Freak Nation (52)

52.

Następnego wieczora rzeczywiście opuszczam szpital. Alec dotrzymuje słowa. Przysięgam, nie dotknęłam ziemi od szpitalnego pokoju do kanapy w jego mieszkaniu.

Alec uśmiecha się lekko, okrywając mnie kocem.

„Muszę załatwić coś dla Normala.”

„Teraz?” pytam rozczarowana. Liczyłam na to, że w końcu będziemy sami. Musimy porozmawiać. Poważnie. Ja naprawdę nie lubię niepewności.

„To za poprzednie wolne dni.” Całuje mnie miękko, pocieszająco. Ostrożnie zanurza dłoń w moich włosach, jakby obawiał się, że się rozsypię. Bez obaw.

„Kiedy wrócisz?”

Wzdycha ciężko.

„Godzinę lub dwie. Facet jest uparty… ale sądzę, że go przekonam.”

„Nawet nie chcę wiedzieć.” mówię pospiesznie.

Alec drapie się z tyłu głowy.

„Czemu?”

Czy ja słyszę niepewność w jego głosie? Psiakrew, muszę chyba umyć uszy.

„Co z oczu to z serca.” wzruszam ramionami i odwracam się w stronę drzwi, ponieważ czuję identyfikator Cody’ego. W następnej sekundzie X5 wpada do środka.

„Czołem!” śmieje się. Jedno spojrzenie na 531 i już wiem, co robił przez ostatnią godzinę. Ciekawe, czy po mnie i Alecu też tak to widać? Na samą myśl czuję się nieswojo. Przesuwam się niewygodnie na kanapie.

„Czołem, szczęśliwcze!” chowam głowę pod kocem, ignorując ich obydwu. Skoro Alec chce mnie zostawić samą, i to na jego kanapie, zapłaci za to. I chociaż lubię Cody’ego, to zdecydowanie nie mam ochoty patrzeć na jego głupią minę, zwłaszcza ledwo w chwili, kiedy dopiero co usta Aleca były na moich… Och, psiakrew. Krew nie woda.

~ * ~ * ~ * ~

Jak się pewnie domyśli każdy pijący mleko, moje patetyczne życie zaczyna przypominać absurd nawet dla mnie.

Bo jakże inaczej określić ciąg dalszy dzisiejszego wieczoru? Niee, nie znam innego słowa, które bardziej by do niego pasowało. Ale po kolei.

Alec – jak to facet – jest niepunktualny. Minęły trzy godziny… i nic. Ani widu ani słychu. Jego komórka także jest wyłączona. Więc albo pozostaje mi się nudzić dalej, albo coś zrobić przeciwnego.

To jest oczywiście mieszkanie Aleca. Nie bywam tu za często, ale przynajmniej wiem z grubsza, gdzie co leży. Albo czego nie ma. Z całą pewnością 494 nie dysponuje własnym egzemplarzem Gry Endera, nie zamierzam też przeglądać jego kolekcji kaset VHS… a pod łóżko też nie zamierzam zaglądać. Poważnie wątpię, by trzymał tam swoje zaginione dzieciństwo…

Postanawiam więc wypożyczyć jakiś film. Mają tutaj coś takiego jak wypożyczalnia, w końcu Alec nie mieszka tak daleko ode mnie. Ponieważ dotąd Alec się nie odezwał, więc Cody w końcu ustępuje i idziemy do wypożyczalni. Z każdym krokiem moja złość na Aleca powiększa się. Mam ogromną ochotę skorzystać z moich własnych zdolności, by sprawdzić, gdzie on jest… ale tego nie robię. Mam dość. Już raz byłam wycieraczką i kimś, kto dźwigał ciężar i czekał tylko, aż druga strona zechce łaskawie uznać, że możemy być razem. Jeśli Alec ma coś do załatwienia, albo nawet chce sobie wyjść do Crash – w porządku. Droga wolna. Nie trzymam go na smyczy. Może robić, co tylko mu się żywnie podoba… no, prawie. I jeśli jest świadom, że może nie dotrzymać obietnicy, niech po prostu nie obiecuje niczego. Jemu oszczędzi to przepraszania, a mnie nerwów i złości. Złość piękności szkodzi, nieprawdaż?

Ech, w cholerę z tym. Nie mogę powstrzymać nerwowego ścisku żołądka. Gdzie jest Alec? Co robi? Piekielnie kusi mnie, by wzmocnić odczucie identyfikatorów, opuścić trochę barier w mojej głowie i pozwolić, by X5 hałasowały w niej w pełni. Z drugiej strony, jeśli to zrobię, Biggs od razu dokopie się do wspomnienia Cece i 613, obmacujących się na moich oczach. A to nie jest coś, co chcę pokazać mojemu bratu. Jego uczucia zbyt jednostronnie biegną w stronę Cece. Pal licho dziecko czy dzieci. Mimo tych wszystkich emocji związanych z ojcostwem, gdyby ktoś kazał mu wybierać między dzieckiem a Cece, wybrałby zdecydowanie ją. No i co ja mam teraz zrobić?

Czuję się paskudnie, nawet zastanawiając się nad wyborem czy dać upuść zazdrości i niepokojowi o Aleca, czy też chronić brata. Och, do diabła. To strasznie kusi. Upuścić nieznacznie bariery… głęboki oddech, na momencik wyłączyć się od otoczenia, by przygotować się na nagłe uczucie niebezpieczeństwa, wrzeszczące z każdego zakątka miasta do mnie…

„Maleństwo?” otwieram gwałtownie oczy. Cholera. Mrugam przez moment, niepewna, kto mi przerwał. Stoję między półkami z filmami sensacyjnymi, z nowościami. Odwracam się, czując za sobą Cece. Tylko jej mi tu brakowało.

„Cześć!”

„Hej… co tu robisz?” pyta się i jest jakaś niepewność w jej głosie. Naprawdę, mój słuch ostatnio nawala. Ciągle niepewność. Co jest z tymi ludźmi? Albo ze mną?

Wskazuję głową na półkę z opakowaniami kaset, wbijając dłonie w kieszenie. Moja własna reakcja przypomina mi trochę reakcje Michaela i jego zachowania. Z jednej strony kamienna ściana, a z drugiej był tak łatwy do przeczytania… od kiedy to zamieniłam się w obrońcę, żołnierza?

Psiakrew, nie musiałam się zmieniać. Urodziłam się nim. Pamiętanie o tym to podstawa przetrwania w tym mieście.

„Uh… masz chwilkę?”

„Pewnie!” wzruszam ramionami. Im więcej czasu zabierze mi Cece, tym mniej czasu zostanie na pokusę znalezienia Aleca. Od kiedy to zamieniłam się w taką zazdrosną piranię?

Cece skubie nerwowo swój własny rękaw, doszukując się w nim niewidzialnych nitek. O Chryste. Ona naprawdę jest nerwowa. Co to może być? Jakiś kolejny wielotonowy blok?

„Chyba powinnam przeprosić…”

„???” to cała moja reakcja. Cece przestępuje z nogi na nogę.

„Nie powinnam była tego mówić o tobie i Alecu.”

A, o to jej chodzi. Ciekawe czemu. Patrzę podejrzliwie. Czyżby mój szajbnięty braciszek dzisiaj rano coś zwąchał? Albo Alec mu doniósł?

„Biggs ci kazał?” pytam się mało entuzjastycznie.

Waha się przez ułamek sekundy, po czym zaprzecza.

„Miło, że próbowałaś… zaprzeczyć. Ale powinnaś popracować nad językiem ciała, Cece.”

Nie patrzę nawet na nią. W końcu biorę z półki opakowanie Człowieka w ogniu i idę z tym do kasy. Paniusia za ladą wdzięczy się do telefonu, ignorując wszystko wokół. Czy to na pewno Ameryka 21 wieku?

„Czemu Człowiek w ogniu?” Cece pyta się, najwyraźniej niezdolna do powstrzymania ciekawości. O chęć prowadzenia towarzyskiej rozmowy jej nie podejrzewam. „Alec zaradził cię filmami sensacyjnymi? Co się stało dobrej starej Discovery?”

Patrzę się na okładkę i naprawdę artystyczne zdjęcie Denzela W. i tej małej dziewczynki z łzami w oczach. Facet jest naprawdę przystojny i wyrazisty. Lubię go, gra dobrze… jego postacie zawsze są prawdziwe. Przynajmniej te, które ja widziałam.

„Ależ nie. Po prostu lubię Washingtona.”

Cece otwiera usta w zdumieniu.

„Sugerujesz, że Alec pozwala ci się ślinić przy nim do innego faceta?”

Przysięgam, ona zaraz dostanie zawału. Niedobrze. Szok nie jest wskazany dla przyszłych matek. Kiwam głową. Ona z kolei pociera czoło, jakby co najmniej nie mogła w to uwierzyć. Ale może też i nie rozumie… że Alec to Alec. Piekło jeszcze nie zamarzło.

„Nie rozumiem was… Co to za związek, w którym on tolerowałby coś takiego?” potrząsa głową. Mam głupie uczucie, że czegoś nie zauważyłam. Co jest dzisiaj ze mną nie tak? „Nie kumam. W ogóle.”

„Proste. Alec jest facetem, prawda?”

„Powiedz mi coś o tym…” mamrocze. Nieruchomieję, a Cece zauważa moją reakcję. „To było dawno temu i nieprawda.”

Ale i tak mały, złośliwy zielony potworek rośnie we mnie. Psiakrew, zazdrość nie jest miłym uczuciem. Świadomość, że moja bratowa i Alec przewracali się razem w pościeli… co prawda kiedyś, ale jednak… O Chryste, niedobrze mi. Skupiam się więc na wyjaśnieniu.

„Że nie lubi, jak jego dziewczyna ślini się na widok innego. Ale mają zbyt dużo dumy, by przyznać, że są zazdrośni o coś banalnego i głupiego jak człowieczek na ekranie. Więc Alec stara się odciągnąć moją uwagę od filmu, żebym nie zapomniała, do kogo należę. Naprawdę się stara.”

By nie wspomnieć, iż jedyne ptasie mleczko otrzymane od Aleca było w trakcie „Joe Black”. Dzięki 494 ja naprawdę zaczęłam lubić blondynów, włączając w to Brada Pitta.

„Nie ma co, jesteście siebie warci.”

Dziewczyna przy telefonie w końcu kończy rozmowę. Podaję jej opakowanie z krzywą miną.

„Alec już dawno stwierdził, że powinien mnie przechrzcić.”

„Taaa…” przyszła mama mruczy nonszalancko „Pozory mogą bardzo mylić.”

To mi przypomina jej podwójną grę. Rzucam jej chłodne spojrzenie. Odbieram kasetę i resztę.

„Czego nie widać, temu sercu nie żal?” szydzę, a potem odchodzę.

Psiakrew, Cece. Czy nie mogłabyś być miłą, głupią blondyneczką?

~ * ~ * ~ * ~

Kiedy pięć minut później wchodzę po schodach w budynku, gdzie mieszka Alec, wszystkie moje zmysły dosłownie wrą. I to nie z powodu Cece.

Zimny, wręcz lodowaty strach pomieszany ze bólem przetacza się przez moje żyły. Są tak silne, że wręcz nie wiem, co się dzieje. Podnoszę wszystkie blokady, jakie mam, dystansuje się praktycznie całkowicie od Biggsa… ale to nie pomaga. Jest wręcz gorzej. Zupełnie jakbym blokując Biggsa, zamykając się od niego, sprawiała, że połączenie jest wyraźniejsze. Masło maślane.

Psiakrew, czegoś tak dziwnego jeszcze nie czułam… a jednocześnie jest bardzo znajome.

Jakbym leżała w białym pokoju. Potrząsam głową. Psiakrew. Co ze mną jest ostatnio? Przypominam rozdygotane, przerażone dziecko.

Wchodzę na piętro Aleca lekko przestraszona. Być może Biggs tutaj jest i to powoduje tą nasiloną więź? Teoretycznie, kiedy jesteśmy w odległości kilku mil od siebie – na przykład przez miasto – więź jest tak samo silna, jakby stał obok. Ale kiedy stoi obok, więź jest zdecydowanie mniej przewidywalna. Docierają do mnie skrawki, których nie chcę otrzymywać i których Biggs nie chce wysyłać. Każde z nas chce mieć trochę prywatności.

Otwieram drzwi mieszkania. Są otwarte… uchylam je nieco. Moje zmysły owiewa zapach perfum. Asha. No cudownie. Tylko mi tej blond wywłoki tu brakowało.

Zamykam za sobą, kładę kasetę na blacie kuchennym. Bardzo ostrożnie zmniejszam bariery i czuję, że Biggs jest całkiem niedaleko. Właściwie to zmierza w stronę mojego mieszkania. Jest rozgoryczony, smutny i tak jakoś… przerażony?

Hej… rzucam miękko. Wręcz czuję, jak jego krok zamiera.

Hej… Co słychać?

Właśnie zamierzam wyrzucić pewną blondynkę z mieszkania Aleca.

Cece przyszła do ciebie?

Czuję jego zaskoczenie.

Skądże…

Zdejmuję kurtkę i rzucam niedbale na fotel. Lustruję pomieszczenie uważnie. Praktycznie tak, jak je zostawiłam piętnaście minut temu. Tylko ten zapach w powietrzu… lekki, zmysłowy, jakby miał się za chwilę ulotnić. I zdecydowanie nie zmieszany z zapachem Aleca. Wiem, wiem… on był zupełnie gdzie indziej, kiedy słyszałam Ashę w jego mieszkaniu, ale mimo wszystko czuję się niepewnie. To jest X5. X5, która ma fioła na punkcie mojego mężczyzny.

Co ona kombinuje?

Maleństwo?

Jestem… mogę na chwilkę się rozłączyć?

A wrócisz?

Uśmiecham się. Takiego pytania nie spodziewałam się po moim nadopiekuńczym braciszku. Ale może… po prostu jesteśmy bliźniętami, prawda? Jesteśmy bardziej do siebie podobni niż nam się wydaje.

Jasne. Jak tylko wywlokę stąd Ashę…

ASHĘ?!?

Hm… tak. Doprowadza mnie do szału swoim uganianiem się za Aleciem. Lepiej, żebyś nie był tego świadkiem.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *