Freak Nation (40)

40.

W moim siedemnastoletnim życiu nigdy nie skradałam się chyłkiem. A już zwłaszcza nie skradałam się, by nie oberwać od starszego brata, który jak się okazało – ma z lekka wypaczone poczucie nadopiekuńczości.

I jeśli ten świat byłby poukładany właściwie, to Biggs powinien się skradać.

Ekspertem od męskiej psychiki to ja nie jestem, ale pewne mechanizmy widzę i rozumiem. Odpowiedź na pytanie, dlaczego Alec sądzi, że jestem dziewczyną Biggsa, jest prosta.

Ponieważ Biggs musiał mu tak powiedzieć.

Czy muszę wspominać, że czuję się z tego powodu chora?

Ja i Biggs?

A myślałam, że Alec to naprawdę inteligentny facet. Dosłownie unikatowy egzemplarz.

Nieprzyjemnie jest się mylić.

Co on teraz musi sobie o mnie myśleć? Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić. Po części oczywiście tłumaczy mnie ruja – większość X5 podchodzi z humorem do tej „przypadłości” i pomaga ogarniętym gorączkom kobietom nie wpadać w kłopoty. Tylko, że mój przypadek – trudno tak tłumaczyć. Psiakrew, usiłowałam dobrać się do spodni Aleca niemal przez cały czas.

I ze wszystkich facetów na świecie, to właśnie Alec – playboy do kwadratu, nie uległ pokusie, nie przespał się z „dziewczyną” przyjaciela. A mógł łatwo skorzystać, nie dbając o konsekwencje. Bez zająknięcia mógłby przecież wyciągnąć proste wytłumaczenie – feromony.

Psiakrew, kilka dni temu widziałam Aniel, jak niemal rzuciła się na Roxa. I nie powiedział nie, wydawało się, jakby on też nagle oszalał. A to przecież całkiem miły gość, który nie przechodzi przez dziewczyny jak burza. Ba, do niedawna miał stałą partnerkę… Ech, obserwowanie skutków działania feromonów wytwarzanych przez ciało X5 podczas rui tylko dodało cegiełkę do muru dzielącego mnie od znalezienia wytłumaczenia odrzucenia przez Aleca.

Aż Alec sam rozbił ten mur.

Psiakrew, Biggs, mógłbyś być mniej nadopiekuńczy. Z jednej strony uratowało mnie to przed przypadkowym i głupim utraceniu niewinności. Z drugiej jednak odebrało tę minimalną ilość szacunku, jaki żywił do mnie Alec.

„Gdzieś się podziewała?” dobiega mnie głos Biggsa. Wzdycham. Powinnam znać go lepiej. Odwracam się zrezygnowana.

„Były problemy z zalanym w trupa Aleciem.”

Biggs sztywnieje, a ja mam złośliwą satysfakcję.

„Co się stało?”

Wzruszam ramionami.

„Cody ściągnął go z Crash. Położyliśmy go do łóżka.”

„I?”

Wzruszam ramionami.

„Czemu się upił?”

Wzruszam ramionami.

„Nie mam pojęcia. Wolałam nie czekać, aż się obudzi.”

„Czemu?”

Wzruszam ramionami.

„Mam lepsze rzeczy do zrobienia niż leczenie jego kaca.”

Odwracam się i zamykam drzwi do mojego pokoju. Nie mam najmniejszej ochoty na kontynuowanie tego przesłuchania.

Biggs, coś ty najlepszego narobił?

~ * ~ * ~ * ~

Ile może trwać doba?

Pytam się tak na wszelki wypadek, ponieważ jestem niemal pewna, że pech stracił co do tego rachubę. Nie skończył się nad ranem. O nie. Wciąż trwa przy mnie, uparty i złośliwy.

Najpierw Cody odwołał trening. Na cały dzień. Nie wiem, albo ma kaca po wczorajszej wizycie w Crash, albo ma paskudny humor. Kto to wie?

W każdym bądź razie, zostałam na lodzie na cały dzień i nie wiem, co począć. Oczywiście mogę trenować sama, ale to nie jest ani odrobinę zabawne. Zanadto przypomina mi o chwilach spędzonych w ramionach Aleca i jego stanowczej odmowie.

Psiakrew, im więcej czasu mija od tamtej chwili, tym bardziej go chcę. To jest silniejsze ode mnie. Wszędzie gdzie pójdę w TC, czuję jego zapach. Kiedy ktoś rzuca zakład, żałuję, że jego nie ma by coś postawić. Niedobrze. NIEDOBRZE.

Jak powszechnie wiadomo, na własne kłopoty najlepsze jest zajmowanie się cudzymi. To niekwestionowane lekarstwo… więc po prostu idę do centrali. I Alec jest tam, rozmawiając o czymś z Codym. Ma ten niewinny uśmieszek na ustach i psotny błysk w oczach. Och. Nadchodzą kłopoty.

Mole odciąga mnie na bok, mówiąc, że Biggs kazał przygotować dla mnie laptop i podłączyć do niej kamerę. Uśmiecham się szczęśliwie. Nawet daję mocny uścisk zdumionemu Mole’owi. Porywam przenośny sprzęt i po prostu wieję z centrali.

Nie, żebym uciekała przed Aleciem. Nie, uciekam przed sobą i moimi odczuciami. Wyglądał przeklęcie dobrze w ciemnych dżinsach i ciemnej koszulce.

Siadam na łóżku i włączam sprzęt. Niestety, bateria jest rozładowana i muszę podłączyć to cudo techniki do kabelka, a kabelek do gniazdka w ścianie. Gniazdko w ścianie jest podłączone do kabelków w ścianie, a te z kolei wiodą do koncentratora, który jest także podłączony do…

Ok., stop. Obsesyjne próby nie-myślenia o Alecu i jego boskim ciele wpędzają mnie w paranoję.

Boskie ciało? Psiakrew, za dużo to ja nie widziałam. Przeklęte hormony.

Włączam program, który uruchamia zdalnie drugi laptop w Roswell. Okienko kamery przez chwilę śnieży, ale po 10 sekundach sygnał jest jasny.

Jak pech, to pech. Nikogo nie ma.

Sprawdzam skrzynkę meilową. Jeden meil od Alexa.

Ten sprzed dwóch dni. Alex wrócił ze Szwecji odmieniony, co w końcu zwróciło uwagę Isabel. Tak przynajmniej twierdzi Kyle.

Ale w jego emailach Alex jest tym samym dawnym Alexem. Żałuję, że go przy mnie nie ma. Ale chyba jeszcze bardziej żałuję, że nie przemogłam się, by powiedzieć mu prawdę. Całą prawdę, a nie tylko historyjkę o tym, jak zwiałam do nowo znalezionego brata, jak najdalej od Maxa. Po prostu nie mogłam się przemóc.

Ile winy może wywołać śmieszny email, w którym przyjaciel żartuje, jak to szturmem zdobędziemy Boston – on na MIT, ja na Harvardzie? Ogromnie dużo.

Wyłączam laptop i dopiero wówczas widzę Aleca, opierającego się o framugę drzwi z niewinnym uśmieszkiem na ustach. Jak on to zrobił?

Pojęcia nie mam.

Uśmiecha się do mnie i z jakiegoś szalonego powodu czuję, że zaraz zrobi coś zwariowanego.

Rusza się nagle szybciej niż moje oko jest w stanie zarejestrować… i czuję jego dłonie obejmujące moją głowę, jego gorące usta na moich.

Jest rozgrzany i zdecydowanie nie czuję alkoholu. O nie. Moje zmysły drażni zapach Aleca, zmieszany z zapachem wody po goleniu. Hm… jego policzek jest gładki… jego szyja też. Nie mogę zatrzymać moich dłoni przed tą wędrówką.

W końcu potrzeba oddechu zwycięża i odklejamy się od siebie. I chociaż mam ogromną ochotę porwać Aleca, przytwierdzić do łóżka i błagać, by zrobił te same wspaniałe rzeczy jak tydzień temu, czuję także ochotę zdzielić go czymś bardzo ciężkim po głowie. Co on sobie myśli?

Alec napotyka mój oburzony wzrok.

„Jak się dzisiaj miewa moje Maleństwo?”

Rzucam mu mordercze spojrzenie, zanim do mojego zamglonego i oszołomionego mózgu dociera znaczenie pewnej części mowy, nazywanej przez nauczycieli przymiotnikiem. Dwie sylaby, dwie spółgłoski, dwie samogłoski. M o j e, innymi słowy.

Alec przewraca mnie, tak, że teraz leżymy obok siebie. Opiera głowę na dłoni. Na twarzy kwitnie szelmowski uśmieszek.

„Czy X5 nie mają kaca?” pytam podejrzliwie.

Kiwa głową twierdząco.

„Miewamy.”

„I co się stało z twoim?”

„Poczułem przypływ…. hm, uzdrawiającej adrenaliny po rozmowie z Cody’m.”

Wstrzymuję oddech. O nie…

„Uprzedził mnie, że lepiej by twój nadopiekuńczy braciszek nie dowiedział się o moim wczorajszym wybryku, bo porachuje mi kości nim zdążę mrugnąć.”

„Ha, ciekawe co zrobi, kiedy znajdzie cię na moim łóżku?” warczę.

„Nie znajdzie…” mamrocze mi do ucha „Pojechał gdzieś z Cece 10 minut temu. Jesteśmy więc sami…”

Bez trudu przetacza się na mnie i unieruchamia moje ręce.

„Co zamierzam wykorzystać co do sekundy…” mówi z diabelskim błyskiem w oku, wodząc koniuszkiem palca po moich drżących wargach.

Och, wpadłam jak śliwka w kompot.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *