Toy Soldiers (18)

18.

Wychodzi na to jednak, że muszę wziąć te paskudztwa. Psiakrew, moja ruja będzie niezłą jazdą, jeśli moje plany w tym tygodniu będą ulegać tak dziwnym nieustannym modyfikacjom.

Włączam klimatyzację, otwieram okna… biorę porządny prysznic i upewniam się, by nic nie zostało z charakterystycznego zapachu na mnie czy w mieszkaniu. Mam czulszy węch niż większość X5, co mnie na szczęście ratuje. Jestem w stanie stwierdzić, czy coś unosi się w powietrzu.

Czterdzieści minut od mojego telefonu, dzwonek do drzwi oznajmia moich gości.

„Cześć.” otwieram drzwi. Amidali towarzyszy pełna eskorta: Cody, Aniel, Daniel i jeszcze jeden transgenik. Jest znajomy. Kiedy przechodzi przez drzwi, owiewa mnie jego zapach.

X5 – 711.

Hm, kolejny X5 z mojej oryginalnej jednostki. I życie stało się lepsze.

Pamiętam, jak kiedyś walczyliśmy ze sobą… był jednym z najmłodszych chłopców w mojej jednostce. Ale walczyliśmy przeciwko sobie tylko na początku. Ciekawe, czy teraz też jestem lepsza od niego?

711 nazywa się teraz Artur. Wiem to z mojego wywiadu.

„Rozgośćcie się.” szybciutko wracam do kuchni, by wyłączyć piecyk. Pizza!

„Milutkie mieszkanie.” Aniel rozgląda się z uznaniem po wnętrzu „Długo tutaj mieszkasz?”

„Prawie trzy lata.” odpowiadam, podczas gdy Cody zdejmuje małej kurtkę „Niech zostanie w butach. Za dużo tutaj śliskich posadzek.”

Amidala wyślizguje się w końcu z okrycia i najgrzeczniej w świecie sadowi się na tym samym krzesełku, co poprzednio. W ten sam sposób, tak samo opierając rączki na blacie i patrząc na mnie. Diabelnie. Klonowali mnie po drugim podziale czy przed?

Muszę sprawdzić jej DNA. Ale biorąc pod uwagę, że urodziła się, raczej nie. Pamięć ruchową musi mieć zatem i Biggs. Dziwne, że nigdy to u niego nie było widoczne… A może to kwestia wczesnego treningu i uaktywnienia zdolności? Nie mam pojęcia.

„Zostaniecie na obiedzie?” pytam grzecznie, z góry znając odpowiedź. Nie zostaną.

Łapię zamyślone spojrzenie 711. Wącham powietrze wokół mnie. Nic, żadnych feromonów.

„Nie.” Aniel z wyraźnym żalem potrząsa głową „Dowódca chciał nas widzieć z jakiegoś powodu. Zwołał całą naszą byłą jednostkę… prawdziwy cyrk z tą Saliną i kosmitami.”

Jasne, zwłaszcza, że to byłam ja w tym statku i zaraz po tym jak wznieśliśmy się w powietrze, Nasedo musiał uruchomić systemy antyradarowe. Nie, żeby to było skomplikowane. To opiera się generalnie na naturalnych właściwościach metalu, z którego jest zbudowana zewnętrzna powłoka statku. I dzięki Bogu, bo inaczej mielibyśmy nielichy problem…

„Cóż, miejmy nadzieję, że nie będziecie mieli problemów przez to.”

„Problemy? Czemu?” 711 nagle włącza się do rozmowy. Psiakrew, nie patrz tak na mnie, 711. Jakbym była wciąż do wzięcia.

„Żyję w Roswell przez tyle lat, że napatrzyłam się wystarczająco na świrów – ufomaniaków.” mówię z obrzydzeniem, pamiętając co niektórych ludzi, szczególnie z czasów mojej kelnerskiej kariery „Potrafią tak uprzykrzyć życie, aż nie chce się wierzyć.”

„Tak czy owak, muszą go zwolnić. Ma inny problem do rozwiązania, czy też cud do zajęcia się…” Cody podnosi się z kanapy „Wpadniemy koło dziewiątej.”

Jasne, mała będzie już wtedy spała, ty tchórzu. Ale kiwam głową.

Poprawieni genetycznie kierują się do drzwi. Wyciągam pizzę z piekarnika i rozdzielam na pół. Moja młodsza genetycznie wersja patrzy na to z radością.

„Lubisz ich.” Ami odzywa się nagle.

Szczerzę zęby, nasłuchując jednocześnie oddalających się identyfikatorów.

„Nie ma co ukrywać… Ja nigdy nie zapominam.”

„Ja też.”

„Pamiętasz zapach wszystkich dzieci?”

„Tak” kiwa poważnie główką. Warkocze huśtają się wokół jej ramion. „Bo to ja byłam odpowiedzialna. Tak powiedzieli.”

Oh, Jezu. Mini-wersja mnie była dowódcą X9. Naprawdę, Manticore potrafiło wybrzydzić moje życie na maxa.

„Nie. Nie dlatego, że tak powiedzieli. Pamiętaj ich zapach do końca życia, bo to najcenniejsze, co dało ci Manticore. Rodzinę.”

„Rona powiedziała, że teraz ona jest moją rodziną.” Ami mruczy żałośnie. Przytulam ją, lekko wodząc kciukiem po jej kodzie kreskowym. Ten ruch, tak charakterystyczny dla nas, X5, uspokaja ją natychmiastowo. My wyrobiliśmy w sobie ten odruch, ale może nie wszystko było nauczone. Może część tkwi w genach. Nasza fizyczność, potrzeba kontaktu fizycznego z własnym rodzajem, potrzeba kontaktu zaspokajana zazwyczaj przez innych członków naszej jednostki… Dla tej małej to jest niedostępne.

„Twoją rodziną będą ci, których uznasz za rodzinę.” mam nadzieję, że moje domorosłe słowa jakoś dotrą do pięciolatki „Im będziesz starsza, tym częściej słuchaj swoich instynktów. One ci powiedzą, komu możesz zaufać.”

„Nie lubiłam zwyczajniaków w domu.”

„Tak. Ja też. Oprócz jednej. Ona mnie nosiła pod sercem. I wiesz co?”

„Co?” brązowa oczka patrzą na mnie szeroko. Uśmiecham się.

„Miałam rację. Miała swoje rozkazy, ale nigdy nie zapomniała, że była moją zastępczą mamą. Chroniła mnie przez złymi ludźmi, pomagała jak tylko mogła. Czasem złościłam się na nią bardzo, ale teraz tego żałuję.”

Ami wzdycha głęboko.

„Ty jesteś jak ja. Czy ty jesteś moją rodziną?”

Moje serce tłucze się na kawałki, słysząc tak dorosłe słowa w ustach pięcioletniego dziecka. Mam ochotę… przemożną ochotę pobiec do komory z granilithem, ustawić czas i przenieść się do 1950 roku, by zapobiec powstaniu naszego „domu”.

„Nie wiem. Ale ty i ja… mamy niemal identyczne DNA. Czy rozumiesz, co to znaczy?”

Zastanawia się przez chwilę, po czym kiwa główką.

„Jestem twoim… klonem? Tak to się nazywa?”

Jak ja mam to wyjaśnić pięcioletniemu dziecku?

„Nie tylko moim. Ja… mam brata. Bliźniaka. Mamy to samo DNA, ale nie jesteśmy klonami. Mnie schowali do specjalnej maszyny, abym urodziła się później. Potrzebowali mnie do czegoś innego, chcieli mnie wysłać daleko od mojego brata, od mojej rodziny. Zmienili częściowo moje DNA kiedy wkładali mnie do brzuszka mojej zastępczej mamy. Przestałam być identyczna jak mój brat. Ale ty jesteś… jak ja przed zmianą.”

„Jestem jak twój brat?”

„Tak. I kiedy będziesz starsza, będziesz do niego bardzo, bardzo podobna.”

„Czy on jest dobry?”

Szeroki uśmiech ozdabia moją twarz.

„On jest wspaniały. Chcesz obejrzeć zdjęcia po obiedzie?”

„Zdjęcia?”

„No dobrze, to nie są tradycyjne zdjęcia. Zrobiłam je z nagrań video naszych treningów. Moja zastępcza mama dała mi te nagrania dwa lata temu.”

„Ty i twój brat? Razem?”

„Tak. X5 593 i X5 594.”

Ami podskakuje entuzjastycznie na krzesełku. Łapię je w ostatniej chwili, żeby nie spadła.

„593 to przecież Biggs Nayar!” wydziera się na całe gardło. Zatykam uszy. Mam dosyć wrzasków na parę tygodni.

„Wiesz co? Może najpierw zjedzmy. A kiedy napełnimy nasze wiecznie głodne brzuszki, nauczę cię kilku zasad, jak powinno się zachowywać wśród innych poprawionych genetycznie aby nie zostać uznanym za niewychowanego dzieciaka.”

„Czy my mutanci mamy jakiś kodeks?”

Zżymam się w duchu. My mutanci?

„Wolimy termin… poprawieni genetycznie.” przechylam głowę, patrząc na nią uważnie i wsłuchując się od uczucia płynące od niej. Dotarło. Bezwarunkowa akceptacja terminu. Uśmiecham się, mądra dziewczynka. Może jednak moje zdolności więzi do czegoś się przydadzą… nawet jeśli oznacza to udzielenie kilku podstawowych lekcji mojej mini-wersji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *