Toy Soldiers (11)

11.

Może oczekiwałam od Maxa jakiejś poważnej zmiany w zachowaniu, a może po prostu w moim umyśle nigdy nie zaakceptowałam, że Max nie zmienił się w psychola z tamtej przyszłości… I dlatego jego zachowanie zaskakuje mnie. A może on także dorósł, a ja nie chciałam nigdy tego zobaczyć. Każdy z nas się zmienił, a ja nie chciałam tego uznać, wplątana we własne problemy i własne misje.

Może gdybym zrozumiała to wcześniej, mój los potoczyłby się inaczej. Ale jednego się nauczyłam dzisiejszej nocy, kiedy Max bez pytania poleciał ze mna do dziwnego miasta, przywrócił do życia dziwną osobę i wysłuchał dziwnej historii, w którą sam był wplatany. On nigdy nie powie tego, co Maria. Oni są naszymi wrogami. Tacy jak oni są jak zwierzęta, nie mają duszy, uczuć… to mordercy bez żadnego sumienia.

To jest naprawdę dziwne, rozmawiać z Maxem po antarsku. Oczywiście ja nauczyłam się znacznie szybciej, Kal jęczał nad prędkością, z jaką się uczę… ale Max i tak miał znacznie więcej praktyki, rozmawiając z Kalem czy hybrydami. Więc sobie rozmawialiśmy w samolocie. Głównie to ja uzupełniałam Maxa na różnych szczegółach historii. Naprawdę, przyjął to nadzwyczajnie. Gdybym to ja dowiedziała się, że oszukiwał mnie wieloletni przyjaciel, zareagowałabym co najmniej gniewem… ale Max jest po prostu smutny. Smuci się nad moim losem. I naprawdę nie wiem, co miała wyrażać jego mina, kiedy powiedziałam, że lecę na Antar.

Chyba coś na kształt niedowierzania i szoku.

Ale uwierzył. Wiem o zbyt wielu rzeczach… i wciąż mam w sobie ogromne ilości izotopu. Potrafię się zaświecić jak latarenka, zupełnie jak zmiennokształtni, co wprawia go z niezłą konsternację. Po wyjaśnieniu jednak, iż mój układ odpornościowy jest zbudowany dokładnie tak samo jak Antarian, jego szok ustępuje rozbawieniu. Wychodzimy z niewielkiego terminalu w Roswell, w stronę mojego Hummera, zaparkowanego na lotnisku. Psiakrew, rachunek za parking. Gdzie ja wcisnęłam drobne?

„Więc jesteś tak jak ja mieszaniną obcego i człowieka.” Max mówi z humorem, zaskakując mnie kompletnie. Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy widzieć to tak. No dobrze, zdawałam sobie sprawę, że Surinah wiedziała, jak zbudować mój układ odpornościowy, bym przeżyła na Antarze… ale z tego co mówił Nasedo, każdy człowiek może. Inaczej nie tworzyliby hybryd z ludźmi. Więc jedynym przeznaczeniem mojego układu odpornościowego jest niemożność zabicia mnie przez obrońcę. No, chyba, że skręci mi kark. „Piąty element?” pyta z uśmieszkiem. Dla jakiegoś szalonego powodu przypomina mi o Alecu.

Potrząsam głową w rezygnacji. Chyba nigdy nie uwolnię się od myśli o zielonookim obecnym przywódcy poprawionych genetycznie. Taaak. Zapomniałam wspomnieć. Alec jest liderem wszystkich transgenicznych. Mój brat poprzestał na serii X.

Dzięki Bogu, że Max Guevara już nie rządzi. Chociaż oblężenie TC poprowadziła naprawdę świetnie, negocjacje także, ponieważ spędziła większość swojego życia na zewnątrz Manticore. Ale dla tego samego powodu ona nie jest w stanie skontrolować transgenicznych. Zbyt długo chciała udawać, że jest człowiekiem. Poza tym ona jest uciekinierem z 1989 roku, upłynie wiele wody w rzekach, zanim przełamią nie tyle pranie mózgu, co własne osobiste niechęci spowodowane zmianą po ucieczce w Manticore. Ja spędziłam tam dziesięć miesięcy „po” i po dziś dzień przeklinam tamtą noc ucieczki. Jedyny plus, działający na jej korzyść to fakt, że to jej pragnienie wolności sprawiło, że Manticore stanęło w płomieniach i transgeniczni wydostali się na wolność. Tak, to oraz jej działania podczas oblężenia z pewnością zapewniły jej jakiś szacunek, ale nawet to nie wystarczało.

Tym bardziej jestem dumna z Aleca i Biggsa. Alec także miał wiele rzeczy do pokonania i jego sukces w prowadzeniu transgenicznych jest tym bardziej cenny.

Czy ja rozpływam się z dumy?

Ha. Jasne, że tak. Dziewczyna może chyba pozwolić sobie na chwilę słabości.

„O nie…” mrużę nieznacznie oczy, widząc przy wyjściu z terminala szpanerską czarną limuzynę. Szybko skanuję cały obszar i znajduję Marię, udzielającego wywiadu w tym swoim ekspresywnym stylu. Poprawiony wzrok wyłapuje całą ilość złotej biżuterii, którą się obwiesiła. Wygląda jak choinka. To chyba jej styl z okazji Świąt.

„Coś nie tak?” Max zwraca swoją uwagę z powrotem na mnie, ale potem dostrzega, w którym kierunku patrzę „Maria?”

Chyba całe Roswell, włącznie z Królewską Czwórką zdaje sobie sprawę z mojej niechęci do Marii. Różnie sobie to tłumaczą… Ale to my, ja i Max przeszukaliśmy Roswell i w końcu znaleźliśmy złamanego Michaela po tym, jak go rzuciła dla kariery. Fakt, iż wypił cały kufel piwa i chorował na obcy sposób przez dwa dni, nie przysporzył Marii naszej sympatii. Może gdyby potem się chociaż zainteresowała jego losem… ale nie, ucięła wszelkie związki z obcą otchłanią. Ja wiem, że nigdy nie powiedziała Familiars o obcych i całej tej reszcie historii… ale to wcale nie działa na jej korzyść. Raczej zrobiła to z chęci oszczędzenia sobie kłopotów.

Kiedy płaszcz śmierci pokryje powierzchnię ziemi, ci, których moc jest ukryta, ochronią bezbronnych.

Potrząsam ponownie głową. Surinah osobiście zwolniła mnie z obowiązku walki z Familiars. Nie, żebym po jej wyjeździe przepuściła jakąś okazję, by dokopać Amy Valenti. Kiedyś ją lubiłam, była wystarczająco zwariowana… ale od kiedy jestem świadoma faktów, na mój gust Amy jest zbyt zwariowana, by ją lubić czy zlekceważyć.

Wdrapuję się na siedzenie kierowcy i momentalnie nieruchomieję.

„Co się stało?”

Pukam się w nos.

„Ktoś używał samochodu. Czuję damskie perfumy.”

„Może to twoje?”

Potrząsam głową i zamykam oczy w koncentracji, chcąc wytropić najmocniejsze źródło zapachu.

„Nie używam. Ograniczam wszelkie zapachowe substancje do minimum, to jest po prostu nie do zniesienia. A damskie perfumy, jeśli nie spryskałeś ich na materiał, ulatniają się niezwykle szybko.”

Sięgam pod siedzenie i z triumfem wydobywam prostą kopertę, z moim opisem jako adresem. Max patrzy na mnie z otwartą buzią.

„Jak to zrobiłaś?”

Śmieję się.

„Jak ty wyczuwasz obecność innych hybryd, Max? To jest natura, instynkt. Plus dużo treningu. Kiedy jesteś sam pilnując bandy obcych przeciwko bandzie innych obcych, federalnych, wojskowych i kogo tam jeszcze, jesteś zmuszony polegać tylko na sobie, swoim treningu i instynkcie. A ja naprawdę ominęłam wiele lat szkolenia z innymi X5. Musiałam nauczyć sobie radzić w inny sposób.”

„Zwiększyłaś swoje zmysły czy co?”

„Nie.” potrząsam głową zdecydowanie „To głupi przypadek. Kiedy człowiek traci wzrok, pozostałe zmysły wzmacniają się, by przejąć jego rolę. Tak było u mnie. Wyostrzenie powinno cofnąć się wraz z poprawą wzroku, ale moja pamięć ruchowa jest zdefiniowana wręcz na molekularnym poziomie i moje zmysły raz nauczone, nigdy nie zapomną. Chyba, że fizycznie ktoś je uszkodzi… ale po jakimś czasie to się naprawi dzięki komórkom macierzystym.”

„Nic dziwnego, że Manticore pochłonęło tyle pieniędzy.” Max potrząsa głową w zdumieniu. Nie dziwię mu się wcale. Co chwila odkrywa nowe moje właściwości, obok których przechodził tyle lat niezauważenie… To musi być niezła jazda.

Rozrywam kopertę i przebiegam wzrokiem tekst napisany pismem Familiars. Psiakrew, tylko tego mi brakowało.

„Wiesz, zawsze byłam skłonna twierdzić, że nasze utrzymanie kosztowało więcej niż stworzenie.”

„Hm?”

„Jestem głodna.” wyjaśniam z czarującym uśmiechem. Moje poprawione genetycznie ciało potrzebuje dużo paliwa. I jakkolwiek kocham niezdrową żywność, to jednak potrzebuję pewnych związków do prawidłowego funkcjonowania organizmu, tak jak ludzie. Wiecie, nie można żyć pustymi kaloriami i samym tryptophanem.

„Znów?” otwiera szeroko oczy. W Albequerque pochłonęłam ogromną pizzę z pepperoni i dwa koktajle mleczne.

„Znów.” mówię z rezygnacją, wyprowadzając samochód z parkingu. W myślach już układam plan. Max wie o mnie. Wie o mojej roli. Wie, że byłam w Londynie, by odzyskać klucz do statku kosmicznego, którym mogą odlecieć na Antar w każdej chwili. Teraz czas powiedzieć mu o dziecku Tess.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *