Nikogo nie ma w domu (Inni)

Nobody’s home

Max zostaje znienacka rzucony przez swoją dziewczynę, Liz. Chce ją odzyskać. Znacie ten schemat? Tak? To poczytajcie. Gwarantuję, że wcale nie znacie…

Pary: niespodzianka! Nie x-tremer. Nie polar. To raczej opowiadanie o… rodzeństwach.

nobodys's home

1.

Profesor Thomas Wheeler siedział w swoim gabinecie, redagując artykuł, przygotowywany na zbliżającą się konferencję, w której miał uczestniczyć. Jak zwykle skupiony maksymalnie na swoim zadaniu, z początku nie zauważył postaci Susan, swojej sekretarki. Stanęła przed biurkiem i nerwowo poprawiała żakiet. Najwyraźniej ani sytuacja ani informacja, jaką miała do przekazania, nie podobały się jej zbytnio.

„Profesorze, pani Tiffany na trzeciej linii.”

Kompletnie zaskoczony uniósł nagle głowę. Krew całkowicie odpłynęła mu z twarzy, a pióro wypadło z dłoni.

„Jesteś pewna, że to ta sama Joan Doe?” niemal się jąkał. Szok widoczny na jego twarzy był zbyt wyraźny, zbyt głęboki, by mogło chodzić o zwyczajną osobę. Susan westchnęła w duchu z żalem. Ten człowiek był żonaty. Dlaczego ta kobieta dzwoniła, najwyraźniej w ‚sprawach prywatnych’? Dotychczas uważała pana Wheelera za naprawdę szczęśliwego w małżeństwie, ale najwyraźniej każdy lód miał swoje rysy i pęknięcia.

„Tak. Ten sam kobiecy głos.”

„Akcent bostoński?” spytał z nieukrywaną nadzieją w głosie. Susan potrząsnęła ze smutkiem głową.

„Nie. Francuski. Zdecydowanie francuski akcent.”

„Dzięki, Susan.” westchnął „Zostaw nam tę rozmowę. I nie łącz ani nie wpuszczaj nikogo, dopóki ci nie pozwolę.”

„Oczywiście, profesorze.” skinęła głową i cicho wycofała się do swojego królestwa, zamykając starannie za sobą drzwi.

Thomas przejechał dłonią po włosach. Francuski. Oczywiście! Dlaczego nigdy o tej możliwości nie pomyślał? Istniały setki sposobów, by opuściła kraj bez podawania swojego prawdziwego nazwiska. Mogła nawet wyjechać do francuskojęzycznej części Kanady. Ostatecznie, nie tylko mówiła po francusku. Ich matka wykładała francuską literaturę i oboje byli dwujęzyczni. Av miała bostoński akcent, ale kiedy mówiła w rodzimym języku matki, nikt nie mógłby nawet przypuścić, że jest Amerykanką. Nawet rodowity Francuz.

Jego dłoń trzęsła się strasznie, kiedy podnosił słuchawkę i naciskał trójkę. Błagam, Boże, żeby to była ona. Błagam…

„Profesor Wheeler, słucham?” starał się wskrzesić w sobie odrobinę zawodowego opanowania, ale kiedy sprawa dotyczyła jej, tracił rozsądek. Prawie osiemnaście lat. Liczył wręcz dni od jej zniknięcia. Jeśli jego przeczucia przez ostatnie tygodnie były poprawne, coś się wydarzyło w jej życiu. Coś niezmiernie ważnego, coś, co wstrząsnęło nią na tyle głęboko, by on to poczuł. Byli związani. Jeśli coś ważnego działo się w jej życiu, on także to czuł.

„Nigdy nie byłeś dobrym aktorem, Tommy.” miękki, bardzo kobiecy głos przeniknął jego uszy. Zadrżał. Szok, ulga, radość, wszystko nagle przelało się przez jego głowę, odbierając dech. Żyła. „Uprzedzono cię, z kim rozmawiasz.”

„Nigdy nie zdołałem ukryć czegokolwiek przed tobą.” uśmiechnął się. Jego głos trząsł się na równi z dłońmi, pod powiekami zbierały się łzy radości. „Nie wiesz, jaka to ulga słyszeć twój głos, mieć dowód, że żyjesz.”

„Nigdy nie potrzebowałeś dowodu, że żyję. Czułeś to.”

„Trudno powiedzieć to oficjelom z urzędu.” mruknął pod nosem.

„Wiem.” wyszemrała cicho „Gratulacje, braciszku. Claire pogratuluję kiedy indziej niezłego męża.”

„Dzień bez wazeliny to dzień stracony?” zażartował, chociaż czuł dziwny ścisk w piersi. To Avril zawsze żartowała z tych wszystkich przymilających się pacjentów ojca. Nie było dnia, by nie przytoczyła na widok któregoś z nich swojego ulubionego powiedzonka.

„Kto to tak naprawdę wie…” westchnęła. Dlaczego miał wrażenie, że w tej chwili martwiła się czymś tak bardzo, że nawet rozmowa z nim po tych wszystkich latach nie mogła do końca zająć jej myśli?

„Myślałem, że mam przywidzenia, kiedy zobaczyłem mój terminarz.”

„Cóż, Avril Tiffany to nie jest częste nazwisko.” zaśmiała się nieznacznie „Ale nie dlatego dzwonię.”

Mógł się spodziewać. Dawniej żartowali z jej drugiego imienia, którego wprost nie cierpiała. Nigdy nie podejrzewał nawet, że pewnego dnia użyje go jako fałszywego nazwiska, by wpisać się na listę jego pacjentów. By nie podawać swojego aktualnego nazwiska. Wheeler także podniosłoby automatycznie alarm u jego sekretarki. Ale nie z jego sekretarką chciała rozmawiać. Chciała rozmawiać z nim. Osobiście.

„Powiedz tylko, komu mam skopać tyłek, a zaraz się zjawię. Albo jeśli czegoś potrzebujesz, wystarczy…”

„Nie dlatego dzwonię.” przerwała niemal nieśmiało. Nieśmiało! Jego piękna siostra nieśmiała! „Będę niedługo w Bostonie.”

Po gabinecie rozszedł się głuchy odgłos.

„Tommy?” kobiecy głos w słuchawce brzmiał naprawdę niepewnie.

„Jestem.” wymamrotał „Powiedz tylko kiedy. Błagam, niech to nie będzie tylko…”

„Nie wiem, kiedy będę w Bostonie. Ale w ciągu kilku najbliższych tygodni. Dam ci znać, kiedy dokładnie przylecę.”

„Hm, więc jesteś na tyle daleko, żeby korzystać z samolotu.” wiedział, że nie powinien wyciągać z niej informacji, bo może się rozłączyć, ale w tej chwili miał gdzieś wszelkie ostrzeżenia psychologów i detektywów na wypadek odezwania się jego siostry.

„W Stanach. W Utah, jeśli chodzi o ścisłość.”

Zatkało go dosłownie z wrażenia. Z własnej i nieprzymuszonej woli udzielała mu informacji gdzie przebywa?

„Od ośmiu lat.” dodała po chwili „Wróciłam do Stanów po śmierci męża.”

„Przykro mi.” wyszemrał. Pamiętał co się z nim działo osiem i pół roku temu. To dziwne, puste uczucie w środku, niemal palące. „Wiem, co musiałaś czuć.”

„Wiem, że wiedziałeś.” wymamrotała „Ale to nie był czas powrotu.”

„Teraz jest?” wstrzymał oddech.

„Nie.” mruknęła rozbawiona „Nie zamierzam wracać do Bostonu, Tommy.”

„Psiakrew, Av, nie mieszaj w kotle tylko wracaj! I to w te pędy!”

Zaśmiała się. Gdyby tylko wiedział, przemknęło przez głowę kobiety. Gdyby tylko wiedział…

„Chcę kogoś wysłać do Bostonu, Tommy. Za pół roku dokładnie. I chcę, żebyś o nią zadbał.”

Czy jego serce biło głucho czy to była tylko jakaś iluzja?

„Mam córkę, Tommy. Elizabeth. W tym roku kończy przedwcześnie szkołę.”

Chrząknął. Mieli po trzydzieści pięć lat. Dlatego zniknęła? Musiała być w ciąży… Ale skoro była, to czy nie lepiej byłoby dla niej i dla dziecka, gdyby mogła korzystać z własnego majątku, gdyby mogła zapewnić dziecku wszystko, co najlepsze?

„Muszą jeszcze przyjść wyniki LSAT, ale jesteśmy dobrej myśli.” jego bliźniaczka kontynuowała niemal beztroskim tonem „Wypełniła aplikację do Harvardzkiej Szkoły Prawniczej. Jeśli się nie dostanie, osobiście natrę uszy napuszonym profesorom z komisji rekrutacyjnej.”

Zachichotał. Mógł sobie łatwo to wyobrazić. Jego siostra miała diabelski charakterek, kiedy tyczyło się to obrony ich małej rodziny. Teraz miała swoją. Jego siostra matką. Został wujkiem. Nieźle!

„Nie śmiej się. Jest naprawdę zdolna. Tata, mama i my razem wzięci w jednym drobnym nastoletnim ciele. Czasem sądzę, że Bóg pokarał mnie za te wszystkie żaby podrzucane do twojego plecaka w szkole, szczególnie kiedy zażyczyła sobie korepetycji z łaciny w wieku sześciu lat.”

„Ma twój upór?”

„Gorzej.” po drugiej stronie telefonicznego kabla Avril Wheeler Jones westchnęła z rezygnacją „Ma moją nieznajomość ludzkich charakterów. Ich błędną ocenę. Z całym szacunkiem dla rodzinnego geniuszu, jest gówno wart, kiedy to tyczy się oceny innych ludzi.”

„Mocno powiedziane.”

„Wierz mi, bardziej odpowiada rzeczywistości, niż byś mógł przypuszczać. Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Ale o tym opowiem ci, kiedy przyjadę. Mam tylko jedną prośbę.”

„Jaką?”

„Nie mów nikomu, że rozmawiałeś ze mną. Nawet swojej żonie. Nie chcę by ktokolwiek wiedział, że żyję, zanim nie dopełnimy formalności, z których będzie jasno wynikało, że wciąż nazywam się Wheeler. Wyszłam za mąż używając prawdziwego nazwiska, prawdziwego aktu urodzenia. Ale numer ubezpieczenia był już inny. Zanim ogłosimy światu, że Avril Tiffany Wheeler żyje, muszę mieć pewność, że moja córka zostanie uznana za Wheelera. Artur mógł ją adoptować, ale pozostaje faktem, mój drogi braciszku, że kiedy Elizabeth się urodziła, byłam głupiutką osiemnastoletnią panną. Starałam się dać jej wszystko, co uchroniłoby ją od popełnienia moich błędów. Jedyne, co mi zostało jeszcze do zrobienia, to jej pochodzenie. Nasze pochodzenie.”

„Co masz na myśli?” spytał zaintrygowany.

„Zrozumiesz. Wierz mi, postaram się o to.”

Comments
  1. Karolina
  2. DD.
  3. ruda

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *