Freak Nation (51)

51.

Następne dni pamiętam jak przez mgłę… Ciągłe ataki padaczki, bolesne skurcze mięśni, gorączka, zmęczenie. W końcu jednak progeria częściowo ustąpiła. Z tego, co wiem, to wyłącznie zasługa Nancy i Aleca.

Alec… pogadał z Cody’m. Wsiedli w samolot i wrócili następnego ranka, taszcząc ze sobą Nancy. Nie powiem, nie była zadowolona czy szczęśliwa, że jest w Seattle. Myślę jednak, że Alec nie zostawił jej żadnego wyboru.

Nie wiem, jak Biggs i doktorek załatwili to, iż w szpitalu nie wiedzą, że jestem X5. To naprawdę cud. Domyślam się jednak, że kosztowało to wiele trudu, zgrania i pieniędzy.

Mój pokój tymczasem stał się niemal ośrodkiem towarzyskim. Jeśli drzwi są zamknięte przez 10 minut, jestem szczęśliwą dziewczyną.

Max G. wpada całkiem często. Nie wiedziałam, dlaczego póki Logan nie opowiedział o rodzeństwie Max, które także cierpiało na progerię… O Jacku oczywiście wiem. Ale historia Brin, która tak bardzo chciała żyć, iż oddała się w ręce Manticore, a potem stanęła przeciwko Max… Być może Guevara obwinia się wciąż o tamte tragiczne wydarzenia. Więc po prostu uśmiecham się i żartuję, kiedy wpada z wizytą, chociaż przysięgam, szczęka mnie już boli od tych uśmiechów.

Cody oczywiście wpada codziennie. Jest zabawny. On i Aniel są naprawdę uroczą parą. Chociaż może on po prostu przypomina mi trochę Jeffa, trochę Biggsa. Z jednej strony wie o wszystkim, z drugiej strony przymyka na to oko.

No i Biggs. Zupełnie nie wiem, co się dzieje miedzy nim a Cece. Jest jakieś napięcie między nimi, którego nie zauważałam wcześniej. A może po prostu nie wiedziałam, czego szukać.

Alec oczywiście zauważa, że unikam Cece, a podczas jej wizyty mój humorek schodzi na psy. Wpada dość często, pomiędzy przesyłkami albo wówczas, kiedy korowód gości omija moje drzwi – czyli poza godzinami wizyt. Legalne to nie jest, ale guzik mnie to obchodzi. A już zwłaszcza, kiedy jesteśmy naprawdę sami… tylko my. Co prawda na niewiele możesz sobie pozwolić, kiedy za ścianą urzęduje sztab pielęgniarek i lekarzy i innych osób pracujących w szpitalu. To tylko sprawia, że jestem coraz bardziej…

„Głodna?” Alec odrywa się od moich ust z cichym jękiem. Przez chwile mrugam zaskoczona, ale potem słyszę głośną melodię mojego żołądka. Kładę dłoń na brzuchu.

„Dopiero co jadłam…” mamroczę wściekła na siebie. Alec kręci głową.

„Nancy mówiła, że będzie jadła…”

Podnoszę brew.

„…jak za dwoje.”

Wzdycham ciężko.

„Niby jakim cudem?”

Alec patrzy mi tacę z jedzeniem. Opiera ramiona na krawędzi łóżka i patrzy przez chwilę, jak jem. Sam jest głodny.

„Dobrze wiesz.” mówi miękko i psiakrew, rumienię się. Wiem, o czym mówi. Nie, żeby do czegoś doszło. Ale raz po prostu… Alec pozwolił się zająć sobą. ‚Trochę’ wysiłku kosztowało mnie przekonanie go do tego.

„Wystarczy jedna kropelusia, by uczynić z ciebie tatusia?” pokrywam moje zażenowanie wisielczy humorkiem. Alec krztusi się ze śmiechu. Wręcz ociera łzy rozbawienia.

„Gdzie moje Maleństwo to usłyszało?”

„W szkolnej szatni.”

Przysięgam, oczy Aleca zamieniają się w spodki. Tylko brakuje ufoludków w środku.

„Nie bądź taki zdziwiony.” śmieję się „Kiedy to przychodzi do Pam Troy, potrafi wznieść się na wyżyny literackie, byleby obsmarować kogo się da.”

„Słyszałem.” mówi z obrzydzeniem „Na szczęście ty zajęłaś wówczas moją uwagę. Ale wciąż istnieje możliwość…”

„Nie truj, Alec.” uśmiecham się na wspomnienie naszego pierwszego spotkania „Otwórz drugą szufladę i zajrzyj do niebieskiej kosmetyczki.”

Unosi pytająco brew, ale robi bez sprzeciwu to, co mu poleciłam.

„A.” To wszystko, co mówi na widok na 3/4 opróżnionego opakowania tabletek.

„Sam mi je przepisał po testach. Blokery je zawierały. Od kiedy już wiem, co znaczy ruja X5…”

Alec krzywi się nieznacznie. Z jakiegoś głupiego powodu czuję potrzebę wytłumaczenia się. A przecież do diabła, to moje ciało i moja odpowiedzialność. Nancy i Jeff z wszystkich mądrości wbijanych mi do głowy przez lata, tę wbili wyjątkowo mocno: krew nie woda.

„…wolałam upewnić się, że sama nie wykopię sobie grobu.”

„Zawsze przewidująca.” Alec chyba nie bardzo wie, czy ma pozostać poważny czy ma się śmiać. Podaje mi kubek z mlekiem. Który to już dzisiaj? Nie pamiętam. Nasty. Wprost. Pływam w tryptophanie.

Kilka kropel białego płynu zostaje w kącikach moich ust. Alec pochyla się i powoli, drażniąco zlizuje je… a ja zamieniam się w papkę od tak prostego kontaktu.

„To moje mleczko!” syczę w świętym oburzeniu.

Usta Aleca przymocowują się do mojej szyi. Wampirek.

„Oddać ci moje?” mamrocze, skubiąc delikatnie płatek ucha. Drżę.

„Taaa…” zamieram w pół słowa, kiedy do mojego zamglonego mózgu dociera znaczenie jego pytania.

„Załatwione. Tylko wyjdź stąd szybko…”

Zanurzam dłoń w jego włosach, nie do końca pewna, jak mam się zachować. Czy ja nie…

Myślę?

Kiedy jestem z Aleciem, myślenie wydaje się niepotrzebne. Redukuję się do czucia.

Ktoś oczyszcza energicznie gardło. Alec odkleja się ode mnie z ciężkim westchnienie i patrzy wilkiem na tego kogoś, kto ośmielił się nam przerwać. Zerkam spod przymkniętych powiek. Psiakrew. Cece.

„A oto i przystępujący do akcji Alec i jego aktualna ofiara.” blondynka kręci głową „Biggs wie o tym?”

Otrząsam się z szoku. Co za wredna sxxx.

„Chciałaś czegoś?” warczę zimno.

Uśmiecha się lekko i z ironią.

„Raczej Biggs niż ja. Martwił się o ciebie. I jak widzę, słusznie.”

„Zabawne. Jeszcze pięć minut temu nic nie wspominał o tym.”

Cece miesza się dosłownie na ułamek sekundy. Ależ ona ma nerwy!

„Nie wiedziałam, Alec, że lubisz dzieci.” rzuca na odchodnym.

„Ty najwyraźniej lubisz je na tyle, by wpaść!” 494 odcina się brutalnie. Cece znika za drzwiami.

„Kto z nas pracuje w szpitalu?” pytam się, nagle zmęczona. Cece nie wiedziała, że przed chwilą był tu mój brat. Musiała przyjść do kogoś innego. Niedobrze mi.

„Daniel.”

„613?”

„Tak.”

Zamykam oczy. Cholerny świat.

„Maleństwo?”

„Tak?” mamroczę, naprawdę starając się nie pokazywać, jak Cece zjechała mój humor.

„Co powiesz na małą wycieczkę?”

Unoszę jedną powiekę.

„W tym stanie?”

„Będę nosił cię na rękach.”

Uśmiecham się.

„Gdziekolwiek…”

…tylko będziesz chciał, Alec…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *