Nikogo nie ma w domu (9)

9.

„Nie za wielu Tomów w twoim życiu, Av?” jasnowłosy mądrala uśmiechnął się do niej niemalże bezczelnie. Wprawdzie tego dnia zjawił się tutaj zdecydowanie służbowo, ale cóż, miał wcale nie cichą nadzieję, że sławetna troskliwość wzajemna Wheelerów każe jej nieco wykroczyć poza służbową, suchą relację klient-wykonawca.

Kiedy ojciec wysyłał go na tę rozmowę, nie spodziewał się w życiu, że to będzie ona. Trudno było w najpiękniejszym ciele pedagogicznym Uniwersytetu Stanowego szukać jednej z najlepiej urodzonych i najbardziej poszukiwanych kobiet Ameryki Północnej. Avril Tiffany była ni mniej ni więcej tylko Avril Tiffany Wheeler Jones,  spadkobierczynią tych Wheelerów. Tom po tym odkryciu przysiągł, że nic już więcej go nie zaskoczy. A jednak… informacje ojca, że ta bardzo bogata i wpływowa kobieta w ciągu tygodnia udaje małomiasteczkową fryzjerkę, podczas weekendów jest szanowanym profesorem, a w międzyczasie znajduje czas, by poobserwować życie swojego brata i jego nie tak milutkiej żony, były raczej stresujące.

Jedyne, co w tej chwili miał przed oczyma, to obraz jej ponętnego ciała rozciągniętego niegdyś na jego łóżku. Chciał ją potem odszukać, ale wbrew zawodowi ojca, nie zdołał. Avril potrafiła się ukryć i maskować. Musiała robić tak przez lata wskutek kiepskiego wyboru  pierwszego męża. Szczęśliwie dla niego, jego ojciec miał potężny dług u tej kobiety. I tak niespodziewanie ich ścieżki znów się skrzyżowały.

„Cóż, może się za chwilę okazać, czy nie o jednego za dużo?” mruknęła płynną francuszczyzną. Nie tylko lata we Facji, studia i praca dały jej kontakt z językiem matki. Było coś w sposobie, w jaki mówiła w tym języku, że mężczyznom przychodziło do głowy wszystko, co francuskie, niekoniecznie związane z formułowaniem słów. Co najwyżej jęków. I on wcale nie był wyjątkiem.

„Miejmy nadzieję, że nie.”

„Rozumiem, że ojciec nie mógł się zjawić.” oboje skinęli głowami, sprawa wyglądała na wystarczająco poważną, by się co do tej materii zgadzali.

„Zostałem poinformowany o twoich oczekiwaniach, miejmy nadzieję, że je spełnię.” mruknął łobuzersko. Został wyraźnie ostrzeżony przez ojca, by nie owijać w bawełnę. Wbrew swojej własnej opinii w tym względzie, Avril miała piekielną intuicję, jeśli chodziło o facetów i nieliche szczęście do dziwnych przypadków, że zawsze wszystko wychodziło na jaw zanim narobili jej prawdziwych kłopotów. Podobno jej bliźniak jednak  nie miał ani grama tego dziwnego szczęścia do płci przeciwnej i dowody na to spoczywały w jego aktówce. Będzie miał tą wątpliwą przyjemność poinformowania Avril, że Claire robiła w konia jej ukochanego brata… To się nazywała złośliwość losu!

„Jeśli masz coś, co zdyskretuje Claire w oczach mojego bliźniaka, to mogę uznać z góry, że spełniasz wymogi.” uśmiechnęła się, siadając na łóżku.

„Dlaczego?” zapytał ostrożnie.

„To proste. Obrazek jest zbyt piękny. Życie nie jest takie idealne…” odetchnęła głęboko „Przyzwoici partnerzy trzymają się od Wheelerów z dala, albo spotykamy ich, kiedy jest już za późno… albo robią się przyzwoici gdy nas tracą. To jak rodzinne przekleństwo, mogłabym godzinami opowiadać ci losy poprzednich pokoleń, przestałaby cię dziwić moja podejrzliwość. Więc ile szczegółów nam nie gra na tym arcydziele małżeńskiego szczęścia?”

„Zacząć od finansowych czy osobistych?”

Fiołkowe oczka na chwilę przymknęły się, pełne rezygnacji i zniechęcenia. Miał wrażenie, że głowa jej pęka w szwach, ale to było ostatnie, z czym by chciała się zdradzić.

„Przejdźmy się po świeżym powietrzu. W tych ścianach na pewno rozegrało się wystarczająco wiele nieprzyjemnych dramatów.”

Skinęła głową i kilka minut później spacerowali po niedużym parku przy szpitalu, a Tom opowiadał szczegółowo i fachowo rzeczy, które potrzebowała usłyszeć. Rzeczywiście nie miał wieści, które by chciała usłyszeć, ale w gruncie rzeczy się ich spodziewała. Tylko jedna, naprawdę paskudna informacja była dla niej zupełną nowością. Walczyły w niej dwa fronty, natychmiast polecieć do Bostonu do brata i wyrzucić wrednego babsztyla z posiadłości Wheelerów albo po prostu zlecić skręcenie karku paniusi. Miała odpowiednie znajomości, co nieco w końcu się nauczyła o świecie.

„Jakie są szanse, że mój brat dowie się o tym?”

„Praktycznie żadne, chyba, że zacznie coś podejrzewać.”

„Albo mimo tabletek ona wpadnie.” mruknęła gorzko. Życzyła swojemu braciszkowi zaznania rozkoszy rodzicielstwa z całego serca, ale Claire nie. Ona pewnie by nawet nie wiedziała, o czym mowa.

„Wątpię, by w takowym przypadku zdecydowała się na ‚cud’.” Tom był zazwyczaj ostrożny w swoich szacunkach odnośnie ludzi, teraz jednak mógł z czystym sumieniem podpisać się pod wyrokiem, że w przypadku wpadki Claire zapłaciłaby własną duszą za aborcję, gdyby tylko zaszła taka potrzeba. Ale bardziej prawdopodobne było, że zapłaci pieniędzmi męża. Pieniędzmi Wheelerów. I nie trzeba było być psychologiem, by widzieć, że na tę sugestię szlag trafiał panią Wheeler Jones.

„Więc trzeba go uświadomić. Ale nie siłą…” uśmiechnęła się uspokajająco, widząc jego ponurą minę „Nie jestem zwolenniczką rozwiązań siłowych.”

„Więc jak?”

„To już nie wasza sprawa…” zawróciła w stronę szpitala. Nieszczególnie zachwycony końcem ich spotkania podążył za nią. Zatrzymała się dopiero przy samochodzie. Jego samochodzie. Nie miał pojęcia, że pamiętała. Musiała mieć iście Wheelerowski mózg. Zabójczy niczym jej francuski. „…ani nie moja. Ośmielę się stwierdzić, że mój brat nie jest idiotą. Tylko my, Wheelerowie, lubimy robić dobrą minę do złej gry.”

„Może być za późno, kiedy wyślesz tam swoje dziecko.”

Potrząsnęła głową, wyraźnie ubawiona.

„Umówiłam się z bratem, że go odwiedzę niedługo w Bostonie.”

Uniósł pytająco brew. To była bardzo szczególna informacja.

„Jeśli przedstawi mnie żonie, będę miała poważny dylemat.” odetchnęła głęboko mroźnym powietrzem „Bardziej jednak myślę, że tego nie zrobi.”

„Dlaczego?” nie podlegało kwestii, że jeśli dokładnie tak postąpi, to nawet laik będzie zdawał sobie sprawę z końca rządów Claire Wheeler w domu jej rodziców. Avril Wheeler była ukochaną bliźniaczką Toma. Nie było innej możliwości dla szczęśliwego męża. Albo nawet nieco mniej szczęśliwego.

„Po prostu. Tom jest moją drugą połówką, ja jestem jego. Jesteśmy niczym nadajniki dla siebie. Tom wiedział w tej samej sekundzie, co ja o śmierci Artura… Nie wiem, coś jest w jego odczuciach obecnie. Jakiś dziwny, ociężały chłód, a jednocześnie dziwne ożywienie. Na pracę tego zwalić nie potrafię.” podrapała się zakłopotana po głowie. Wpatrywał się w nią zafascynowany niezwykłą przemianą, kiedy wspominała brata. Aż żałował, że nie mógł tego uwiecznić. „Z drugiej strony, jeśli on strzela mi tekst o wazelinie, kiedy chcę pogratulować jego żonie niezłego męża…”

„Nie rozumiem. Jakiś wasz zwyczaj?”

„Żeby.” parsknęła „Czysta, kobieca taktyka. Pomyśl, Tom. Masz żonę, która niewiele mogła ci wnieść – żadnych dzieci, majątku, znajomości, a wszyscy wokół stukają się w czoło.”

„Kocha ją?”

„Może kochał, może kochać nadal będzie. Ale to mężczyzna. Musiała naprawdę rekompensować mu to w inny sposób…”

Mnie stanie na tym mrozie zdecydowanie by zrekompensowało rozciągnięcie cię znów na moim łóżku… pomyślał tęsknie i w następnej sekundzie zrozumiał prostotę jej myśli.

„Jest oszołomiony kontaktem siostry po tylu latach, składa jej kondolencje o utracie ukochanej osoby i bach… tekst o wazelinie, przymilaniu się, odnośnik do wdzięczących się do sławnego doktora pacjentów, pytanie czy czegoś nie potrzebuję – jakbym nie potrafiła włączyć komputera i dobrać się do własnych kont bankowych.”

„Jesteś za mądra dla tej Claire.” mruknął z podziwem.

„Nie, to Claire jest kretynką, jeśli myśli, że może w małżeństwie traktować seks jak karę albo nagrodę. To nie tak działa. Problem w tym, Tom, że wszyscy, którzy tak myśleli i których znam na tyle osobiście, by znać ich pogląd na te sprawy, są już albo po rozwodzie, albo wypełniają papiery.”

„No dzięki, wróżysz moim rodzicom rychłe rozstanie…” parsknął. Uśmiechnęła się znów w odpowiedzi.

„Twoja mama nie odmawia twojemu tacie, kiedy nie zapłaci rachunku za nowe futro.”

„Uch, za dużo informacji.” zmarszczył zabawnie nos.

„Co nie znaczy, że nie podziękuje mu odpowiednio, kiedy wcześniej wróci z firmy, albo w dzisiejszą rocznicę ich poznania wyśle syna na spotkanie z klientką, co do której wie, że zawdzięcza cały dobrobyt rodziny.” zaczęła się śmiać z jego załopotania „Lubię twoich rodziców, Tom. Przypominają moich. Nie są święci, ale umieją się dogadać nawet po tylu latach. To tak rzadki teraz przypadek… Chciałabym życzyć mojemu bratu, żeby spotkał kogoś, dla kogo nawet po ujawnieniu takich informacji, chciałby się starać… Zrobić awanturę, pociskać talerzami, strzykawkami, kląć po łacinie, aż się zatrzęsą portrety przodków, ale po to, żeby oczyścić scenę. Niestety, jak nam obojgu wiadomo, Claire nienawidzi sprzątać, a Tom zatrudnił dwie dodatkowe sprzątaczki po ślubie.”

Trudno było o lepsze podsumowanie.

„Ale po co życzyć, skoro spotkał. Ale za późno…”

„Że co…?” jego szczęka boleśnie uderzyła o lód.

„Test o wazelinie… Pierwsze skojarzenie.” odetchnęła „To ożywienie, jakie on czuje w pracy. On chciałby, by na miejscu Claire był ktoś zupełnie inny, ktoś, kto ma jakikolwiek związek z jego pracą – a przynajmniej z godzinami jego pracy. Chcę, żebyś ją znalazł. Sprawę Claire załatwię sama, ale nie powiem bratu niczego. Jest mądry i podobnie jak ja wie, że za swoje błędy najlepiej płaci się samemu. Skoro jednak umieram, chcę wiedzieć, że chociaż ma szansę na życie z normalną osobą u boku, nie ważne czy będzie rzucał strzykawkami ani ile klął… bo to w końcu on i jego przyszła mimowolnie staną się wzorem dla mojej córki, jak wygląda rodzina i jak powinny wyglądać relacje w niej. Kiedy będę w Bostonie, chcę już wiedzieć, komu mam się przyjrzeć, wyposażona w fakty przez was. Swojemu ojcu możesz powiedzieć, że nie będzie brał udziału w procesie spadkowym, jak dobrze się wywiąże z zadania. Zanim zapytasz, o co biega, wyjaśnię, że to właśnie sprawia, że twoi rodzice są na każde moje skinienie.”

„Wiesz, że desperacja rzadko przynosi dobre efekty w relacjach międzyludzkich…”

„Doprawdy?” uniosła brew ironicznie „Bo słyszałam od studentów, że rozwaliłeś automat z wodą, kiedy się okazałam nieuchwytnym duchem…”

Chrząknął. Miał poważny problem z ustaleniem, kto tutaj był bardziej przygotowany do tego spotkania, ani czy w przeciwnym przypadku w ogóle rozważałby przyjęcie takiego zlecenia. Jeszcze większym problemem było pytanie, czy to tylko jego złudzenie, czy Avril sama machała mu marchewą przed nosem czy to były jego pobożne życzenia.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *