Toy Soldiers (22)

22.

Kiedy po stresującym popołudniu ląduję w końcu w moim mieszkaniu, czuję, że moje ciało oszalało.

Ruja, jednym słowem.

Nie mam najlepszej historii, jeśli chodzi o rozsądek podczas tych trzech dni. Mogę co prawda powstrzymywać pragnienie, zwłaszcza, kiedy porównuję sobie facetów wokół do wspomnień o Alecu… Wiem, nierówna konkurencja. Ale energia i tak mnie rozsadza, a hormony szalejące w moim organizmie sprawiają, że moje emocje są na krawędzi. Mój dobry nastrój można włożyć między bajki.

Teoretycznie wiem, że rują należy się cieszyć, Surinah z wystarczająco wymownym błyskiem w oku mi to tłumaczyła dobry rok temu, kiedy trafiła na zły przypadek mojej hormonalnej gorączki. I to jest wspaniałe. Ale wtedy, kiedy jesteś w stałym związku i nie musisz obawiać się, że zajście w ciążę cię zabije. Co prawda Surinah zdecydowanie dopasowała mi pigułki, by były jak najbardziej skuteczne przy moim DNA… ale mimo to nie mogę powstrzymać nerwowego strachu, kiedy myślę o rui i jej możliwych konsekwencjach. I nawet nieśmiałe marzenia, że kiedyś nauka rozwinie się na tyle wystarczająco, by mi pomóc, nie są w stanie stłumić strachu. A jeśli chodzi o stały związek… ech, jestem beznadziejnym przypadkiem. Zakochałam się w facecie ze snu i nawet nie wiem, na ile jego obecna osoba odpowiada moim wyobrażeniom. Co najgorsze, moje ciało pamięta zalążek związku między nami… Może dlatego samo myślenie o Alecu podczas rui wystarcza, by inni faceci stracili jakiekolwiek walory.

Jestem chyba jedyną X5, która tyle się naklęła i ponarzekała na własną naturę.

Ale kogo ja tutaj oszukuję? Nie byłabym sobą, gdybym nie dowiedziała się wystarczająco wiele o X5 494. Do oblężenia TC był taki, jakim go znałam. Potem obowiązki i sytuacja transgenicznych wyciszyły go, zmieniły w osobę, której czasem nie poznają najbliżsi.

Tak, i jeszcze to nasze spotkanie w Salinie. Jęczę we frustracji na samo wspomnienie jego gorącego ciała, przyciśniętego do posadzki moim ramieniem.

Przeklęta pamięć ruchowa.

Trzy dni gorączki… Kiedy skończy się, będę przemierzać przestrzeń kosmiczną na pokładzie obcego statku, zostawiając mój dom, rodzinę, przyjaciół prawdopodobnie na zawsze.

Jezu, straciłam rozum.

Moja kontrola nad życiem chwieje się straszliwie w posadach. Napięcie seksualne doprowadza mnie na skraj frustracji, chociaż to dopiero początek.

Zdecydowanie, potrzebny mi zimny prysznic. Czuję, jakby miało wessać mnie do środka, tak bardzo ssie mnie „z głodu”. Moje ciało żyje własnym życiem, żyje własnym pragnieniem. Chcę jednego, a wszelki rozsądek pal licho bierze.

Ile czasu weźmie, zanim skuszę się i zacznę lokalizować Aleca?

Potrząsam głową. Niedobrze ze mną.

Zrzucanie winy na kocie geny nie pomaga. Zrozumienie procesu, zrozumienie powodów nie jest jakąś ulgą, a jedynie złości mnie. Jestem bezsilna wobec tego. I jeszcze żeby to było z pożytkiem dla mnie… ale nie, mój własny układ odpornościowy z każdą rują zwalcza mniej hormonów, rozpoznając te zwiększone ilości jako czasowe, przemijające zagrożenie i nie wysilając się zbytnio. I ten sam układ odpornościowy mówi mi z niewinnym uśmiechem, że przez niego ta cała gorączka hormonów na nic.

Nienawidzę moich kocich genów, chociaż dają mi szybkość, zwinność i widzenie w nocy. A może nawet mają coś wspólnego z radarem na poprawionych genetycznie w mojej głowie.

„Hej, 594!” Cody siedzi rozparty na fotelu, kiedy wychodzę w końcu spod lodowatej wody. Rzucam mu ponure spojrzenie. Cody puka się w nos. „Widzę, że szykuje się przyjęcie.”

„Nie zamierzam być głównym daniem.” mruczę, wchodząc po schodkach na antresolę. Muszę stąd wyjść, z tej klatki, z tego mieszkania, gdzie zabija mnie mój własny zapach podniecenia.

„Powiedz mi zatem, dlaczego czuję wyraźnie twoje feromony, chociaż nie tak dawno powiedziałaś mi, że wybrałaś partnera?”

Wzdycham ciężko. Cody robi wielkie oczy.

„Nie bujaj. Nie chciał cię?”

Faceci to potrafią być delikatni.

„Nie wolno mi wiązać się z innymi X5, Cody. Poza tym… nie chciałam tego. Obudziłam się ze śpiączki i moje ciało już zaszło zbyt daleko w reakcjach chemicznych.”

„Trzy lata temu… Ale nie spędziłaś z nim rui, inaczej twoje ciało produkowałoby feromony nastawione praktycznie na jego DNA. Dystansujesz się od niego?”

Kiwam głową.

„Trzy lata?” podnosi sceptycznie brew.

„Przy mojej pamięci ruchowej… na poziomie molekularnym, to jest jak walka z wiatrakami. Moje ciało pamięta i nie naprawdę już nie mam pomysłów, jak to wyłączyć.”

„Znajdź innego partnera.”

Łypię na niego okiem.

„Tobie pomogło właśnie to?”

„To widać?” roześmiał się „Nie myślałem, że jestem tak oczywisty w swoim zainteresowaniu. Właściwie… to zacząłem dopiero spoglądać w jej stronę.”

„Nie jesteś.” potrząsam głową „Aniel będzie dobrą towarzyszką życia. Cieszę się w twoim imieniu… i wiesz co? Myślę, że za jakieś dwa tygodnie będzie miała ruję.”

„Grr, 594, to nie jest informacja, którą chciałbym teraz znać. Poza tym wyczułbym to na kilka dni przed. Ale nie wiem, czy ona mnie zechce. Straciła swojego towarzysza w pożarze Manticore.”

Patrzę się na niego poważnie.

„Mnie już tu nie będzie, bym się o tym przekonała.”

„Wyjeżdżasz.” podnosi się z fotela „Czy to przez to, że cię pamiętam?”

„Nie. Ja… chciałabym ci powiedzieć, dokąd się udaję, ale nie mogę.”

„Kiedy wracasz?”

Nie odpowiadam, tylko idę się przebrać. Cody siedzi w milczeniu w salonie, bez ruchu przez kilka minut. W końcu wchodzi do mnie na górę i opiera się o framugę drzwi sypialni.

„Alec powiedział, że w Salinie spotkał żeńską X5. Szybką, silną, doskonale wyszkoloną X5, której nie znał. X5, której zajęło kilka sekund znokautowanie go. Wiesz, jak to podziałało na jego ego? Jest zdecydowany ją znaleźć.”

Rzucam mu spojrzenie sprzed toaletki. Nagle nakładanie ciemnego makijażu wydaje mi się o wiele bardziej interesujące niż przed chwilą.

„To musiałaś być ty. Ty, Salina i przesłuchanie Aleca w bazie… Sprawa ufoludków odwróciła uwagę społeczeństwa i mediów od nas, po czym nastąpiła jedna z najlepiej przeprowadzonych i przemyślanych kampanii, dzięki której nie tylko chodzimy wolno, ale i pracujemy za świetne wynagrodzenia, zakładamy rodziny, i nie jesteśmy ścigani jak zwierzęta. Ty przeprowadziłaś tę kampanię… ale teraz sądzę, że za ujawnieniem istnienia zielonych ludzików także stałaś ty.”

„Szarych.” poprawiam automatycznie.

„Szarych. Niech będzie. I teraz pomagasz im wrócić.”

Uśmiecham się, sięgając po tusz do rzęs.

„Wiesz, Cody… Powinieneś częściej chodzić do kina.”

„Czemu?”

„Bo zorientowałbyś się już wcześniej. K-Pax to film, opowiadający o przybyszu z innej planety. Nakręcony na podstawie książki o tym samym tytule. K-Pax to nazwa innej planety.”

„Super. Nie spodziewałem się, że moje wychowanie w tajnej wojskowej bazie wpłynie na poziom mojego wykształcenia. Właściwie to uważałem je za bardzo szerokie.” mówi z ironią i drapie się z tyłu głowy. Często ten sam gest widziałam u siebie. Zbyt często. „I co? Zabierają cię na inną planetę?”

„Mam swoje rozkazy.” wzdycham „Rozmrożono mój embrion i zmodyfikowano moje DNA do tej misji. Część odpowiedzialna za mój system odpornościowy jest zbudowana identycznie jak Antarian. Zmieniono mój wygląd, abym pasowała do preferencji przywódcy przybyszów i żebym mogła przeniknąć pierwszą niechęć.” odwracam się na krześle i skanuję jak tylko mogę jego uczucia. Zaskakują mnie.

„Ty jesteś na zerowej misji.” w jego oczach widzę smutek i współczucie.

„Tak. Jestem obrońcą. Moim zadaniem jest odwieźć ich do domu, pomóc i zapewnić ich późniejszą przychylność wobec Ziemi. Nie, żeby to ostatnie było teraz potrzebne. Weszli w związki emocjonalne z ludźmi. Nie ma mowy, żeby zwrócili się przeciwko nam.”

„Rozumiesz myślenie obcych?” pyta się oszołomiony.

„Są równie stuknięci jak my.” mruczę. Oczy Cody’ego ciemnieją, a jego spojrzenie wędruje przez chwilę po moim doskonałym ciele, spowitym w miękko układającą się spódnicę i dopasowaną bluzkę.

„Lepiej, żebym miał na widoku Aniel, kiedy jesteś w pobliżu.” Cody mamrocze po chwili, odwracając się pośpiesznie. Uśmiecham się przewrotnie i oglądam w lustrze dzieło ostatnich kilkunastu minut. W moich oczach lśni obietnica, usta rozchylają się kusząco, a gorąca krew szumi w moich uszach.

Przez chwilę szczotkuję włosy, aby opadały w falach w ramiona i plecy, nucąc pod nosem Toy soldiers. Dzisiaj idziemy z Cody’m zabawić się. Uczcić nasze „spotkanie po latach”.

Nagle wbrew wszystkim kłopotom, śmieję się radośnie. Ruja czy nie, zamierzam bawić się dzisiejszego wieczoru. I chociaż przez chwilę zapomnieć, że Alec może być w odległości kilku mil ode mnie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *