Jawa

Prequel do „Snu o mojej córce„, sequel do „Snu”.

Khavar

„To zapewne będzie wielkie wydarzenie.”

Własne słowa kotłowały się w jego głowie bez ustanku. Jak mógł być tak głupi i bezmyślny? Czy to oszołomienie przy spotkaniu z własną królową, czy sam szok nagłego kontaktu z drugiej strony czy może sama zapowiedź wesela… przyczyna była nieistotna, spalił moment kompletnie. Zamiast sarkastycznego komentarza,  powinien się opanować i zapytać o coś istotnego, co by pozwoliło mu się przygotować. Tymczasem pozwolił jej zwyczajnie oddalić się, po tym jak poprosiła by zachował tą informację dla siebie. Poprosiła! Jego własna królowa.

Łatwo mogła wymusić na nim takie działanie, wystarczył zwykły rozkaz. Był 100% Antarianinem, zmiennokształtnym. Każda komórka jego ciała by posłuchała.

Jeśli z równą łatwością wyłapywali najczulsze punkty drugiej strony, nie manipulując nimi złośliwie, to naprawdę nie było się co dziwić lojalistom. Kochali swojego króla, nawet wtedy – lub też zwłaszcza wtedy – gdy otaczali go ludzie nie mający najlepszych pomysłów na ich przyszłość i przetrwanie. Bunt, który wybuchł był przeciwko im właśnie, nie przeciwko Zanowi. Sam Zan zdawał się nie mieć woli politycznej w poprzednim życiu. Teraz miał jej zdecydowanie więcej, ale mimo wszystko tym razem powielał niektóre dawne błędy na równi z zaskakująco dobrymi decyzjami. Po spotkaniu z królową zaczynał zastanawiać się, ile z nich powstało pod wpływem jego drugiej żony i w ogóle zmian, która zaszła w królewskiej czwórce na Ziemi.

Królowa była prorokiem. To było najbardziej zaskakujące wyznanie z jej ust, jakie spodziewałby się usłyszeć. Równie szokujące było kolejne wyznanie.

To była jej osobista zdolność. I królowa nie oszalała ani nie traciła pozostałych zmysłów posługując się swoją zdolnością. Zadziwiające.

Równie zadziwiające było to, że sam miał poślubić proroka – na tyle potężnego, że nawet ją tłumił. Kiedy moc dwojga się krzyżowała, słabszy był blokowany jeśli ich decyzje wzajemnie na siebie wpływały. Dlatego też nikt do końca na mocy proroków nie polegał. Zawsze mógł się narodzić jakiś kolejny, silniejszy prorok.

Czy jego przyszła żona naprawdę była silniejsza niż królowa w swojej zdolności? Wydawało się to nieprawdopodobne, ale ostatnio ciągle zdarzało się coś nieprawdopodobnego. Jak to najbliższe spotkanie.

Tym razem miał brać udział osobiście w rokowaniach. Szły wyjątkowo pomyślnie i większość chorążych po obu stronach szła za ich rozkazem. Były już całe połacie Antaru gdzie życie wracało do normy. Prawie. Trudno było zapomnieć nagle o trwającej tyle lat wojnie, szczególnie że wszędzie wokół były pozostałości po niej. Szło tak dobrze, jak tylko mogło w okolicznościach. Bał się, że coś wyskoczy niespodziewanego. Nie miał królewskiej kontroli nad swoimi ludźmi i niejeden z chęcią wymordowałby przeciwną stronę bez pretekstu. No, za wyjątkiem królewskiej pary. Ich mordować nikt nie chciał, nawet on sam. Psiakrew, sam wyrzucał sobie przez ostatnie tygodnie, że nie potrafił się zachować wobec własnej królowej!

To ludzie starego układu, wciąż niestety kontrolujący istotne części planety, byli problemem. Czuł, że zechcą coś namieszać w negocjacjach – to było wręcz pewne. Miał tylko niespokojną nadzieję, że negocjatorzy okażą się skuteczniejsi.

Trzej królowie byli rozjemcami. Skrzywił nieznacznie usta. Królowa miała rację. Poniekąd i to przewidziała. Albo przewidziała i nie powiedziała wprost. Ale mimo że znał finał, nie znał drogi do niego.

Obóz był pogrążony w porannym słońcu. Jego coraz czerwieńsza barwa wszystkich napawała niepokojem. Ile pokoleń jeszcze przetrwa w ich systemie, póki nie zacznie się ostateczna agonia? Już teraz same burze były tak silne, że obawiali się o zawartość atmosfery. Było źródłem ich życia i zapewne też kiedyś ich zniszczy.

Na lądowisku wylądował ostatni statek. Niósł na pokładzie królewską parę. Liz zazwyczaj nie uczestniczyła w negocjacjach, teraz jednak coś spowodowało że wręcz podobno poprosiła by ją do nich dopuszczono. Westchnął. Miał przeczucie, że jej moc przed jego weselem jeszcze sporo namiesza.

Podniósł się ze swojego miejsca. Musiał zmienić twarz. Nie chciał wprawić w konsternację swojej ludzkiej królowej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *