Skoczek (6)

Głowa niczym kołowrotek, zasuwała w tę i z powrotem. Zawroty niestety nie były objawem stanu pożądanego, ba, w tym stanie to nawet nie wiedziała czy takiego pożądanego. Mózg przeciążył się na początku obiadu, i odmówił współpracy. Oszołomiona chłonęła wrażenia wokół, nieprawdopodobne przyjęcie przez sekcję niczym gwiazdkowy podarunek i to z czerwoną kokardką na wierzchu… ale nie przetwarzała tego. Nie była w stanie zrozumieć, co się działo wokół niej. Czemu ci ludzie zachowywali się jak wariaci, i to nagle, po tylu miesiącach jej pobytu na tej planecie „odkryli” jej pobyt? Niektóre rzeczy naprawdę trudno było pojąć.

Dostała obiad – naprawdę przepyszny. Publiczne stołówkowe jedzenie było bezkształtną masą jedzeniopodobną, w porównaniu do zaserwowanego posiłku. I dostała fasolkę! I pomidory, wprawdzie bardziej ususzone niż upieczone… no ale! Nie widziała na swoim talerzu pomidorów od ponad 5 lat…

Zachwyceni członkowie sekcji upewnili się, że wcisnęła w siebie każdy gram i jeszcze podali deser. Potem przeciągnęli oszołomioną przez połowę swojego terenu, oprowadzając niczym honorowego gościa. Została przedstawiona każdej kobiecie w sekcji i wszyscy znów musieli się upewnić, iż nie tylko mechanicznie pamiętała dzięki swojemu geniuszowi, ale rozumiała za co która odpowiada.

W sekcji było więcej kobiet niż u pilotów, ale również bardzo daleko im było do równowagi przedstawicieli obu płci. Kobiet było mniej więcej jedna piąta, tak szacowała. Większość zdążyła wrócić z nowobudowanej bazy, więc nie miała jakichś zaległości towarzyskich. Za pierwszej tury Elijah sekcja inżynierów liczyła siedemdziesiąt osób, w tym tylko trzy kobiety. Musiało tu być niewesoło. Wszystkie były aktualnie zamężne, jedna nawet zdążyła owdowieć i ponownie znaleźć sobie towarzysza. Nie ma to jak społeczeństwo na Atlantydzie. Kolejne tury dodały żeńskiego pierwiastka i aktualnie, co z dumą podkreślił generał – gdy do nich dołączył – liczyli dwieście trzynaście osób.

Minęła nie wiadomo kiedy pora kolacji (którą również uraczyli ją, zupełnie jakby była nieprawdopodobną osobistością) i zegarek na jej ręce z nieubłagalną nieuchronnością odmierzał czas do godzin nocnych. Musiała wrócić do swojego pokoju, inaczej Arnoldzio wyśle pościg. Wolne postępy z Gabrielem ewidentnie mu się nie podobały, a nagły i niespodziewany sukces towarzyski w inżynieryjnej sekcji nie mógł w tej materii pomóc. Wręcz przeciwnie. Miała przeczucie, że odrywanie od Gabriela było niemile widziane.

Odprowadzał ją znów McDowell, który w zasadzie przez całe popołudnie i wieczór prawie nie odstępował jej na krok, dbając by niczego jej nie brakowało a zachwyty innych, nie były zbytnio namolne. I żeby nikt jej nie dotykał poza dłońmi. Nie dało się tego nie zauważyć, po prostu facet wiedział. Żałowała w tej chwili, że jej brat pod ochroną tajniaków nie mógł za wiele powiedzieć. Znała tych ludzi tylko z przezwisk, nie z nazwisk i miała problem z ulokowaniem kto jest kim. Blondaska jeszcze nie zidentyfikowała. W sekcji było siedemnastu blondynów z zielonymi oczami, w tym równie przystojny brat bliźniak o imieniu Alec, wpatrujący się w nią dziwnie przez większość wieczoru.

Przejście przez pół bazy tuż przed godziną policyjną okazało się dziecinnie łatwe w towarzystwie inżyniera – nieprawdopodobne, musiał mieć w głowie jakąś tajną mapę z kodami, przejściami nikomu nieznanymi… żadnego kodu przed nią nie ukrywał, uśmiechając się szelmowsko. Najwyraźniej chciał, by je znała. Zdążyli nawet wpaść do sekcji szpitalnej na pięć minut. Pokazała mu, gdzie leży Eli – akurat to była pora wieczornych badań, i nie mogli przeszkadzać. Zdecydowanie, Benowi wizja Eli podpiętego do wszystkich tych urządzeń, nie spodobała się. O nie.

Odprowadził ją do bramy sekcji i dopilnował, by zniknęła za drzwiami żeńskiego sektora. Głowę miała jeszcze wypełnioną wrażeniami po tym długim dniu, kiedy zorientowała się, że nie tylko dla niej musiał być długi. Przed drzwiami jej pokoju, oparty o ścianę siedział Gabriel – z bardzo pochmurną miną. Wyglądał, jakby spędził tu chwilę.

„Nie spieszyło ci się.” skwitował cierpko. Momentalnie się zjeżyła. Cóż, kandydat na tatusia czy nie, nie miała ochoty ani sił znosić jego humorków. Wcześniej, gdy była persona non grata i pierwszym skoczkiem Atlantydy, palcem nie kiwnął w jej sprawie publicznie. Zwłaszcza w stołówce. Pojawił się inny facet w pobliżu – bynajmniej nawet nie w sprawach damsko-męskich – i już go nosiło. Zdecydowanie, powinna przemyśleć jego kandydaturę. Nie miała ochotę męczyć się z jego humorkami do końca jego żywota na Atlantydzie.

Zerknęła na zegarek. Mieli niewiele czasu.

„Nie musiało, miałam wolne przecież.” odparła w tym samym tonie „Jak miałeś coś pilnego, trzeba było wysłać wiadomość na czytnik.”

Patrzył się na nią, jakby nagle wyrosła jej druga głowa. Szybko jednak zorientował się, że z nią nie pogra w grę spojrzeń.

„Czego chciał McDowell?”

Nieźle. Zielonooki był znany w innych sekcjach. Albo był tu wystarczająco długo, albo był specyficzny. Albo jedno i drugie. Naprawdę, musiała dowiedzieć się o nim więcej.

„Pogadać o moim bracie.” odparła niechętnie „Najwyraźniej jego sekcja nic nie wiedziała… więc ich oświeciłam. Coś jeszcze chciałeś? To był naprawdę długi dzień i z chęcią poszłabym spać.”

„Nie wiedziałem, że masz brata, ani tym bardziej, że był jakiś Topolski na Atlantydzie.”

Litości.

„Nosimy różne nazwiska, bo jest przyrodni. I mam więcej niż jedno rodzeństwo. Coś chciałeś?” powtórzyła z uporem maniaka. Aluzja wreszcie dotarła, albo poziom testosteronu opadł, bo wyraźnie odpuścił – nawet jeśli odnotowała dziwne drgnięcie na jego twarzy gdy wspomniała o większej liczbie rodzeństwa. Pokręcił głową.

„Uprzedzaj mnie o takich niespodziankach, nie wiedziałem że pilnuje cię McDowell. Zobaczymy się jutro; mamy lot do drugiej bazy tym razem, transportowy, prawie o świcie.”

Nie pilnuje, ośle. Ale będzie. Tak przynajmniej czuła, że ten dziwny dzień w sekcji brata okaże się zwrotny w jej życiu.

~ * ~

Tags:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *