Freak Nation (53)

53.

Biggs siedzi na barze, tłumiąc złośliwy uśmiech. Właściwie to jego twarz jest czysta, kompletnie pozbawiona emocji… Mowa ciała także go nie zdradza. Ale ja wiem, że pod tą maską wszystko w nim krzyczy, by rechotać złośliwie. Nie dziwię się jemu. We mnie też odzywa się złośliwy chochlik, który ma ochotę wyśmiać Ashę… gdyby to nie było tak żałosne. I frustrujące. Ilu podobnym blond panienkom będę musiała stawić czoła, będąc z Aleciem?

Setkom, złotko.

Och, przymknij się. Sam wolisz blondynki.

Biggs rzuca mi urażone spojrzenie. Ale ja udaję, że tego nie dostrzegam i koncentruję się na tym, jak Alec robi swoje. Swoje – co znaczy, że kompletnie dobija Ashę w sąsiednim pomieszczeniu.

Mężczyźni wolą blondynki! poprawia mnie z psotnym uśmiechem, czającym się w kącikach jego ust; mam ogromną ochotę wylać zawartość mojej szklanki na jego głowę… tylko, że to jest mleko… Co jednak nie oznacza, że wolą być zwierzyną łowną niż myśliwymi.

Taaak. Zauważyłam. Dosłownie dwie minuty po tym, jak wymówiłam w myślach imię blond wywłoki, Biggs i Alec jak gdyby nic zjawili się w drzwiach. Alec pociągnął mnie do najsłodszego z pocałunków… a Biggs nam nawet nie przerwał. No, przynajmniej przez pierwszych kilka minut, bo potem oczyścił znacząco gardło… ale to chyba miało coś wspólnego z tym, że moje rączki zaczęły wędrować tu i tam. Chyba muszę poszukać tego rozpuszczalnika, którym kiedyś rozklejaliśmy nasze dłonie. Naprawdę ciężko się oderwać, szczególnie kiedy czuję, jak Alec na mnie reaguje.

No i wówczas drzwi sypialni się otworzyły… i stanęła w nich Asha w koronkowej bieliźnie, niby zaspana, przeciągając się rozkosznie i mrucząc z przymrużonymi oczkami „Czy to ty kotku…”.

Najbardziej chyba wkurzyło go „kotku”. Alec nienawidzi tego zwrotu. Zbytnio przypomina mu o tym, że został upichcony w próbówce. Ale Asha, wpatrzona w niego jak w obrazek, nie zadała sobie trudu, by się tego dowiedzieć…

Ale mina Cody’ego była najlepsza… Biggs kontynuuje, odbierając mi szklankę i upijając spory łyk. Hm, rozmowy przy mleczku?

Zaraz po „Czy to ty kotku…” w drzwiach wejściowych stanął X5 531. Szczęście, iż my nie miewamy kłopotów z sercem, ponieważ niechybnie dostałby ataku ze śmiechu. Ja i Alec spleceni bynajmniej nie w niewinnym uścisku, Biggs siedzący z pozornym znudzeniem na kanapie, a w drzwiach sypialni roznegliżowana panienka… Nie, to po prostu powala na kolana. Śmieję się na wspomnienie.

Czemu was w ogóle przywiało?I to tak szybko… pytam się ciekawie i jednocześnie zmartwiona, odbierając szklankę. To moje mleczko. Nie oddam nikomu.

Nikt nie widział, jak wkurzony 494 rozwija pełną szybkość… Ludzkie oko nie jest w stanie nas wychwycić.

„Ciekawe, od kogo się dowiedział?” parskam z ironią. Cody wychyla się z fotela, łypie na nas okiem i jęczy zrezygnowany – nie lubi rozmów „poza”. Diabelnie, haha. Więź bardzo przydaje się w zachowaniu prywatności przy całym tym transgenicznym słuchu.

Jasne, że ode mnie.

Dlaczego? Sama bym się z tym uporała.

Obiecałem mu kiedyś, że w razie jakichkolwiek kłopotów z nachalnymi… hm, panienkami, donoszącymi tobie o jego przeszłości, pomogę mu.

Unoszę zdziwiona brew. T e g o się nie spodziewałam. Pewnie Biggs odbył z Aleciem miłą rozmowę o tym, co mu zrobi, jeśli skrzywdzi jego małą siostrzyczkę… Ale wówczas drzwi sypialni otwierają się z trzaskiem i wypada z nich Asha. Jest oczywiście ubrana, odkąd to Alec siłą ją do tego zmusił… oraz do wysłuchania całej jego tyrady. Przyszli ledwie pięć minut temu, ale w ciągu jakichś 150 sekund Alec zdążył jej tak nagadać… I nawet nie chodziło o znaczenie groźby, by trzymała się od nas z daleka. To jego ton, niebezpiecznie bliski szaleństwa z furii i żądzy mordu, przerażał do szpiku kości. Po oczach Ashy widzę, że do niej dotarło. Niemal wybiega z mieszkania, nie patrząc na żadne z nas.

Żadne nie mogło nie słyszeć tego, co jej powiedział.

Cody podnosi się z kanapy i również zmierza w stronę drzwi.

„Hm, myślę, że będzie lepiej, jak sobie pójdę. Miłego… oglądania, Maleństwo.”

„Na razie.” odbijam, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Pochmurny wyraz twarzy Aleca znika w sekundzie.

„Wypożyczyłaś film…” jego oczy śmieją się. Psiakrew, widzę w nich dobrze o czym myśli. Jest głodny. Bardzo.

„Człowiek w ogniu.” zeskakuję z lady „Nie mieli nic nowego z Bradem P.” mówię z niekłamanym żalem. Co prawda mieli „Podziemny Krąg”, ale Biggs dawno temu stwierdził, że to nie jest film dla mnie tylko dla jakichś psycholi lubiących brutalność, przemoc i zakręcone teksty. Więc sobie odpuszczę.

„Szkoda.” na twarzy Aleca kwitnie uśmieszek. Biggs znowu oczyszcza gardło.

„Ok. To ja już idę. Alec, nie zapomnij o naszej rozmowie.”

Na ułamek sekundy 494 chmurzy się.

„Nie zapomnę.”

Drzwi zamykają się za moim bratem. Ja zeskakuję z lady i zmierzam do łazienki.

„Muszę zmyć z siebie szpitalny zapach…” mamroczę, kiedy Alec łapie mnie i przyciąga do siebie.

„Do usług.” podnosi mnie i już ma zanieść do łazienki, kiedy drzwi wejściowe znowu gwałtownie się otwierają. Psiakrew. Psiakrew. Psiakrew. Sztywnieję i ukrywam twarz w ramieniu Aleca. Nie chcę znowu chować emocji.

„Cholera, co to jest? Transgenics Central?” Alec warczy cicho. Zerkam przyciśnięta do jego mocnej… umięśnionej… twardej klatki piersiowej. Hormony buzują zbytnio w mojej krwi albo moje kocie geny domagają się mleczka.

„O w mordę…” słyszę zszokowany syk, który niewątpliwie należy do Max G. Wzdycham ciężko, wyswobadzam się z ramion Aleca i znikam w łazience, zanim Guevara otrząśnie się z szoku.

~ * ~ * ~ * ~

Jakieś dziesięć minut później lub trochę więcej wychylam się nieśmiało z łazienki. W apartamencie Aleca nie ma ciepłej wody o tej porze, a za zimnymi prysznicami nie przepadam. Zmusiłam się jednak, nawet umyłam włosy. Nie chcę czuć zapachu szpitala na mnie. Ba, nawet na ubraniu. Więc pożyczyłam sobie jego bluzę. Pachnie nim. Tak. Ten zapach z przyjemnością czuję na sobie. Już przesiąka moją skórę.

Alec siedzi rozparty niedbale na kanapie. Jak stracił humor przez wejście Max, tak jego mina jest wciąż ponura. Zerkam na niego nieśmiało.

„Chodź tutaj!” mówi cicho, lecz zdecydowanie. Podchodzę do niego. Alec wstaje. Góruje nade mną. Zapomniałam na chwilę, jaki jest wysoki. Opieram czoło o jego pierś.

„Co się stało?” szepczę.

Alec nie odpowiada, ale pociąga mnie na kanapę. Sadowię się wygodnie na jego kolanach, zaskoczona, iż właściwie nie zareagował na mój na wpół rozebrany stan.

„Były kolejne morderstwa.” mówi po prostu. Nigdy nie był osobą, która owijała w bawełnę i kluczyła.

„Kolejne?” patrzę na niego w zdumieniu, ale potem dociera do mnie, o czym mówi. Zanim zaczęłam chorować, ktoś zabił synka ważnego polityka i oskarżono o tę zbrodnię nas, transgenicznych. A ściślej piątą serię X. {{{{{{{{{{{Żółć zbiera się w moim gardle. White. Do czego ten chory człowiek posunie się, by nas zniszczyć, zetrzeć z powierzchni ziemi?

Alec chowa twarz w moim ramieniu.

„Nie wiemy, kto to. Ale pewne elementy…” jego głos załamuje się i prawie nie słyszę, co mówi „To ktoś z piątej serii. Że człowiek nie byłby w stanie… I okoliczności… kod kreskowy świeżo wytatuowany na karkach ofiar…”

„Alec!?” podnoszę jego głowę. Patrzę na jego twarz. Zielone oczy wyglądają na zmęczone, są delikatne bruzdy wokół jego cudownych ust, których nie było wcześniej. „Mam śledzić na bieżąco wszystkie X5?”

Waha się przez chwilę, ale potem kiwa głową.

„Biggs nie wiedział, jak cię o to prosić.”

Pochylam się bliżej. Jego usta są centymetry od moich.

„Ostatnio blokowałam, ile się dało.” przyznaję pełna winy „To jest jak nieustanny hałas w mojej głowie.”

Alec zanurza dłonie w moich włosach. Palce delikatnie dotykają miejsca na karku, gdzie zazwyczaj widnieje made in Manticore. Na dniach powinien znów się ukazać. Od ostatniej interwencji lasera minęło już sporo czasu.

„Nie chcę, żebyś to robiła.” Alec mówi nagle w tonie, który wysyła ciarki przerażenia wzdłuż mojego kręgosłupa.

„Ale jednak poprosiłeś o to.”

„Ponieważ Biggs tego chciał.” protestuje gwałtownie. Mogę czuć jego wzburzenie. „Nie wiedział, jak samemu to zrobić, ale w końcu by to zrobił… Wolałem sam ci o tym powiedzieć.”

Marszczę zaniepokojona nos. Jest coś w emocjach Aleca, co dotyka mnie głęboko. Jakaś krawędź, która nieczęsto wydostaje się na powierzchnię.

„Co takiego było w tym, że tak się boisz?”

„Biggs uważa, że przesadzam… ale wydaje mi się, że te ataki epilepsji są związane z twoją niezwykłą zdolnością.”

Unoszę brew.

„O czym mówisz?”

„Opuszczasz wszelkie bariery prócz tych dzielących cię od Biggsa, ponieważ i tak w większości co innego zajmuje twoje myśli.” wyjaśnia z drobnym, sugerującym uśmiechem. W mig pojmuję, co mu chodzi po głowie. Te wszystkie ataki, które przerywały nam w najmniej odpowiedniej chwili… I te, kiedy byłam bardzo zdenerwowana. Tak, elementy łamigłówki zaczynają być jasne i oczywiste.

„Jeśli tak ma być do końca…” przełykam nerwowo. Alec ucisza mnie pocałunkiem.

„Sh… wszystko będzie dobrze.”

„Nieprawda…” protestuję.

„Ależ będzie.” zapewnia mnie miękko „Max wpadła przed chwilą z przepustkami dla vipów. Wsiądziemy w samolot i rano będziemy w Roswell.”

Teraz to moja kolej, by schować twarz w jego ramieniu.

„Co Nancy może mi pomóc?”

„Nie miała problemów z opanowaniem twojej progerii. Zupełnie jakby dokładnie wiedziała, co robić.” zauważa spokojnie.

„Możemy choć przez chwilę nie myśleć o tym?” mamroczę prosząco „Jeden wieczór…”

Dłonie Alec już wędrują wzdłuż moich nagich nóg. Drżę, czując jak jego dotyk zostawia gęsią skórkę.

„Zimno?” pyta się z szelmowskim uśmiechem. Potrząsam przecząco głową. Z Aleciem mi to nie grozi. Prędzej roztopienie z gorąca.

Podnosi się razem ze mną. Zawijam nosi wokół niego. Potyka się prawie natychmiast. Uśmiecham się niewinnie i wyciągam koszulkę z jego spodni. Ręce natychmiast wędrują po ciepłej skórze. Czuję, jak pod nią zaciskają się mięśnie. Usatysfakcjonowana wędruję wyżej. Alec drży. Skubię skórę jego szyi.

Ostrożnie układa mnie na łóżku. Natychmiast wyciąga spod poduszki koc i okrywa mnie.

„Ej!” protestuję oburzona. Bynajmniej nie tak Alec miał mnie rozgrzać.

„Maleństwo się złości?”

„Nie chciałbyś mieć do czynienia z moją złością.” Burczę oburzona. Prawie dwa tygodnie w szpitalu, a Alec zachowuje się jak mnich. Ja nie chcę!

„Masz jeść, spać i odpoczywać.” jęczy, potrząsając głową „Zjemy chińszczyznę, obejrzymy film i pójdziemy spać.”

„Chińszczyzna?” pytam z nadzieją. Mój żołądek już śpiewa peany na cześć kolacji.

„I tak przegrałem z jedzeniem…”

~ * ~ * ~ * ~

W ostatecznym rozrachunku Alec miał jednak rację. Zjedliśmy kolację na łóżku, Alec włączył film, ułożyłam się wygodnie w jego ramionach… i odpłynęłam. Nawet nie wiem, kiedy to się wydarzyło. Ale się wydarzyło.

Otwieram oczy senna i zaspana gdzieś w środku nocy. Wciąż leżę na łóżku Aleca, Alec tuż za mną, otaczając mnie ramionami. Bawi się moimi włosami i miękko całuje fragment skóry, nieprzykryty materiałem jego bluzy. Czuję się jak mała, maleńka kruszynka.

„Mój śpioch.” mruczy, kiedy ziewam. Przeciągam się jak mały kociak.

„Długa spałam?”

„Chwilę.” przyznaje spokojnie do mojego ucha. Uśmiecham się. Pierwsza noc, kiedy spałam spokojnie od bardzo dawna. „Żadnych koszmarów?”

„Żadnych.” jestem pewna, że moją twarz rozświetla najgłupszy i najszczęśliwszy z uśmiechów. I nie chodzi tutaj o to, że razem z koszmarami przychodziły ataki, a mój stan pogarszał się dosłownie w minucie. Psiakrew, każdy w TC wie już, jak paskudne to jest, że to nie tylko ataki, ale i cała gama innych nieprzyjemności, włącznie z zatrzymaniem oddechu. Przez te niecałe dwa tygodnie czułam się jakbym była znów ulubioną maskotką Terminal City. Przez mój pokój przewinęło się 95% członków X-serii. I to nie tylko piątej. Ale żaden z nich nie ma pojęcia, co te sny robią ze mną. Budzą coś we mnie – głębokie pokłady gniewu, bólu, przerażenia. Boję się za każdym razem, kiedy zamykam oczy by zasnąć. Nie boję się samego bólu. Boję się towarzyszących mu uczuć. Przerażenia, jestem tak przerażona… winna… Wina jest najgorsza, przychodzi zaraz po nagłym dreszczu bólu i strachu… a potem stalowe ostrze sunie po mojej skórze, kiedy moje ręce nie są skrępowane skórzanymi pasami. Ale i tak nie mogę się ruszyć, mój wzrok robi się zamglony… i te sny przerażają mnie do szaleństwa. To już nie jest koszmar z Białego Pokoju. To jakaś szalona wariacja na temat.

Alec przysuwa mnie nieznacznie do siebie, jakbym w ogóle nie była wtulona w niego niemal każdym fragmentem mojego ciała. Jego twarz jest centymetry od mojej. Zielone oczy patrzą na mnie, upewniając się, że wszystko jest dobrze. I nie tylko głód widzę w jego spojrzeniu. Jest tam jakiś spokój, który sprawia, że znów się uśmiecham. Nie mam pojęcia, co chodzi Alecowi po głowie, ale jest zdecydowany.

„Hm?” moje mruknięcie jest cichsze niż szept. Jakoś czuję, że mówienie głośno byłoby jakoś nie na miejscu.

„Obiecałem ci spłatę długu…” szepcze, miękko ujmując moją twarz w swoje ciepłe dłonie. I wtedy pochyla się, całując mnie najzupełniej nie w niewinny sposób. Alec jest głodny.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *