Freak Nation (8)

8.

Nie potrafię nawet płakać. Wylałam wszystkie łzy nie tak dawno temu. Domyślam się tylko, że my, mutanci, mamy jakiś określony zapas łez, po wyczerpaniu którego płacz jest niemożliwy. Zresztą, kto wie, co jest w moim DNA? Chyba jedynie ten cały Sandman.

Siedzę na ławce w parku. Sama nie wiem, dlaczego przyszłam akurat tutaj. Poprzedniej nocy siedziałam na tej ławce godzinę, może więcej, usiłując posklejać jakoś złamane serce, by żyć dalej.

Teraz siedzę tu ponownie, nie mając pojęcia, co zrobić. Nie tylko moje serce, cały mój świat roztrzaskał się na kawałki. Wszystko, co uważałam za pewne i niezmienne w życiu, okazuje się być jedynie mirażem, iluzją. Co najgorsze, zaryzykowałam przez to przyszłość planety… całej wojny. Wszystko zależy od tego, czy Królewska Czwórka pozostanie jednością. Zdradzając „tacie” sekret technicznie popełniłam kardynalny błąd.

Zaufałam bezwzględnie komuś, kto okłamywał mnie przez całe 17 lat mojego życia. Wszystko, co zrobiłam, mogło zawisnąć na włosku, ponieważ nie byłam dość silna. Z drugiej strony może stać się absolutnie przeciwnie – skoro Jeff zdołał przez lata ukrywać przede mną prawdę na prośbę Nancy, najprawdopodobniej jest zdolny trzymać wszelkie tajemnice. Tylko trzeba go do tego przekonać.

Patrzę na dzieci w piaskownicy i mam mieszane uczucia. Wiem teraz, że jestem różna. Ale jakoś świadomość mojego pochodzenia nie sprawia, że czuję się inna. Może dlatego, że to zawsze Max, Michael i Isabel byli „inni”, a ja stałam po drugiej stronie przepaści.

Teraz ta przepaść pogłębia się jeszcze bardziej. Manticore to zbiorowisko różnych ludzi, ale wiem, jaki przyświecał im cel. Stworzyć doskonałych żołnierzy do obrony kraju. Wysłać kilku takich żołnierzy zamiast setek czy tysięcy Amerykanów ze stuprocentową pewnością, że misja się powiedzie – pomysł z założenia wspaniały, póki nie jesteś tym elitarnym żołnierzem. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak wyglądało codzienne życie w Manticore. Nie starcza mi wyobraźni, nawet po doświadczeniach z Pierce’m.

Trudno mi objąć, że miałam być czymś w rodzaju żołnierza przeciwko broni biologicznej. Wyglądam jednak dość zwyczajnie, nie mam też żadnych innych ulepszeń – musiałabym to zauważyć prędzej czy później. Może więc zamierzali trzymać mnie w laboratoriach, podawać jakieś paskudztwa i czekać, aż moje ciało wyprodukuje antidotum…

Wzdrygam się.

Wiem już, co to znaczy być przedmiotem eksperymentu. Rzeczą, która nie ma żadnych praw… kawałkiem mięsa, które bada się pod mikroskopem, jak działa, jak funkcjonuje. Czuję przypływ kolejnej fali wdzięczności dla Nancy. Obojętnie jak tego dokonała, jej ucieczka ocaliła mnie od straszliwego losu.

Nagle oplatają mnie mocno męskie ramiona. Blond głowa opiera się na moim ramieniu. Czuję gorącą skórę jego policzka na mojej szyi. To może być tylko jedna osoba.

„Nie wyczułam cię.” mamroczę. Wówczas on śmieje się prosto w moją szyję. „Podaj mi jakiś racjonalny powód, dla którego nie miałbyś zaraz dostać od rozhisteryzowanej brunetki?”

Nie mam nastroju do żartów. Jakkolwiek Alec jest zabawny, bystry i całkowicie we flirtującym nastroju, to naprawdę nie mam ochoty widzieć jego genetycznie ulepszonej osoby. Muszę najpierw poradzić sobie sama ze sobą.

„Niejaka Pam, ze dwadzieścia metry w prawo.”

Nieruchomieję. O niebiosa!

„Patrzy się na ciebie od kwadransa. Od kiedy to jestem twoim osobistym ochroniarzem i niańką w jednej osobie, muszę dbać o to, by podtrzymać plotkę.”

„Słucham?” pytam z niedowierzaniem. Alec okrążą ławkę i siada koło mnie. Jak na mój gust zdecydowanie zbyt blisko, ale w jego oczach widzę jednocześnie wyzwanie i ostrzeżenie.

„Pierwsze. Nie sądzisz chyba, że pozwolilibyśmy ujawnić coś ze swojej tożsamości komuś, o kim nic nie wiemy? Nie oglądasz wiadomości? Polują na nas, a jeśli złapią – będziesz mieć dużo szczęścia, jeśli umrzesz od razu.”

Jego zielone oczy więzią moje spojrzenie, nie pozwalając mi uciec. On chce wiedzieć, że każde jego słowo dotarło do mnie. Zrozumiałam.

„Drugie. Znaleźliśmy cię tylko i wyłącznie dzięki synowi Sandmana, który nie żyje. Nie przez dane ukradzione z Manticore. Sądziliśmy i wciąż sądzimy, że jest jeszcze trzecia strona w tej wojnie. To mogła być pułapka. Wiedza oznacza przeżycie następnej godziny.”

Zwilżam suche wargi. Alec mówi cicho i powoli, w absolutnie seksownym i flirtującym tonie. Jego ręka otacza moje ramię. Dla całego świata jesteśmy parą, która ma randkę w parku. Ale nie jesteśmy. Alec krótko uświadamia mi, jakie odtąd będzie moje życie. I ten miękki ciepły ton sprawia tylko, że jego słowa mają bardziej bezlitosną wymowę.

„Trzecie. Mieliśmy powód, by cię znaleźć. Wszyscy z nas są odporni na choroby, niekorzystne warunki, bronie chemiczno-biologiczne i co tam jeszcze chcieli. Ale żaden z nas nie ma tak szerokiego wachlarza odporności, jaki podobno masz ty. Wiesz, ilu ludzi zapłaciłoby wszystkim, co posiada, by odzyskać zdrowie? Wiesz, ile śmierci spowodowanych jest w gruncie rzeczy nie przez uszkodzenie ciała, ale przez uszkodzenie systemu obronnego organizmu? Jesteś praktycznie cenniejsza niż zwykły w pełni wyszkolony X5, a wystawiasz się na języki i  o b s e r w a c j ę  całego miasta! Pomyśl, co się stanie, jeśli ktoś z tych plotkarzy uświadomi sobie, że mała Liz Parker nigdy nie chorowała na coś więcej niż katar i powtórzy to niewłaściwej osobie?”

„Super!” mówię powoli i cicho, pamiętając o Pam „Więc każdą minutę mojego życia mam oglądać się przez ramię w strachu, uważać na najdrobniejsze słowo zostawiające moje usta i kłamać przyjaciołom jak z nut? Spójrz na mnie. Jestem Liz Parker, nieśmiała dziewczyna z małego miasteczka! Nie potrafię ot tak przestawić siebie jak wojskową maszynę, którą podobno jestem!”

Mam ochotę powiedzieć więcej, dużo więcej. Ale tylko gryzę się w język. Co mi to da? Być może zrażę do siebie jedynych ludzi, którzy mogą mi powiedzieć, kim jestem. Czy chwilowe wyładowanie bólu, złości i rozczarowania jest tego warte? Czy gniew jest tego warty?

Alec ujmuje moją twarz w swoje ciepłe dłonie. Znów moje spojrzenie zatapia się w jego zielonych oczach. Nie jest zły za mój wybuch. Raczej smutny i w jakimś sensie współczujący.

„Nie mówię tak. Ale nauczysz się. Kłamstwo stanie się twoją drugą naturą, będzie przychodzić równie łatwo jak oddychanie. Przemierzamy teren wroga, nie masz wyboru. Żadnego.”

Drżę. W jakiś sposób to jedno zdanie mówi mi o nim więcej, niż chciałabym wiedzieć.

„Tydzień temu członek mojej byłej jednostki, 532, został rozpoznany w tłumie. Akurat rozmawiał ze mną przez telefon, kiedy zaczepiła go pewna banda… i do cholery spóźniłem się, chociaż to była ledwie chwila! Znęcali się nad nim jeszcze po śmierci. Jego martwe ciało… wisiał na słupie głową w dół. W pobliżu płonął znak X.”

„Jak… ci ludzie wiedzieli?” mój głos trzęsie się. Żołądek zawiązał się w bolesny supeł. Moje koszmary przychodzą ponownie do życia. Ale w tej chwili, w tym miejscu, jestem wręcz szczęśliwa, że jestem jednym z mutantów. To brzmi… dobrze. Na miejscu. Świadomość, że tacy jak ja torturują się nawzajem dla chorej idei najazdu planety przez kosmitów – ludzie – przez ostatnie miesiące wyprawiała ze mną straszne rzeczy.

„Nie wiedzieli.” Alec mówi prosto, zimna furia ukazuje się na ułamek sekundy w jego oczach. Jak kameleon potrafi zmieniać maski i mnie przez moment pozwala zajrzeć pod, bym zrozumiała, o co toczy się gra. Bolesna lekcja, tym bardziej dla kogoś, kto ukrywał przed światem istnienie kosmitów. Niewiele w życiu jednak widziałam, niewiele doświadczyłam. Dzięki niebiosom i Nancy. „Wystarczyło, że go podejrzewali.”

Zamykam oczy na chwilę, usiłując pojąć to, co przed chwilą usłyszałam, ale mój umysł tego nie obejmuje. Nie chce tego.

Jak ludzie mogą być tak okrutni?

Złośliwe sumienie podpowiada mi jednak, że widzę to często w koszmarach. Nie powinnam być zdumiona.

„Pozwól więc, że ten raz przejmę ster nad plotką, ok.?” mówi delikatnie po dłuższej chwili. Kiwam głową ze ściśniętym gardłem, więc Alec kontynuuje. „Pam rozpowiadała wczoraj, że Max zastał cię w łóżku z jakimś chłopakiem, ale nie wiadomo, z kim. Jeff powiedział zaś wczoraj wieczorem, że chciałaś uwolnić się od Maxa tak bardzo, że sięgasz po naprawdę radykalne środki.”

„Przepraszam.” nawet nie wiem, dlaczego odczuwam potrzebę przeproszenia. Mam wyrzuty sumienia. Nie spodziewałabym się nigdy w życiu, że Max rozpowie o mojej nocy z Kyle’m. Zawsze był nieśmiały i skryty, jeśli chodziło o nasz związek. Chociaż każdy widział naszą bliskość, to Max nie odpowiadał na niedyskretne pytania. Nawet Michaela, który jest dla niego jak Maria dla mnie. Tylko, że oni nie jedzą lodów, ale grają w koszykówkę.

„Nie masz za co. Wówczas jeszcze nie wiedziałaś.” szepcze. Jego głos znów jest miękki, a oczy rozbawione. Alec zmienia się tak szybko, że przestaję za nim nadążać. „Lepiej wracajmy do Crashdown.”

Wyczuwa moje wahanie.

„Parkerowie szukają cię po całym Roswell. Odpręż się.”

Ale to tylko sprawia, że napięcie nie chce odejść. Nie dlatego, że przypomina mi to o kimś, kogo uważałam za mojego ojca. Moje myśli z powrotem dryfują do rozmowy, jaką odbyliśmy wczoraj… Mogę jedynie mieć nadzieję, że postąpi dokładnie tak, jak dotychczas – nie zdradzi moich prywatnych sekretów. A to oznacza, że muszę się z nim pogodzić i poprosić o to, obojętnie jak bolesne to miałoby być dla mnie. Poczucie zdrady wciąż mnie pali.

Zastanawiam się znów, czy Max z przyszłości wiedział o moim nie-ludzkim stanie. Czy wiedział? Czy to dlatego chciał zmienić przyszłość? Czy moje pochodzenie-z-próbówki ściągnęło kłopoty na obcych? Czy dlatego Kivar zdecydował się uderzyć na Ziemię – w obawie przed transgenicznymi żołnierzami? Czy Tess opuściła Roswell, ponieważ nie mogła znieść myśli, że ona – wyższa istota, właściwie królowa wyższych istot – przegrała z jakimś rządowym eksperymentem?

Idę za Aleciem. Prowadzi mnie na parking, gdzie stoi piękna, zielona maszyna. Ale nawet przystojny i niebezpieczny blondyn na szybkim motorze nie może przerwać moich rozmyślań. Tyle pytań i żadnych odpowiedzi.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *