Freak Nation (45)

45.

Nie wiem… nie rozumiem… to chyba moje ostatnio ulubione słowa. Nie rozumiem Aleca. I nie wiem, jak myśli. Ale jeszcze większą zagadką jestem ja sama i moje zachowanie.

Czasem mam wrażenie, że istnieje kilka ja.

Ja, która wdeptują w ziemię i ranię uczucia tych, których kocham.

Ja, która pójdę do piekła i z powrotem dla tych, których kocham.

Ja, która odtrącam Aleca, złoszczę się na jego bezczelność i udaję przed światem, że jesteśmy tylko dobrymi znajomymi.

Ja, która topnieję pod każdym jego dotykiem, kocham uczucie obejmujących mnie silnych ramion i pragnąca pozostać w ich bezpiecznym spokoju do końca dni; ja, śmiejąca się z jego bystrych odzywek i uwielbiająca jego bezpośredniość graniczącą wręcz z bezczelnością.

Jak ja mam dojść z sobą do ładu? I jak inni mają mnie zrozumieć, czy chociaż ze mną wytrzymywać? Mój humorek i nastrój wciąż szaleje na tej karuzeli. I nie mam pojęcia, jak z niej zejść, jak ją zatrzymać…

Biggs dokładnie mi nie pomaga. I nie mam tutaj na myśli jego osławionej już nadopiekuńczości. Chodzi o naszą więź.

Czasami to jest zupełnie niezależne od nas. Jak w przypadku bardzo silnych emocji… z którymi chcemy podzielić się z innymi. I całe szczęście, nie chciałabym znać silnych doznań mojego brata. Ale wracając do tematu… więź to naprawdę niesamowita sprawa. Większość zależy od tego, by naraz chciało dwoje. Przy naprawdę silnych emocjach to jest dziecinnie łatwe. Bez trudu możemy wręcz czytać przebieg myśli drugiego. Oczywiście nie zawsze jest to zaletą. Ale wystarczy wyciszyć się oraz dość dużo skupienia, by wyłączyć się od drugiego.

Znacznie trudniej jest się łączyć, kiedy dopada nas zwykła, szara codzienność. Aby „znaleźć” umysł mojego bratam, praktycznie wyłączam się od zewnętrznego otoczenia i skupiam się tylko na nim. Połączenie ma zupełnie inny charakter. Nie wiem dokładnie, czy się różni… ale czuję po prostu, że to jest zupełnie różne niż te pełne emocji.

Emocje mojego brata…. to one wpędzają mnie w popłoch. To właśnie one stanowią problem, dlatego właśnie Biggs miesza w mojej głowie jeszcze bardziej i napędza karuzelę.

Biggs jest poukładany. Dla niego świat, jego stosunek do niego, sposób, w jaki patrzy na rzeczy i co o nich sądzi – to wszystko jest proste. Jasne. Oczywiste. Klarowność jego uczuć doprowadza mnie do udręki.

Czasem złośliwe podesłanie mu lekkiej wątpliwości uważam wręcz za świętokradztwo. Biggs jest jak niezmienna opoka… czy też jak święta instytucja starszego brata.

Chciałabym mieć tę jego niezmienność, stałość.

~ * ~ * ~ * ~

Nie wiem, która godzina, lecz wiem, że jest naprawdę wcześnie.

Znowu nie wiem.

Nie wiem, co mnie obudziło. Wiem tylko, że coś nagle przerwało mój niespokojny sen i przyniosło mnie do rzeczywistości nadzwyczaj skutecznie. Ha! Ja przecież jestem anty-rannym ptaszkiem. Nie cierpię poranków. Nie cierpię wstawać. Nie cierpię, kiedy muszę walczyć z sennością. Dobudzenie się zazwyczaj zajmuje mi trochę czasu.

Podnoszę się, by sięgnąć po komórkę. I wówczas czuję to w mojej głowie. Czuję, jak przetacza się przez moje żyły, sprawia, że organizm zaciska się nerwowo wewnątrz.

Zdenerwowanie.

Otwieram oczy i patrzę na wyświetlacz telefonu. Kilka minut po drugiej. Ciemna, głucha noc. Co się dzieje z tobą, Biggs? Przecież nie masz dzisiaj patrolu. Cece nie ma ich teraz wcale.

Zaczynają drżeć mi dłonie, jednak nie ze zdenerwowania. Dziwne uczucie krąży gdzieś w moim gardle. Łapię spanikowana oddech.

Gorycz. Żal.

Usiłuje skupić się na odnalezieniu połączenia, ale nie jest to łatwe. Sen nie opuścił jeszcze mojego umysłu. Czai się gdzieś w kącie, gotów ponownie schwytać mnie w objęcia.

Ona nie może tego chcieć!

Myśl przenika moja głowę i łapię się jej desperacko.

Powoli, powolutku, podążam za nią. Co chwila zbaczam z drogi, to znów na nią wracam. Coś przerywa, ale jestem zdeterminowana.

Irytacja.

Biorę głęboki oddech i skupiam się ponownie. Tym razem pozwalam uczuciom przejąć kontrolę nade mną, przejąć władzę nad moim ciałem. Serce gwałtownie przyśpiesza swój rytm. Jednocześnie mam wrażenie, jakby teraz zwalniało.

Biło szybciej.

Oddech jest już miarowy. Wczuwam się ostrożnie, usiłując dopasować mój własny do jego rytmu.

Łup! Nagle krzywię się boleśnie, chociaż to właściwie nie boli. Jest raczej nieprzyjemne. Odbicia – kiedy Biggs mnie blokuje, nieświadom mojej obecności. Więc dlaczego czuję jego emocje?

Dlaczego nie otwiera?

Cofam się nieznacznie. Przywołuję pierwsze odczucie. Zdenerwowanie. O taaak. Starannie powielam je w sobie, pozwalam, by znów krążyło w mojej krwi, wsiąknęło pod moją skórę. Wdycham jego zapach. Jest gorzki, zaprawiony goryczą. Rozczarowaniem.

Miękko, niemal bezwiednie otaczam to uczucie. Jest jak delikatna rysa na ciemnym szkle. Szkoło nie pęka, wciąż chroni… lecz możesz ostrożnie zajrzeć poprzez rysę.

Obraz jest niewyraźny… głosy jakby otulone mgłą. I nagle jestem w środku, mój oddech równa się z oddechem Biggsa.

On nie czuje mojej obecności.

Mrugam zaskoczona, ponieważ nagle wokół mnie nie widzę pogrążonego w nocnym mroku pokoju. Obraz powoli sączy się do mojego mózgu, widzę tylko centrum, cała reszta zlewa się promieniście w jedno.

Och nie. Moja głowa krzyczy w proteście, ale zafascynowana pogłębiam połączenie i obraz wybucha tysiącami szczegółów. Barwy są tak żywe, tak inne… zupełnie jakbym widziała przez inne spektrum.

Widzę Cece, leżącą obok. Mówi coś z irytacja. Jej słowa wywołują cierpką gorycz w moim bracie.

Nie mogę ich uchwycić. Skupiam się mocno, ale nic nie słyszę. Obracam się, usiłując przebić się głębiej, ale powoduję tylko znajome łaskotanie w umyśle.

Mnie… to nie… ona…

Urywki słów płyną z innej strony. Ostrożnie chwytam się tego sznurka i podążam wzdłuż linii.

Wpuść mnie…

Miękko prześlizguję się za barierę…

„…kiedy wreszcie mała się wyprowadzi. To wkurzające nie mieć swobody we własnym domu. Nie chcę…”

Cofam się, gwałtownie usiłując wyplątać się z więzi połączenia. Czuję jedno szybsze uderzenia serca Biggsa.

Zaskoczenie.

Wyczuł mnie. Ale już za późno.

Łapczywie chwytam oddech przez kilka sekund, a potem obejmuję dłońmi głowę.

O Chryste.

Co to do cholery było?

To było… to było… jakbym była nim.

Czuła. Widziała.

I słyszała. Ją. Cece.

Gorycz tym razem jest czysto moja. Szok zresztą także.

…kiedy wreszcie mała się wprowadzi…

…we własnym domu…

Chcę płakać, ale nie mogę. Łzy nie chcą zwilżyć moich oczu. Zaciskam zęby, by powstrzymać drżenie ust.

Nawet złość nie chce do mnie przyjść. Odrętwienie, szok powoli zaczynają odpływać.

Zdenerwowanie. Gorycz. Żmija. Rozczarowanie. Zaskoczenie. Uczucia Biggsa odbijają się we mnie… tymczasem ja czuję je sama. Od nowa. Z własnych powodów… które są niemal identyczne jak Biggsa.

Ona nie może tego chcieć.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *