Pamiętliwe rodzeńtswo (5)

Wyekspediowali nawet na zbliżającą się uroczystość zaślubin, chcąc wybadać na idealnym gruncie, który członek rodziny miał na nią największy wpływ. Na razie tego jeszcze nie wiedzieli, ale była to tylko kwestia czasu.

Trzeba było przyznać AR 712 tupecik miała. Czerwona, stylizowana na hiszpańską sukienka, przyciągała męskie i damskie spojrzenia, ale wciąż nie przyćmiewała bajkowej kreacji siostry. Idealna świadkowa. To, co w miarę upływu wieczoru coraz bardziej zwracało uwagę zgromadzonych, to niewymuszona radość i szczęście z niej promieniujące. Miała wprost bezwstydną czelność pokazać światu pewną siebie kobietę, najwyraźniej wyjątkowo szczęśliwą tego dnia i szczęśliwą zarówno z powodu zamążpójścia siostry jak i faktu, że przy jej boku górował sławny, przystojny rozchwytywany facet w mundurze.

A wszyscy spodziewali się nosa na kwintę, sztucznego uśmiechu i kiepskiej gry aktorskiej. Dziewczę grało im na nosie.

Nie mogłaby bardziej zdumieć swojej rodziny, nawet gdyby wcześniej to planowała.

Maria eks Topolski raz po raz niepewnie spoglądała w stronę parkietu, gdzie wirowała w towarzystwie Mikaelsona. Tych dwoje miało wspólną historię, potrafili się bawić. Nie potrzebowali nawet spoglądać na siebie czy wspólnie wcześniej planować. Wycinali jeden numer za drugim, jakby byli jednym umysłem w dwóch ciałach. Z każdą minutą wesela przekonywał się, że postawili na niewłaściwego konia.

To Elijah Mikaelson rządził życiem swojej przyjaciółki. Jedno spojrzenie, uniesienie brwi i wszelkie plany brały w łeb. Wydawała się upojnie wręcz szczęśliwa z jego powrotu, że był obok. Gdyby jeszcze między nimi była chociaż iskra erotyzmu, ożeniłby ich jeszcze przed odlotem.

Oczywistym, że ona też miała na niego wpływ, lecz innego rodzaju. Pytanie brzmiało, jak to wykorzystać do ich potrzeb. Szczególnie, iż Mikaelson nagle przestał być chętny do powrotu na Atlantydę. Oficjalnie jeszcze się nie wycofał i przygotowywali dla niego sprzęt, nieoficjalnie jednak tylko brakowało jego podpisu na papierach emerytalnych.

~ * ~

„Od generała Arnolda? On był kontraktorem?”

Elijah był dobrym aktorem, lecz nie aż tak dobrym by potrafił ją oszukać. Wystarczyło tylko na tyle, by oszukać obecnych na poprawinach gości. Włączając w to facetów w garniturkach i inne osoby z ochrony, przebrane za pracowników lub gości.

Jego reakcja tylko utwierdzała ją w pierwszej myśli, by odrzucić „świetną” propozycję. Jakby mętny sposób jej przedstawienia nie wystarczył za wyraźne ostrzeżenie, tak ilość medycznych testów zrobiła swoje.

Nie chciała zostać karmą dla atlantydzkich kotów. Skoro badali ją wojskowi z Centrum Atlantydy, wróżyło to „swietlaną karierę” w rodzaju odpadku, a nie astronauty. Nie brali przecież załogi Nostromo z publicznej łapanki, tam była najzacieklejsza selekcja na świecie!

„Nie wiem czy chcę wiedzieć, co jest jego zadaniem.”

„To nie tajemnica.” westchnął ponuro, porywając ją na weselny parkiet. Jego twarz wyglądała starzej w garniturze i krawacie. Jakoś wcześniej nie zauważyła. Hibernacja więc nie wstrzymywała całkowicie procesów życiowych ludzi. Nie chciała myśleć o konsekwencjach tego dla niego. Nie potrafiła objąć ich rozumem. Były zbyt katastrofalne.

„Arnold zajmuje się zaopatrzeniem… i bezpieczeństwem medycznym. Prowadzi teraz tylko dwa projekty. Jeden dostał po wydarzeniu sprzed roku, to znaczy niecałego roku zanim zapakowaliśmy się w drogę powrotną.”

Przerwał na chwilę jakby coś rozważał.

„Co wiesz na temat tych, który polecieli?”

„Tyle, że w cholerę ich nie wróciło a ty o nich nie mówisz?” najwyraźniej trafiła w samo sedno tego, nad czym dumał czy jej przekazać „Ergo to, co spowodowało ten projekt jest tajne?”

„Nie aż tak, bo można to poskładać ze skrawków. Ale to spowodowało… że są zdeterminowani znaleźć rozwiązanie. Najwyraźniej przyczyna tkwi na poziomie biologicznym.”

„Cudnie.” mruknęła pod nosem. Zamierzali zrobić z niej szczura laboratoryjnego dla jakichś świństw tam odkrytych? Może jej pseudo kariera zawodowa dotychczas była po prostu kpiną, i to nie z jej aspiracji, co z miluśkiego szefa i długów po niedoszłym własnym weselu i słuchaniu starych ciotek, ale zamienić na coś takiego? Kto by do cholery dobrowolnie chciał zostać obiektem rządowych eksperymentów medycznych? Na pewno nie ona. „Jak się z tego wyplątać? Bo oni ewidentnie chcą mnie, a reszta mojej grupy robi za tło i zasłonę.”

„Jesteś pewna? Przecież ci tego nie ogłaszali.” spojrzał na nią z zaskoczeniem. Ania nie była dobra w relacjach społecznych i odczytywanie zamiarów innych szło jej jak po grudzie. Ale miała też silny instynkt przetrwania, ewidentnie coś rodzinnego i genetycznego, bo sam dzięki niemu niejednokrotnie ocalał. Jeśli nawet ona mówiła wprost, że reszta robi za przykrywkę, i o tym wie, a nie przeczuwa, sytuacja była katastrofalna. Czy przy następnym spotkaniu będzie oglądał ją w formalinie?

„Naturalnie, że nie.” prychnęła „Tylko, że oni nie wiedzą, z kim mieli do czynienia. A nawet gdyby wiedzieli, to prawdopodobnie nie wiedzieliby jak ukryć zdradzające kontekst szczegóły. Już drugiego dnia badań… pobrane przede mną próbki krwi pozostałych – leżały na kratce i krew w środku krzepła.”

„Nie dodano żadnych środków chemicznych umożliwiających jej późniejsze zbadanie.” pokręcił głową na ich głupotę, ale z każdym jej słowem bał się coraz bardziej. Bo tym razem wiedział, kto za sprawą stoi.

„I cała seria takich drobiazgów. Wdepnęłam w coś, i boję się, że się z tego nie wykaraskam.”

~ * ~

Nie miałam takiego pecha od dnia, w którym kuzynka współlokatorki poznała mnie z Tomem. Poważnie! Nawet spadająca prosto na głowę rządowa reklamówka nie aspirowała do takiego problemu. Co gorsza, z każdą godziną upływającego wesela a potem powrotu do regularnej, biurowej pracy, miała usilne wrażenie bycia śledzoną i osaczaną. Centrum ponawiało swoją pokrętną propozycję, którą niejeden raz bez przeczytania wyrzucała do kosza. Doszło nawet do tego, że jej mało inteligentny szef – któremu jednak inteligencji czy instynktu przetrwania starczyło na tyle, by wiedział dzięki czemu jego biuro jeszcze funkcjonuje – wręczył jej wypowiedzenie bez uzasadnienia i kazał okres wypowiedzenia spędzić w domu. Za który sam zapłaci! To było niewiarygodne, albo miało na celu uciszenie jej by nie szła do sądu. Jego niedoczekanie.

Elijah szykował się do odlotu, ale widziała że się martwił. Poważnie. Im bliżej było odlotu, tym większe wahanie w jego oczach widziała. Gdyby odmówił teraz powrotu na służbę, zrujnowałby całą swoją karierę. Już Centrum upewniłoby się, że jego życie na Ziemi byłoby jak najbardziej uciążliwe. Było super, póki grało się wg ich scenariusza.

To był tylko kolejny problem dodany do listy. Nie miałam pracy, miałam długi na karku i porąbaną rządową agencję chcącą przerobić mnie na karmę dla atlantydzkich kotów. A nawet długi po niedoszłym weselu nie spowodowałyby, że przyjęłabym intratną rządową posadkę. Bo co człowiekowi po pieniądzach, jeśli nic nie zmienią w jego życiu?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *