Too late too soon (2)

2.

Dave w pierwszej sekundzie nie zareagował, zbyt zdumiony i ogłupiały, by cokolwiek pojąć z tego, co widział. W następnej sekundzie także nie. W trzeciej też nie. A w czwartej… w czwartej zareagowała już ona, odwracając głowę w jego stronę, w całkowitej ciemności patrząc się prosto na niego.

„Oni są z tobą?” spytała. Zarejestrował, że miała zmęczony głos… i taki jakiś smutny, pokonany. Zupełnie jak zaraz po wydarzeniach w tej wiosce… Otrząsnął się powoli z szoku, kiwając głową. Jej drobne ciało odprężyło się, postawa gotowości walki zniknęła momentalnie, lecz było coś w jej nowej pozycji, co krzyczało tylko jedno – ostrożność. Pokręcił głową ze smutkiem, w końcu przeniósł wzrok na leżącego u jej stóp Raina. Nieprzytomnego.

Westchnęła nieznacznie, zauważając jego zainteresowanie.

„Tak w ogóle to cześć. Przepraszam, że wpadam z tą wizytą niezapowiedziana…” wykrzywiła ironicznie usta „…ale zaraz się zmyję. Jesteś w stanie się nim zająć?”

Ignorując rozdziawioną i zrezygnowaną buzię Tori, wszedł na niewielką polanę i uklęknął przy przyjacielu. Był ułożony w bezpiecznej pozycji, ale nie mógł zauważyć grymasu bólu na jego twarzy, ani poskręcanych dziwnie kończyn.

„Co mu jest?”

„Nie wiem dokładnie. Kilku dupków… linczowało transgeników, chyba X5. Nie wiem, jak się zorientowali, ale on był jedynym, który jeszcze żył. Z całą pewnością ma pękniętą czaszkę, złamane żebra, mnóstwo mniejszych obrażeń, potrójne złamanie kości udowej, zardzewiałe żelastwo w okolicy serca, którego nie ważyłam się ruszyć, ale nie przebiło płuca… Hm, myślę, że jest co najmniej niewielkie krwawienie wewnętrzne. Nie znam się za bardzo na waszej fizjologii.”

Teraz się znała, ale bała się sięgać do tej wiedzy, przekazanej jej we wspomnieniach. Redgar wiedział sporo, ale do diabła… sięganie do jego wspomnień było żywym dowodem na to, co ludzie i transgeniczni im zrobili. Nie chciała o tym myśleć, nie chciała pamiętać.

„Dzięki. Zajmiemy się nim.”

Skinęła głową, odwracając się w stronę lasu i najwyraźniej zamierzając odejść.

„Whola… Gdzie idziesz?”

„Ja go tylko wam przyniosłam.” mruknęła „W podziękowaniu za Hala.”

Przez moment nie wiedział o czym mówiła.

„Wynieśliście go stamtąd całego i żywego, a to było moje zadanie.” wyjaśniła cierpliwie, ale nagle jej wyraz twarzy stał się czujny „Spodziewacie się gości?”

„Nie, czemu?”

Spojrzała głębiej w las, ale Dave już wiedział o czym mówiła. Dźwięk helikoptera rozbrzmiewał nad drzewami.

„Powodzenia.” mruknęła i już jej nie było. Dave zamrugał, Tori także.

„Co robimy?”

„Zjeżdżamy stąd.”

„A sprzęt? Zapasy?” wyjęczał Samuel. Dave machnął ręką, wskazując na Raina. „Nie wiemy, jak wiedzieli, ani jaka jest ich liczebność. Wynośmy się stąd.”

Rain wybrał ten moment, by otworzyć oczy. Zamrugał, usiłując wyostrzyć wizję, ale niestety najwyraźniej nie mógł.

„Cholera, nic nie widzę.” jęknął. Dave zaklął w duchu. Jego przyjaciel trzymał się życia resztkami sił.

„Mam nadzieję, że chociaż zachowałeś węch… i słuch. Musimy cię stąd zabrać.”

„A Nem?” wychrypiał.

„Zmyła się.”

„Co?” wymamrotał „Zatrzymajcie ją.”

„Za późno, stary, już pobiegła.”

„494 żyje, w Seattle.” Rain wymamrotał, znów tracąc przytomność. Ta króciusieńka rozmowa wyczerpała go bardziej niż mógł się ktokolwiek spodziewać. Dave podrapał się po głowie, ale w końcu ostrożnie podniósł przyjaciela i zniknął w ciemności lasu. Reszta oddziału nastąpiła za nim.

~ * ~

„Gówno, czy nie mogłoby być ich więcej?” Tori wyrzuciła z siebie z wysiłkiem, kopiąc napastnika prosto w najwrażliwsze miejsce. Zapiszczał z bólu. Dokończyła dzieło i padł zemdlony na leśną polanę. Niestety, dwóch następnych już zadawało serię ciosów, której nie powstydziłby się nawet transgenik. A Tori była zmęczona. Naprawdę. Walka trwała już dobrych dwadzieścia minut, i walczyła przeciwko najlepszym jednostkom specjalnym, czuła i wiedziała to. Niektórych ludzi już zresztą spotkała wcześniej. Tym razem jednak od strzału w serce uratował ją fakt, że ich zdobywcy chcieli ją żywą, całą i zdrową. Składając do kupy wszystkie fakty i fakciki, znaczyło to, że rząd ich szuka. Niezbity dowód walczył właśnie z nią.

Ale wiedziała także, że nie może przegrać. Wtedy wróci do tej cholernej niewoli, pod rozkazami niczego nie rozumiejących ludzi. Już nawet wolność, opłacona tak krwawo, była lepsza. Walnęła zirytowana z całej swojej siły prosto w szczękę napastnika. Ciężki but tylko wzmocnił siłę jej kopnięcia. Rzuciło go na drzewo kilka metrów dalej. Spadł nieprzytomny na ziemię. Uniosła wyzywająco brew do ostatniego człowieka i ku jej zdumieniu… uniósł dłonie w poddaniu.

„Ty w swoją, ja w swoją stronę.”

Założyła rękę na rękę.

„Jak dla mnie nigdy nie widziałam twojej buźki. Zjeżdżaj, Tom.” mruknęła, przywołując ze swojej ulepszonej pamięci jego imię. „Nie chcę cię zabić.”

Skinął głową, wycofując się powoli w stronę lasu, nie spuszczając oczu z kobiety. Mimo, że zirytowana do kwadratu, najwyraźniej poniesiona emocjami – coś, czego nigdy u wychowanków Manticore nie widział – walczyła równie dobrze, jakby przez ostatni rok nie wiodła życia na zewnątrz wojskowej bazy, bez treningów, leków, właściwego pożywienia. Może nawet lepiej. Walczyła z motywacją. Co więc mogła zrobić z odpowiednim zapleczem i przygotowaniem? Co najlepsze, dowody miał przy sobie. Żaden z transgeników nie wiedział, że ten atak był próbą. Wzięli najlepszych, wyposażyli ich i wysłali przeciwko nielicznej grupie X5. Niestety, nie zdołali zapobiec wypadkom na ulicach miasta, ale operacja i tak się powiodła. Każdy z nich miał przy sobie miniaturową kamerę, która rejestrowała także dźwięk. Tylko dysk z jego nagraniem wystarczyłby by udowodnić rację admirałowi i przekonać Paxtona do zgody na planowaną zmianę polityki. Nie miał wątpliwości, że inni mieli równie cenny materiał. Jak dla niego, świetnie. Ponieważ to zapowiadało, że spotka Tori w o wiele bardziej korzystnych dla niego warunkach, niż teraz.

~ * ~

„Co za noc. Najpierw ona zmartwychwstaje, potem agenci, którzy nas nie schwytali.” Dave pokręcił głową w zastanowieniu „Aż się boję, co przyniesie dzień.” jęknął, kładąc się na posłaniu. Jego całe ciało było obolałe, głowa waliła w bólu. Przeklęty brak równowagi serotonin, czy co to tam było… Manticore dodawał pewne leki do jedzenia w Manticore, a agenci na zewnątrz byli wyposażani w niewielkie ilości tych środków. Niestety, zdobywanie ich na czarnym rynku zawsze ściągało uwagę. Mało kto używał tych substancji. Kupno czegoś takiego zawsze ściągało podejrzenie o bycie ‚zwierzęciem’. Kolejny punkt na długiej liście kłopotów życia na wolności.

Ale żadna z przewidywanych pozycji na tym skrawku papieru nie przewidywał małej, oślo upartej kobietki, która leżała jak bez życia na posłaniu obok. Mógł sobie pogratulować przezorności, że zostawił Raina z Samuelem i pognał za nią, jak tylko zaczął się atak. Gdyby nie to, że znał jej zapach, nie znalazłby jej. Siedziała sobie na drzewie, doskonale ukryta i z dołu, i z góry. Biggs coś wspominał o jej fiksacji drzewami, najwyraźniej nauczyła się tego w Nigerii i wykorzystywała także tutaj. Musiał przyznać jej, że była piekielnie bystra. Ale niekoniecznie miała szczęście. Ponieważ kiedy ją znalazł, była ledwo przytomna… właściwie to nawet nie to. Najwyraźniej nie tak niewinnie skończyła się potyczka z tymi palantami, zanim przyniosła Raina. Musiała trzymać się na nogach siłą woli, nie było innego wytłumaczenia.

Tori niezmiernie ostrożnie umyła dziewczynę i przebrała. Dotarli do drugiej grupy, łącząc się z nią już trwale. Zmiana taktyki wojska zmuszała do zmiany ich własnej. Cokolwiek było na tapecie, wysłani po nich agenci działali naprawdę dziwnie.

„A my jeszcze z nią walczyliśmy.” Tori pochyliła głowę we wstydzie „Nawet nie mieliśmy najmniejszego podejrzenia, że jest ranna.”

„Taaa… nigdy nie daj znać przeciwnikowi o swojej słabości.” Biggs zakpił, wchodząc do pokoju „Nie odzyskała przytomności nawet na moment?”

„Nie. Ale z tymi zranieniami…” Dave pokręcił głową. Dziewczyna instynktownie kuliła się, kiedy ktoś tylko podchodził bliżej niż dwa metry do niej. Diabelnie. Czymkolwiek była, naprawdę dostała w kość. „Myślę, że to ona ma krwotok wewnętrzny, a nie Rain.”

„Wiesz, że nie mamy ani sprzętu, ani leków, ani dostępu do szpitala.” Biggs ostrzegawczo warknął „Możemy spróbować transfuzji.”

„Nie pamiętasz ostrzeżenia Hala?” spytał cierpko.

„Pamiętam. Ale to było jedyne, co działało wtedy.” westchnął ciężko. Nem była chodzącą zagadką. I te dwa serca… niewiarygodne wprost. Ich podwójny rytm, czasami zmienny, czasami w idealnej harmonii ze sobą, zdumiewał każdego. A jeszcze bardziej fakt, że wcześniej tego nie zauważyli.

„Kto to wie? Ale nie ryzykowałbym.”

„Ty tu jesteś lekarzem.” Biggs poddał się w końcu. Ich kłopotliwy mały gość przesunął się w dziwnym śnie. Grymas na jej twarzy nie wróżył niczego dobrego. Widzieli różne wersje przerażenia, ale to było chyba najgorsze, pochodziło z najgłębszego zakamarka jej tak zwykle opanowanej osóbki. Nie chcieli już wiedzieć, co ją spotkało.

Przesunęła się ponownie, tym razem przewracając na brzuch. Kilka sekund później jej oczy ścisnęły się, otworzyła je i zamrugała szybko, najwyraźniej próbując dojść, gdzie jest. Uniosła ostrożnie głowę, wodząc wzrokiem po ich twarzach.

„Pięknie.” mruknęła, wsadzając nos w poduszkę. Pachniała całkiem przyjemnie. Była w rękach transgenicznych, podczas gdy musiała jak najszybciej dostać się do Kalifornii, do domu, zanim wewnętrzne obrażenia staną się nieodwracalne.

„Cześć tobie także.” Biggs mruknął sucho. Dziewczyna mogła im pomagać, ale najwyraźniej nie miała ochoty podtrzymywać znajomości. Ale ostatecznie, nie było ważne, co ona chciała. Zamierzał dostarczyć ją prosto do łóżka 494, niech on już zajmie się przekonaniem małej, by chciała pozostać. A z tego, co wiedział, widział i słyszał, Alec nie będzie miał z tym kłopotu.

Ale oczywiście, nie byłaby sobą, gdyby ich znowu nie zaskoczyła. Przewróciła się na plecy, wodząc spojrzeniem od jednego do drugiego. Opanowanie miała iście legendarne. 494 znalazł sobie kobietę równą, jeśli nie silniejszą od niego pod tym względem. Nie sądzili, że to możliwe. Tylko inne części jej charakterku były nie tak upragnione.

„Z waszych radosnych spojrzeń wnioskuję, że nie jesteśmy w rękach Navy Seals.” zażartowała, siadając na posłaniu. Każdy, dosłownie każdy – trójka w pokoju, jak i inni, obserwujący zdarzenie przez wewnętrzne okno w magazynie – wstrzymał oddech na widok jej opanowania. Najmniejszy szczególik nie zdradzał, że cokolwiek jej było, że coś ją bolało, podczas gdy jeszcze minutę temu, nie mogła przewrócić się przez sen w grymasie agonalnego bólu.

„Wyrosły mi czułki?” uniosła pytająco brew. Biggs potrząsnął głową. Co za niewiarygodna kobieta. Musiał uciąć sobie z nią pogawędkę na osobności.

~ * ~

Stała z założonymi rękami przed oknem, patrząc się w ciemność za szklaną taflą, ignorując każdą gapiącą się na nią osobę. Nie ważne, czy transgenik, czy człowiek. Demonstrowała postawę czystego stoicyzmu, opanowania i co tu mówić dużo, zaczynało to denerwować co niektórych. Szczególnie członków oddziału 494.

„Ta mała jest przerażająca.” Tori w końcu wyraziła głośno to, co myślała już większość. Jej głos był ledwie na granicy słyszenia transgenicznych. „Ale to nie znaczy, że nie mogę wydostać z niej kilku odpowiedzi.” uśmiechnęła się złośliwie, wstając ze swojego miejsca i podążając po schodkach na piętro, na ciągnący się tuż przy oknach oszklony korytarz. Miała stamtąd doskonały widok na zewnątrz i wewnątrz budynku.

„Hej, mała!” Tori dopilnowała, by jej głos brzmiał wystarczająco arogancko i buńczucznie „Ktoś jest nam tu winien parę odpowiedzi.”

Nem drgnęła. Usiłowała wysłać pewną wiadomość Kalowi, ale nie czuła, by to działało. W ogóle nie myślała, że wysłała cokolwiek. Jej umysł był czystym chaosem. A brutalna arogancja Tori nie była czymś, czego teraz potrzebowała. Tak bardzo. Odpocząć. Spać. Uzdrowić się.

„To teraz jestem wam coś winna?”

Dave drgnął ze swojego miejsca. Ten ton… znał ten ton. Słyszał go już kiedyś. Gdzie?

Na próżno przeszukiwał pamięć, tymczasem Tori szła dalej.

„Oczywiście. Nagle wpadasz, zmartwychwstając ni stąd ni zowąd, przynosisz ledwo żywego Raina, a w następnej chwili atakuje nas wojsko.” warknęła z wyraźnym podejrzeniem w głosie.

Nie wiadomo, jakiej reakcji oczekiwała, ale z całą pewnością nikt się nie spodziewał tego. Milczenia.

„Skończyłaś?” zapytała po minucie śmiertelnej ciszy, która panowała w budynku.

„Nie! Nie skończę, zanim nie zaczniesz mówić!”

„Jesteś pewna, że chcesz, bym zaczęła mówić?” spytała tak spokojnie, że Dave nabrał podejrzeń. Ona tylko czekała, by dano jej okazję przyfasolić tak, by się kulili w kątach.

„Dan Brown wiedział o twojej inności.” powiedział nagle, zaskakując wszystkich „Dlatego chciał wysłania najlepszego oddziału. Po ciebie.”

„Był.” poprawiła. Dave, Dave, kiedy ty się nauczysz, że pewne wasze zachowania mam wryte w pamięć? Że zostaliście wyszkoleni w pewien sposób, który uczyłam się wykorzystywać przez 50 lat w inkubatorze?

„Co?” zduszone pytanie wyrwało się z kilku gardeł. Dan Brown, ich wielki sojusznik?

„W poniedziałek.”

Pięć dni temu. Pięć dni, podczas których ledwo żywa przemierzała ten popaprany kraj, usiłując dotrzeć do swoich.

„Jak?”

„Wypadek.”

„A ja jestem człowiekiem.” mruknął Samuel pod nosem, ale nikt się nie ważył zadać ponownie pytania.

„Pomagał dziewczynce, której ojcem był transgenik.” wyszemrała Nem, nie wierząc, że jednak to mówi „Chociaż praktycznie nikt by nie wiedział o jej pochodzeniu, nie wykazywała cech gatunkowych, prócz jednego durnego szczególiku – kod kreskowy. Miała dziewięć miesięcy.”

Miała. Ale Biggs zwrócił uwagę na to, co robiła, nie co powiedziała. Odwróciła się do okna, bawiąc łańcuszkiem, na którym było coś zawieszone. Zmrużył oczy w niedowierzaniu. Obrączka?

„Co zamierzasz teraz?”

Wiać jak najdalej od was.

„Posłuchaj, możemy ci pomóc….”

Parsknięcie.

„Jak pomogliście mi w Nigerii?” uniosła szyderczo brew.

„Ciekaw byłem, kiedy wypłynie ten temat.” Biggs mruknął pod nosem.

„Khm.” Dave chrząknął „Myślę, że te sprawy powinniśmy zostawić między 494 a Nem. Jak się spotkają.”

„Czyli po moim trupie.” mruknęła najbardziej zainteresowana ciszej niż jakikolwiek transgenik był zdolny usłyszeć.

„Pozwól sobie pomóc w zamian za Raina.”

„Po co? Żebyście mogli mnie potem opchnąć komuś, kto więcej zapłaci?”

„Jezu, kiedy pojmiesz, że jesteśmy po tej samej stronie barykady?”

Raczej po dwóch stronach przepaści.

„Chcesz spłacić dług? Świetnie. Uważaj go za spłacony, bo nie zrobiłam tego dla kogokolwiek z was.” znów te stoickie opanowanie „On umierał na moich rękach, ale błagał mnie, bym uwierzyła, że to on decydował o przydziale do tej misji, nie Renfro. I wiesz co? Nic, cokolwiek byś już zrobił, nie zastąpi jego. Nie ty będziesz musiał stanąć przed jego żoną i powiedzieć, jak stracił życie. Nie ty będziesz żył długie lata z obrazem jego rozszarpanego na kawałki ciała. Więc się łaskawie zamknij i idź swoją drogą. Nigdy nie staliśmy po tej samej stronie barykady. Was kiedyś wojsko zechce odzyskać. Ja nie mam tego komfortu. Od pierwszego oddechu uczę się jak uciec przed jednostkami specjalnymi, przed wywiadem, przed każdym pieprzonym terrorystą, który wszedł w posiadanie informacji o istnieniu mojej rasy. Śmierć Redgara to nasza pierwsza porażka od 1947. Moja porażka. Obiecałam Redgarowi, że go wyciągnę i zdołałam. Obiecałam mu, że będzie żył i nie zdołałam. Dociera do twojej zakutej łepetyny?”

Biggs zamrugał i otworzył usta, by coś powiedzieć, ale mijały sekundy i nie zdołał. Słowo po słowie to, co mówił 494. Jezu, spotkaliśmy rasę jak nasza, a kłócimy się… z powodu 452.

Potrząsnął głową, wychodząc w końcu z szoku.

Dave nieznacznie uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, o czym myśli 593 i o czym myślał każdy inny trans w pokoju. Nem i Alec byli nieprawdopodobnie podobni. Gdyby tylko jeszcze udało im się ich połączyć na nowo… Najpierw jednak musiał zdobyć nieco więcej informacji. Ta mała urodziła się na wolności. Skoro do czasu spotkania w Nigerii nie mieli pojęcia o ich istnieniu (nawet ta suka Renfro myliła ją z kimś innym), musieli być lepsi niż dobrzy w unikaniu jednostek specjalnych. Psiakrew, jeden z nich przeniknął do najwyższych elit w tej dziedzinie i nikt nic nie podejrzewał.

„Mogę coś powiedzieć?” podniósł dwa palce niczym nieśmiały pierwszoklasista pierwszego dnia w nowej szkole.

„Wal…” mruknęła z rezygnacją.

„Ty nie chcesz naszej pomocy…” ostrożnie łypnęła na niego okiem; Dave wiedział o niej naprawdę wiele „… sytuacja jest jednak taka, że my potrzebujemy twojej.”

Zignorował niedowierzające spojrzenia innych.

„Wojsko… poszli po rozum do głowy. Dzisiaj wysłali przeciwko nam elitarną jednostkę, z którą walczyliśmy wcześniej. Znają nasze metody, nasze umiejętności i nasze ograniczenia. Przydałoby się nauczyć paru nowych rzeczy.”

Tori momentalnie rozbłysły oczy.

„To podejście do magazynu było niezłe.”

Nem jęknęła w duchu. Ale wyglądało na to, że może jednak coś się wykroi.

„Co sprawiłoby, że zostawilibyście mnie w spokoju?”

Dave błysnął szeroki uśmiechem.

„Pomóż nam dotrzeć do Seattle twoimi metodami. Jestem pewien, że znajdziesz coś, co nie naruszy poważnie twojego arsenału sztuczek, a nam pomoże dotrzeć do innych.”

Westchnięcie. Wyglądało na to, że ostatnio zawiera naprawdę wiele umów.

Gdyby Redgar to widział… wykrzywiła usta w ponurym uśmiechu. Zwróciła się w stronę Biggsa.

„Zrobimy kilkudniowy postój po drodze.”

„Jak dla mnie, nie ma problemu. Byle dotrzeć całemu do Seattle. Śliczne towarzystwo po drodze nie może zaszkodzić.”

„Zachowaj takie gadki dla Cece.” parsknęła, odwracając się w stronę okna „Spakujcie się. Jedziemy za pół godziny.”

Dziewięcioro transgeników zgodnie zmówiło w duchu modlitwę dziękczynną dla dyplomatycznych zdolności Dave’a.

A sam Dave? Tylko zanotował w duchu, że zauważyła wzajemne zainteresowanie Biggsa i Cece. Ciekawy przypadek, ponieważ był gotów oddać duszę za to, że między tym dwojgiem stanęła właśnie śliczna pani biolog… Ale to było tylko jego prywatne zdanie. Nic więcej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *