku. Alec kiwa do kelnerki. Ta sama. Pół minuty później przynosi butelkę whisky i dwie szklaneczki.

Podnoszę swoją i patrzę na barwny i jednocześnie przejrzysty płyn. Wysokoprocentowy alkohol. Niektórym rozwiązuje języki, niektórych rozbawia, a niektórych wpędza w ślepy zaułek.

„Więc… czemu zacząłeś wątpić? Do jakiego wniosku doszedłeś?”

„Życie nie jest wieczne.”

„Och, to jest genialne odkrycie.” przytakuję, wypijając spory łyk. Potem następny. Utrata kontroli nie jest moim pierwszeństwem, odkąd w moich żyłach krąży ogień, chcę jedynie zebrać odwagę i pokonać strach. Tylko po to, by powiedzieć cześć.

„Poważnie.” Alec uśmiecha się łobuzersko „A wszystko przez kobiety.”

Przechylam głowę w kpiącym potwierdzeniu.

„I?”

„Przez jedną szczególnie.”

Walczę ze sobą, by się nie zerwać i nie walnąć w ścianę. Ewentualnie zetrzeć ten jego uśmieszek z twarzy albo stłuc szkło jednym mocniejszym uściskiem palców. Ścianki, o które brzęczą kostki lodu, są takie cienkie. I zapewne byłyby ostre, przecięłyby moją doskonałą bez najmniejszej skazy skórę i głęboka czerwień wylałaby się na powierzchnię stołu, unosząc ze sobą bezcenne komórki macierzyste, białe krwinki, ogromne ilości srebrzącego się izotopu… Whola. Pewnie uznanoby mnie z miejsca za kosmitkę.

„Powaliła mnie na kolana. Dosłownie. I póki jej nie znajdę…”

Zwracam mój wzrok na Aleca. Hm, jego zielone oczy usiłują się przedrzeć do moich, ale ja jestem daleko… gdzieś. Uczucie przygnębienia przesiąka niemal przez moją skórę, czuję, jak mój zapach zaczyna odzwierciedlać mój nastrój. I czuję się winna. Ostatni wieczór między ludźmi, między transgenicznymi… a ja się upijam w towarzystwie faceta, o którym śniłam przez trzy lata.

Och, tak dużo winy.

Wcale nie jestem lepsza niż tamten Max, który miał obsesję na moim punkcie przez tyle lat. Co ja tak naprawdę wiem o tym Alecu? Chyba nawet mniej niż Max o mnie. Lubi podrywać dziewczyny, ciągną się za nim sznurem. A teraz… przyszła kolej na następczynię Rachel, a on mówi mi, że mnie chce.

Życie jest do bani.

„Problem w tym, że nie wiem, jak ją znaleźć. Cody twierdzi, że jesteś genialna jeśli chodzi o zacieranie śladów, wyszukiwanie informacji i ludzi.”

Podnoszę brew. Cody powiedział swojemu dowódcy, że jestem genialna w czymś, czego sam mnie uczył? Uśmiecham się nieznacznie. To jest… nieprawdopodobne wręcz. Mistrz docenia ucznia. Fakt, że ostatnie trzy lata to aż za dużo praktyki i wymyślania nowych sposobów oraz tak dużo nauki… Cody twierdzi, że jestem genialna. Jajć.

„Zaraz się rozpłaczę.” szydzę w ironii, Alec marszczy brwi zaniepokojony i jakoś zaintrygowany „Kogo mam znaleźć? Ufoludka?”

Wiem, to nie było miłe, uprzejme ani fair… ale Lizzie Parker już dawno przestała istnieć.

„Żeńską X5.”

„O.” służy za cały mój komentarz.

„I tylko tyle? Nie ciekawi cię to?”

Łypię na niego znad znów pełnej szklanki. Whisky zaczyna mi brzydnąć. Wolę piwo. A może szampana. Hej, uczcijmy ten wielki cud, X5 zmartwychwstaje.

„Wiesz, kiedy Cody prosił, bym była miła dla ciebie, byłam nawet zaintrygowana. Szkoda, że nie wspominał ani słowa o tym, że będę musiała kontaktować się z jakimkolwiek innym X5.” wstaję od stolika „Dzięki za uroczy wieczór, ale życie towarzyskie z X5 nie jest wysoką pozycją na mojej liście potrzeb.”

Alec stawia szklankę na stoliku.

„To, że jesteś odwalona w facecie, który cię nie chce, nie znaczy, że inni muszą za to płacić.”

Walczę z przemożną ochotą kopnięcia stolika daleko i wzięcia Aleca tutaj. Potrząsam głową. Pragnienie. W mordę. My naprawdę jesteśmy zintegrowani na jakimś poziomie. Rzucam ostrożne spojrzenie w stronę Biggsa. Jego oczy są pełne winy. Ale Cece właśnie siadła na jego kolanie… Cholera. Tapetuję moją głowę barierami, ale nie pomaga to zbytnio. Nie powinnam była tyle pić.

Biggs nagle wstaje i idzie w stronę baru.

„Słuchaj… usiłuję się zdystansować, ale moje hormony wariują i jedyne myśli, jakie przechodzą teraz przez moją głowę, dotyczą męskich X5, nie żeńskich. „

„Kiedy twoja ruja się skończy, może być już za późno.”

„Za późno na co?” wodzę sugestywnie spojrzeniem po jego ciele.

„W Salinie znokautowała mnie żeńska X5. Nie jestem może najlepszy w mojej serii w walce wręcz, ale ona była w tym momencie lepsza. I ja jej nie znam.”

„Co to ma do rzeczy? Nie musisz znać wszystkich. Samych X5 jest teraz trzysta.”

„Nie znam jej, jest świetna i była na misji zerowej. Świadoma, że jestem X5.”

„Wciąż nie rozumiem, dlaczego chcesz ją znaleźć? Bo jest dobra? Jest wiele świetnie walczących wręcz żeńskich X5.”

„Kiedy Manticore spłonęło, i później, kiedy znów zaczęliśmy się organizować, przysięgliśmy sobie, że żaden z nas nie będzie już wysyłany na tego typu misje. Nie stracimy przez to już nikogo. Zbyt wiele okrutnych, bezsensownych śmierci… Nie znam tej dziewczyny, ale musimy jak najszybciej się dowiedzieć, kto trzyma ją w szachu, co ma na nią i wydostać ją. Ona ma coś wspólnego z istnieniem obcych. A znając miłą historię stosunków obcy-rząd, kiedy zrobi to, do czego ją wynajęto, i tak zginie.”

Patrzę się na niego w milczeniu. Długo. Alec rozumie, że w tej jego mowie było coś, co dostało moją uwagę.

Nie znam tej dziewczyny, ale musimy jak najszybciej się dowiedzieć, kto trzyma ją w szachu, co ma na nią i wydostać ją.

Przysięgliśmy sobie, że żaden z nas nie będzie już wysyłany na tego typu misje.

Chryste, jakbym chciała być w Manticore, kiedy zamknięto cele i podpalono budynki.

„Pójdę do baru po coś bardzo zimnego.” mówię w końcu cicho „Znokautuj mnie, gdybym zaczęła dobierać się do jakichś spodni.”

„Nie będziesz. Nie zauważysz żadnych…”

Tak?

„…prócz moich.”

Wznoszę oczy do sufitu.

„Jasne. Któż mógłby oprzeć się twojej osobowości.” mruczę. Nie cierpię, kiedy on zauważa, jakie na mnie robi wrażenie. Nie cierpię mojej pamięci ruchowej. Nie cierpię go za tę jego pewność siebie, spokój i troskę o mnie, którą nieświadomie wykazuje. Nie cierpię go za to, że wygląda teraz jeszcze lepiej niż w tamtej rzeczywistości i sprawia, że moje kolana przypominają galaretkę zamiast wręcz niezawodnych poprawionych genetycznie stawów.

I nie cierpię sama siebie za to, że on mi się tak podoba.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *