Nikogo nie ma w domu (7)

7.

Druga długa przerwa była najdłuższą w ich szkolnym rozkładzie zajęć. Czy to z powodu dyrektora, który do rannych ptaszków nie należał, czy jako efekt małego romansu panny Parker ze stażystą, tego nikt do końca nie wiedział. Zazwyczaj, kiedy pierwsze ciepłe promienie słońca wychylały się zza chmur, każda pozioma powierzchnia wokół szkoły była zajęta. Teraz jednak harcowały tam głównie bandy zajmujące się wytarzaniem w śniegu każdego możliwego obiektu, włączając w to obrzucanie śnieżkami członków zacnego grona nauczycielskiego. Całkiem więc zrozumiałe było, że wszelkie poziomy pod milutkim, ciepłym i bezpiecznym (czyt. z dala od wyjść na podwórko) dachem cieszyły się przeogromnym popytem.

Liz Jones poprawiła swój plecak, w jednej ręce starając się utrzymać pełną tacę, w drugiej zaś nietknięte wypracowanie z anglika. Była gotowa założyć się o własną rękę, że ich nauczyciel nigdy, ale to przenigdy nie czytał ich wypracowań od deski do deski, patrząc tylko na pierwszą i ostatnią stronę, po czym oceniał po ilości ich genialnej twórczości. Inaczej nie dało się wyjaśnić faktu, że dostała 100% za pracę o wkładzie przekładów Szekspira do ogólnoludzkiej twórczości, pisząc jak maniakalna papuga przez cztery strony A4, że Elizabeth Parker to tleniona inteligencja.

„Co tak szczerzysz zęby?” Max uniósł zdziwiony brew, robiąc jej miejsce przy stole. Siedział z kumplami z drużyny, i jak się zdołała zorientować, z przynajmniej jednym, przy którym nazwał ją szkaradą. Agrr…

Pokazała mu przód swojego dzieła, opakowanego w foliową przezroczystą teczkę.

„Jezu, czy ty nie mogłabyś chociaż raz dostać pały….?” jęknął ze zgrozą „Słowo daję, gdybym wiedział, jakie wrażenie na facetach robią bursztynowe oczka, przeszedłbym operację płci; jestem pewien, że moja średnia od razu by się poprawiła…”

Parsknęła, ciskając swoje rzeczy na wolny skrawek ławki, dzięki czemu jeden z jego kolegów został zmuszony do wciśnięcia się w kąt. Wiadomy osobnik, oczywiście…

„Zluzuj, on nawet nie czyta waszych prac.” wzniosła swoje spojrzenie do góry, zdejmując na chwilę przebrzydłe okulary i przecierając oczy. Nie zauważyła uważnego, podejrzliwego taksującego wzroku kolesia, którego przesunęła pod samą ścianę, ale ostrzegawcze warknięcie jego kolegi już jej nie ominęło. Zmarszczyła brwi i powiodła uważnym spojrzeniem po szkolnej, wypełnionej po brzegi stołówce, dając mimowolnie czas swojemu przeciwnikowi. W końcu dostrzegła wchodzącą, czy też właściwie ujmując: wparadowującą Elizabeth Parker, w krótkiej spódniczce, botkach ukazujących niezłe nogi i lekkim, obcisłym sweterku. Musiała jej jednak przyznać, że wyglądała nieźle… zwiastowało to jednak kłopoty. Zwłaszcza, że to Max się pozbył swojej popularnej dziewczyny, nie ona jego, jak było w zwyczaju. „Pierwsza i ostatnia strona na temat, w środku możesz napisać każdą bzdetę, on tego i tak nie czyta, patrzy na nazwisko i ilość….”

„Chciałbym…” mruknął markotnie. Jego klasówka miała się odbyć dopiero za godzinę, wolał nie wiedzieć, jakie tematy facet im dofasoli. Nikt w jego klasie jak dotąd nie uzyskał więcej niż 75% z prac pisemnych. Anglik był zakałą na jego świadectwie. Cóż, humanistą to nie był, ale wysławiać się jeszcze umiał, więc nie oblał przedmiotu. No i co nieco wbijania do jego głowy definicji pomogło także.

Prawdziwy jednak powód jego złego humoru nie miał jednak źródła ani w Liz Parker, ani w lekcjach, co w spojrzeniach, jakie kumple rzucali w stronę jego młodszej przyjaciółki. Był facetem z nastoletnimi hormonami i doskonale sobie zdawał sprawę, co im łazi po głowach. Nie byli źli, ale chciał dla niej czegoś o wiele lepszego. Przynajmniej dla niej… skoro dla jej mamy za późno było…

Gdyby żyła w Bostonie, być może wszystko potoczyłoby się inaczej… ale nie mógł odmienić przeszłości, mógł się jednak postarać o to, by teraźniejszość i przyszłość były jak najlepsze. Nieliche zadanie, biorąc pod uwagę okoliczności… i nawet stosunek pani Wheeler do niego.

Zjeżył się, kiedy jeden gostek z trzeciej klasy przechodząc uśmiechnął się i mruknął do Liz „Cześć.”

„Znowu.” wymamrotała, wcinając swoje frytki. Ogromną, potrójną porcję. Musiała sobie jakoś poprawić humor, a jedzenie było najlepszym sposobem na to. I zdoła najszybszym. „Powinnam sobie chyba przykleić jakiś napis na czole albo go wytatuować…”

Tom, który siedział naprzeciwko i również trawił swój obiadopodobny zestaw, uniósł pytająco wzrok. Buzię miał zapchaną ogromnym hamburgerem.

Facet lubił zestawy XXL, jak głosiła fama…

„Studniówka.” zaczął gwałtownie krztusić się jedzeniem. Max i Liz stoicko jedli dalej, od czasu do czasu rozprawiając o mało istotnych detalach dnia. Z drugiego końca stołówki przyglądała im się złośliwie Liz Parker, z innego kąta o wiele bardziej życzliwie Cody Nayar, z tą różnicą, że jego spojrzenie spoczywało na ciemnowłosej dziewczynie.

~ * ~

Susan nerwowo poprawiła żakiet. Nie lubiła zbytnio być uwikłana w tego typu konflikty, a fakt, iż nawet lubiła żonę profesora Wheeler tylko dodawał do jej samopoczucia nieprzyjemnego ciężaru. Teraz Claire siedziała już pół godziny przed gabinetem męża, niecierpliwiąc się z minuty na minutę coraz bardziej. Niespecjalnie jej odpowiadało, że rozmawia z kimś tak długo, szczególnie, że byli wcześniej umówieni na obiad. Jej pochmurna, gradowa mina mówiła wszystko.

Biedna kobieta, przemknęło Susan przez głowę. Jeszcze tydzień wcześniej zazdrościła jej cudownego męża, domu bez dzieci i w ogóle tych wszystkich życiowych czynników, które skłaniały, by uznać ją za życiową szczęściarę. Teraz głównie to było współczucie. Nie znała Avril Tiffany, ale pojawienie się jej osoby w terminarzu szefa wywołało więcej niż burzę w szklance wody. Rozmawiał z tą kobietą ponad godzinę, a potem wydał jej tak dziwne i momentami sprzeczne polecenia, że głowiła się cały dzień, co się dzieje.

Kiedy jednak przeszła do listy ludzi do znalezienia, uderzył ją wreszcie wspólny mianownik. Głównie specjaliści prawa rodzinnego, adopcji i załatwiania wszelkich sytuacji typu, by odebrać komuś dziecko za życia. Zrobiło się jej zimno ze strachu, które tylko pogłębiło się, kiedy na tej samej liście spraw do załatwienia znalazła prywatne numery telefonów kilku najlepszych neurochirurgów w Stanach.

Najwyraźniej profesor dowiedział się, że ma potomstwo. Gorzej, to potomstwo miało wkrótce pozostać pod jego wyłączną opieką… zwykle nienawidziła podsłuchiwania, ale teraz trudno było nie usłyszeć kilku rozmów, jakie prowadził jej szef. Tylko najwyraźniej pani Wheeler jeszcze o niczym nie miała pojęcia… Susan nie wiedziała, jak szef zamierza jej to powiedzieć. To raczej będzie cios zdecydowanie poniżej pasa… hm, kostek nawet.

Claire Wheeler bowiem nie mogła mieć dzieci.

Niejeden stukał się w czoło, kiedy słyszał o zawarciu tego małżeństwa. Nie licząc siostry, która zaginęła całe lata temu Tom był ostatnim Wheelerem, jaki chodził po tym świecie. Jego ślub z kobietą, która deklarowała zupełny brak możliwości urodzenia przez nią dziecka uważany był za kompletną głupotę, która z całą pewnością nie wydarzyłaby się, gdyby Avril Wheeler była na stanowisku. Byli bliźniętami i mówiono, że ich wpływ na siebie graniczył wręcz z herezją… niestety nie była tego świadkiem, nie pracowała tutaj tak długo. Miała dopiero dwadzieścia sześć lat.

Chciała odwrócić wzrok, kiedy szef pochylił się, chcąc z czułością powitać żonę, ale jeden drobny szczególik utkwił w jej mózgu i nie chciał już stamtąd wyjść, nie wspominając, że kazał patrzeć. Widzieć.

Potrząsnęła głową, otrząsając się. Tom rzucił jej obojętne spojrzenie. Widział, że widziała.. westchnęła cicho. Lubiła go, jego żonę nieco mniej. Ale przede wszystkim jej zazdrościła. Dzisiaj jednak chyba powinna była przestać. Nie tyle z powodu tego, co nagle wydarzyło się w życiu jej męża i tych wszelkich komplikacji, które niosło ze sobą pojawienie się dziecka z poprzedniego związku… raczej głupoty. Claire odwróciła się ze wstrętnym gniewem i złośliwością, kiedy usiłował ją pocałować w ramach przeprosin.

Nawet nie spojrzała za kobietą, kiedy ta wymaszerowała energicznie z biura, mając za sobą jej szefa.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *