Toy Soldiers (16)

16.

 

Alec.

 

X5 – 494.

 

Alec McDowell.

 

Co takiego paskudnego zrobiłam w poprzednim życiu, że teraz tak obrywam?

 

Moje życie jest popieprzone od początku do końca.

 

Przysięgam, kiedyś załamię się pod jego koszmarem.

 

„594?” głos Nasedo – o dziwo – brzmi jak zaniepokojony głos Nasedo. Chyba mój słuch nawala.

 

„Co jest? Czy to był ktoś, kogo znasz?”

 

Głęboki wdech, Maleństwo. Raz, drugi.

 

Podnoszę głowę, schowaną w ramionach. Nasedo ostatecznie zamyka grotę z inkubatorami, teraz oczywiście powiększoną w dół jego obcymi mocami, by pomieściła statek. Spoglądam ponuro na niego.

 

„X5 – 494. Mój pierwszy dowódca, pierwsza alfa.”

 

„Dobry jest?” pyta powoli w niezwykłym dla siebie zamyśleniu. Kiwam głową.

 

„Bardzo dobry. Jest dowódcą wszystkich transgenicznych. Jego zastępca z naszej jednostki, 593, jest szefem wszystkich X-serii.”

 

„Twój brat.”

 

Potwierdzam w milczeniu.

 

„Co zamierzasz z tym zrobić?”

 

„Z 494?”

 

„Nie, z twoim bratem. Testament to nie jest najlepsza forma powiedzenia bratu o swoim istnieniu.”

 

„Nie.”

 

„Więc czemu z nim nie pogadasz?”

 

„Proste. Nie będę potrafiła odejść.” kieruję na niego moje brązowe spojrzenie, które twardnieje „Mówiłam ci o więzi, prawda? Znasz moje zdolności lokalizacyjne… No cóż, trudno nie wykształcić żadnych emocjonalnych związków z bliźniakiem, z którym jesteś zintegrowany w emocjach.”

 

Nasedo podnosi sceptycznie brwi, ale przezornie nic nie mówi. Schodzę z klifu, czując na karku gorące promienie popołudniowego słońca, wsiadam na mój motor i zdążam do Roswell.

 

Nadszedł czas pożegnań.

 

~ * ~

 

No dobrze, wiem, że zniknięcie na dwadzieścia cztery godziny mnie, Nasedo i Maxa może wydawać się podejrzane, ale to jeszcze nie powód, by dostać takiego świra, jak Tess.

 

Być może ja wcale nie rozumiem instynktów ochronnych kobiet wobec dzieci.

 

„Tess, uspokój się.” łapię blondynkę maszerującą w tę i z powrotem po dywanie w jej biurze. Obejmuję ją ramieniem, patrzę w niebieskie oczy. „Nic się nie stało, mamy transport, który działa. Systemy ostrzegawcze także to nie problem.”

 

„Jesteś pewna, że to zadziała? Po tylu latach i katastrofie?” Tess załamuje ręce. Sadzam ją w fotelu.

 

„Zadziała. Na pewno. Przylecieliśmy tym z Utah. Wylądowaliśmy, ukryliśmy statek, dokonaliśmy przeglądu i kilku koniecznych napraw. Jest jeszcze trochę do zrobienia, ale to nic, z czym nie uporamy się w ciągu czterech, pięciu godzin. Możemy odejść w każdej chwili.”

 

„Ale co, jeśli na statku zachoruję? Co, jeśli nie dolecimy na czas…”

 

„Statek ma antariańskie systemy podtrzymywania życia, Tess. W innym języku, znaczy to tyle, że nawet nie ma mowy o tym, byś zachorowała. I jasne, że nie dolecimy na czas, Tess. Nawet rozwijając pełną prędkość, podróż zajmie nam ponad trzy miesiące.”

 

Teraz Tess płacze w pełnym trybie. Wzdycham. Kobiety! Podaję jej z szafki paczkę chusteczek higienicznych i wycieram jej policzki z łez.

 

„Będzie dobrze, Tess. Zaufaj nam. Jesteśmy obrońcami. Wiemy, co robimy. Urodziliśmy się, by nimi być i całe nasze życie zostało skierowane na to, by służyć wam wszelką pomocą. Więc przestań się dąsać, uśmiech i buzia do góry.”

 

„Ale kkto oddbbierzeee dzzieeecko?” buczy dalej.

 

„Nasedo.” patrzę na nią zdumiona „On był przecież lekarzem i genetykiem, który pracował przy tworzeniu was. Nie wiedziałaś?”

 

Potrząsa głową, szlochając spazmatycznie. Ostrożnie poklepuję ją po plecach. Nie jestem dobra w pocieszaniu. Nie lubię krzyżować przestrzeni osobistej ludzi i nie lubię, jak oni robią to mi. Ale myślę, że ten raz się poświęcę. Obejmuję Tess mocniej.

 

„Będzie dobrze. Zan wciąż ma w domu wielu zwolenników, a nawet gdybyśmy nie mogli bezpiecznie wylądować tam, możemy poprosić o azyl Lareka. Granilith i pieczęć są wystarczającą kartą przetargową dla nas, Tess. Twoje dziecko będzie bezpieczne. I ty będziesz je wychowywać razem z Kyle’m.”

 

Whola! W końcu przestaje pochlipywać. Hm, czyżby tutaj był problem?

 

Patrzę na nią uważniej.

 

„Boisz się, że uznają cię za żonę Zana, twoje dziecko za bękarta, a Kyle’owi oberwie się za zdradę stanu?” domyślam się w końcu. Tess kiwa nieśmiało głową, ocierając oczy. W końcu macha zniecierpliwiona dłonią i jej twarz wygląda od razu o wiele lepiej.

 

„Myślisz, że jestem głupią beksą?”

 

„Nie, Tess. To naturalne, że martwisz się o tych, których kochasz. Że chcesz z nimi być.” mówię mocno „Nie pozwól nikomu wmówić sobie inaczej. Albo utrę ci uszu!”

 

Mały uśmiech ukazuje się w kącikach jej ust.

 

„Dobrze, ale opowiesz mi całą tę zwariowaną historię, jak miałaś zająć miejsce Nasedo.”

 

„W porządku. Będziemy się zanudzać na śmierć podczas lotu… Specjalnie zostawiłam tę historię na sam koniec…” drażnię ją, uśmiech rozszerza się na całą jej młodziutką twarz; jakżebym chciała mieć kogoś, kto za mnie rozwiąże moje problemy tak jak jest to moim obowiązkiem rozwiązać jej „I podejrzewam, że pod koniec tygodnia dostanę świra, więc będziesz miała na pewno dużo pytań.”

 

„Pod koniec tygodnia?”

 

„Nawet nie chcę ci tego teraz wyjaśniać. Ale to zdarza się raz na trzy, cztery miesiące. I lepiej, bym w tym czasie pozostała z daleka od męskich X5.”

 

„Aaach!” Tess podskakuje na fotelu „Max coś wspominał, że miewasz coś w rodzaju… hm, ruji?” pyta nieśmiało. Klapię obok niej i kiwam ponuro głową.

 

„To jest ruja, Tess. Brzmi zwierzęco? Może. Ludzkie kobiety mają ruję trzynaście razy do roku i nikt im tego nie wypomina. Nie narzekam, że mnie zdarza się to znacznie rzadziej.”

 

„Trzynaście razy do roku? Nie kumam.”

 

„Ruja występuje podczas owulacji, Tess. Ludzkie kobiety także odczuwają zwiększony apetyt na małe bara bara w tym czasie, to wszystko jest prosta reakcja hormonalna, obojętnie czy nazwiesz to środkiem cyklu czy rują. U kobiet współczynnik prawdopodobieństwa zajścia w ciążę w tym czasie wynosi jakieś 25%. Może to z powodu faktu, że to jest tak często?” dumam przez chwilę „Ciało ludzkiej kobiety przechodzi niezłą burzę hormonalną w ciągu 28 dni, my jesteśmy bardziej stałe. No i nie miewamy miesięcznym dolegliwości.”

 

Oczy Tess poszerzają się z czystą zazdrością.

 

„Szczęściara.”

 

„Tak. Jedyny problem to taki, że podczas rui, jeśli śpimy z innym X5, a już zwłaszcza z naszym stałym partnerem…”

 

„Stałym…?”

 

„Jesteśmy jak tylko kilka gatunków w królestwie zwierząt. Szalejemy przez chwilę, po czym parzymy się na całe życie.”

 

„Ja chcę być X5!” Tess jęczy.

 

„Nie ma powodu, dla którego związki hybryd i ludzi miałyby nie trwać całe życie. Nas, X5 biologia związuje ze sobą, wyjaśnię to podczas lotu. Ale jeśli nasze ciała, nasze instynkty rozpoznają naszego partnera, zachodzi szereg zmian chemicznych w naszych ciałach, które między innymi znacznie ułatwiają zajście w ciążę. Jeśli nie bierzesz czegoś, co zatrzyma owulację, a do tego nadaje się dla nas kilka środków hormonalnych dla ludzkich kobiet, prawdopodobieństwo zajścia w ciążę wynosi ponad 90%. Poza rują i około tygodnia przed oraz po jesteśmy praktycznie bezpłodni. Ale każda żeńska X5 wie, kiedy to nadchodzi. Wierz mi, trudno przeoczyć, co nagły wzrost twoich hormonów robi z twoim ciałem i nastrojem.”

 

„Na przykład?”

 

„Na przykład… zaczęłam lubić i szanować Nasedo dla kompletnie niezrozumiałych dla mnie powodów.”

 

„To ja już wolę być hybrydą…”

 

„No nie wiem… wy też macie zespół napięcia przed…”

 

Dostaję ozdobną poduszką od Tess. No, a przynajmniej dostałabym, gdybym nie była doskonałym poprawionym genetycznie żołnierzem. Szczerzę mój genetycznie doskonały zgryz.

 

„Wiesz, jeśli nie możesz rozmawiać o tych sprawach bez rumieńca, to może nie powinnaś tego robić?” podpuszczam ją na całego.

 

„Liz!” blondyneczka niemal płacze w zakłopotaniu.

 

„Och, daj spokój, jakbym nie wiedziała, jak dziecko znalazło się w twoim brzuszku.” śmieję się ni to w rozbawieniu ni to w zadumie „Co najmniej nie tak jak ja w brzuszku Surinah… i większość mojego rodzaju.”

 

„Nie wszyscy?” Tess łypie na mnie podejrzliwie. Wzdycham. Rozmowy o pszczółkach, ptakach czy miodziku zmieszanym z mlekiem nie należą do moich planów na to popołudnie. Chcę odwiedzić X9.

 

„Po tym, jak czworo uciekinierów z domciu wysadziło cztery lata temu laboratorium genetyczne i sporą część baz danych, Renfro, najbardziej znienawidzona z dyrektorów, wymyśliła, jak zachować ciągłość produkcji. Przynajmniej jeśli chodzi o X-serię.”

 

„Co ona kazała wam zrobić?” przysięgam, te błękitne oczy nie mogą być bardziej zszokowane.

 

„Mnie nie. Ja nie zostałam cofnięta do jednostki. Ale inni… Cóż, wymyśliła program hodowli.” wzruszam ramionami, jakby to było coś niewielkiego. Ale psiakrew, nie było. Musiało to być koszmarem dla skojarzonych po cichu par… Aż dziwne, że Manticorianie nie podnieśli buntu. „No wiesz, kazali ze sobą sypiać, aż żeńska X5 zajdzie w ciążę.”

 

„Grrr. I oni na to poszli?”

 

„Cóż… na pewno było w tym sporo udawania. Ale nie wszyscy byli na tyle zgodni ze sobą… Większość musiała być posłusznymi żołnierzami Manticore.”

 

„Wprost trudno uwierzyć, że oni się na to zgadzali…”

 

„Zgadzali? Nikt ich nie pytał, Tess. Robili, co musieli.”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *