Freak Nation (49)

49.

Dopiero kiedy słyszę oddalający się dźwięk motoru Biggsa, uświadamiam sobie, że nie mówiliśmy o Cece czy przeprowadzce. W ogóle. Ale to mnie teraz mało obchodzi. Nasza rozmowa coś we mnie odblokowała… nie wiem. Po prostu czuję się lepiej.

Zakładam tę czerwoną sukienkę, która tak podobała się Alecowi, siadam wygodnie na kanapie i włączam telewizor. Omijam wszystkie kanały informacyjne; tego wieczoru nie chcę usłyszeć o śmierci.

Nie mija godzina, jak słyszę krótkie pukanie… i zaraz potem Alec opiera się o framugę, uśmiechając słodko. Gdyby nie uszy, uśmiech okrążyłby jego łepetynę. Zgrzytam zębami. Wygląda na to, że coś… lub ktoś pocukrzył jego nastrój.

„Czołem ponownie!” salutuje żartobliwie.

Otwieram szerzej drzwi. Tak czy siak jeśli zechce wejść, to i tak wejdzie. Jest nadzwyczaj uparty.

Wracam do mojej kolacji. Nic niezwykłego, trochę niezdrowego jedzonka plus ogromy kubek mleka. Niedługo zamienię się w Kleopatrę, jeśli pierwsze objawy progerii nie ustąpią.

Alec opiera się po drugiej stronie blatu. Ignoruję go nadal i wciąż jem. Wkurzył mnie dzisiaj. Naprawdę. Co jest z facetami? Wystarczy odrobina ciała tu i tam i tracą kompletnie głowę.

„Co jest?” zwija wielką frytkę z mojego talerza, za co dostaje po łapkach.

„Nie proponowałam ci kolacji!” warczę.

„Nadal w złym humorze?” pyta się z drobnym uśmiechem na ustach. Wzruszam ramionami. Alec marszczy brwi.

„Gdybym wiedział, że alkohol tak psuje ci humor…”

Unoszę ironicznie brew.

„To Cece, nie piwo.”

W jego oczach widzę zaskoczenie.

„Co się stało?”

„Nic szczególnego… po prostu miałam już dość.”

„Hm?”

No tak. Alec w końcu przyjaźni się z Cece. Byli w tej samej jednostce. Psiakrew.

„Wolałam się stamtąd wynieść.”

Alec pochyla się nade mną z uśmieszkiem.

„A może… wolałaś mieć większą swobodę dla małego sam na sam.”

Zapycham mu buzię… frytkami.

„Myśl sobie co chcesz.”

„Pewnie.” uśmiecha się i podnosi swój plecak „Ponieważ przyniosłem coś na prywatną parapetówkę.”

Mój wzrok pada na etykietkę pękatej butelki.

„Szampan?”

„Yhm. Najprawdziwszy!” mówi z dumą. Wznoszę oczka do sufitu. On się nigdy nie zmieni.

„Nawet nie chcę wiedzieć, skąd to wytrzasnąłeś tak szybko.”

„Nawet nie chcesz wiedzieć, jak go użyjemy.” Alec gdera, okrążając blat „Trzeba poprawić ci humor.”

„Tak?” mamroczę po pięciu minutach, łapiąc oddech. Moja kolacja już wystygła, ale mleka nie mogę przepuścić. Z żalem, ale niestety odrywam się od niego. Złość przeszła mi zupełnie… i chyba oto mu chodziło.

Bierze mój talerz i wstawia do mikrofali.

„Musisz się dobrze odżywiać.”

„Jakbym słyszała Biggsa. Truje mi to o tym co rano, zupełnie jakbym to ja, a nie Cece była w ciąży.”

Alec krztusi się gwałtownie. No cóż. Tyle na temat ewentualnych długofalowych planów odnośnie „nas”… Jakoś robi mi się smutno.

Alec obejmuje mnie.

„Nie możesz być w ciąży. Nie przeżyjesz.”

Trzęsę się nagle.

„Wiem. Nie jestem.” mówię cicho „Ale i tak Biggs doprowadza mnie do szału.”

„Troszczy się o ciebie. To chyba dobrze?”

„Jasne.” mój humor poprawia się natychmiast „On naprawdę się stara. Czasem wbrew mnie… za moimi plecami…”

„Powiedz mi coś o tym!” rzuca ponuro. Wiem, o czym myśli. Trudno się nie domyślić.

„Musisz się dobrze odżywiać.” przedrzeźniam go, wskazując na butelkę.

Alec uśmiecha się przewrotnie i podnosi mnie jednym ruchem. O nie. Co on knuje?

„A kto powiedział, że ty to będziesz piła?” szemrze mi cicho do ucha. Nic nie mogę poradzić na dreszcz, który wędruje wzdłuż mojego kręgosłupa. Wygląda na to, że jestem w poważniejszych tarapatach niż myślałam.

~ * ~ * ~ * ~

Alec… Ten najbardziej wkurzający, zniewalający, seksowny i uroczy facet, jakiego znam, potrafi być też najbardziej zdumiewający. Większość czasu on jest… hm, groźny w pełnym znaczeniu tego słowa. Ale pewnego wieczoru, kiedy przeniosłam się do drugiego mieszkania Biggsa, odkryłam, że to ja raczej jestem wilkiem, a Alec owieczką.

Alec niegroźny, kiedy przychodzi to do spódnicy dziewczyny?

Wiem. Brzmi idiotycznie. A jednak… fakty są czasem o wiele bardziej niewiarygodne niż jakakolwiek fikcja zrodzona w umyśle szalonej pisarki o pseudonimie „H.”.

Jakie są więc fakty?

{{{{{{{{{{Żczynam? Nie.

{{{{{{{{{{Żiałam? Skądże! Zdarza mi się działać nie jak żelazna dziewica, ale nie przesadzajmy. Nieśmiałość i wstydliwość wciąż mają we mnie wiernego członka ich kościoła… chyba, że daję się ponieść zmysłom. Co niestety się zdarza, kiedy Alec położy na mnie swoje zręczne łapki w celu doprowadzenia mnie do absolutnego szału.

No, ale wracając do głównego tematu, czyli faktów z mojego życia osobistego.

Nie ja zaczynam i przeważnie to Alec działa. Nie, żebym miała coś przeciwko. On jest mistrzem w ręcznej robocie. Fakty są przy tym takie, że cokolwiek się dzieje… czy ja rumienię się? … kończymy osobno. Tzn., ja kończę. Alec sobie na to nie pozwala. Chociaż pewnego razu… hm, lepiej zostawię tę myśl w ciemnym kacie mojego umysłu.

No więc… do niczego nie dochodzi. „Niczego” to oczywiście kompletnie niewłaściwe określenie, ale ja w końcu… wciąż pozostaje tylko siedemnastoletnią dziewczyną z nader skromnym doświadczeniem. Ba, jak na standardy jestem po prostu zielona. Nie wiem, co myśleć o tej sytuacji. Nigdy nie miałam tego typu doświadczeń wcześniej, a przecież do Biggsa nie pójdę z pytaniem, dlaczego ja nie sypiam z Aleciem. Wzdrygam się na samą myśl. To nie jest kandydat na temat do kolejnej „uświadamiającej” pogawędki przy piwku.

Alec potrafi doprowadzić mnie do krawędzi, sprawić, że gubię wszelką niepewność. Właściwie to posuwa się dalej tylko wtedy, kiedy ja sygnalizuję, że chcę tego.

Czasami jego żelazne opanowanie przyprawia mnie o przerażenie. Innymi czasy – czyli przeważnie – po moim umyśle telepią się pytania.

Jak on tego dokonuje? To naprawdę budzi moją niepewność i strach. Alec jest bardzo zmysłowy, czasem nie może odkleić się ode mnie przez cały dzień… ja od niego też. Boję się, że pewnego dnia Alec nie wytrzyma i odejdzie… albo po prostu mnie zdradzi. Czułabym to, tak jak czuję, że teraz jestem jedyną w jego życiu: Jak? Proste. Sposób, w jaki mnie dotyka, w jaki mnie całuje… Alec jest głodny. Często nieopanowany… do pewnych granic.

I nasuwa mi się kolejne pytanie. Dlaczego? Alec nie jest dokładnie znany z cierpliwości do kobiet czy wstrzemięźliwości. Jeśli chce którejś, nie owija tego w bawełnę. Aż za dobrze o tym wiem. Asha ma naprawdę fioła na punkcie Aleca i zbiera każdą plotkę o nim, by potem powtórzyć mi z wypiekami na twarzy. Większość powoduje we mnie mdłości, ale staram się trzymać dzielnie i tego nie okazywać.

Więc – dlaczego?

Alec jest dla mnie zagadką. Tyle pytań i to nie tylko te, które wymieniłam. Jest ich cała długa lista, powodująca zwiększanie się mojej niepewności. Kiedy jesteśmy razem, niby wszystko jest w porządku. Ale kiedy są inni wokół nas, jest kompletnie inaczej. Nie wiem, jak się zachować, co robić, na co mogę sobie pozwolić, więc zazwyczaj nie robię nic. Większość osób nie ma najmniejszego pojęcia o nas. O ile nasz związek można nazwać „para” w słowniku X5. Nawet Cece, która czasem patrzy na mnie podejrzliwie. Hm, w gruncie rzeczy osoby, które wiedzą, można policzyć na palcach jednej ręki: Biggs, Cody, Logan i Mole. Ale nawet przy nich zachowuję się jak przy innych. Zresztą dlaczego moje zachowanie miałoby się zmienić? Mimo mojej zażyłości z Aleciem, naprawdę nie wiem, na czym stoję. Jesteśmy razem… a mimo to boję się. Tak piekielnie boję się, że coś robię nie tak albo że Alec znudzi się mną… czy cokolwiek innego.

Biggs powiedział mi kiedyś, że Alec nie ma pojęcia, co zrobić z dziewczyną, jak się zachować, tzn. kimś stałym w jego życiu. W Manticore nie uczą tego. A na wolności… no cóż. Dziewczyny same pchały się do jego łóżka, nigdy nie musiał się o to starać. Kiedy jednak Alec jest ze mną, nie odczuwam tak tego. Alec mnie rozbawia, sprawia, że się szczerze śmieję. Nie nudzę się z nim. Tematy do rozmów zawsze znajdują się same.

Owszem, Alec nie robi takich rzeczy, jak przynoszenie kwiatów, otwieranie drzwi przede mną, ale nosi mnie na rękach. Często.

I Alec jest cierpliwy. Kocham jego cierpliwość. Nie jestem dokładnie najmilszym i najspokojniejszym uczniem, ale Alec… Potrafi spędzić całe popołudnie, poprawiając jeden głupi chwyt spośród setek, których się nauczyłam i wciąż uczę. Chryste, nie miałam pojęcia, że ludzie są tak pomysłowi, kiedy to przychodzi do agresji i walki. No, ale wystarczy spojrzeć na mnie, na to, czym jestem, czym miałam być. Doskonałą bronią w ludzko wyglądającym ciele.

Czasami nie mogę się powstrzymać i porównuję ich. To znaczy Aleca i Maxa. I tu czuję się pełna winy. Nie powinnam tego robić. To nie w porządku wobec żadnego z nich.

Ale moje myśli dryfują czasem w tym niedozwolonym kierunku. Oboje sprawiali, że czułam się chciana. Każdy jednak na inny sposób i wobec każdego z nich miałam inne myśli.

Max… kochałam go. I prawdopodobnie wciąż bym go kochała, usychając z miłości do niego, pozwalając żalowi i rozgoryczeniu rozgościć się w moim sercu, gdybym nie wyszła na spacer tamtej feralnej nocy i nie została napadnięta. To był przełom – spotkanie z Max. Dzisiaj nie mam żadnych wątpliwości, że Nancy nie dopuściłaby „gości” do mnie. Być może nawet posunęłaby się do morderstwa. Na samą myśl robi mi się zimno.

I uczucie wobec Maxa. No nie wiem. W jakiś sposób myślenie o tym jest dla mnie niełatwe. Zakochałam się w nim w ciągu dosłownie kilku sekund, wejrzawszy do jego duszy. Może nawet z początku to nie była miłość, a tylko zauroczenie tym, jak mnie widział, co do mnie czuł. Zauroczenie samym uczuciem Maxa do mnie, poczuciem, że jestem kochana i uwielbiana. Potem to urosło silniejsze, aż w końcu nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Byłam jak szczeniak… kompletnie oczywista w uwielbieniu wobec niego. Ale nie miałam nic przeciwko, ponieważ on zwracał to uczucie. I było wszystko dobrze. Romeo i Julia.

Kiedy to się zmieniło? Z pewnością nie po wiadomości od matki Maxa… To się stało później. Wróciłam z Florydy, wyniszczona psychicznie koszmarami z Białego Pokoju i nagle zaczęłam widzieć uczucia Maxa nie jak miłość, lecz jako obsesję. A może to ja się zmieniłam i nie chcąc zaakceptować wiadomości o przeznaczeniu zaczęłam szukać dziur w całym, ciemnych stron, bólu i rozczarowania w naszej romantycznej historii? I niestety, było ich wiele. Co gorsza, ja wymyśliłam i spowodowałam chyba najwięcej. I nawet za to nie przeprosiłam.

Alec zaś po prostu pojawił się w moim świecie, z tym swoim niewinnym uśmieszkiem, ręczną robotą i bezczelnością. Nie policzę, ile razy jego arogancja i kompletny brak grzeczności doprowadzały mnie do szału, włącznie z chwilą, gdy wymusił pod zimnym prysznicem akceptacje mojego nowego imienia.

Z drugiej strony przedarł się tą swoją bezczelnością przez bariery, którymi otoczyłam moje serce po zniknięciu Maxa z przyszłości. Zmuszał mnie do reakcji, zmuszał do czucia, do przyznania się przed samą sobą, że jego fizyczna atrakcyjność nie pozostaje bez wpływu na mnie. Bo w końcu to było pierwsze… i jakoś kawałek po kawałku, przedzierał się na teren wroga, założył bazę i regularnie ją zaopatruje. A niech to. Stało się dokładnie to, czego się obawiałam i teraz stąpam po kruchym lodzie. Nadstawiam chciwie uszu chcąc usłyszeć zwiastun ewentualnych pęknięć.

Tylko co mi to da? I tak wpadnę wówczas do lodowatej ody. A zimno to jedyne, co może szybko i skutecznie pozbawić X5 życia. 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *