Nikogo nie ma w domu (12)

12.

„Co za ciota…” Max pokręcił z niedowierzaniem głową, usiłując nie parsknąć śmiechem, kiedy wreszcie Liz została uwolniona od towarzystwa rzeczonej cioty. Nie mieściło mu się w głowie, jakim cudem syn takiego ojca jest po prostu absolutnym zarozumiałym kretynem, jeśli chodzi o płeć przepiękną.

Zwłaszcza płeć jego siostry. Trudno było nie dostrzec, że ona również przyciągała jak magnes płeć przeciwną, to nie było tylko jego cechą wrodzoną. Tylko, że czasem za bardzo martwił się o Liz i podejmował działania, za które przyłożyłaby mu bez myślenia. A po przemyśleniu sprawy to chyba byłby martwy. Więc dobrze, że nie wiedziała co robił, gdy nie miał innych pomysłów na jej ochronę. Był tylko nastolatkiem… nie herosem z popularnych sitcomów. Jedno jednak miał wspólne z nimi, uwielbiał zgrywać rycerza w białej zbroi troszczącego się o konkretną przedstawicielkę płci przepięknej, i to często nadmiernie.

Cody Nayar klasyfikował się dotychczas jako w miarę inteligentny osobnik, nie pozbawiony wad, ale mający za to zasadniczą zaletę: potrafił dostrzec diament. Niestety, jak się właśnie przekonały jego własne uszy, w innych kwestiach było zdecydowanie gorzej. Więc albo to odpływ krwi w wiadome rejony albo zdenerwowanie mogło pozbawić go zupełnie rozumu i polotu przy zapraszaniu jego siostry na randkę, albo faceta należało skreślić z listy inteligentnych, ale jeszcze nie zaakceptowanych.

Chociaż w gruncie rzeczy sam nie grzeszył szczególną mądrością i elokwencją, jeśli chodziło o płeć przeciwną. Romansowanie z gwiazdeczką Crisge, Liz Parker, nie należało do chwalebnych momentów jego życia. Pozbycie się jej było niebywała ulgą i tylko jedno mu przeszkadzało. Brak regularnego seksu. Na tę przypadłość jednak cierpiała chyba większość nastolatków.

Za wyjątkiem jutrzejszego wieczora… Dzisiaj wylatywali na egzamin Liz, jutro miał odbyć się przesławny ostatni oficjalny bal dla czwartoklasistów. Nie żałował wcale nieobecności. Nie miał tam co robić, nie chciał też kwasić sobie nastroju plotkami rozsiewanymi. Podejrzewał po jej wrednej minie, że nie zamierzała także oszczędzić Liz. Wolał więc usunąć się.

Zerknął ciekawie w stronę Elaine Harding. Styczniowa czwartoklasistka niedawno hucznie obchodziła swoje kolejne urodziny i jak wieść małomiasteczkowa niosła, zagięła parol na Cody’ego. Jak na razie udało się jej jedynie zaciągnąć opornego pod ten sam stolik na imprezie. Ciekaw był, czy się oprze. Zaliczenie – lub też usiłowanie, bo mógł za to obciąć sobie rękę, że była dziewicą – Elaine dyskwalifikowałoby gagatka na zawsze.

Czemu w Crisge tak trudno było o sensowne mięcho na grill, tego zupełnie nie był w stanie pojąć. Dziura jak dziura, powinna podlegać każdemu prawu statystycznemu! Najwyraźniej jednak większość niezłego jakościowo materiału pochowała się w kątach w obawie przed nadchodzącą kulminacją plotkarskiej fali. Który by zresztą chciał stracić twarz? Faceci byli dumniejsi niż dziesięć Liz Parker razem wziętych.

„Przestań się nabijać…” Liz syknęła pod nosem, podchodząc wreszcie do swojej szafki, uwolniona od towarzystwa Nayara. Chociaż facet nie miał polotu, to jednak musiał mu przyznać plus za upór i wytrwałość. Na razie były bardziej godne podziwu niż żałosne i nieprzyjemne.

„Z braku innej rozrywki…” mruknął z uśmieszkiem, za co prawie natychmiast oberwał w ramię.

„Czy faceci nie myślą o czymś innym?” skrzywiła się z wyraźnym obrzydzeniem. Najwyraźniej jego osoba nie wywoływała w niej burzy hormonalnej. I dobrze, pomyślał nagle zaniepokojony. To byłaby katastrofa.

„W moim wieku – nie. Nawet Nayar, jak myślisz w ilu wersjach wyobraża…”

„MAX!” wrzasnęła tak, iż trzy czwarte korytarza po prostu zamarło, niepewne czy dobrze widzi. Jones wrzeszczała na Evansa, zapowiadała się niezła rozrywka. Szybko jednak zostali zgaszeni, bo dziewczyna wzięła swojego przyjaciela za fraki i ewakuowała do najbliższej klasy. „Mógłbyś chociaż przy mnie powstrzymać się od tego typu komentarzy?”

„Czemu?”

„Robi mi się niedobrze, kiedy ktoś łączy twoje imię i łóżko w jednym zdaniu.” warknęła z zabawnym wyrazem twarzy, sugerującym raczej cięższe przypadłości niż żołądkowe.

„Uważaj, zamieniasz się w konserwę…” zarechotał.

„I ktoś tu mi nie życzył  stania się ofiarą męskich, nastoletnich hormonów.” dźgnęła go mocno w żebra, aż rechot zamienił się w jęki bólu. Klapnęła w końcu na najbliższym stoliku.

„Jesteś bardziej sfrustrowana niż ja, wiesz?” otarł lekko bolące miejsca „Przeleć jakiegoś, zanim moje żebra przebiją me wnętrzności i będzie kolejna impreza, tym razem z okazji zgonu…”

„Jakbyś mi tego życzył…” mruknęła pod nosem po francusku. Tylko się uśmiechnął. „No może nie jakiegoś… ale kawałek solidnego ramienia przydałby się do wypłakania.”

„Moje nie starcza?” kontynuował w tym samym języku. Przyznawanie się do słabości w szkole, gdzie każdy mógł podsłuchiwać nie było najrozsądniejsze, szczególnie jeśli przetrwało się tyle lat bez większego uszczerbku na opinii.

„Nie tego rodzaju…” wydawała się wręcz zakłopotana tematem. Dopiero co odgrażał, że co niektórym powyrywa wszystkie części ciała, jeśli tylko nie tak na nią spojrzą, więc wolała uważać. „Po prostu miło by było… gdyby komuś oprócz ciebie czy mamy zależało. Ale tak naprawdę nie zależy; doskonale widać to po chorobie mamy – wszyscy plotkują albo mają nieszczere zestawy kondolencji w swoich gadkach…”

„Nieszczere zestawy kondolencji?” zapytał zdziwiony, póki nie uświadomił sobie, że tak naprawdę tylko kilka osób w tym miasteczku mogłoby wiedzieć, w jakim naprawdę poważnym stanie jest Avril Wheeler. „Zamorduję Parker!”

„Nie przejmuj się, ona sama się zabije… jeszcze będzie błagała moją mamę o powrót do pracy i pracę jutro przed balem – nikt inny nie zrobi z tego straszydła piękności.”

„Już próbowała.” skwitował „Chociaż nie nazwałbym tego błaganiem…”

„Ona naprawdę myśli, że mama nie ma nic innego teraz do roboty…” zaśmiała się pod nosem.  Jak znał ten przewrotny błysk w złotych oczach, Liz Parker narobiła sobie kłopotów. Obserwowanie, jak ta zdzira traci piórka byłoby czystą przyjemnością. Do balu raczej nie zdąży niczego zmajstrować znienawidzonej gwieździe Crisge, ale pewnie po powrocie z egzaminu będzie się kurzyło.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *