Toy Soldiers (10)

10.

Poważnie, zaczynam myśleć, iż miałam rację w tamtej przyszłości.

Kompletnie nie rozumiem, jak myślą faceci. Ba, nie kumam nawet, co, nie wspominając jak myślą. A już zwłaszcza ktoś tak ludzki w swych działaniach jak Max Evans. Wiadomo, rozumiem myślenie mojego brata, rozumiem jego tok emocjonalny, ponieważ w jakiejś tam części jesteśmy w tym wspólni i przez szmat czasu ja naprawdę słyszę jego w mojej głowie. Ale Max? Pół obcy, pół człowiek? Kompletna zagadka dla mnie, nawet jeśli dostałam od Surinah tony materiałów z wywiadu psychologicznego.

Siedzi naprzeciwko mnie w poczekalni na lotnisku, na niewygodnym niebieskim plastikowym fotelu i unika mojego wzroku dla przeszło godziny. Mamy jeszcze kwadrans do samolotu powrotnego, bilety są kupione, misja odniosła pełny sukces… nawet jeśli kosztowała mnie tonę łez i znokautowanie cichaczem własnego brata. W końcu spotykam go po prawie piętnastu latach od rozdzielenia nas w lutym 1989 roku i pierwsze, co robię to nokaut. Jaką siostrą ja jestem?

„Wiesz, Max, jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać, wystarczy, że nie będziesz. Nie musisz omijać mnie wzrokiem. Rozumiem, kiedy ktoś nie chce mieć ze mną do czynienia.”

„To nie tak.” mówi cicho, podnosząc na mnie w końcu wzrok „Nie unikam cię. Po prostu musiałem pomyśleć o kilku rzeczach.”

„Cokolwiek chcesz powiedzieć, Max.” wzruszam ramionami sceptycznie. Jeśli chce okłamywać siebie, proszę bardzo, droga wolna. Nie zabraniam, byle to nie mieszało w moim życiu.

Wiem, jestem niesprawiedliwa. W tej przyszłości Max jest kompletnie inny, ale ja mimo to nie mogę się wyzbyć pamięci tamtego Maxa. To jest jak memento, ostrzeżenie. Jeden fałszywy ruch, fałszywa zagrywka… i bum, znowu wszystko rozsypie się jak domek z kart.

„Dlaczego mnie tak nie lubisz? Ponieważ z powodu nas zabrano cię od brata?”

Zasycha mi w gardle. Przełykam.

„Rozdzielono nas z powodu polityki M. Nie twoją winą było, że w lutym 1989 roku uciekło kilkoro dzieciaków i moja rodzinna agencja oszalała na punkcie naszej lojalności i poprawności myślenia.” rzucam ostrożnie, badając jego sylwetkę, czy zorientował się, iż nie zaprzeczyłam nielubienia jego; wydaje się, że nie.

„Czy tak było zawsze?”

„Co?”

„Czy tam… w Manticore…” waha się, urywając słowa. Z jakiegoś irracjonalnego powodu wyczuwam od niego zapach strachu, winy i niepewności. Z jeszcze głupszego powodu czuję pragnienie przytulenia go i pocieszenia. „Czy oni także tam tak nienawidzili transgenicznych? Tak jak w szpitalu?”

Nie muszę odwoływać się do mojej fotograficznej pamięci, by mieć przed oczyma ściany pokoju Cece, niemal całkowicie zamazane od wypisanych czerwonym sprayem antytransgenicznych haseł. Większość była naprawdę obrzydliwa. I piękna twarz Cece, tak pogruchotana przez śmiertelny strzał… przykryta poplamionym prześcieradłem w kostnicy. Modliłam się przez całą drogę, by mój brat nie dowiedział się przede mną, ale to była tak złudna i głupia nadzieja… Nadzieja matką głupich.

„Ludzie zawsze boją się inności, Max. Myślę, że o tym wiesz.” mówię delikatnie, nie chcę potwierdzić całości tego paskudnego obrazu. Pierwsze zetknięcie Maxa z rzeczywistością poprawionych genetycznie było po prostu szokiem. Nic nie przygotowało go na to. Poprosiłam go o pomoc, on sam zaoferował się nie zadawać pytań spojrzawszy ledwo na moją twarz…. ale ja nie powinnam była się na to godzić. Powinnam była go jakoś ostrzec. I Max wciąż nie wie o moim stanie obrońcy, nie wie, że znokautowałam mojego brata idącego przez hol kostnicy, by zidentyfikować ciało ukochanej kobiety… O tylu rzeczach z mojego życia Max nie wie, a ja nawet nie wiem, gdzie mam zacząć.

„Poprawienie genetycznie… Większość ich spędziła wiele lat, prawie całe swoje życia, będąc niewolnikami ludzi, upokorzeni, torturowani, wykonujący wszelkie niebezpieczne i obrzydliwe misje… Wszystko przez chore pomysły ludzi, będąc kontrolowanym przez ludzi. Ale chcesz znać moje prywatne zdanie, Max? Nie uważam, by którykolwiek z poprawionych genetycznie chociaż w części nienawidził rasę ludzką tak, jak oni nienawidzą nas. I nie, że nie wiemy, jak chorzy są ludzie. Doświadczyliśmy tego na co dzień… Ale my nienawidzimy przeważnie tych, którzy krzywdzili nas, naszych bliskich. A ludzie… oni boją się nas tylko dlatego, że jesteśmy inni. Dla samej zasady. Nic im nie zrobiliśmy. Jedyny nasz grzech to fakt, że wykonywaliśmy dla nich, za nich, ich czarną robotę… lepiej, skuteczniej, szybciej. Zaprojektowano nas, by być lepszymi niż ludzie.”

Zaprojektowano nas, by być lepszymi niż ludzie.

Czekam chwilę, aż zrozumienie dotrze do Maxa. Widzę dokładnie w jego oczach, kiedy to do niego dociera. Pochyla głowę, układając ją na rękach.

„Kiedy Nasedo oszalał i zaczął zabijać ludzi, Kal postanowił ująć wyciągniętą do niego rękę rządu. W zamian… nie mogę ci powiedzieć za co, ale to było coś naprawdę dużego… zażądał stworzenia obrońcy. Tak powstał projekt K-Pax, który został zakontraktowany do Manticore. Zasadniczo jestem z piątej serii X, chyba najlepszej z wszystkich X-serii. Mam trochę modyfikacji genetycznych w stosunku do oryginalnego DNA… w grudniu 1989 Manticore straciło kontrakt na K-Pax, moje istnienie zostało wymazane z pamięci X5 i innych pracowników obiektu, potem z baz danych. Tam gdzie się nie dało tego zrobić, wpisano, że urodziłam się martwa. K-Pax przez lata był kierowany przez Surinah Sandeman, znaną tobie jako Nancy Parker. Była bardzo dobrym dowódcą, i podejrzewam, że kiedy wrócimy do Roswell, ona będzie tam niedługo. Zbliżają się zmiany, Max.”

„A te pamięci… pamięci dziecka…”

Uśmiecham się smutno. Tak, to były piękne sny… kiedy patrzyło się na nie z boku. Ale dla mnie są niczym oślizgła zgniła drzazga w moim umyśle. Pamięciami ludzkiego dzieciństwa zastąpiono pamięć mojego ukochanego brata.

„Jest wiele do opowiedzenia i wyprostowania… ale to jest jedyny raz, kiedy pozwolę ci zapytać i odpowiem na to pytanie. To Psy Ops. Specjalna sekcja. Uważasz, że Antarianie dokonali cudu projektując zdolności Tess? Nie możesz się mylić bardziej. To miejsce było używane do kontrolowania i torturowania nas, czasem więźniów i przeciwników Manticore. Nie masz pojęcia, co byliśmy w stanie zrobić, by tam nie trafić. Ale… w końcu każdy tam trafiał. Nie zrozumiesz tego, bo cię tam nie było. W 1989, w lutym uciekło kilkoro… życie bliźniaków uciekinierów oraz mnie jako specjalnego żołnierza do misji solo na zewnątrz… Życie dawało się we znaki, zwłaszcza kiedy ja miałam do czego porównywać treningi w Manticore…. Trochę nauki, małe pranie mózgu, manewry z moją jednostką… I kiedy nastał luty ’89, to był już tylko nieustanny horror. Ale trzeba było robić wszystko co ci kazali. A później próbować zapomnieć… A kiedy nie mogłeś zapomnieć, oni doprowadzali do tego, że przestawało ci zależeć… I mnie przestało. Zamknęłam umysł. Nie chciałam pamiętać. Poddałam się.”

„Pokażesz mi? Pomożesz mi… zrozumieć?” jego głos jest cichszy niż szept. Śmieję się z goryczą.

„Nie, Max. To jest jeden z powodów, dla których to ja jestem żołnierzem, a ty królem obcej planety. Ty nie musisz rozumieć, nie musisz wiedzieć, nie musisz czuć i nie musisz ponosić odpowiedzialności i konsekwencji. I chyba byłeś w tym dobry, skoro po twojej śmierci znaleźli się tacy, którzy woleli czekać pół wieku na twoją reinkarnację i powrót niż uznać innego władcę. Pozostań tym miłym chłopcem, pełnym ideałów i wiary w innych… i pozwól im robić to, co jest im przeznaczone.”

„Sami tworzymy swoje przeznaczenie.”

„Przeznaczenie… mylisz go z wolą, Max. Są rzeczy niezależne od nas. Ty nie prosiłeś być królem Antaru. Ja nie prosiłam, by się urodzić, by być śmiercionośnym narzędziem, by umieć skręcić kark w ułamku sekundy… Ale dostajesz to od losu i twój jedyny wybór, to zająć się tym, jak najlepiej potrafisz. To jest przeznaczenie, Max. Nic więcej i nic mniej.”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *