Nie zostawić

1.

W życiu dla niego liczyły się tylko dwie sprawy: żona i praca. Gdyby kogoś o to zapytać, odparliby, że to nic nowego czy niezwykłego dla mężczyzny w kwiecie wieku. Gdyby jednak dodać do tego szczegóły – że chodziło o byłą żonę, która załatwiła rozwód przez pełnomocnika po czym zaginęła bez wieści, a praca polegała na zabijaniu pod banderą amerykańskich sił specjalnych – najprawdopodobniej przez chwilę by zamilkli speszeni, po czym stwierdziliby, że każdy ma swoje dziwactwa i szybko zmienili temat.

Nie inaczej zareagowaliby członkowie jego oddziału, ale z zupełnie innych powodów.

Teraz siedzieli w barze o wielce mówiącej nazwie BlowfishTawern. Co prawda kobiety nie miały tam wstępu, jeśli nie ‚pracowały’. Tym razem jednak oddział świętował właśnie ostatni wolny wieczór w życiu jednego z nich aka wieczór kawalerski i wieczór panieński i wszystkim zależało żeby wejść i zaszaleć. Zabulili oczywiście za ten przywilej, ale żeńskie członkinie bawiły się wcale nie gorzej niż męscy. Ba, z każdą upływającą chwilą wyglądało na to, że wydawały na panienki i alkohol więcej niż panowie. Z całą pewnością bramkarze i właściciele ich zapamiętają. Przehulali tej nocy większość swojego żołdu z ostatnich miesięcy. Ale było co świętować. Wieczny Don Juan Ryan McGuire został bezlitośnie i okrutnie okręcony wokół paluszka Nem Titbit i ani myślał się uwolnić z tych więzów. Ba, chciał je formalizować.

Smaczku dodawał fakt, że Nem Titbit również była żołnierzem i trafiła kiedyś na nich z powodu wewnętrznej kontroli w oddziale. Od pierwszej sekundy Ryan i Nem darli ze sobą i już od samego początku twierdził, że to może się skończyć tylko i wyłącznie w jeden sposób. I teraz oboje świętowali, każde w swoich oddziałach. Nem kategorycznie oświadczyła, że nie chce o niczym wiedzieć, po czym zmyła się gdzieś, a Ryan przy hałaśliwym wtórze pokpiwających z niego kolegów i koleżanek wybył także.

Teraz jednak jego rozbawione, ale i patrzące z lekką dozą żalu na obecne tu panie oczka (ostatecznie, teraz będzie zapilniczkowany do swojego jednego, jedynego w swoim rodzaju, uroczego, cudownego, genialnego pilniczka formalnie, a więc i nawet spojrzeć nie będzie mógł) wpatrywały się z uwagą w dowódcę, który rozmawiał przez telefon na korytarzu. Nie widział go za dobrze przez opary sztucznego dymu, półmrok i oddzielające ich wątpliwej jakości ozdoby, więc zdecydował się osobiście dowiedzieć, co sprawiło, że postanowił porozmawiać na osobności.

Kiedy jednak doszedł do niego, rozmowa była już ukończona. Usłyszał tylko „Dzięki, Chad.”. widział jak schował telefon do kieszeni spodni i odwrócił się, zaskoczony najwyraźniej obecnością kolegi. Nie zdarzało mu się to często, zostać zaskoczonym, nie przy wykonywanej pracy. Stało się coś, co naprawdę zajęło jego uwagę.

Ryan spojrzał na jego twarz; tego wyrazu nie widział już lata. To był taki specjalny, zarezerwowany tylko i wyłącznie dla jednego tematu. Tematu, który wywoływał gorączkę w nich wszystkich, głównie przez wpływ na dowódcę. Mógł się założyć o obrączkę na palcu Nem, że telefon dotyczył Hotaru. I był to jakiś konkretny ślad, informacja, a nie plotki, pogłoski czy jakieś głupie żarty. Przez te cztery lata, które upłynęły od złożenia przez nią podpisu na papierach rozwodowych, było ich parę i praktycznie ani jednego prawdziwego śladu. Przepadła jak kamień w wodę. Nawet ze swoimi umiejętnościami Dave nie umiał niczego znaleźć. Tym bardziej się obwiniał i Ryan doskonale go teraz rozumiał. Sam nieraz błagał Boga na kolanach, by móc cofnąć czas i cofnąć głupstwo popełnione wobec Nem. A Dave przecież był człowiekiem, nie istotą doskonałą i robił błędy jak każdy inny. Przez cztery lata śnił niejeden koszmar o tym co się działo z jego żoną, niejeden kac spędził tylko o tym. Powracało to ciągle i już dawno temu nauczyli się, że sprawa H bywa bardziej niszcząca niż huragan Katrina.

Ale jego udział w tym wszystkim pozostawał dla Dave nieznany. Dla niego był jedynie świadkiem na ich ślubie.

„Co się stało, szefie?” spytał bez zbędnych ceregieli.

„Nic.” przystojniak potrząsnął głową „Tylko sprawy formalne, dzwonili do mnie z linii lotniczych, a w centrali czeka na mnie wiadomość.”

„Co to ma wspólnego z H?” Ryan założył ręce niecierpliwie. Z Dave’m o tej sprawie trzeba było bezpośrednio; niczego inaczej wskórać się nie mogło.

„Co z H?” Dave udał, że nie zrozumiał. Psiakrew, za dobrze mnie znają…

„Nie pierdol, dzwonili w jej sprawie, widziałem po twoje twarzy pomimo warunków.” Ryan parsknął „I lepiej mów szybko, przynajmniej będzie można to ukryć przed pozostałymi.”

Dave odetchnął głęboko. Za dobrze, zdecydowanie za dobrze.

„Dzwonili ze Style Airlines. Z oddziału w Nevadzie.”

Ryan przez pierwszą sekundę nie zajarzył, czego mogliby chcieć, jak by połączyć jednym mianownikiem te linie lotnicze, Hotaru i Dave’a, skoro raczej nie miała zamiaru wpaść w odwiedziny, a w następnej pobladł. Poprzedniej nocy na pustyni w Nevadzie rozbił się Airbus ich linii, co gorsza prawie wszyscy pasażerowie zginęli w katastrofie lub w skutek wywołanego nią pożaru.

„Szukają członków rodzin osób na liście pasażerów. Nie mogli nic znaleźć na H, więc poszukali w rejestrach wojskowych. Nie wiem dlaczego. Czy żyje, jest ranna, nic nie powiedzieli. Tylko zostawili wiadomość i prosili o szybką reakcję.”

Ryan zaklął w duchu. W takich wypadkach oznaczało to tylko jedno. Potrzebowali kogoś do identyfikacji ciała, ponieważ nie mieli próbki DNA, którymi posługiwano się zazwyczaj przy tej procedurze. Wskazywała na to także ‚szybka’, a nie ‚jak najszybsza’ reakcja. Po prostu nie było po co gnać na złamanie karku, nie potrzebowali żadnych danych medycznych dla rannych.

Ale H nie była martwa, inaczej czułby to. 

„Przykro mi. Zajmę się innymi, ty złap taksówkę. Spotkamy się w bazie.”

Udręczone spojrzenie spoczęło na nim.

„Zawsze mimo wszystko może się okazać, że to pomyłka, cokolwiek…” wymamrotał, sam w to nie wierząc.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *