Moja ukochana żona

Moja ukochana żona

Czas: Roswell: kwiecień 2004, dwa lata po wyjeźdżie Liz do Vermont (Ch-ch-changes). DA: przed 2 sezonem, później po odcinku SAH i gdzieś między historią LATR.
X-tremer (Alec/Liz), trochę dreamer (Max/Liz)
Kiedyś podczas oglądania Kronik Hybryd (a później dwóch ostatnich odcinków serialu) przyszła mi do głowy myśl: Co jeśli te wydarzenia ponownie ściągnęły na naszych kochanych Czechosłowaków i spółkę  uwagę wojska, lecz żaden z nich o tym nie wie? To jest właśnie jedna z takich historii. I Manticore jako najbardziej zainteresowane tematem wydawało się przyjść naturalnie na myśl, więc to jest Crossover, a ponieważ z Dark Angel – jest to x-tremer. Wojsko wkracza w życie naszych ulubieńców, ale bynajmniej żadnego z kosmitów. Kogo? Och, dajcie spokój. Jasne, że Liz.

NA: tak pisząc to opowiadanie, przypomina mi się zawsze jeden z powodów, dlaczego Randi i Calinia parę Alec i Liz mianowały na x-tremer… ponieważ to brzmi trochę jak „ex-dreamer”. Ale bez obaw, będę miła w tym opowiadaniu dla Maxa, tylko go troszeczkę podręczę.

Prolog

Seattle, luty 2004

Dzień jak co dzień – wydawałoby się każdemu pracownikowi Jam Pony. Ale coś unosiło się w powietrzu, jakaś nutka strachu, może żalu. Cokolwiek jednak to było, nie oddziaływało na Normala, bezwzględnego uczestnika Bip Bip Wars. Dla niego był to dzień jak poprzedni, z tą samą nudną procedurą, poganianiem leniwych pracowników i odbieraniem telefonów. O nie. To na Normala nie oddziaływało. Za to coś zupełnie innego… A przynajmniej przeszkadzającego innym na tyle, że w końcu Marina, jedna z pracownic doniosła o tym szefowi. Normal, jak to Normal, z początku się nie przejął… ale kiedy już czwarty pracownik odmówił zbliżenia się do określonego segmentu szafek, był zmuszony interweniować. Kiedy opuścił swoje odwieczne stanowisko za kontuarem, poczuł, w dosłownym sensie, różnicę.

Śmierdziało. Paskudnie. I cokolwiek to było, znajdowało się za jednym z czerwonych metalowych drzwiczek. Musiał sprawdzić, co to i to wyrzucić. Wątpił, by mądrala który zostawił coś zepsutego w szafce pojawił się na tyle szybko, by to wyrzucić. Bo skoro dotąd tego nie zrobił…

W następnej chwili podszedł do szafek i jego serce gwałtownie zabiło. Jedną z szafek była szafka jego złotego chłopca. Musiał wziąć głęboki oddech na uspokojenie.

Wrócił do biura po zapasowe klucze, po czym zatrudnił Sketchy’ego do przeglądania zawartości szafek. OC sama zgłosiła się na ochotnika… Swoje rzeczy miała w pobliżu i nawet mógł ją zrozumieć. Chyba po raz pierwszy w życiu.

Z nabożną czcią w końcu zdjął kłódkę z szafki Aleca i z bijącym szaleńczo sercem uchylił nieśmiało drzwiczki. Niestety, spotkało go wielkie rozczarowanie. W środku były dokładnie cztery rzeczy. Kurtka, coś, co wyglądało na jakiś notes czy niedużą książkę, portfel i tajemniczo wyglądająca paczka, owinięta w szary papier. Sięgnął po nią z wahaniem. Niestety, w efekcie książka spadła z półki i wylądowała na podłodze. Sketchy automatycznie sięgnął po zgubę, by po chwili gwizdnąć w całkowitym zdumieniu.

„Hej, popatrzcie na to!”

OC gwałtownie wyrwała mu notes z ręki, zaniepokojona wizją nagłego ujawnienia transgenicznego statusu Aleca. Ale to, co zobaczyła, wprawiło ją w czyste osłupienie. Twarz młodej dziewczyny, spoczywająca miękko na poduszkach, z wyrazem absolutnej błogości… Rysunek ołówkiem tak przemawiał do niej, iż wydawało się, że zaraz ożyje, dziewczyna otworzy oczy i uśmiechnie się do niej. Ale nie to ją tak zadziwiło. Każda kreska, każdy cień… z całego rysunku tchnęła czułość, najwyraźniej rysujący oddawał rysy twarzy z najwyższą starannością i troską.

Wstrząśnięta przekartkowała dalej. Dziesiątki rysunków… i na wszystkich ta sama dziewczyna, czasem szczęśliwa, czasem smutna, w dziesiątkach miejsc i każdy rysunek nosił w sobie piętno innych emocji, rysujących się na jej twarzy, w jej ciepłych oczach. W oczach rysującego była piękna. W oczach Aleca?

Tak zgubiła się w oglądaniu niezwykłego znaleziska, że nawet nie zauważyła Max zaglądającej jej ciekawie przez ramię ani całkiem niezłego zbiegowiska, które zdążyło ją otoczyć… aż nagle czyjaś mocna ręka wyrwała jej notes, w efekcie czego na podłogę  upadło samotne zdjęcie dziewczyny… brązowe kosmyki okalające delikatną twarz, oczy łani i niewiarygodnie ciepły uśmiech. Była przepiękna.

Alec schylił się szybko, zanim wstrząśnięci gapie mogli przyjrzeć się jej twarzy i schował zdjęcie do notesu. Pod jego wściekłym, morderczym spojrzeniem wszyscy rozpierzchli się po Jam Pony i w pośpiechu zaczęli chwytać przesyłki lub robić coś innego. Złoty chłopiec Normala wyglądał, jakby zamierzał kogoś zabić za to naruszenie prywatności… w mniej lub bardziej dosłownym sensie. Chociaż przez większość czasu był czarującym bawidamkiem, większość i tak pamiętała doskonale, dlaczego Normal miał fioła na jego punkcie. Był niepokonany na ringu.

„Jak na kogoś, kto stale przypomina o prywatności i przestrzeganiu zasad społecznych, coś dość często je łamiesz…” świecił w stronę Max. X5 wzruszyła tylko ramionami. To nie była Rachel Berrisford, co prawda… ale zapewne jakaś inna jego misja. Zapewne udana. Co prawda od jej śmierci minęło ledwie kilka tygodni, ale wciąż pamiętała to pokonane spojrzenie w jego leszczynowych oczach. I coś podobnego do tego wyzierało z niego teraz. Wina.

Normal musiał oczywiście zepsuć jedyny moment, w którym bez obaw o konsekwencje mogła zapytać o dziewczynę…

„Akhm. Czy ktoś znalazł źródło tego smrodu?”

Alec otrząsnął się z kipiącej w nim złości i schował notatnik do wewnętrznej kieszeni kurtki. Czuł się niemal zbesczeczony. Zdjęcie Liz McDowell i dziesiątki jego własnoręcznych rysunków paliły jego pierś.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *