Skoczek (5)

Nim się obejrzała, blondyn pociągnął ją w stronę wyjścia ze stołówki a potem korytarzem w stronę głównych ciągów komunikacyjnych. Szybko przywołał windę, podczas gdy ona zachodziła w głowę, co się dzieje. Jasne było, że jej brat dużo musiał na jej temat opowiadać i najwyraźniej nie utrzymał języka za zębami odnośnie jej pamięci. Trzy czwarte bazy uważało ją za kretynkę stulecia, a sekcja inżynieryjna za geniusza stulecia. I życie stawało się przyjemniejsze…

„Wpadniemy do Eli potem, bo ciężko przeoczyć okazję jak teraz.”

„Okazję?”

„Obiad. Większość sekcji jest w pobliżu, a stara gwardia myślę, że zaczęła przed chwilą obiad.” znów się uśmiechnął, w zamyśle uspokajająco, ale nie wiedziała czy to na nią oddziaływało czy nie. Miała mętlik w głowie. Weszli do windy. „Trochę się zdziwią….”

„Mną…?”

„Przestałaś ich dziwić dawno temu, większość uważa cię za legendę równie prawdopodobną co Yetti. Bardziej genialna od Elijah i bardziej zadziorna… młodsza siostrzyczka.” miała wrażenie, że zamierzał powiedzieć coś innego, ale nie drążyła tematu. Najwyraźniej zamierzał ją zaciągnąć do serca ich sekcji. Zamknęła oczy i policzyła w duchu do dziesięciu.

„Wiedzą o… mojej pamięci?” pytała znużona. Jakoś przestało jej się to podobać.

„Oczywiście.” skierował na nią te swoje zdziwione zielone oczęta i musiała sobie przypomnieć, że ma dorwać Gabriela, nie jego. Zestaw genów obok przyćmił na chwilę nawet jej pamięć i Arnoldzia nad głową. „Nie martw się, nie zjedzą cię.” pocieszająco otarł dłoń lekko po plecach, zupełnie jak Elijah. Nie udało się jej opanować odruchu i minimalnie się cofnęła. Ręka Bena się zatrzymała, ale nie zabrał jej. Zatrzymuje w jednym jedynym miejscu, w którym dotyk obcej osoby nie powoduje u niej chęci mordu. Znów. Faken trafen, skąd on wiedział o takich osobistych szczegółach?

Elijah na bank, tylko dlaczego? To było pytanie.

„Mam nadzieję, że… będzie ci się u nas podobać.” kontynuował po chwili „Jedzenie mamy naprawdę niezłe. Wszyscy się staramy o jego zdobycie, nie tak jak ci lenie…” prychnął z lekką pogardą i musiała się uśmiechnąć mimo kotłujących się w jej głowie obaw gdzie do cholery ją ciągnie i dlaczego się na to zgadzała tak potulnie „Od kiedy tu jesteście?”

Aaaa… a więc powrót do źródeł.

„Prawie rok.”

Przechylił głowę i spojrzał uważnie, nie było jednak w tym nic oceniającego, szacującego ani złośliwego. Jakże różne spojrzenie od otrzymywanych od wszystkich innych! Lubiła to nawet, jak na nią patrzył.

„I nic się nie zmieniłaś… nieprawdopodobne.” kręci głową „Eli zmieniał się w ciągu pierwszych dwóch lat niczym pieczarka na poatomowej grzybni.” zaśmiał się „Stanowił niezłą zagwozdkę dla naszych genetyków, jak widać, ty masz na odwrót.”

Jakoś nie chciała dzielić się w tym momencie tajemną wiedzą o ich fiksującym DNA. Nie potrzebowała się zmieniać, bo już miała tą mutację, urodziła się z nią. Nawet Atlantydzi mogli się schować przy niej. Była tubylcem, w przeciwieństwie do wszystkich wokół… blondaska też.

„Tia… stałam w kolejce po pecha, gdy rozdawali wzrost.”

„A nie inteligencję?” uśmiechał się dalej, naturalnie.

„Tej mam w nadmiarze.” stłumiła dziecinną chęć pokazania języka. Winda zatrzymała się dosyć głęboko pod ziemią. Musieli być na poziomie inżynieryjnym. Temperatura wzrosła o kilka stopni. Termy.

Całe ogrzewanie bazy już od lat pochodziło z gorących źródeł pod bazą. Tyle teorii, bo nigdy w praktyce tego nie widziała ani nie czuła. U góry to głównie używali klimatyzacji. Na dole, w jaskiniach nie musi być tak przyjemnie.

„Witamy w domu.” blondasek uśmiechał się znów i nie umiała się nie uśmiechnąć w odpowiedzi „Wprawdzie nie chlebem i solą, ale dobrym obiadem na bank.”

Podał jej rękę ponownie i z wahaniem ją ujęła. Naprawdę wolałaby wiedzieć, co o niej śpiewał braciszek, bo jest pewne że śpiewał dużo i szczegółowo. Z drugiej strony… nie śpiewałam o nim, nie miałam komu.

Prowadził ją korytarzem, na skróty ewidentnie, przechodzili przez kilka bram zabezpieczanych hermetycznie i Bóg jeden jeszcze wie, czym. Kiedy dotarli do części mieszkalnej, zmiana w atmosferze była wyczuwalna. Słyszała dużo śmiechów z końca korytarza, przekomarzań i innych typowych odgłosów obiadowych. Sporo ludzi tam siedziało. Nagle ogarnął ją strach.

„Zaczekaj sekundę.” mrugnął z rozbawieniem. Obserwowała z mieszanymi uczuciami, jak wchodzi nonszalancko do stołówki, lekkim krokiem i z uśmieszkiem zagaduje do kogoś siedzącego na brzegu najbliższego stołu. Nikt nie zwracał na nią uwagi, dopóki się nie odwrócił i nie przywołał gestem. Uśmieszek miał… hm, nie miała porównania, ale coś w żołądku fikało koziołka. Cokolwiek powiedział do pozostałych przed wejściem do pomieszczenia, zadziałało… dziwnie. Wszystkie głowy obróciły się nagle w jej stronę i dosłownie czuła się przygwożdżona dziesiątkami spojrzeń. Oo.

Tags:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *