Śledztwo – sequel ITLTSIM (Alec/Liz)

Taki króciutki off-topic po It’s too late to sayu I’m sorry. A wiec Nigeria, Nem, Alec… brak zaufania rozdziela dwoje zakochanych. Nem rzuca się do oceanu by uniknąć dostania się w łapki Renfro.

Kilka lat później, dwóch ludzi rozmawia o doktor Hendricks w pewnym barze… nie wiem czy wyjdzie z tego dłuższa historia. Czasem naprawdę za wiele pomysłów, za mało czasu i umiejętności na.

~

„W przeciwieństwie do reszty Amerykanów, wydawała się dobrze znosić nigeryjski klimat, docinki personelu i nieufność miejscowych.” upił potężny łyk swojego u-bota. Nie pierwszego tego wieczoru i był pewien, że także nie pierwszy mówił swoim zleceniodawcom co sądził o sytuacji i kobiecie, jaką musiał w ramach swojej pracy sprawdzić. Ludzie z fundacji Lekarze bez granic mieli naprawdę nieprzyjemne doświadczenia z pracownikami. Zarówno w Nigerii jak i przy wyzwaniach, które stanęły przed szefostwem w ostatnich miesiącach. To było nawet zabawne, w końcu badali właśnie taki przypadek z tego samego powodu. Chcieli zatrudnić raz jeszcze kogoś, kto pomoże im posprzątać bajzel raz jeszcze. Biedna kobieta nadawała się w sam raz. Kilka lat temu, na skutek błędu jej poprzednika, ujęcie wody pitnej dla mieszkańców okolicznej misji w której przyszło jej pracować zostało zanieczyszczone. Skutki były tragiczne. Personel misji bardzo ciężko i długo pracował by odzyskać utracone zaufanie. Po tamtej katastrofie zrewidowali swoje podejście do zatrudniania chętnych wolontariuszy i etatowych pracowników. Nigdy nie wzięli już na swoje barki ciężaru, którego nie potrafiliby udźwignąć wspólnymi siłami. Dlatego też w Nigerii prowadzili tylko nieduży szpital i przychodnię, w miejsce poprzedniego sporego ośrodka. Naturalnie był także kościół, misja była wszakże pierwotnie prowadzona tylko przez księdza Samuela Koca i trzy zakonnice. Po latach, wciąż prowadził misję kiedy doszło do straszliwego rozlewu krwi – rozlewu który zakończyć sens całej misji i sprawił, że jedna z lekarek fundacji zapadła się pod ziemię. Łatwo było ustalić, że szukało ją Manticore i to Mancitore wysłało jeden z najlepszych swoich zespołów by wydostać grupę z linii ognia. Teraz istnienie Manticore nie było żadną tajemnicą i łatwo było się tego dowiedzieć. W przeciwieństwie do rzeczy, które stanowiły wartość. Tajemnicą pozostawało, czemu Manticore chciało ją dorwać. Wszyscy, ale to absolutnie wszyscy nabierali wody w usta i zachowywali się jak skrzyżowanie ryb i dzieci – jakby nie mili głosów. Mocno skomplikowało mu to zlecenie.

„Doth, nie mam ochoty wysłuchiwać tego co napisałeś w raporcie. Przeczytałem od cholernej deski do deski. Interesuje mnie to, czego nie napisałeś i nie powiesz oficjalnie.” jego rozmówca mówił na tyle cicho, by otaczający ich zewsząd hałas baru stanowił wystarczającą zasłonę by uniemożliwić podsłuchiwanie nawet specjalnymi antenami ze wzmacniaczami. Poziom dźwięku był doskonale dobrany. Szczycił się tym, że potrafił zapobiec wyciekowi informacji. „Wszystkie raporty są dla dr Hendricks pochlebne, ale nie wychwalają jej pod niebiosa. Ty zaś napisałeś ze wszystkich najbardziej odnoszący się do osoby pani doktor raport.”

„Odnoszący się?” zjeżył się.

„Tak. Mało kto napisał tyle o jej charakterze i zrobił porządne profilowanie, jak ty. Więc zanim napisałeś raport pełen dowodów i szczegółów, chcę do cholery, usłyszeć czego nie mogłeś udowodnić, co budziło twoją wątpliwość, a czego byłeś absolutnie pewny. To, czego nie mogłeś napisać, nie chciałeś, albo nie było okazji a może nam się przydać.”

„Dużo by mówić.” mruknął, zamawiając u barmana kolejnego u-bota. Piwo z tonącym kieliszkiem wódki było powszechne w marynarce, ale nie na lądzie. Po rozbawionym wzroku barmana wiedział, że zdradził się swoim wyborem. Ale cóż, był kim był. Nie zamierzał ukrywać swojej najszczęśliwszej i dawnej przeszłości. To z najnowszą przeszłością, wspomnieniami ostatnich tygodni spędzonych na śledztwie w sprawie zniknięcia i kwalifikacji młodej absolwentki Harvardu, miał problem. Do jakiego stopnia, nie chciał się zdradzać ze swoim rozmówcą. Ze wszystkich tych, których śledził, dr Nem Hendricks, sławna mikrobiolog, była najpotężniejsza. Nie potrzeba było specjalnego śledztwa by wiedzieć, że jej ojciec był cholernym potentatem i zasiadał na swoim tronie w Kalifornii. Potentatem wpływów, wojskowego zbrojenia i wielu innych kwestii, do których się nie zbliżał.

Z nim się nie zadzierało, nie ważne co mówili jego zleceniodawcy. I był boleśnie świadom błędów swoich poprzedników, wynajmowanych po to by znaleźli haka na młodą dziedziczkę hollywoodzkiego potentata. Jak się miało co najmniej 5 miliardów majątku, nie miało problemu z przestawieniem persony na stanowisku gubernatora Kaliforni ani zadzieraniem z Manticore. Prz tym pogrążenie drobnego wolnego strzelca mógł wykonać bez żadnego wysiłku.

„Była bardzo świadoma błędów swojej poprzedniczki. Za młoda na to, by wyczuwać co najbardziej przeszkadzało innym, co wywoływało najbardziej negatywne odruchy… a jednak trafiała zawsze. A może wcale taka młoda nie jest. Nikt tak naprawdę nie wie, ile ma lat, a papiery na pewno miała parę razy poprawiane jak wiesz. Ma nosa do otaczających ją kłopotów, zaplecze by nie bać się tych kłopotów i co tu mówić, przez lata unikała z wielkim powodzeniem zleceń, przez które inni wyjątkowo zdolni strzelce potracili ręce i głowy.”

„Nie zgadzasz się z niektórymi ustaleniami raportu.” stwierdził rzecz oczywistą. Nie tego się spodziewał.

„Oczywiście. Płacicie za dostarczenie fakt ów, nie spekulacji. Wg mnie Nem Hendricks po prostu nigdy człowiekiem nie była, zatem i nie boi się ludzi. Ani Manticorian, jak sądzę. Nie ustaliłem w jaki sposób przeżyła upadek z lotniskowca w odmęty oceanu, ale ustaliłem że jadła śniadanie z ojcem i jego znajomym na tarasie jego posiadłości w parę godzin po – nie później. Wciąż najwyraźniej niezdrowa, i najwyraźniej nie potrzebująca by ktoś wyprowadzał ją ze środka spływającej wojenną krwią dżungli. Ukrywa się, swoje możliwości, nie boi się.”

„Więc to ufoludek?”

„Nie wiem. Jeśli tak, to jest to coś, co żyło tu w cholerę czasu by się przystosować. Widziałeś zmiennokształtnych. Ambasadorów. I innych.”

Tak, widział. Nawet nie dorastali do pięt Langleyównie.

„Jakie masz odczucia wobec niej?”

„Mieszane?” zaironizował „Nie jest złośliwa ani nie niszczy innym życia, nie wtrąca się dopóki nie nadepniesz odcisku komuś z jej małej rodziny. Jeśli już chcecie zatrudnić nie-ludzia, to jest to dobry kandydat… chyba, że wyjdzie powód, dla którego nie pracowała przez kilka ostatnich lat.”

„Znamy go.” uspokoił go „To nic złego.”

„Zły czy nie…” odparł „Nie spowoduje, że nagle przeprosi się ze swoją karierą naukową. Ewidentnie w jej oczach jest zbyt późno na to. Nie chce wracać.”

„Więc damy jej szansę.” odparł radośnie, ignorując niedowierzające spojrzenie detektywa. Zachował dla siebie słowa, ale spojrzenie było wymowne. Nie namówią Hendricks do pracy, dla nich były to za wysokie progi. Niektóre rany nie goiły się nigdy.

~ * ~

Dave bez trudu posłał czarną kulę tam, gdzie było jej miejsce. Do kąta gwarantującego trzy stówy zakładu i ilość punktów, gdy skończą bilardowy pojedynek.

Nie mógł się początkowo na nim skupić, gdy uświadomił sobie, o kim rozmawia dwóch facetów przy barze. W normalnych warunkach nikt by ich nie usłyszał. Był świadom tego że inicjujący rozmowę zdaje sobie sprawę z tego jak uniknąć podsłuchania. Ale z transgenikiem miał do czynienia chyba tylko z nazwy, nie w praktyce.

Rozmowa była dosyć długa. I taka owocna.

Sam temat by wzbudził jego czujność, a to co się dowiedział przekraczało wszelkie granice. Wynikało z tego, że Nem Hendrick żyła. Co było na tyle niezwykłe, że ostatnio widział jak kilka lat temu rzuciła siew otchłań oceanu z brzegu lotniskowca. Sam upadek do wody powinien był zmiażdżyć jej miednicę i kości udowe, nie było szans by przeżyła. Nie wspominając o prądach i wirach kierujących ogromne ilości z boku i spod statku wprost na tylne turbiny.

Według jego wiedzy, Nem nie żyła – ale najwyraźniej nic nie wiedział. I nie zamierzał nikomu mówić… za to zamierzał również zabawić się w detektywa. W końcu minęło parę lat… co niektórzy puszczali parę z ust. Skoro najwyraźniej ludzki detektyw mógł znaleźć kobietę jego alfy, to tym bardziej Manticorianin mógł przeprowadzić skuteczne, prywatne śledztwo.

Jeśli rzeczywiście żyła i mówili o niej, to nie bvłoby śledztwo. To byłby armagedon.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *