Toy Soldiers (20)

20.

A myślałby kto, że X5 grzeszą punktualnością… Cody zdecydowanie dzisiejszej nocy nie należy do tego ekskluzywnego bractwa. Nie tylko się spóźnia, ale i nie daje żadnego znaku. Powstrzymuję nerwowe skurcze żołądka i lokalizuję zaginionych.

Jezu, cała moja eks-część jest teraz w mieszkaniu Cody’ego. Coś wisi w powietrzu.

Tuż przed północą odrywa mnie z sennego letargu dzwonek do drzwi. Wiem, że to on. Otwieram. Nie wygląda najlepiej.

„Inna królowa Amidala?” rzucam życzliwie, ignorując paskudne stłuczenie, które wychyla się spod kołnierza jego kurtki. Ktoś usiłował go udusić!

Zduszam pragnienie zrobienia krzywdy domniemanemu napastnikowi.

„Chciałbym.” potrząsa głową i wchodzi bez sprzeciwu do środka. Siada na kanapie w salonie. Ja ostrożnie lokuję się na blacie kuchennym. Zapach moich feremonów jest ledwo, ledwo wyczuwalny. Więc lepiej, żebym była otoczona intensywnymi kuchennymi zapachami. „Do Roswell przyjechał dowódca X-serii, razem z dziewczyną. Ona wczoraj powstała z martwych.”

Unoszę brew wątpiąco, chociaż mam wielką ochotę walić głową w kamienną ścianę. Biggs i Cece tutaj… Jezu. Musiałam twardo spać przed przyjściem Cody’ego. Albo coś jest rzeczywiście nie tak ostatnio z moją głową.

„Oboje są z mojej jednostki… przywieźli trochę rewelacji, którymi musimy się zająć. A ty? Ami nie dawała ci we znaki?”

„Skądże.” uśmiecham się ciepło „Ona przypomina mi tak bardzo mnie w jej wieku…”

„Cóż…” Cody rozpiera się wygonie o oparcie fotela i rzuca beztrosko „To w końcu twój klon, nieprawdaż, 594?”

„Jak się domyśliłeś?” strach chwyta mnie za gardło, ale usiłuję pchnąć go daleko. To nie jest czas na strach. On ma węch transgenicznych. Wyczuje jego zapach.

„Nie domyśliłem się. Przypomniałem sobie ciebie.” podnosi się na kanapie i zrzuca kurtkę, jego głos zdecydowanie jest zmęczony. Walczę z ochotą potargania mu włosów albo zrobienia jakiegokolwiek gestu, który wywoływał na jego twarzy uśmiech. „Za dużo gówna Psy Ops, domyślam się.” pociera twarz „W końcu niektórzy z nas zaczęli uwalniać się z tego. Większość oczywiście wciąż ma mnóstwo wyczyszczonych wspomnień i nawet proste posadzenie w środowisku misji, pokazanie dowodów, nie pomaga. Nie wiem, czy inni cię pamiętają. Chyba nie. Za wyjątkiem Biggsa. Ale to chyba jakaś podświadoma emocjonalna więź. Kiedyś powiedział, że ma wrażenie, że jest jeszcze ktoś… gdzieś. Dwa lata temu zdobył ostatecznie dowód, że Manticore miało w planach stworzenie 594, ale się nie urodziłaś. To mu wystarczyło. Przestał szukać odpowiedzi. Ale mnie coś kliknęło w pamięci. Jedno głupie wspomnienie… jak jakaś dziewczynka wychodzi z koszar X5, a 593 stoi w oknie i patrzy na nią. Zacząłem szukać nieco głębiej, aż wreszcie półtora roku temu, przez przypadek, śledząc jedną z akcji mającą na celu poprawienie naszego społecznego wizerunku… stanąłem na ulicy i zacząłem się śmiać. 494 wysłał mnie, bym wyśledził, kto nam pomaga, skąd ma informacje, dlaczego to robi… Ale w tamtym momencie uświadomiłem sobie, komu mogło na tym zależeć. Tylko innemu X5.”

Potrząsam głową w zaprzeczeniu. Jezu, od kiedy Cody jest taki mądry?

„Więc przyjechałeś do Roswell, śledząc mnie?”

„Nie, chciałbym być takim geniuszem i móc cię wytropić. Moje uznanie dla twoich nauczycieli.”

Gdybyś wiedział, że moja wiedza w tym temacie pochodzi od ciebie…

„Więc dlaczego?”

„Tryptophan. Meta-Chem produkuje wysokiej klasy tryptophan, którego używamy do leczenia progerii. Nie ma już Manticore, a my musimy sobie radzić. Więc kiedy zrezygnowałem z misji znalezienia tajemniczego sprzymierzeńca poprawionych genetycznie, 494 wyznaczył mnie, bym był naszym łącznikiem z Meta-Chem. To śmiesznie łatwa praca. W przerwach biorę jakieś kontrakty, żeby pokryć ekstra wydatki.”

„Od kiedy to X5 przestali królować w złodziejskim fachu?” podnoszę zdumiona brew.

„To też się zdarza, ale ja akurat nie mam tej potrzeby.”

„Więc… przypomniałeś sobie mnie wtedy?”

„Nie. Zrozumiałem, że musi być inny X5, który nam pomaga. Tylko ty pasowałaś do mojego rozumowania. Rozpytałem ostrożnie wśród innych. Nikt cię nie pamięta. Przykro mi.”

„Nie ma za co. To wina ucieczki 1989. Manticore oszalało na punkcie naszych lojalności, a mnie jako pracującej na zewnątrz oberwało się w pierwszej kolejności… wiesz, jak szaleni wtedy byli. W końcu Manticore straciło kontrakt na projekt, którego jestem częścią. To było czternaście lat temu, w grudniu. Najgorsze dni mojego życia.”

„Wciąż siedzisz w tym projekcie?”

„Niestety. Moi zwierzchnicy nie chcieli spłonąć cztery lata temu. Właściwie to oni wydali rozkaz wysadzenia Manticore w powietrze w przypadku ujawnienia lokalizacji. To misja zerowa.”

„Świetnie. Jestem pod wrażeniem.”

„Dzięki. I? Kiedy się zorientowałeś?”

„Tego dnia w restauracji.” wyznaje swobodnie „Siedziałaś przy stoliku, nad papierami, ale nie zwracałaś na to uwagi. Chłonęłaś świat wokół… w którymś momencie miałaś przelotny wyraz koncentracji na twarzy. Wiedziałem, że znam go skądś. I wtedy wstałyście, zaczęłaś iść do mojego stolika. Już wiedziałem. Sposób, w jaki się poruszałaś. Przysiadłaś się. Nie miałaś zapachu X5, nieco różnisz się w tym… pewnie namieszali coś w twoim koktajlu.”

„Aha. Odporność na kosmitów.”

Zezuje w moją stronę, by sprawdzić, czy stroję sobie z niego żarty. Nie stroję.

„Może przez ten zapach nikt nigdy się nie zorientował, żaden z otaczających cię w Roswell transgenicznych. Wystarczyło ich unikać podczas rui, nieprawdaż?”

„Najwyraźniej na ciebie to nie podziałało.” mamroczę przygnębiona. Hasta la vista, moja anonimowości!

„Chociaż patrząc na to z boku, przypominając sobie twoje zachowanie… Chyba zbytnio jesteśmy już przyzwyczajeni przez lata do widoku tych samych, znajomych twarzy. Nawet uciekinierzy z 1989 są nam znani. Są zbyt pewni, że nie ma nikogo innego… Normalnie by zauważyli. Ale ty się nawet nie kryjesz. Wiesz o tym.”

Uśmiecham się.

„Jedzenie. Zachowanie. Spokój. Nie krzyżowanie osobistej przestrzeni innych przede wszystkim. Sposób, w jaki chodzisz, obracasz głowę, mrużysz oczy przed zbyt ostrym światłem. Mnóstwo szczegółów, które nas definiują. Ale przede wszystkim twój osobliwy wyraz twarzy, kiedy nas lokalizujesz. Jako dziecko miałaś silne zdolności umysłowe – potrafiłaś wykryć, gdzie są inni X5. Jak radar, szłaś prosto do celu. I zawsze wiedziałaś, co robi twój brat. Domyślam się, że wciąż z tego korzystasz.”

Nic nie mogę na to poradzić. Szczerzę zęby w bardzo dumnym uśmiechu.

„Jesteśmy zintegrowani na jakimś bardzo podstawowym poziomie emocjonalnym… Naturalni bliźniacy. Ostatnia para, gdzie żyje oboje. Reszta to rodzeństwo-klony. Ale on mnie nie wyczuwa w swojej głowie. Blokuję to. Wznoszę bariery, by mnie nie słyszał.”

„Czemu?”

„Za moje związki z innymi poprawionymi genetycznie zostanie ukarany po pierwsze 593. I nie chodzi o to, że osoba, która trzyma mnie w szachu w tym projekcie jest niebezpieczna i groźna dla X5, bo po prostu jest. Ale przy tym jest takim głupim psycholem, niebezpiecznym, iż nawet bez swoich wyjątkowych umiejętności, będzie zagrożeniem dla mojej rodziny na całe lata. Chyba, że zginie. Ale to nie jest niestety opcja.”

„Myślałaś o tym?”

„Oczywiście! Tyle razy walczyłam z chęcią skręcenia mu karku, że dawno straciłam rachubę.” mrużę oczy, delikatnie podchodząc jego identyfikator. Jeśli jest jakiś plus znajomości z Nasedo to fakt, że nauczył mnie korzystać z mojego poprawionego mózgu. Cody nie ma pojęcia, w co potrafię rozwinąć więź i lokalizację. W doskonały, chociaż krótkotrwały podsłuch emocji. Nie jestem w stanie podsłuchać myśli, sądzę, że ten przywilej dotyczy tylko Biggs, obojętnie jak twardo próbuję to zmienić… Nastawiam się maksymalnie na odbiór. „Więc… co chcesz?”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *