Freak Nation (5)

5.

Nie wiem, co mnie budzi. Może uczucie chłodu, które nagle mnie przenika, może przykre uczucie straty, kiedy silne ramiona kładą mnie na łóżku. Mruczę niezadowolona i znowu zwijam się w kłębek.

Wówczas słyszę pośpieszne kroki i dźwięk jak żywo przypominający zamykanie okna. Jak nic innego, przywraca mnie to do przytomności. Otwieram oczy i widzę, że leżę we własnym łóżku, a Alec przygląda mi się z uwagą.

„Jak się czujesz?” pyta, siadając bezceremonialnie na brzegu łóżka.

„Beznadziejnie.” krzywię się. Nie tylko boli mnie głowa. Cały mój kark stał się sztywny, prawdopodobnie od leżenia na kanapie. „Prześpię się i nic mi nie będzie. Nie musisz się mną zajmować.”

Alec uśmiecha się tym swoim uśmieszkiem. Czy ja powiedziałam coś zabawnego?

„Ależ jestem tu tylko na twoje usługi…”

Chryste, dlaczego czuję, jakby temperatura w pokoju skoczyła do góry o kilka stopni?

„Połóż się na brzuchu.”

Jakoś nie mogę oprzeć się jego prośbie. Z moją głową musi być naprawdę źle, skoro wpuszczam obcego mężczyznę do mojej sypialni, a on ze mną flirtuje w bardzo sugestywny sposób. Może… może to jest mój sposób odegrania się na Maxie z przyszłości? Zaciągnąć jakiegoś faceta do łóżka?

Dobrze, Alec nie jest jakiś. On jest związany z przeszłością mamy… może nawet są rodziną. Ta myśl otrzeźwia mnie tak samo jak wcześniej zamykanie okna. Siadam.

„Spokojnie, Parker. Nie zamierzam cię schrupać na kolację…” mruży swoje zielone oczęta. Psiakrew, rumienię się. Naprawdę niedobrze. „Max posiekałaby mnie na kawałki, nie mówiąc już o twoim tacie z dubeltówką!”

„Niebezpieczny Alec przestraszony małej dziewczyny?” śmieję się. Całe napięcie sprzed kilku sekund ulatuje bez śladu.

„Uwierz mi, ona potrafi być bardzo niebezpieczna…” patrzy na mnie i nie wiem nagle, czy mówi o Max.

„Jakkolwiek.” wzdycham. Kładę się posłusznie na brzuchu. Właśnie nauczyłam się ważnej lekcji – nie sprzeciwiać się Alecowi. On doskonale opanował sztukę posługiwania się swoim urokiem. Gotów jeszcze użyć go na mnie!

Czuję jego palce na moim karku. Jęczę. Boli, naprawdę boli. Ale jest coś, co sprawia, że się nie cofam.

Jego ręce są ciepłe. Mam na myśli, naprawdę  c i e p ł e. Większość ludzi ma zimne lub letnie dłonie. Być może właśnie dlatego tak często unikam podawania innym ręki. A teraz… to jest wręcz zaskakujące, jak szybko Alec zdołał prześlizgnąć się przez te wszystkie ściany, jakimi odgrodziłam się od innych. Nie możesz znać kosmitów, chować ich sekretu i żyć jak dawniej. Mimowolnie przeskakujesz na drugą stronę przepaści i już nie możesz wrócić. Aleca znam zaledwie od – zerknięcie na zegarek – dwóch godzin i pozwalam robić masaż!

Gdyby ktoś dwa dni temu powiedział mi, że pozwolę na taką bliskość obcemu, przystojnemu blondynowi, uznałabym, iż jego umysł został gruntownie wypaczony przez Tess. Teraz jednak ciepło dłoni Aleca, jego zręczne palce sprawiają, że ból odchodzi w zapomnienie. Zostaje ciepło i czysta przyjemność. Niemal rozpływam się na łóżku.

O niebiosa, Alec jest świetny w ręcznej robocie.

I wówczas tylko kończy swój masaż. Mam ochotę jęknąć w rozczarowaniu, ale dobrze wiem, że to nie jest dobry pomysł, więc po prostu siadam na łóżku.

„Dzięki.” mówię z uśmiechem.

Pięć minut później Aleca już nie ma. Moja osobista, prywatna niańka, po zaaplikowaniu mi szklanki mleka z mojej własnej lodówki i powiedzeniu „dobranoc” w bardzo szczególnym tonie, odjechała na zielonym motorze. Zamykam drzwi, uśmiechając się. Cokolwiek przyniesie mi ta przyszłość, nie będzie tak zła, jak jeszcze myślałam dwadzieścia cztery godziny temu.

~ * ~* ~ * ~

Budzę się wcześnie rano. Wyskakuję z łóżka, nie kłopocząc się znalezieniem szlafroka. Przemykam cichutko przez mieszkanie. Ostrożnie ujmuję klamkę i otwieram drzwi do sypialni rodziców.

Moją twarz ozdabia radosny uśmiech, kiedy widzę dwie postacie na łóżku, wtulone w siebie jak dwie połówki jabłka. Wzdycham. Moi rodzice się pogodzili. Teraz świat może się walić.

Zamykam drzwi. Nucąc pod nosem zmierzam do łazienki. Chwilę później stoję przy zlewie, myjąc zęby, kiedy mój wzrok pada na kolekcję olejków i płynów do kąpieli. Moja dłoń nieruchomieje. Max zawsze mówił, że pachnę jak truskawki… albo jak wanilia. Przełykam.

Fuj. Pasta do zębów to obrzydliwe danie.

Szczotkuję zęby dalej, ale mój wzrok nie zostawia eleganckich flakoników. Były prezentem od babci Claudii. Zawsze twierdziła, że kobiecie należy się odrobina luksusu w życiu, chociażby podczas wieczornej toalety. Zaczęłam przelewać do środka swoje ulubione olejki, kiedy oryginalna zawartość została zużyta.

Teraz przypominają mi jedynie o Maxie. Nie chcę jednak pozbywać się pamiątek po babci. Była dla mnie zbyt drogą osobą. I to ona, w pewnym sensie, była odpowiedzialna za więź łączącą mnie z tatą. Nie zrozumcie mnie źle, z mamą dogaduję się całkiem nieźle. Ale zawsze czułam, że przekroczenie pewnych granic byłoby niewłaściwe… że ona sama wręcz tego nie chce. Więc o kłopotach i innych tajemnicach życia nastolatki rozmawiałam zawsze z Marią lub babcią Claudią, a tata niejako pełnił obowiązki stróża tego porządku. Tata zawsze wiedział, czy miałam kłopoty… i starał się, by ktoś zawsze był przy mnie, by był ktoś, kto pomoże mi rozwiązać moje kłopoty. Maria, prawdziwie teflonowa dziewczyna, zawsze żywa i wesoła była doskonałą przyjaciółką. No i nasze rozmowy przy lodach… Przyjaźń z Marią ma niewątpliwie swoje zalety. Zawsze mogę podzielić się z nią swoimi doświadczeniami. A ona swoimi ze mną.

Moje palce nagle rozluźniają chwyt na zielonym plastiku i szczoteczka spada do umywalki.

„Jak mogłam być tak głupia?” jęczę w zdziwieniu. Z Marią rozmawiałam o każdym aspekcie mojego życia. I kiedy mam na myśli „każdym”, to mam na myśli  k a ż d y, a już zwłaszcza relacje z chłopcami. Od czasu, kiedy w naszych życiach pojawili się przystojni Czechosłowacy, Maria wiedziała doskonale, jak wyciągnąć ze mnie wszystko, co chciała. Nic nie udało mi się ukryć. Przeszła jak huragan przez moje najskrytsze tajemnice… i pragnienia. A Papaja wczorajszego popołudnia puściła plotkę w ruch. Zapewne łącza telefoniczne były rozgrzane do czerwoności. Oznacza to, że najpóźniej w południe mogę spodziewać się huraganu, ciekawego szczegółów.

Kiedy wróciłam z Florydy, to właśnie Maria to odkryła i przechowała przez kilka dni, bowiem Max przychodził co noc na mój balkon. Praca u kongreswoman również była jej pomysłem. Nie mogła oczywiście wiedzieć, jak to się skończy. Maria była naprawdę świetną przyjaciółką.

I wciąż jest. Zostawiłam ją w Roswell samą, z oddalającym się od niej Michaelem, Maxem wyżalającym, się na jej ramieniu i Alexem chodzącym jak cień za Isabel. Nie powiedziała ani słowa wyrzutu. Wciąż nie mówi. Ja na jej miejscu czułabym się głęboko zraniona, ale Maria to jest tak bardzo ona… Zawsze widać, co czuje, co myśli. Jeśli czuje się zraniona lub wściekła, urządza huragan. Jeśli jest szczęśliwa, potrafi śpiewać i tańczyć przez cały dzień. Jeśli jest podejrzliwa, Herkules Poirot to przy niej święty.

O niebiosa, i co ja mam teraz począć?

Po namyśle stwierdzam, że mam dwa wyjścia. Pierwsze, mogę jej opowiedzieć całą historię. Nie jest to jednak opcja. Michael mógłby to z niej wyciągnąć poprzez błyski, a od niego już bardzo krótka droga do Maxa. Chociaż Michael i Maria nie są ze sobą teraz, to z pewnością wrócą do siebie. Jak tylko Maria da w zęby Courtney… co nastąpi najpóźniej za kilka dni.

Drugie rozwiązanie również jest opcją, w której mówię prawdę. Lecz biorąc pod uwagę wszystkie „obce czynniki”, które mogą nastąpić… pozostaje mi powiedzieć, że musiałam uczynić wszystko, by Max przestał mnie kochać. I mam nadzieję, że Maria wierzy we mnie wystarczająco, by zrozumieć niewypowiedziane.

Wzdycham. To będzie kolejny miły dzień reszty mojego życia. Konfrontacje z rodzicami, z Marią i zapewne z tłumem ciekawskich, którzy zwalą się do Crashdown. Życie w małym mieście bywa frustrujące.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *