Freak Nation (46)

46.

Wiem, że Biggs mnie wyczuł, ale też wiem, że nie podejrzewa, co usłyszałam. Nigdy dotąd nie zdarzyło się coś takiego. Połączenie, było wprost… niesamowite. Byłam w jego umyśle. Byłam przez ułamek chwili nim.

I tak samo, jak mnie to fascynuje, tak samo zaczyna mnie to przerażać. Na litość boską… weszłam do umysłu mojego brata!

Kolejny chory pomysł Manticore? A może Sandmana?

Wolę nie zgadywać. Nawet nie chcę o tym myśleć…

Ale jeśli nie chcę myśleć o więzi, pozostaje mi ponure rozmyślanie o Cece.

Nie mogę nie współczuć Biggsowi. Gorycz przeniknęła przez bariery i dotarła aż do mnie. Moja kolana są wręcz słabe.

Jak ktoś może być tak dwulicowy? Udawać przyjaźń, robić słodkie oczy, a za plecami… Niedobrze mi. Nic dziwnego, iż Biggs obiecał mi wcześniej, że Cece się nie wprowadzi. Zresztą, w trójkę, a potem w co najmniej czwórkę, byłoby nam zdecydowanie za ciasno.

Ale nigdy nie spodziewałam się, że Cece będzie chciała się wprowadzić. Jedyna opcja, o jakiej rozmawialiśmy, to przyszła wyprowadzka Biggsa do niej. Nie było mowy, że tutaj, mój dom… grrr… zgrzytam zębami. Nie mogę stłumić złości i niechęci wobec Cece.


Cece jest problemem. Ja dla Cece jestem problemem. Niechcianym problemem, który najchętniej wyrzuciłaby z własnego domu.

Siadam po turecku na ladzie w kuchni z kubkiem kawy w dłoniach. Muszę pozbyć się resztek snu z organizmu. Muszę myśleć jasno, by znaleźć rozwiązanie.

Właściwie, to widzę dwa. Albo ja, albo Biggs – któreś musi się wyprowadzić. I to szybko, zanim Cece przyjdzie do głowy kolejny genialny temat do nocnej pogawędki.

Jeśli Biggs wyprowadzi się do niej, będę miała piekło na Ziemi z bratową. Jedyny dozwolony kontakt będzie przez więź. Perspektywa nie do zaakceptowania, chociaż takie rozwiązanie ma też oczywiste zalety. Ale lubię zjeść śniadanie z bratem, zagrać w kosza czy zwyczajnie poprzekomarzać się z nim. Nie wspominając już o wytarganiu za włosy czy przetrząsaniu jego szafy w poszukiwaniu jakiegoś fajnego podkoszulka do spania.

Zalety… jeśli już o nich mowa, to na czoło wysuwa się jedna. Przeprowadzka Biggsa utarłaby jej nosa. Ale wówczas musielibyśmy się przyznać do coraz silniejszej więzi… Yyyy, niedobry pomysł. Wręcz głupi.

Z kolei moja wyprowadzka ma równie oczywista wadę. Cece postawi na swoim. Wygra tę bitwę… być może wojnę.

Krzywię się na samą myśl.

Ale to dla Biggsa. Bo jeśli się nie wyprowadzę, sytuacja tylko się pogorszy i Cece będzie go bardziej dręczyć.

Domyślam się, że nie mam wielkiego wyboru.

Moja wyprowadzka.

Kiedy? Jak najszybciej i po cichu.

Tylko dokąd? Nie mam gdzie pójść.

„Ziemia do Maleństwa!” czuje nagle gorące usta na szyi. Oooch. Mój wampirek wrócił.

„Hej Alec.” Odchylam głowę, dając mu upragniony dostęp i Alec natychmiast z tego korzysta. Moje dłonie niebezpiecznie drżą, więc odstawiam kubek. Lubię kawę, ale w moim żołądku, a nie na sobie.

„Nie śpisz. Czemu?” Alec pyta niemal przypadkowo. Jego ton jest zupełnie swobodny, ale wiem, że jest zmartwiony. Poprzedniego ranka obudził mnie bardzo gwałtowny atak.

„Układam listę.”

Jęczy w rezygnacji.

„Nie możesz żyć bez planu!”

„Trzeba mieć plan!” pochylam się w jego stronę i daję prztyczka w nos.

„A gdzie miejsce na spontaniczność?”

„Zdecydowanie przeceniony towar!” droczę się z nim. Na Blue Lady, Alec potrafi odegnać ponure myśli i wywołać głupi uśmiech na mojej twarzy.

Opiera dłonie o ladę za mną. Jest niebezpiecznie blisko. Jego zapach już drażni moje nozdrza, powodując przypływ adrenaliny do krwi. Serce przyśpiesza, tłukąc się wściekle w mojej piersi.

„Zdecydowanie niedoceniony towar…” mamrocze do moich ust, zamykając odległość między nami. Zawijam ręce dookoła jego szyi, przyciągając go do ogłupiającego pocałunku. Mija wiele czasu, nim odrywamy się do siebie. Opieram głowę o jego podbródek. Usta muskają skórę szyi.

„I kto tu nazywa mnie wampirkiem!”

„Nie ja!” delikatnie chwytam mały fragment skóry między zęby. Alec drży. Uśmiecham się przewrotnie, ponieważ czuje także, iż w naszym kierunku zmierza dwoje transgenicznych…

„Kiedy coś planujesz, masz przynajmniej pewność, że to będzie trwało… lub nikt ci nie przeszkodzi.”

Odrywam się od niego i szybko zeskakuję z lady. Znikam w moim pokoju, nim goście otwierają drzwi. Lubię Mole’a, ale nie chcę, żeby oglądał mnie w moim nocnym stroju!

Kiedy dwie minuty później wracam, Alec częstuje się kawą. Biorę mój kubek i wracam na ladę. Patrzę na poważne miny zgromadzonych. O nie. Zaraz będzie nieprzyjemnie.

„Najpierw Alec wpada w środku nocy… teraz wy. Co się stało?”

Spoglądają na siebie.

„Zamordowano czteroletnie dziecko. Media oskarżają nas.”

Czteroletnie dziecko? Jak daleko White jest gotów się posunąć w swojej chorej nienawiści?

O Chryste. Mały, bezbronny chłopiec… nie mający już szansy dorosnąć i cieszyć się życiem.

„To był syn gubernatora stanu.” Cody dodaje z zaciśniętymi ustami „Trzeba ściągnąć z ulic kogo się da albo ich co najmniej ostrzec przed zamieszkami. Nie możemy dotrzeć do kilku osób…”

Kiwam głową. Moje zdolności bardzo się tu przydadzą.

„Kiedy wyruszamy?”

~ * ~ * ~ * ~

Do domu wracam dopiero późnym popołudniem. To był długi, męczący dzień. Miasto wrze, policja międzysektorowa jest piekielnie podejrzliwa i moje fałszywe papiery wiszą na włosku. Ostrzeżenia oczywiście dotarły do każdego. Ale nie tylko one.

Dopiero po opuszczeniu Terminal City zdałam sobie sprawę z mojej reakcji na wiadomość. A dokładniej gdzieś w dziewiątym sektorze. Mole włączył radio. W wiadomościach przemawiał White, podając kilka szczegółów zbrodni. Mój żołądek podchodził do gardła.

Skąd wiedziałam, że to chłopiec, zanim jeszcze Cody o tym powiedział? Ta informacja nie pochodziła od Biggsa. Czułabym to. O nie, w momencie, kiedy to mówili, mój brat jeszcze nie wiedział. Więc jak u licha mój umysł znał tę informację?

Wchodzę do mojego pokoju i wyciągam torbę spod łóżka. Pakuję się w ponurym nastroju, ponieważ ta myśl nie chce zostawić mojego umysłu.

Jeśli podświadomie wiedziałam, że to chłopiec.. czy to znaczy, że zabił go poprawiony genetycznie?

Nie, to za daleko wysunięty wniosek. Ale myśl tkwi długo w moim umyśle i towarzyszy mi aż do drugiego mieszkania Biggsa.

Otwieram drzwi i wchodzę do środka. Opuszczam torbę na podłogę i siadam na kanapie. W środku mnie rośnie to nieprzyjemne uczucie, że powinnam coś wiedzieć o tej zbrodni… że jakoś dotyczy ona mnie samej. Usiłuję je stłumić, ale to nie pomaga. Tkwi zbyt głęboko. 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *