Toy Soldiers (19)

19.

O ósmej, po absolutnie czarujących i niewyczerpujących dwóch i pół godzinach spędzonych w towarzystwie Ami, staję w końcu twarzą w twarz z moim problemem.

Ludzie wiedzą, że szykuje się coś. I chociaż technicznie nie mam powodów, by się martwić, to jednak się martwię. Coś w moim żołądku, i to bynajmniej nie doskonała pizza peperoni i dwa litry mleka, mówi mi, że ten szczegół mojego otoczenia jakoś zaważy na mojej przyszłości. Wcale mnie to nie bawi.

Królowa Amidala śpi od kilku minut. Urządziłam jej małą pływalnię w mojej łazience, z udziałem jak najmniej zapachowych kosmetyków. Była tak zachwycona, że musiałam namawiać ją kwadrans do wyjścia z zimnej już wody, a potem rozgrzewać. Zaśnięcie nie było problemem. Cóż, pamiętam mój drobny szczególik z pierwszych tygodni życia w TC. Wiecznie podkradałam Biggsowi jego bluzy czy podkoszulki, potem Alecowi. Bezpieczny, znajomy zapach pod nosem odpręża i uspokaja na tyle, że ciało pozwala sobie na odpoczynek, pozwala na wyłączenie się. Więc wcisnęłam Amidalę w najmniejszą z moich bluz, położyłam na moim łóżku i poczekałam, aż zaśnie. Dopiero potem siadłam na barierce i zadzwoniłam do Nasedo.

Przynajmniej zgodził się ze mną, że mamy problem. Naprawdę, współpraca z nim jest o niebo łatwiejsza niż z Kalem.

Może dlatego, że to on jest żołnierzem od samego początku, a Kal został nim przymusowo. Kolejny raz życie podsyła mi logiczną przyczynę działań Manticore. Żołnierzem najlepiej jest się urodzić. Cyniczna prawda, ale prawda.

Nasedo wyłazi ze ściany na parterze. Wzdycham. Ten to ma zwyczaje.

„A podobno to X5 są niemożliwi.”

„Przyszedłem po psychiczne wsparcie.”

Pocieram kark. Naprawdę, ostatnie dni są po prostu dziwaczne.

„Kim jesteś i co zrobiłeś z Edem Hardingiem?” patrzę podejrzliwie.

„Jestem zmiennokształtnym obcym, który ma w nosie humorek królewskiej księżniczki.”

„Aaaa… chcesz lekcji na temat kobiecego myślenia? Złotko, nie ten adres. Ominęło mnie większość lekcji psychologii w Manticore, zapomniałeś?”

„Jakby to miało jakieś znaczenie!” parska „Korzystasz z zasobów wiedzy swojego brata, jakby jego umysł dla ciebie otwartą pieprzoną książką! I nie zaprzeczaj. Trzy i pół roku temu nie znałaś sześciu obcych języków, zaawansowanej fizyki kwantowej czy chociażby pełnej sekwencji własnych genów.”

Wzdycham.

„Nie robię tego. Pewne dane ściągnęłam od niego, ale nie zamierzam pozbawiać go rozumu. Mój mózg funkcjonuje na tyle dobrze mimo Psy Ops, że potrafię sama się nauczyć pewnych rzeczy. Pewne są jednak dla mnie po prostu niezrozumiałe. A już szczególnie myślenie Isabel.”

„Chociaż coś… musimy uspokoić jej histerię i obawy przed powrotem.”

„Nasedo, mówimy tutaj o kobiecie, która jest zakochana w Kalu. W Kalu! To przechodzi wszelkie pojęcie.”

Nasedo wzdryga się.

„Masz rację. Ale co nieco trzeba z nią zrobić.”

„Nie trzeba. Znokautujemy ją, wsadzimy do środka i odlecimy. Ona boi się powtórki historii Vilandry. Wielka mi sprawa.” wzdycham „I tak wybierze rodzinę. Zrobi dla nich wszystko.”

„Zabawne. Brzmi jak pewna żeńska X5, która zrobiła mi pranie mózgu dwa lata temu.”

„Nie mów mi, że żałujesz?” unoszę sceptycznie brew. Strzelam palcami i gasną wszelkie światła w pomieszczeniu, a po chwili zapala się niewielka lampka przy fotelu, w którym spoczywa Nasedo.

„Hej, przynależność do wyższego gatunku niekoniecznie musi oznaczać widzenie w ciemnościach.”

„Mięczak.”

„Zołza.”

„Nie jestem zołzą.”

„Jesteś. Jesteś okrutna, wredna, fałszywa, a twoje poczucie humoru jest skiśniałe jak pięcioletni ogórek.”

„Hej!” teraz się obrażam. Wcale nie przypominam ogórka! „Czemu pięcioletni?”

„Lubię sobie wyobrażać, że twój ogórek sflaczał w Manticorskiej zamrażarce przez te pięć lat i przez to jesteś niewyżyta seksualnie.”

Przysięgam, po raz pierwszy i ostatni spadłam z poręczy antresoli. Rozcieram bolące miejsca. Jezu, nawet moje kocie geny siedziały cicho, nieme w szoku. Kręcę głową.

„Wiesz co?”

„Co?”

„Dokonałeś cudu.”

„Hę?” łypie na mnie czarnym spojrzeniem.

„Właśnie wymyśliłeś lekarstwo na kocie geny…” skradam się w stronę fotela „Wystarczy mnie zszokować…”

Nasedo znika z cichym trzaskiem z podniesionej dłoni.

Doprawdy, nigdy nie zrozumiem myślenia obcych.

Przyznaję, zdecydowany sprzeciw Isabel nieco martwi mnie. Ona zawsze była pierwsza, by pójść za swoją rodziną, gdziekolwiek pociągnie ją los lub zagrożenie. Jej reakcja nawet mnie wydaje się zdecydowanie dziwna. Przesada to już nawet nie jest słowo, by to określić.

A póki mam mini-wersję mnie w moim własnym łóżku, raczej się nie ruszę stąd. Wzdycham i jednym skokiem ląduję ponownie na poręczy antresoli i patrzę w dół na salon. Nie za duża ta wysokość, ale lepszy rydz niż nic. Muszę się na razie zadowolić tym, by oderwać moje myśli od tu i teraz. Może nawet zasnę.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *