Przepraszam (12)

Rozdział dwunasty: Nie ta bajka

Han była sina i ledwo oddychała. Kłopoty z krążeniem, zazwyczaj całkowicie wydolnym układem, były bolesne dla transgenika. Szybsze reakcje chemiczne jakie zachodziły w ich organizmach z jednej strony gwałtownie domagały się podstawowego paliwa, tlenu, z drugiej strony gwarantowały powolniejszą śmierć. Wytrzymałość na wszelkiego typu broń biologiczną nie przygotowała jednak żadnego na to, co Han zgotowali Antarianie.

Nem nie musiała mieć poprawionego słuchu, by wiedzieć, w jak złym stanie są  płuca 855. Kroplówka podłączona do wlewu na nadgarstku jedynie już uśmierzała ból, Dave nie był w stanie zrobić dla niej wiele.

Podniósł się teraz ze swojego miejsca przy oknie i skinął głową wchodzącym.

„Niech zostanie jedynie Solo.” głos młodziutkiej kosmitki przeciął grobową ciszę. Spojrzeli na nią z niedowierzaniem, ale 856 pokiwał głową i wyprosił ich wszystkich.

Więc zostawili ich samych, zamknęli nawet drzwi. I tak w razie czego dysponowali genetycznie poprawionymi zmysłami. Chociaż zapewne teraz je przeklinali, każdy bolesny oddech Han musiał brzmieć w ich uszach niczym powolne stąpanie w stronę śmierci.

„Podnieś ją i ułóż na sobie tak, jakbyś był jej poduszką.” wydała ciche polecenie. Solo niepewnie zastosował się. Han usiłowała coś wychrypieć, ale już nie miała sił… albo możliwości.

Nem przysiadła na brzegu łóżka, przez kilka chwil patrzyła się na swoje dłonie… wciąż w bandażach. Za kwadrans bardzo się przydadzą.

„Han…” miękki głos miał wręcz hipnotyzującą siłę „Nie mamy wiele czasu. Zrobię coś, co przez chwilę może być paskudne… ale ci pomoże i będziesz żyć. Solo cię przytrzyma. Otwórz oczy i pomyśl o czymś przyjemnym.”

Minęła minuta lub dwie i wydawało się, że do dziewczyny nic nie dotarło… aż wreszcie powieki drgnęły i nieznacznie się uniosły. Orzechowe źrenice były ledwie widoczne przez szpaler gęstych rzęs, lecz to wystarczyło.

{Złap wejście do życiowej energii, łącząc energię pamięci dwóch żywych istot. Najłatwiej przez oczy.}

Połączenie.

{Umocnij i utrwal połączenie, by nie chwiało się podczas przetwarzania materii ani przesyłania danych.}

Umocnione.

{Pierwszy rzut powinien być łagodny, by nie spowodować szoku ani wstrząsu. Energia powinna rosnąć.}

Rosła.

{Nie myśl o konkretnych troskach kiedy uzdrawiasz. Pozwól umysłowi dryfować. Twój mózg przetwarza ogromne ilości informacji. Zmiana struktury molekularnej musi być bezbłędna, nie możesz zniszczyć niczego prócz chorej tkanki, tkanki której nie znałaś wcześniej, a naprawa przez powielanie materii zawartej w kodzie genetycznym jest najłatwiejsza z wszelkich napraw. Tworzysz coś nowego, nie przetwarzasz obecnego. Szsz, spokojnie. Delikatnie.}

Jestem.

{Każda komórka w jej płucach nie spełniająca takiej funkcji, jaką przypisano jej w DNA, musi zostać usunięta. Nie mogą zachodzić na siebie komórki nowe i stare. Powstaną niebezpieczne mutacje, mogące przerodzić się  w raka. Bawisz się strukturą molekularną odpowiedzialną za funkcjonowanie nawet mózgu.}

Boję się.

{Szsz. Po prostu rozluźnij się i pozwól by instynkt dominował. Umysł nie skupiony na jednej rzeczy, informacje muszą przepływać. Zdaj się na instynkt.}

Nie wiem, czym on jest. Nie wiem, czy potrafię. Ja… nie pamiętam cię. Kim jesteś?

{Szsz, znasz mnie. Nie skupiaj się na mojej radzie, odpręż wiecznie zmartwiony umysł, diabelne małe cosik. Instynkt i genetyka nie pozwolą ci wykorzystać więcej energii niżby to zraniło twojego maluszka. Ona jest bezpieczna. Ty także. Pieczęć oznacza życie, powód do życia. Han go ma. Umożliw jej to życie.

I odpowiedzialność. Pieczęć to odpowiedzialność.

{Ona zawsze istnieje. Istniała w tobie przez lata i nigdy nie zawiodłaś tego zaufania… A teraz spokojnie. Zamykaj powoli. Nie będzie miała bólu głowy od intensywności związku.}

Powieki nad orzechowym spojrzeniem Han opadły. Związek został przerwany, ale też nie był już potrzebny. X-piątka oddychała spokojnie, miarowo. Sen zmorzył jej wyczerpane ciało i umysł.

Han żyła. Żyła, ponieważ ją uzdrowiła.

~ * ~

Solog patrzył się niepewnie na niezmiernie skupioną twarz małego obcego stworzenia, które podbiło serce jego szefa… i nie bardzo wiedział, co zrobić. I co robiła ona? Ileż razy jeszcze dojdzie do takiej sytuacji, że ona zrobi coś dziwacznego i niewytłumaczalnego, a co wkurzy innych transgeników.

Otwierały się całkiem nowe możliwości w temacie ‚Jak wkurzyć populację poprawionych genetycznie’. Transgenicy byli aroganccy i pewni siebie i przekonani o swojej wyższości nad ludźmi i nie tłumaczyli się z niczego. Dziewczyna miała niemal wszystkie te same cechy, brakowało jej tylko tej swoistej arogancji, wynikającej u transgeników z całkiem słusznego przekonania, że są o wiele lepsi niż ludzie. Nie była arogancka, tylko robiła co chciała… co musiało zapewne wkurzyć Aleca, przyzwyczajonego do panowania nad sytuacją i ludźmi. Transgenicy lubili dominować… zaś Nem nie poddawała się niczyjej władzy, przy czym robiła to na tyle cicho, spokojnie, nie wysuwając się do przodu, że z początku było to niezauważalne. A kiedy ktoś już zauważył, jak niewiele na nią miał, zaczynały się problemy. Bo wówczas było już najczęściej za późno by zmienić zasady.

Mądra mała. Być może za mądra dla Aleca.

I zbyt niezwykła, dodał kilka sekund później, kiedy klatkę piersiową jego siostry nagle rozświetliło ciepłe, jasnożółte światło. Zaczęło się od jednego słabego promyczka i powoli obejmowało całe płuca. Niemal mógł widzieć ich odwzorowanie, światło było tak silne, a jednocześnie nie raziło. Było… przyjemne. Jakby kojące. I co jeszcze dziwniejsze, miał wrażenie, że razem z całym tym procesem słyszy jakieś szepty. Potrząsnął głową. Frustrujące uczucie.

Światło zanikło, Han zamknęła oczy i Solo dopiero wówczas odważył się spojrzeć na Nem. Wcisnęła ręce w kieszenie kurtki, spojrzała się na niego…

„Khmm… dziękuję, cokolwiek tam zrobiłaś.”

Skinęła powoli głową.

„Każdy z nas ma zdolności, charakterystyczne dla naszej rasy, wspólne. Jest kilka grup, rodzajów zdolności. Każdy ma chociaż po jednej z każdej grupy, oraz jedną zdolność rozwiniętą zdecydowanie ponad miarę, specjalną zdolność, w której jest tysiące razy lepszy od innych.”

„Milutko. Twoją podstawową jest uzdrawianie?”

Potrząsnęła głową.

„Nie, ta zdolność została mi przekazana… przez kogoś, dla którego była główną. Dostałam praktycznie całą wysoko wykształconą zdolność, lecz bez instrukcji obsługi, przez co wiecznie kłóci się z moją podstawową.” skrzywiła się komicznie. Solo ogarnęła irracjonalna chęć przytulenia tego dzieciaka. Nawet jeśli była kosmitką, która sprawiła tyle problemów transgenicznym.

„Co właściwie zrobiłaś?”

„Stworzyłam materię zgodnie z wzorem zapisanym w jej DNA.”

„Powinnaś zostać genetykiem, nie biologiem.” zażartował.

„Jestem genetykiem… lecz nie wśród ludzi.”

„Za duża pokusa, by poeksperymentować?” uniósł zawadiacko brew. Nem miała w tej chwili przeogromną ochotę udusić każdego scenarzystę z Hollywood, który kiedykolwiek napisał cokolwiek na temat kosmitów porywających ludzi i tym podobną wodę na antyobcy młyn.

„Ludzkie DNA jest nudne jak męski syndrom dwóch minut. Nawet nie zdążysz się porządnie rozpędzić, a to już koniec.”

Zagryzł wargę, by się nie roześmiać. Kto do diabła powiedział, że Alec ma najlepsze gadane? Znalazł godną rywalkę do tego tytułu. Strach się bać, co wyrośnie z ich córeczki. Bo jakoś był pewien, że na cokolwiek tam mała choruje, Nem ją wyleczy. Było po prostu coś w tej dziewczynie, samo przebywanie w jej towarzystwie mówiło, że nie jest to zwyczajna kosmitka, że to jest ktoś i nie pozwoli by jej dziecko cierpiało chociaż sekundę dłużej niż to było nieuniknione.

„Niezłe, niezłe.” zachichotał jednak „Co teraz będzie z Han?”

„Powinna odpocząć… komórki macierzyste zregenerują większość uszkodzeń ciała, spowodowanych niedoborem tlenu… kobiety mają mniej zwierzęcego DNA, więc ich ciało uzdrawia się wolniej niż wasze?” upewniła się „Na jej miejscu nie ruszałabym się przez dzień z łóżka, potem niech uważa na siebie i je coś, co nie tylko jest kaloryczne, ale przede wszystkim ma jakieś potrzebne składniki… i żadnych cudów amerykańskiej kuchni z barów szybkiej obsługi, ona ma nowe płuca, lepiej, żeby te paskudztwa nie namieszały w jej krwiobiegu, nie umiem naprawić zatorów w płucach. Za parę tygodni może wrócić do normalnej działalności.”

„Parę tygodni?” spytał zmartwiony.

„Solo, ona ma nowe płuca. Nowa tkanka. Ryzyko infekcji, zatoru, czy czegokolwiek innego jest duże. Jej płuca nie pamiętają wielominutowych treningów nurkowania, przebytych chorób… bo to nie są stare, lecz nowe. Są jak małe dziecko, muszą nauczyć się wszystkiego od nowa. Odporności nabierze już za parę godzin, krew przefiltruje płuca wzdłuż i wszerz.”

Spoważniał zupełnie.

„Co w ogóle wyżerało ją od środka?”

„Coś antarskiego, wywołało reakcję chemiczną… przypomina trochę raka, wyżera i mutuje zdrową tkankę. Najmniejsza komórka zarażona tym badziewiem wystarczy, by rozpocząć proces od nowa. Mam nadzieję, że nie zostawiłam ani jednej… nie widziałam czegoś podobnego, ale może to jej transgeniczne komórki tak reagowały albo chcieli was przetestować. Ostatnio do miasta przybyło ich naprawdę dużo.”

„Nie lubisz ich?”

Wzruszyła ramionami.

„Są młodszą rasą, o wiele bardziej agresywniejszą, nieprawdopodobnie chciwą i mają wystarczająco rozwiniętą technologię, by przenosić swoje wojska. Byliby jak kilkanaście innych ras na tym etapie, gdyby nie strategia, jaką stosują wobec innych zamieszkałych planet i układów… trzy razy Z: zniszczyć, zagarnąć, zapomnieć. Trzy czwarte wszechświata trzęsie się ze strachu przed nimi.”

„A jedna czwarta?”

„Jeszcze nie wiedzą. Antarianie dotarli praktycznie do 78% tego, co my znamy. Mogli przerobić Han na miazgę, ale pozwolono jej odejść w miarę całej, tylko z tą bakterią w płucach. Naprawdę dziwne.”

„Coś jeszcze mogli jej zrobić?”

Potrząsnęła głową i wstała.

„Nie, sprawdziłam, wszystko w normie. Ale już drugi raz wypuszczono ją praktycznie bez większej szkody. Lepiej wypytajcie ją szczegółowo. Za pierwszym razem jej ciało leżało zostawione w magazynie, gdzie została porwana i nawet nie było przy niej strażnika. Albo wpadła w oko jakiemuś wyżej postawionemu…”

Wzdrygnął się.

„…albo chcą się czegoś dowiedzieć więcej o was.”

„Milutkie perspektywy.”

„Albo mogę się mylić.” dodała zupełnie obojętnie, już przy drzwiach. Nacisnęła klamkę, ale odwróciła się nagle i zapytała ni z gruszki ni z pietruszki. „Dlaczego szukała informacji o Racie?”

Chrząknął. Dziewczyna chyba nie była bez tropu, nieprawdaż? Ta mała mądrala miała swój rozum i nie mogła nie zauważyć tak charakterystycznych oznak u Han. Może chciała potwierdzenia swoich domysłów.

„Chciała go na stałe.” odpowiedział po prostu. Gdyby w tym momencie patrzył na twarz Nem, nie umknąłby mu grymas złości, który nagle pojawił się na jej spokojnej twarzyczce. „Więc kiedy przestał się odzywać, zaczęła szukać informacji o nim na własną rękę.”

„Głupi pomysł. Niech lepiej trzyma się swojego rodzaju. Macie przecież mniej kobiet niż mężczyzn, to nie może podobać się innym, że jedna chce parzyć się z kimś z zewnątrz.”

Zaniepokojony tonem uniósł głowę. Ale Nem już wyszła z sypialni.

~ * ~

Napięcie w przedpokoju możnaby pokroić tasakiem, nie nożem, uznała wisielczo po jednym spojrzeniu na ponure twarze. Jedynie Rain słodko mamrocząca coś cichutko przez sen stanowiła jaśniejszy promyk na tym ponurym obrazie.

Miły początek wzajemnych stosunków. Od czasu tej straszliwej rebelii Jakubu w Nigerii, do listy rzeczy, jakie przyznawała na temat ludzi i Ziemian w ogóle zawsze i wszędzie, doszła kolejna. Wiedzieli, co robili, tworząc przysłowia i powiedzonka. Ostatecznie, coś jednak było w tym, że przyjmuje się męża razem z dobrodziejstwem inwentarza. Co prawda ona nie miała męża, lecz dziecko, ale i tak to było adekwatne… Rain bowiem miała rodzinkę, z której jej pierwsze relacje nie wyglądały tak różowo jakby dla niej chciała.

I w cholerę była zbyt zmęczona, by się bawić w polityka.

Bawić? Urodziła się politykiem. Ale co z tego, skoro tego nie lubiła, nienawidziła chować swojej natury, chować się za maską… Zapowiadało się bowiem na to, że znów będzie mieć dwie twarze – jedną prywatnie, drugą na pokaz. A tak po cichutku rano marzyła, że kiedy w końcu skończą z imperium Langleyów i statki wyruszą w swoją podróż ku nowemu domowi, nie znajdzie się znów wśród wrogów, gdzie każdy jej ruch i postępowanie będzie oceniane, badane, krytykowane.

Prawdopodobnie nie lubili jej już w chwili, kiedy się spotkali w Seattle.

Niezły start, uznał jej zmęczony umysł. Serce na moment straciło regularny rytm, zamknęła oczy. Musiała odpocząć. Czekały ją koszmarne dwa dni… i przepłakana noc. Powinna wrócić do domu zanim zaczną się ostatnie przygotowania do odlotu.

Ale najpierw drugi cel wizyty u Aleca. I trochę złagodzić tych troskliwych szaleńców.

„Han musi wypoczywać przez kilka tygodni, obojętnie jak dobrze będzie się czuła.” podrapała się z tyłu głowy. Dlaczego miała wrażenie, że kolana jej słabną, a wszelka wiedza na temat taktu i dyplomacji wśród Ziemian wpajana przez długie lata przez Kala nagle wyparowała z jej głowy? Frustrujące uczucie. Chciała po prostu zwinąć się w kłębek i przespać następne dwie doby. O tak. Spać.

„Zetknęłaś się z czymś takim wcześniej?”

Potrząsnęła głową przecząco.

„Nie miała tego w sobie, kiedy znalazłam ją w magazynie. Musiała to dostać dzisiaj.”

„Słyszeliśmy.” Naomi mruknęła.

„Wiem.”

Nie no, teraz to potrzeba siekiery, nie tasaka. Chyba trafiłam nie do tej bajki.

„Masz próbki o które cię prosiłam rano?” spytała Aleca bez zbytnich ceregieli. Potrząsnął przecząco głową. Westchnęła ze zmęczeniem i spojrzała na zegarek. Przed drugą. Niezła godzina. Ale niestety w takim tempie w jakim oni dwoje się dogadywali, raczej nie dałoby się tego załatwić przez tydzień… Więc lepiej zwalić zadanie na kogoś, kto potrafił się dogadywać, przynajmniej przez jeszcze jeden dzień, w którym jest dostępny.

{Redgard}

„Auuuć!” z korytarza dobiegł jęk bólu i krótka litania w nieznanym języku. Nem uśmiechnęła się pod nosem. Redgard jednak nie zapomniał jak się poruszać z prędkością światła. To dobrze. Dla niego i dla Luisy. „Mogłabyś być delikatniejsza.” otworzył drzwi do mieszkania i spojrzał na nią z wyrzutem.

Wzniosła całkowicie zielone oczka do sufitu.

Zielone, uch, będą kłopoty, pomyślał.

„W tej chwili nie mam ochoty.” burknęła „Próbki od Aleca. Chcę je w laboratorium na wczoraj.”

„Co pani rozkaże.” teraz to była jego kolej na ironiczny wyraz twarzy i przewracanie oczami „Użyć granilithu?”

Morderczy błysk w oczach Nem nie wróżył mu długiego życia.

„Najlepiej całej kombinacji.” odparła słodko. Przełknął. Umiała odbić pałeczkę. Doskonale wiedziała, że jako zwykłemu obywatelowi nie przysługiwało mu nic ponad dostęp do zwykłego transportowego granilithu.

Pozostali tylko przyglądali się wymianie, wodząc spojrzeniami od jednego do drugiego. W końcu Cece odezwała się, kiedy Nem podnosiła z fotela córeczkę.

„Cześć, Brown.”

„Hej.” mruknął w neutralnym tonie. Nie wątpił, że mieli ochotę skręcić mu kark za zatajenie informacji.

„Wiesz, że podpadłeś?” spytała z niewinnym uśmieszkiem.

„Lepiej podpaść całej zgrai transgenicznych niż temu małemu diabelnemu cosik aka Zosia-samosia.” parsknął, za co w następnej sekundzie musiał odpierać szybki atak poduszką „Widzicie?” jęknął; atmosfera od razu się rozluźniła „To prawdziwy mały tyran i jeszcze przyniosła na świat kolejne równie utalentowane w tej dziedzinie pokolenie.”

Alec nie wytrzymał i roześmiał się.

„Czyżby miała równie buntowniczy charakterek co Rain?”

„Gorszy.”

„Hej, ja tu jestem!”

„Kiedy była małym berbeciem, postanowiła koniecznie zapoznać mnie z namiętnie piszącą powieści o kosmitach sąsiadką, która zupełnie przypadkowo nosiła nazwisko Hendricks. Nie mogła pojąć, dlaczego ludzie noszą to samo nazwisko chociaż nie są spokrewnieni.” potrząsnął głową w udawanym zdumieniu; Tav musiał przyznać facetowi Oskara za umiejętność rozładowania napięcia „Dużo wody upłynęło nim się przyznała, a ja się zorientowałem, że uznała ją za wyśmienity materiał na ciocię.”

„Redgard, zamknij łaskawie dziób.” Nem warknęła, zakładając na ramię torbę z rzeczami córeczki.

„Ale ta historia jest naprawdę ciekawa, doskonale opisuje jaką pomysłowością wykazujesz się przy aranżacji zupełnie ‚przypadkowych’ spotkań i sytuacji.” wyszczerzył zęby „Doświadczenie przemawia przez ciebie.”

„Ty za to nie wykazujesz się odpowiednim, by naprawić później swoją facjatkę.” uśmiechnęła się milutko i wyciągnęła dłoń „Kluczyki.”

Oddał bez najmniejszego sprzeciwu, wiwat królewska władza pieczęci.

„Jak jutro?” spytał Alec „Też wieczorem?”

Zmarszczyła brwi. Właściwie to trudno byłoby znaleźć wolną sekundę w jej planie, ale czego się nie robi dla dzieci…

„Nie bardzo, następne dwie doby to koszmar w pracy.” poprawiła chustkę na głowie „Jeśli znajdę moment, gdzieś koło południa…”

„Jak? Przecież pracuję, mogę być wszędzie.”

Parsknęła.

„Więź. Rain wyczuwa, gdzie się znajdujesz. Po dzisiejszym wieczorze będzie mogła określić to z kilkumetrową dokładnością. Na razie.”

Poczekał aż odgłos jej kroków zniknie na korytarzu i skinął na Tava, by poszedł za nią.

„Marny trud, 494.” Brown uśmiechnął się ironicznie „Prawdopodobnie jest już daleko stąd.”

„Co masz na myśli?”

„A jakim cudem pojawiłem się nagle w korytarzu i nikt z ochrony na zewnątrz mnie nie zauważył? Zarówno Rain jak i Nem poruszają się na nasz sposób, wiwat obca technologia.” wzruszył obojętnie ramionami, wyjmując z wewnętrznej kieszeni kurtki coś, co przypominało obudowaną metalem strzykawkę… Alecowi przypomniały się wszystkie kiepskie horrory, jakie oglądał o kosmitach. Musiał oderwać od tego myśli.

„Więc… jak się skończyła historia z sąsiadką?”

„Przyznała się po naszym ślubie. Luisa była pierwszym człowiekiem, jakiego polubiła Nem.”

„Nie darzy sympatią ludzi?”

„Utopili jej matkę na dzień dobry.” wzruszył ramionami obojętnie, siadając w fotelu, na którym uprzednio spała Rain „Pierwsze wspomnienie Nem z Ziemi.”

„Milutko.”

„Dlatego ma zielone oczy?” Alec przechylił głowę, jakby się nad czymś zastanawiał. I zastanawiaj się, zastanawiaj, pomyślał Redgard.

„Nie. Ramię.”

Alec posłusznie odwinął rękaw. Dziękował w duchu samemu sobie, że nie zrobił tych próbek, o które prosiła Nem… mógł trochę pociągnąć Dana za język. Facet potrafił powiedzieć sporo, przynajmniej jeśli było się inteligentnym i znało jego tok myślenia, można było odczytać o wiele więcej pomiędzy zdaniami niż one same nosiły treści.

„Co jest podstawową jej zdolnością?”

„Władza.”

„Kmh…” rozluźnił pięść, krew swobodnie spływała do pojemniczka „Nie kumam.”

„Władza na życiem naszego gatunku.” Redgard zabezpieczył pierwszą fiolkę. Jeszcze sześć. „Tym gorzej, że ta część DNA Rain, która mówi jak ma wyglądać jej serce, pochodzi od ciebie. Gdyby pojedyncze serce było przypadkiem albo skutkiem jej choroby w Nigerii, dziewczynka już dawno byłaby zdrowa. A tak, obie się męczą.”

Alec otworzył szeroko oczy.

„Choroba Rain rani ją jakoś?”

„Więź działa w obie strony.” skwitował cierpko „Zginie Rain, zginie Nem. Przekleństwo naszej rasy. Zaciśnij pięść… Nem jednak ma zielone oczy, potrafi blokować częściowo więź i przez to uszkodzenia w jej powłokach nie docierają na zasadzie odbicia do małej. I tak jeszcze przez dwa lata.”

„O Chryste…”

„Taa. Dlatego nas jest mało.” patrzył się jak krew spływa, była tak pełna życia… oby to pomogło… musiało pomóc, Nem się zabiła dla tej wiedzy, zraniła straszliwie brata, więc lepiej żeby w genetyce 494 Nem znalazła odpowiedź, bo inaczej zawróci cały statek w stronę Ziemi i skopie mu osobiście tyłek „Oczywiście życie wśród innych ras nie zapewnia nam bezpieczeństwa, ale szczęśliwie to niedługo się skończy.” zabezpieczył drugą fiolkę i spojrzał rozbawiony na 494 „Następne pytanie.”

Niedługo się skończy? Co Redgard miał do cholery na myśli?

„Ile was właściwie jest?”

„Dziewięć tysięcy.”

„I pomieściliście się wszyscy na Ziemi?” jego zdumienie nie miało granic.

„Nie. Przez lata było nas tutaj dziesięcioro plus Rathis plus nie wywieziony z Antaru wywiad, ale nawet Rathis będący jego formalnym szefem nie zna wszystkich ani ich lokalizacji – na Ziemi czy gdziekolwiek indziej. Nem za to zna każdą duszę w naszym gatunku, jej podstawowa zdolność – władza nad procesami życiowymi – wykształciła się w ledwie kilka godzin, więc podejrzewam, że nie tylko wie o każdym z nas, ale i wywiad idzie z problemami do niej… dzisiaj na przykład, nagle Nem zwołała na południe Radę, która rządzi w imieniu królowej. Strasznie wkurzy to Rathisa.” zaśmiał się szyderczo „Grrr, chyba tylko Nemin ma tyle samozaparcia i opanowania by wytrzymać w jego towarzystwie. Dobrze, że rozdzieliła Han od niego.”

„Dziesięcioro? Przybrany ojciec, ty, przybrany brat, Nem. Cztery. Pozostali?”

„Pozostała szóstka eskortująca Soriego, brata Nem.” kolejna fiolka. Ale Alec zadawał całkiem konkretne pytania. Nie był jednak taki głupi. „Kal już tu był, pół roku przed nami.”

„Patrząc na jego imperium, trudno uwierzyć, że to kosmita. Maskuje się świetnie.”

„Kal należał do wywiadu. Cholernie zgrana paczka, ale też świetnie wyszkolona. Działał tuż pod nosem faceta, który wśród Antarian ma tę samą zdolność co Nem. Nigdy nawet nie nabrał podejrzeń, co do Nem zresztą także. Nigdy nie zrozumiem, jak takie małe dziecko potrafiło być tak cholernie uparte i wytrwałe. Ale ostatecznie, krew nie woda, pochodzenie robi swoje… zazwyczaj jeśli rodzisz się w wywiadzie, w nim zostajesz. Na Ziemi Kal zabrał do siebie Nem, Soriego później też mu oddaliśmy, wbijał im do głowy przez długie lata zasady rządzące światem ludzi, od tego, co się jada na śniadanie a skończywszy na japońskim podejściu do pracy i obowiązków.”

„Więc co się stało, że teraz jest was tylu? Przylecieli po was z domu?”

„Nie. Antarianie go roztrzaskali w drobny pył.” zabezpieczył czwartą fiolkę „Bronią, którą im sami daliśmy, by ochronić nasz Układ parę tysięcy lat wcześniej… Oglądałeś Gwiezdne Wojny?” skinięcie głową „Coś jak Gwiazda Śmierci, ale to cholerstwo zwie się granilithem i zmieściłoby się w małym pokoju. W każdym bądź razie to było zadanie Rathisa, odzyskać granilith i zabrać Antarianom dostęp do niego – jest zdalnie sterowany. Nie udawało mu się przez lata, ktoś odzyskał urządzenie za niego… kiedy było już praktycznie niemal zbyt późno na cokolwiek. Więc małe diabelne cosik wyszło z genialnym planem – sprzątnąć Zana, który kontrolował granilith.”

„Straaasznie genialne.” mruknął ironicznie.

„Haha, biorąc pod uwagę, że jeśli zrobiono by to w niewłaściwy sposób, Antarianie za trzysta lat mieliby kolejną osobę z tą zdolnością… jedno pokolenie u nich. Nie dość, że zabrali granilith, sprzątnęli króla, jego żonę i siostrę – całą rodzinę królewską, zdołali osadzić u władzy jego kompletnego przeciwnika, to jeszcze pod płaszczykiem reinkarnacji Zana, skopiowali dojście do granilithu, rozszczepiając je w dwie istoty półludzkie, hybrydy. Kal przywiózł klony w lipcu 1947, wciąż udając wiernego królowi Antarianina.”

Alec zamyślił się.

„Słyszałem, że schwytano dwójkę obcych i coś, co wyglądało jak ludzkie płody… ale to nie było dwoje, tylko…”

„Ośmioro? Ta. Królewska Czwórka razy dwa. Czwartym członkiem na samym szczycie władzy był inny wywiadowca, czyli Rathis. Jego też klonowali i hybrydowali, niedawno dopiero odzyskał normalną dla nas fizjologię.”

„Gdzie tu haczyk?”

„Zan, ten skurwiel, który zniszczył nasz dom, jest teraz półobcym nastolatkiem, poszukującym sensu życia, omamionym jakimś tam mistycznym przeznaczeniem… blabla. Żyje sobie w Roswell, razem z siostrunią, kimś, kto niby był Rathisem – ale nie był, oraz synkiem, który przyniosła na świat milutka żonka, która wybrała życie zdrajcy i przyłączyła się do drugiej strony i jest obecnie na Antarze. Wiedzie życie, jakiego kochający władzę Zan nienawidził najbardziej i nawet o tym nie wie. Nem obserwowała go przez lata, w końcu nie wytrzymała sąsiedztwa jego facjatki i wysłaliśmy ją do Nigerii. Na urlop.”

„Zemsta najlepiej smakuje na zimno.”

„Aha. Druga część planu zemsty jest jeszcze bardziej połączona z Nem. Zan strasznie chciał nas wytępić i gwizdnąć technologię. Nic nowego, robił to prawie każdej napotkanej rasie, podejrzewam że nawet głupim ludziom mógłby coś gwizdnąć.” piąta fiolka zabezpieczona „Pod jego nosem zaczęliśmy odtwarzać naszą rasę za pomocą tej samej technologii, którą sobie upatrzył Zan. Nem jest najlepszym genetykiem wśród nas. Po części ze względu na swoją główną zdolność, po części dlatego, że potrafi samodzielnie zaprojektować i zbudować frachtowiec. Uczą tego wywiadowców, na wypadek kłopotów nie do przewidzenia… wiesz, zwiać, gdzie pieprz rośnie nim cię dopadną. Ale to wiąże się zarazem z zaawansowaną wiedzą o wszelkich systemach podtrzymywania życia, jakie kiedykolwiek u nas wymyślono, ale to, co czyni jej wiedzę wyjątkową, to fakt, iż jako jedyna wśród zwiadowców potrafi zbudować inkubatory, którymi chronimy dzieci podczas lotów… a ich liczba jest ogromna. Nie mogliśmy odtworzyć rasy na Ziemi, magazyn musiał się znajdować gdzieś, gdzie nikt bez naszego pozwolenia nie dotrze. No i Nem musiała dorosnąć, sama musiała korzystać z inkubatora przez dziesiątki lat… Podstawowym założeniem odtwarzania było jednak upewnienie się, że Zan nam już nie zagraża, że nie ma on kontroli nad granilithem, a co za tym idzie w następnym pokoleniu  nie urodzi się ktoś z tą zdolnością. Wbrew temu, że Antarian na Ziemi wciąż przybywa, to chyba najbezpieczniejszy czas dla nas od setek lat.”

„Nem wiele znaczy.”

„Aha. Złości to Rathisa. Nie chce oddać wywiadu w jej ręce, wywiadowcy zapewne modlą się każdego dnia, by przyszedł ktoś z wiedzą na poziomie jak za dawnych lat, a sama Nem modli się by wszyscy zostawili ją wreszcie w spokoju i by nie musiała mieć z tym już do czynienia. Prawdopodobnie dlatego zgodziła się na realizację drugiej części planu; w nadziei, że potem będzie miała równie wiele swobody jak przed Nigerią i że może jakimś cudem natknie się na jakiś zapomniany kawałek wiedzy, mogący pomóc Rain. Skończyłem.”

Zabezpieczył szóstą fiolkę. Zadanie skończone.

„Jeśli to jest krótka wersja, to nie chcę słyszeć pełnej.” Cece wymamrotała ze swojego miejsca. Każdy skrawek jej wiedzy i jej instynkty mówiły, że Dan Brown nie kłamał. Niestety, oznaczało to nie tylko zajęcie się całym obcym bałaganem, ale i fakt, że Nem rozdzieliła Han od Rathisa. Jak na miłość boską? Chyba nie w ten sposób? Rathis był łasy na piękne kobiety, Nem była śliczna jak z obrazka, w dodatku była z jego własnego gatunku… już nie mówiąc, że śpiąc z nią mógł osiągnąć wiele korzyści.

Poczuła, że jest jej niedobrze. Inni także byli nieznacznie zieloni. Zastanawiała się, co o tym wszystkim myślą… I co kołacze się teraz w głowie Aleca.

„I nie usłyszysz. Mogę się założyć o życie żony, że Nem opowiedziałaby ją tylko postawiona przed ostatecznością. Nie lubi rozmawiać o swoim poprzednim życiu i z całą pewnością nie chce nawet o nim pamiętać, skoro zrezygnowała dla tego z towarzystwa Niko i dała sobie rozerwać więź z ojcem.”

„Niko?”

„Jej jedyny żyjący krewny prócz Rathisa i Kala, który jest bliźniaczym bratem jej matki. Nie znam stopnia pokrewieństwa, wiem tylko, że był gorącym orędownikiem wywalenia z wywiadu Rathisa jeszcze na Antarze. Oskarżał go, że sytuacja eskalowała do otwartego konfliktu, a wreszcie wojny z Antarem.”

„Lubisz go?”

„Nie znam go. Wiem tylko, że ma bardzo chore poczucie humoru, jest bardziej bezwzględny niż Rathis i o niebo skuteczniejszy. To on doprowadził do politycznego przewrotu na Antarze.”

„Bardzo chore poczucie humoru.” Solo zauważył swobodnie. Brown wzruszył ramionami i podniósł się z miejsca.

„Nie wiem, o co biega, ale jeśli nawet Nem wygląda na skonsternowaną kiedy mówi o nim, to coś musi być w tym staruszku…”

„Staruszku?” Tav nie mógł powstrzymać niedowierzania.

„Nigdy się nie ożenił i nie kontynuował swojej gałęzi rodziny i uporczywie odmawiał tego przez lata, Kal nie może mieć dzieci, przez co wszystko spadło na matkę Nem. Nem miała starsze rodzeństwo, o ile moje informacje są poprawne… ale mogę się mylić, nie mówi o nich, bo nigdy ich nie poznała – oboje zginęli w ataku, który rozpoczął wojnę. I teraz wszyscy patrzą na Nem, która zapewne ma ochotę skręcić kark Niko. Może dlatego ma krzywą minę, kiedy mówią o nim? Zresztą nie wiem, to tylko domysły. Lepiej już pójdę, nim Zosia-samosia znów wkroczy do akcji.”

„Tylko jeszcze jedno pytanie…” Cece zatrzymała eks-wojskowego „Jaki jest stosunek Nem do Aleca?”

Brown podrapał się po brodzie. Psiakrew, Cece była odważną kobietą. Może zasługiwała na prawdę, ale z pewnością na swojego faceta nie.

„Dymi się jej z uszu?” uśmiechnął się zawadiacko „Ale mówiąc prawdę, to nie ma znaczenia, bo jak długo jego obecność pomaga Rain, byłaby w stanie wybaczyć mu nawet przymierze z Zanem. Po drugie, Nem i zielone oczy…” spojrzał na Aleca „Nem na własnej skórze czuje konsekwencje tego faktu. Jeśli będzie mogła zrobić cokolwiek by temu przeciwdziałać, to to zrobi, chociażby łamiąc najświętsze zasady. Masz pieprzone szczęście, 494. Gdyby to był ktokolwiek inny od nas, dziecko już dawno by nie żyło. Pamięć genetyczna, włamania, ściągające na nas uwagę najgorszych ścierw w historii agencji rządowych… uchodziło jej to płazem, ale jak długo? Ja się nie dziwię wywiadowi, że chcą ją z powrotem… wywiadowcy zawsze na lojalność odpowiadali lojalnością i mogę zaręczyć, że z pewnością coś niecoś dołożyli do tego, że Rain teraz biega pełna sił. Tylko miej świadomość, że jeśli każą jej wybierać między Rain a tobą, nie zawaha się na sekundę. Jeśli prawdą jest to, co podejrzewałem u ciebie po misji w Nigerii, to masz tylko dwa wyjścia. Albo dasz sobie zupełnie spokój i zaczniesz się dystansować z wszelkimi tego konsekwencjami, albo możesz spróbować sprostać jej wymaganiom…”

„Żebym to ja wiedział, czego ona chce.”

Brown uśmiechnął się, rozbawiony.

„My też często nie wiemy, ale najczęściej rozwiązanie jest bardzo proste. W przypadku Nem, liczyć się będą dwie rzeczy: Rain oraz akceptacja tego, kim jest. Spędziła dwa, nie jedno życie ukrywając swoją naturę. Teraz, przez odpowiedzialność za los Rain, dyskrecja i ukrywanie się nie są dłużej opcją. Ona potrafi rozmazać w tłumie, z kamerami bezpieczeństwa wokół, jeśli ma chociaż podejrzenie niebezpieczeństwa. Kolosalna różnica u kogoś, kto kiedyś potrafił nawet podczas utraty świadomości utrzymywać fałszujące powłoki, nieprawdaż? No i jeszcze jedna, zupełnie prywatna rada. Przez Rathisa, kiedy przychodzi co do czego, Nem podejrzewa zawsze najgorsze… u nas, u Antarian, u ludzi… nie była taka zanim przeprowadziła się do Seattle, a za nią on. Królowa jedna wie,  jakiej opinii nabrała o facetach przy nim.”

„Dlaczego mi pomagasz?”

Wzruszył ramionami.

„Wyrzuty sumienia… gdybym nie namawiał Nem w obozie, by cię rzuciła w diabły, być może nie wsiadłaby do śmigłowca, zostałaby w obozie, wyciągnęlibyśmy cię z Manticore, Rain miałaby ojca od początku i więź prawdopodobnie uzdrowiłaby ją zanim powstałby jakikolwiek problem… a tak, Nem musiała dobrać się do pamięci genetycznej, Sori przez to nie żyje, życie Rain wisi na włosku, a sama Nem prócz pracy została niemal przez nas wyklęta i musiała skumać się z Rathisem, by pomóc córce. A wszystko przez jedną awanturę jaką zrobiłem jej w obozie.” potrząsnął głową „Za dużo złego wywołało to w jej życiu. Mnie nie chodzi o ciebie, ale o to, by naprawić chociaż część własnych błędów. Prawie wszystko, co było dobrego w moim życiu, zawdzięczam Nem. Rain umrze, umrze Nem.”

Zostawił totalnie zaskoczonych transgeników sam na sam z ich szokiem. Zrobił, co mógł. Teraz wszystko zależało od 494.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *