Toy Soldiers (15)

15.

Czy moje życie może być bardzie patetyczne?

Nasedo i Max musieli po drodze znosić moją gniewną tyradę na temat głupoty ludzkiej i nieodpowiedzialności ludzkich opiekunów. Biorąc pod uwagę, że obaj siedzieli cicho, naprawdę chyba coś do nich dotarło.

Ostatecznie jednak kiedy Max wysadza nas pół mili od celu i sam jedzie dalej, jestem zimna i spokojna i kompletnie opanowana. Nasedo zerka na mnie, po czym potrząsa głową.

„Im starsza, tym bardziej niesamowita.” komentuje „Jesteś zbyt ochronna wobec własnego rodzaju, 594.”

Parskam.

„Nie mów mi tylko, że nie mam powodów do tego.”

„Powód czy nie, ktoś kiedyś wykorzysta to przeciwko tobie.”

Kilka minut później jesteśmy u celu, przy małym przydrożnym sklepie. Rejestruję kilka identyfikatorów w pobliżu. Niedobrze. Ale nie mam czasu się skupić na nich. W razie czego to ja jestem tutaj górą mięśni, a Nasedo ozdobnikiem. Ściągam kominiarkę na twarz, Nasedo świetlnym ruchem nieznacznie zmienia moją twarz. Czas do akcji.

„Na ziemię. Nie ruszaj się, bo odstrzelę ci łeb.” rzucam groźnym tonem, będąc raczej w duchu rozbawiona. Przez godzinę przechodziłam w myślach przez najgłupsze odzywki z napadów w filmach, żeby wyglądało to na nieprofesjonalną robotę. FBI i tak potem uzna, że to zrobił ktoś absolutnie profesjonalny, ale ja nie zamierzam przyciągać do nas uwagi mediów.

Nasedo już jest na zapleczu, w moim nosie kręci się zapach topionego metalu. Fuj, obrzydliwe. Mógłby się pośpieszyć, marudzę w myślach, jak facet niecierpliwie wierci się na podłodze. Wiem, że nie ma tu kamer, więc robię nieco hałasu, sugerującego, że opróżniam kasę. Facet zamarza.

Ludzie to idioci.

„Ruchy!” słyszę w słuchawce rozkaz Nasedo, równocześnie z dwoma innymi dźwiękami.

Pierwszy, to świst wypuszczanego spod ciśnienia powietrza. System maskujący statku. Super, działa. Uśmiecham się z satysfakcją w myślach. Na zewnątrz musi być nieprzenikniona szara pyłowa mgła, nawet dla wzroku X5 trudna.

Drugi dźwięk przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Jeden szybszy bit.

Identyfikator X5 494.

I w tej samej sekundzie powietrze przecina świst ciosu, który miał mnie powalić, ale który spowodował raczej radosna reakcję mojego ciała niż przerażenie.

Uchylam się w ostatniej sekundzie. Alec, zaskoczony w pierwszej chwili, szybko odzyskuje rezon i ostrożnie lustruje mnie jako przeciwnika. Ten cios był przeznaczony dla ludzi, ale ja zrobiłam unik w prędkości X5. Musi mieć niezły orzech do zgryzienia teraz. Atakować czy nie.

Ale jemu myślenie zajmuje równie mało czasu, co mnie, bo po prostu decyduje się atakować. Cholera. Tak, dokładnie, klnę w duchu. Alec jest jednym z najlepszych solistów z Manticore, jest szybki, silny, ma tyle lat treningu więcej niż ja… Rozwija pełną prędkość i po kilku sekundach walki uderza mnie w ramię.

Wkurza mnie to jak nie wiem co.

Postanawiam zawalczyć brudno. Mam pewną przewagę nad nim. Znam jego ruchy, moje ciało je pamięta. Znam jego słabości, moje ciało je pamięta. I mam specjalny trening, właściwie większość mojego treningu to pozwolenie mojemu ciału przypomnieć sobie inną przyszłość… i pozwolić mu działać.

W dziesięciu sekundach mam Aleca przypiętego do podłogi. To zadziała oczywiście nie na długo, jest silniejszy niż ja. Błyskawicznie pochylam się i szemrzę w niskich tonach przeznaczonych tylko dla tych, co słyszą jak X5.

„To misja zerowa. Moja misja zerowa.”

Korzystając z elementu zaskoczenia, puszczam jego i rozmazuję do piwnicy, zanim zrobię jeszcze coś głupiego. Nasedo. Zatrzaskuje za mną wejście.

„Misja zerowa?” stajemy we wciągającym promieniu.

„Najwyżej zakwalifikowana misja. Jeśli ci się nie powiedzie, jesteś likwidowany. K-Pax był tak zaszeregowany od początku.”

„Milutko.” Nasedo z tym komentarzem znika we wnętrzu.

„Tak. Dom, słodki dom.” mamroczę i idę w jego ślady.

Comments
  1. millla
  2. Kinga
  3. Bernadeta

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *